Pięć grzechów głównych Ernesto Valverde w rywalizacji z Liverpoolem

Dariusz Maruszczak

8 maja 2019, 13:15

Marca

154 komentarze

Na porażkę Barcelony we wczorajszym meczu z Liverpoolem wpływ miało wiele czynników. Nie można zapominać o błędach indywidualnych i wielu istotnych szczegółach związanych z grą zawodników, ale podstawowa odpowiedzialność spoczywa na trenerze, ponieważ to właśnie on musi szukać rozwiązań problemów. Ernesto Valverde tego nie zrobił, wprowadzał zmiany zbyt późno lub były one po prostu nietrafione. Wymieńmy więc główne błędy szkoleniowca, opierając się na pięciu punktach wskazanych przez dziennik Marca.

1. Identyczna jedenastka jak w pierwszym meczu

Wynik pierwszego spotkania z Liverpoolem był mylący, ponieważ The Reds potrafili zdominować Barcelonę i wstrząsnąć jej zawodnikami w wielu fazach tej rywalizacji. Rezultat był dla Jürgena Kloppa niekorzystny, ale w jego słowach na pomeczowej konferencji prasowej było trochę racji, ponieważ Liverpool nie zasługiwał na porażkę trzema bramkami. Na Anfield gospodarze zagrali podobnie. Być może, gdyby Valverde zdecydował się na pewne zmiany w składzie, ten scenariusz by się nie powtórzył.

2. Kolejna niewykorzystana szansa Coutinho

Valverde nie mógł skorzystać z Ousmane’a Dembélé, więc zdecydował się znów postawić na Philippe Coutinho, który w tym sezonie zawodzi na całej linii. Brazylijczyk miał pewne symptomy poprawy dyspozycji, ale równie dobrze mogły być one spowodowane zaburzeniem perspektywy w związku z obniżeniem oczekiwań wobec niego. Być może ostatnim sygnałem alarmowym powinien być pierwszy mecz z Liverpoolem na Camp Nou, w którym odstawał od kolegów. W rewanżowym spotkaniu wydajność i postawa Coutinho były takie same lub nawet gorsze. Przez cały sezon 26-latek grał kosztem Malcoma i ta inwestycja Valverde się nie zwróciła. Nie wiadomo, czy były zawodnik Bordeaux byłby w stanie zaprezentować odpowiedni poziom w tego typu rywalizacji, ale faktem jest, że trener nie wyciągał do niego ręki tak jak do Coutinho. Tymczasem mimo niewielkiego ogrania 22-latek potrafił strzelać gole Realowi Madryt czy Interowi. Postawienie w meczu z Liverpoolem na rzadko grającego Malcoma mogło być ryzykowne, ale nawet inni zawodnicy grali jednak częściej od niego, a mimo to Valverde znów dał szansę Coutinho.

3. Zmiany się nie zmieniają

Valverde trzyma się swoich stałych zmian, co nie pomaga mu odpowiednio reagować na boiskowe wydarzenia. Barcelona w rewanżowym meczu nie tylko wybiegła w tej samej podstawowej jedenastce, ale i pierwsza zmiana była identyczna, gdy Nélson Semedo pojawił się w miejsce Philippe Coutinho. Marca ocenia tę korektę pozytywnie, choć można zadać pytanie, czy pozostawienie na boisku Roberto i Semedo było słusznym założeniem przy stanie 0:3, gdy Barça powinna wreszcie tupnąć nogą i zyskać przewagę na boisku, a nie przyjmować kolejne ataki. Arthur pojawił się na murawie zbyt późno (w dodatku nie za tego pomocnika), a wejście Malcoma było już gestem rozpaczy.

4. Barcelona nie radziła sobie z pressingiem, a Arthur grał tylko 20 minut

Barça miała problemy z pressingiem Liverpoolu i na Camp Nou, i na Anfield. Katalończycy nie potrafili utrzymać się w posiadaniu piłki i musieli cofnąć się pod własne pole karne, ponieważ wiele zagrań było przecinanych przez The Reds. W takich warunkach zdecydowanie potrzebny był Arthur, który w pierwszym meczu w ogóle nie zagrał, a w drugim pojawił się na boisku w 74. minucie. Brazylijczyk po kontuzji nie prezentował najwyższej formy, ale z piłką przy nodze jest najbardziej niezawodnym pomocnikiem Blaugrany w tym sezonie. Można na niego liczyć bardziej niż na Rakiticia czy nawet Sergio Busquetsa.

5. Z boiska schodzą ci sami zawodnicy

W 74. minucie meczu na murawie wreszcie pojawił się Arthur. Valverde postanowił jednak zdjąć z boiska Arturo Vidala, zgodnie ze schematem swoich zmian (patrz punkt trzeci), choć 31-latek był wyróżniającym się zawodnikiem Barcelony. W dodatku Vidal nie miał na koncie żółtej kartki, więc mógłby pozwolić sobie na ostrzejszą grę w intensywnej końcówce spotkania, w przeciwieństwie do Rakiticia i Busquetsa, którzy nie dość, że mieli już po kartce, to jeszcze byli dalecy od swojej najlepszej dyspozycji. Chilijczyk nie pierwszy raz w tym sezonie został poświęcony dla tego typu schematów, co przydarzyło się również m.in. Ousmane’owi Dembélé w meczu z Lyonem.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (154)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze