Lipiec. Idzie nowe.
***
Okno transferowe rozpoczęte z przytupem – poza możliwością oficjalnej rejestracji piłkarzy, jego otwarcie niewiele zmienia. Wszak kibice już od dobrych kilku tygodni dzielą skórę na niedźwiedziu(ach), karmiąc się emocjami serwowanymi przez dzielnych i rzetelnych dziennikarzy w stylu Gerarda Romero. Popyt nakręca podaż, a praw rynku nie powinno się negować. Nie w tym jednak rzecz. Na FCBarca.com idzie nowe. Kolejny sezon za pasem, a my jak zwykle chcemy się rozwijać i udostępniać czytelnikom możliwie najwięcej zróżnicowanej treści, wśród której każdy znajdzie coś dla siebie. Poniższy tekst jest początkiem zupełnie nowego cotygodniowego cyklu, w którym będę przedstawiał swoje subiektywne spojrzenie na rzeczywistość dziejącą się w klubie, wśród kibiców, dziennikarzy i ekspertów – w końcu te dwa ostatnie rzeczowniki nie muszą być w każdym przypadku synonimami. A więc, do dzieła.
de Ligt
Gorący zwolennicy transferu Holendra do Barcelony (w tym ja) przeżywają ostatnimi czasy bardzo trudne chwile. Są niczym Marcin Najman idący do ringu – wiedzą, że nic z tego nie będzie, ale wciąż mają nadzieję, że przeciwnik dostanie w trakcie walki zawału. Przed napływem lawiny emocji ubezpieczyłem się kilka miesięcy temu, popełniając tekst analizujący możliwości i realizm ewentualnego transferu Matthijsa. W związku z tym nie przechodziłem tej całej huśtawki nastrojów związanej z nałogowym czytaniem tweetów z doniesieniami w stylu „kwestii godzin” lub mitycznej „konferencji Verrattiego”. Wszystkie znaki na niebie i Ziemi świadczą o tym, że nadzieja niderlandzkiej piłki trafi na Półwysep Apeniński, gdzie przywdzieje biało – czarny płaszcz, w którym będzie próbowała z niemałym wysiłkiem zdobyć mistrzostwo Włoch. Bądźmy jednak przez chwilę poważni.
O czym myśli de Ligt? Ma 19 lat, jaką różnicę robi mu 12, 13, czy 15 milionów? 50 metrów domu więcej, kolejny samochód czy o 10 metrów większy statek? Lepiej go odpuścić, zbiera mi się na wymioty. - Christophe Dugarry
Jakkolwiek wielkim i wspaniałym goleadorem Christophe by nie był (ok, od teraz już serio jestem poważny), to jednak nie podpisuję się pod jego wypowiedzią. Ustalmy fakty:
- Liga włoska jest najlepszą ligą na świecie pod względem gry czysto defensywnej. Umiejętność krycia, wyjścia strefą, gra na spalonego, ustawianie się, przekazywanie krycia, obrona w osłabieniu. To wszystko jest rzemiosłem od dekad doskonalonym w Serie A. Chcesz poznać cały arsenał sztuki obronnej? Obierz kierunek na Włochy.
- De Ligt świadomie wybrał Mino Raiolę na swojego agenta. Sam wyraźnie zaznaczył, że w każdym klubie będzie najemnikiem – zwykłym pracownikiem. Zwykły zaś pracownik chce zarabiać jak najwięcej i niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który przykładając skalę nie wybierze najkorzystniejszej finansowo oferty pracy.
- Juventus jest obecnie w fazie ogromnego rozwoju, dużych inwestycji i ambicji. Jednocześnie następuje zmiana warty na środku defensywy. Trzech piłkarzy ze średnią wieku 30 lat.
Dlatego zupełnie nie zgadzam się z Dugarrym. W moim odczuciu priorytetem de Ligta nie są pieniądze. Owszem, są ważne, ale Juventus to kierunek praktycznie pozbawiony wad, w przeciwieństwie do takiej Barcelony, nie wspominając o PSG. Holender w Turynie, poza świetną stawką roczną, ma zapewniony również rozwój, regularną grę i jeszcze jeden wspaniały argument, o którym wielu zapomina. Bianconeri to wciąż nie jest klub docelowy. Odejście za parę lat, zwłaszcza mając za agenta Raiolę, nie będzie problemem. Matthijs najprawdopodobniej już za chwilę trafi do klubu z tradycjami, historią, pieniędzmi, miejscem w składzie, możliwościami rozwoju i opcją późniejszego wytransferowania się bez większych problemów. Jeśli ktoś uważa go nadal za łasego na pieniądze, to w moim odczuciu ma poważne problemy z analizą faktów.
La Masia
Aż się chce rzucić szekspirowskim „Źle się dzieje w państwie duńskim”. Patrząc na ostatnie lata postawy zarządu w kwestii La Masii oraz Barcelony B, można zauważyć niepokojące symptomy. Aleñá i Puig są powiewem świeżości, ale prawda jest taka, że od 2013 roku do pierwszego zespołu nie trafił żaden wychowanek, który miałby stanowić o sile pierwszej drużyny. Sergi Roberto jest ostatnim Mohikaninem. Na dodatek niedawno w mediach hiszpańskojęzycznych pojawiło się parę artykułów pokazujących, że ryba psuje się od głowy. Ostatnim przykładem jest wypowiedź Luisa Milli - byłego trenera hiszpańskich drużyn młodzieżowych. Już za kilka dni Julia Cicha przedstawi nam wszystkim wyniki jej dziennikarskiego śledztwa. Sam czekam na artykuł z niecierpliwością.
Copa América
Nie oglądam i szczerze mówiąc nie interesuje mnie południowoamerykański turniej, w którym udział bierze Japonia i Katar (swoją drogą Ci drudzy potrafią wkupić się niemal wszędzie – czekam na ich występ na EURO). Zerknąłem jednak z ciekawości na kwadrans drugiej połowy meczu Argentyna – Wenezuela. Moim oczom ukazało się kartoflisko, na którym dzielni Albicelestes bronili rezultatu 1:0, a ich rywale nieudolnie próbowali podawać między sobą futbolówkę. Wyłączyłem. Podobno padł drugi gol, ale nie mam poczucia, że coś mnie ominęło. Dziś w nocy zaś Messi z ekipą odpadł definitywnie z turnieju. Nihil novi. Choć klasyk latynoski jest oceniany jako ciekawy, to ogólnie patrząc na relacje kibiców z całego turnieju, mniej atrakcyjnie i nudno już chyba być nie może. Niech CONCACAF i CONMEBOL się wreszcie ze sobą dogadają. Może wtedy, na równych i zadbanych murawach w USA, uda się przeprowadzić ciekawy turniej z korzyścią dla kibiców. Pytanie tylko, czy cyferki będą się zgadzały, bo jeśli nie, to ten pomysł można traktować równie poważnie, co zapowiedzi Denisa Suáreza o „jego” sezonie.
***
A propos Denisa. Jego transfer to najlepsza rzecz w ostatnich latach, która spotkała mnie jako culé. Serio. Bardziej produktywny był już Afellay, spędzając więcej czasu u lekarza niż na murawie. Wszak zaliczył asystę przy golu Messiego w Klasyku. Denisowi życzę oczywiście sukcesów w Vigo i niech kolejny sezon faktycznie będzie jego – może gdzieś w ramach transferu zarząd zawarł procent ze sprzedaży i parę groszy zasili za jakiś czas barceloński budżet.
Komentarze (29)