Leo Messi udzielił obszernego wywiadu dla argentyńskiej stacji TyC Sports, w którym zostały mu przypomniane fragmenty z wywiadu przeprowadzonego w 2004 roku. Argentyńczyk dzieli się spostrzeżeniami na temat rodzimego futbolu, przypomina trudne momenty związane z terapią hormonalną i opowiada o pasji do gry w drużynie narodowej swojego kraju.
Przypominamy jeden z pierwszych wywiadów, jakich udzieliłeś w telewizji. Pamiętasz tamten moment?
Miałem 18 lat, byłem bardzo młody. A tak w ogóle, to nie lubię oglądać samego siebie w telewizji. Tym bardziej obrazów z tamtej epoki, minęło już wiele lat.
Interesujesz się modą?
Nie jestem fanatykiem, ale lubię tematy związane z modą, z ubraniami.
Kiedy przeprowadziliśmy z tobą wywiad kilkanaście lat temu, jeszcze pamiętałeś, jak wyglądał twój pierwszy mecz. Teraz pamiętasz?
Teraz nie pamiętam. Wówczas nie minęło jeszcze tyle czasu, teraz nie ma szans. Wydarzyło się zbyt wiele, abym mógł jeszcze o tym pamiętać. Poza tym jestem kiepski w zapamiętywaniu rzeczy. Muszą mnie zawieźć w konkretne miejsce i opowiedzieć, żebym sobie o czymś przypomniał. Ciężko mi idzie z zapamiętywaniem.
Kiedy mówią ci, że strzeliłeś tyle i tyle goli, nie pamiętasz o tym?
Nie, zupełnie nie. Jeśli ktoś mi przypomni dokładnie moment i powie, co się wydarzyło danego dnia, jestem w stanie sobie przypomnieć. W każdym razie jestem kiepski jeśli chodzi o pamięć.
Innym razem powiedziałeś, że twojego najlepszego gola w karierze zdobyłeś strzałem głową.
Tak. Powiedziałem, że najlepszymi golami dla mnie są te, które były najważniejsze. Gol o którym rozmawiamy, padł w finale Ligi Mistrzów. Zamknęliśmy wtedy pewien cykl z Guardiolą. Wygraliśmy potrójną koronę, a tego nie udało się wcześniej dokonać. Tamta bramka posłużyła do tego, żeby wynik meczu z Manchesterem United był pełniejszy.
Jakie inne bramki umieściłbyś na podium najważniejszych bramek w karierze?
Bramka strzelona Realowi Madryt w półfinale Ligi Mistrzów. Natomiast nie przychodzi mi do głowy trzecia bramka. Musiałbym sprawdzić.
To może ten gol, kiedy zostawiasz Boatenga na murawie? Co się z nim wtedy stało? Upadł na głowę?
A tak, bramka strzelona Bayernowi. Boateng zrobił zły krok, ja szybko pobiegłem obok niego. On stracił równowagę. Trzeba też powiedzieć, że Boateng jest dosyć duży i dlatego upadł.
Innym pięknym golem jest ten, w którym otrzymałeś podanie od Iniesty i podniosłeś piłkę nad wychodzącym bramkarzem.
No tak. Gol strzelony Arsenalowi. Ładna bramka.
Zawsze byłeś kibicem Newell's Old Boys?
Mówiłem już nawet o tym we wspomnianym wywiadzie z 2005 roku. Był taki czas, kiedy mówiono, że jestem kibicem River Plate. Nic się jednak nie zmieniło. Dalej kibicuję zespołowi Newell's.
Niektórzy mówili, że kibicowałeś River, ale to nieprawda.
To było chyba wtedy, kiedy graliśmy z River w finale Klubowych Mistrzostw Świata i powstrzymałem się od świętowania zdobytej bramki. Wtedy zaczęli mówić, że kibicuję River. Potem mówili coś podobnego na temat innego klubu. Aha, już wiem. To było Independiente. Wszystko przez zdjęcie z dzieciństwa, na którym jestem w koszulce tego klubu. Wtedy jednak zakładałem koszulki, które mi się podobały. W tamtym okresie Independiente miało ładną, białą koszulkę. Zawsze jednak byłem kibicem Newell's.
Chciałbyś zagrać kiedyś w derbach Rosario? Marzyłeś kiedyś o tym?
Tak, tak. Generalnie chciałem grać w futbolu argentyńskim. Chodziłem na mecze z moim ojcem i to było coś niesamowitego. Rozegranie takiego klasyku byłoby czymś wspaniałym.
Można porównać hiszpańskie El Clásico z klasykiem argentyńskim, w którym mierzą się Boca z River Plate?
To jest mniej więcej to samo. Różnica polega na tym, że kibice przeżywają to w inny sposób. Poziom sportowy jest taki sam. Kibice w Argentynie wariują dużo bardziej na punkcie tych meczów. Porażka w klasyku znaczy bardzo wiele. W Hiszpanii oczywiście każdy chce wygrać, ale jeśli ci się nie udaje, nie dzieje się nic takiego. W Argentynie natomiast nie możesz wyjść z domu, kiedy przegrywasz w klasyku.
Kiedy człowiek zaczyna się nad tym zastanawiać, w Argentynie szaleństwo na punkcie piłki osiąga naprawdę nieprzyzwoite poziomy.
Wszystkie argentyński klasyki są praktycznie takie same pod tym względem. Klasyk w Rosario, w Córdobie, River-Boca czy Independiente-Racing. Każdy jest przeżywany w ten sam sposób. Generalnie argentyński futbol przeżywa się w taki szalony sposób. Ludzie przenoszą swoje szaleństwo na poziom piłki nożnej i czasami dochodzi do strasznych rzeczy.
Wyobraź sobie Copa Libertadores, kiedy grasz na wyjeździe w środku tygodnia. Przyjeżdża Messi i cały kraj, niezależnie jaki, dostaje szału.
Przeżywamy to na własnej skórze w południowoamerykańskich eliminacjach do mistrzostw świata. Graliśmy na boiskach całej Ameryki Południowej i to było szaleństwo. Kibice nie dają ci spać, przez całą noc robią hałas. Mecz w ramach Libertadores musi być jeszcze gorszy.
Kiedy odpalają petardy w ciągu nocy i nie dają ci spać, potem jesteś bardziej wkurzony na boisku?
Szczerze mówiąc nie mam żadnego problemu ze spaniem. Mogłaby przejechać obok mnie ciężarówka i spałbym dalej. Nie mam z tym żadnego problemu. Nie ma to na mnie wpływu. Mam jednak takich kolegów, którzy przy najmniejszym hałasie budzą się i nie mogą zasnąć.
Kiedy rozmawialiśmy te kilkanaście lat temu, powiedziałeś, że czujesz się bardziej kreatorem gry, niż zawodnikiem wykańczającym akcje. Całe szczęście, że to wyjaśniłeś, bo później strzeliłeś dwa miliony goli.
Cały czas tak myślę. Nie jestem typowym goleadorem. Wolę mieć częściej piłkę i ruszać na bramkę bardziej z tyłu. Wolę kreować grę, ale lubię też wchodzić w pole karne i zdobywać bramki. Nie przeżywam tego jednak w taki sposób jak środkowi napastnicy. Lubię strzelać, ale lubię też być w stałym kontakcie z piłką. Kiedy przez dłuższy czas nie jestem w posiadaniu piłki, wyłączam się z meczu. Wolę być w centrum akcji. Nauczyłem się też regulować moją grę w trakcie meczu i wybierać moment, w którym nie muszę się włączać do akcji lub nie jest wskazane, abym uczestniczył. Czekam wówczas na odpowiedni moment. Dozuję wysiłek fizyczny.
Teraz więcej myślisz na boisku. Kiedyś ciągle prosiłeś o piłkę i to generowało inny poziom wysiłku fizycznego.
Tak, rozwinąłem się w tym aspekcie. Nauczyłem się lepiej czytać grę. Nauczyłem się wybierać odpowiednie momenty uczestniczenia w grze i wiedzieć, gdzie mogę być najbardziej decydujący i skuteczny. To przyszło z czasem.
Kiedy się spotkaliśmy przy pierwszej okazji, miałeś fryzurę w stylu Rolling Stones'ów. Nie miałeś tatuaży, nie miałeś brody. Miałeś twarz dziecka. Nie miałeś dzieci i wygranej Ligi Mistrzów na koncie. Nic nie miałeś, brakowało ci wszystkiego w tamtym czasie. Wyobrażam sobie jednak, że już wtedy miałeś wielkie marzenie.
Tak, wtedy wszystko się zaczęło. To był sam początek i nieco wcześniej wydarzyła się jedna z najpiękniejszych rzeczy w mojej karierze - mistrzostwa świata U-20. To było niezapomniane doświadczenie. Wówczas jeszcze nie marzyłem o tym wszystkim, co przeżyłem później. Wszystko jest dużo lepsze i większe, niż mógłbym sobie kiedykolwiek wyobrazić.
Tamten chłopak nie marzył zatem o byciu Leo Messim, jakiego znamy teraz?
Nie. Moje wyobrażenia były dużo skromniejsze. Wtedy nie myślałem o niczym, co potem było mi dane przeżyć.
Rozmawialiśmy wtedy o twojej terapii hormonalnej. Zadałem ci głupie pytanie o to, czy igła od strzykawki zostawiała ci ślady.
Igła była mała, więc nie było żadnych śladów. Szczerze mówiąc jest wiele osób, które muszą się poddać takiej terapii.
Wtedy miałeś też inną budowę ciała. Teraz jesteś jak byk.
No tak. Wtedy dopiero zaczynałem. Nie realizowałem żadnej pracy na siłowni, nie rozegrałem zbyt wielu meczów. Byłem chłopcem, który dopiero zaczynał. Potem ciało się zmienia w miarę upływu czasu. Pracujesz nad innymi rzeczami. Pojawiło się też wiele nowości jeśli chodzi o trening fizyczny, regenerację ciała czy kwestię odżywiania. Wszystko to bardzo się rozwinęło w ostatnich latach i przykłada się też do tego większą wagę. Wszystko to pomaga, aby być w lepszej dyspozycji w dniu rozgrywania meczu.
Robienie sobie zastrzyków każdego dnia było czymś mało przyjemnym.
Tak, to nie było łatwe. Ale ja byłem zawsze bardzo odpowiedzialny. Pamiętam, że miałem specjalne pudełko z przygotowanymi zastrzykami i trzeba je było przechowywać w lodówce. Kiedy nocowałem w domu kolegów, zawsze zabierałem ze sobą to pudełko. Moi kumple dobrze wiedzieli, że każdej nocy musiałem zrobić sobie zastrzyk. Nawet sami mi o tym przypominali, żebym przypadkiem nie zapomniał. W końcu stało się to dla mnie czymś normalnym, rutynowym. Nie wpłynęło to mnie w negatywny sposób. Przeciwnie - pomogło mi. Słyszałem, że jest wiele takich przypadków. Na początku jest to dosyć ciężkie, szczególnie dla rodziców. To oni najbardziej to przeżywają. Taką terapię zaczyna się bardzo wcześnie i kiedy widzisz dziecko robiące sobie zastrzyk, jest to nieprzyjemny widok. Kiedy zacząłem, miałem jakieś 11-12 lat. Wiele dzieciaków zaczyna jednak jeszcze wcześniej. Rodziców to może szokować, ale jest to niezbędne dla lepszej przyszłości.
Już jako dziecko marzyłeś o tym, aby w przyszłości bronić barw drużyny narodowej Argentyny?
Tak, zawsze tak było. Wtedy było znacznie trudniej wiedzieć, że za granicą gra 15-letni chłopak. Teraz wiadomo o wszystkim. Jest dużo prościej, aby informacja dotarła do odpowiednich osób. Wtedy to było skomplikowane i zrobiliśmy wiele, abym mógł zagrać w reprezentacji i aby ludzie dowiedzieli się, że jest taki nastoletni chłopak grający w Barcelonie.
Mijają lata, a twoja miłość do argentyńskich barw jest niezmienna. To nie jest tak, że mówisz to teraz, aby dobrze wypaść. Mówiłeś o tym już wtedy, kiedy miałeś 17 lat.
Zawsze tak było. Przeżyłem później wiele różnych doświadczeń w drużynie narodowej i musiałem jakoś radzić sobie z wieloma opiniami, które nie były sprawiedliwe. Zawsze próbowałem, nadal próbuję. Dotarliśmy do finału mistrzostw świata i finałów Copa América. To nie jest mało. Nie wszystko zamyka się tylko w zwycięstwach. Przez te wszystkie lata było wiele takich momentów, kiedy sprawiliśmy, że nasi kibice byli szczęśliwi. Myślę tutaj o meczach eliminacyjnych, meczach na mistrzostwach świata czy na turnieju Copa América. Porażki były ogromnym bólem dla wszystkich, ale udało nam się dotrzeć do ostatniego spotkania i zabrakło nam bardzo mało do tego, aby sięgnąć po tytuły. Przed nami kolejna okazja. W czasie ostatniego turnieju staliśmy się silną ekipą, po wielu zmianach i przybyciu wielu młodych zawodników. Nie jest łatwo zaadaptować się i zacząć dobrze grać. Po ostatnim turnieju Copa América pozostała nam świetna drużyna narodowa. Mecze towarzyskie rozegrane po tym turnieju, potwierdziły dobrą dyspozycję. Miejmy nadzieję, że tak będzie nadal aż do następnej Copa América.
Jak oceniasz tę drużynę Scaloniego?
Tak jak wspomniałem teraz, drużyna bardzo się rozwinęła w trakcie ostatniego turnieju Copa América. Nadal się rozwija i widać to w meczach towarzyskich. Pojawiło się wielu młodych chłopaków. Nie mogłem wrócić do kadry ze względu na zawieszenie, ale oczywiście śledziłem poczynania reprezentacji i wiem, że powołano wielu nowych graczy. Myślę, że powstaje dobra ekipa. Poza tym część kolejnego turnieju zostanie rozegrana w Argentynie, więc trzeba to wykorzystać.
Wspomniałeś o zawieszeniu. Rozmawiałeś o tym z Medelem? W momencie tamtego spięcia widać było, że nie rozumiałeś, o co chodziło.
Nie, ale wiem, że on taki jest. Zawsze gra w ten sposób, zawsze grał na granicy. Rozmawiałem też z Vidalem i też dochodziliśmy do wniosku, że Medel zmienia się na boisku. Poza boiskiem jest zupełnie inną osobą. Nic się nie stało, wszystko zostaje na boisku.
Komentarze (4)