Już dziś wieczorem o godzinie 16 czasu polskiego FC Barcelona zmierzy się z Valencią w ramach 21. kolejki rozgrywek LaLigi. W klasycznych okolicznościach mówilibyśmy o potencjalnie trudnym jak zwykle rywalu, grającym na gorącym Mestalla, z którego jednak Barcelona regularnie wywozi jakieś punkty. Obecna sytuacja jest jednak zgoła odmienna, bo drużyna Setiena nie tyle wyszła z pieca i trzeba spróbować jej chrupkość, co dopiero formuje się ciasto użyte do wykonania przepisu.
Nowy trener ma za sobą już dwa mecze. Pierwszy ligowo-domowy, kiedy zespół wykonał świetną pracę w zdominowaniu rywala, a szwankowały jedynie ostatnie podanie i skuteczność. Drugi na przeciwległym biegunie. Żenująca postawa przez niemal pełne 90 minut i dwa gole na wagę awansu rzutem na taśmę. Można powiedzieć, że wyglądało to, jakby na ławce trenerskiej cały czas przebywał Ernesto Valverde. Jaki obraz zespołu jawi się przed pierwszym poważnym sprawdzianem Setiena? Czy równowaga pomiędzy odwagą i wiernością filozofii a rozsądkiem wynikającym z faktu, że praktycznie nie było czasu na zaaplikowanie tych wartości w żyły piłkarzy, zostanie zachowana?
Nihil novi w Walencji
Ten mecz da wiele odpowiedzi Barcelonie, ale gospodarzom już niekoniecznie. Valencia Celadesa nie jest drużyną lepszą od tej Marcelino. Wciąż ma problemy z ustabilizowaniem formy. Od początku listopada piłkarze ze wschodniej Hiszpanii uzyskali bilans ligowy 5-2-2, co daje 17 na 27 punktów. Patrząc na wiecznie wysokie aspiracje klubu, to wynik co najmniej przeciętny. Do tego styl i solidność w grze nie zachwycają. Większość meczów była toczona na granicy, nawet z tymi teoretycznie słabszymi rywalami. Celades de facto kontynuuje dzieło Marcelino, stosując formację taktyczną 4-4-2 z ofensywnymi skrzydłami, stabilnym i pozbawionym błyskotliwości środkiem pola oraz napastnikami, którzy potrafią popracować, wygrać górną piłkę, ale do miana killerów i klasowych piłkarzy jest im lata świetlne. To tak a propos możliwego transferu Rodrigo do Barcelony. Mimo wszystko Nietoperze wciąż mają ząbki i potrafią ukąsić, bazując na szybkich atakach po stratach rywala. Akurat to brzmi jak dobry plan na obecną Barcelonę, która jest dużą niewiadomą i zostanie całkiem nieźle zweryfikowana przez gospodarzy. Pod warunkiem oczywiście, że znów z pomocą nie przybędzie arbiter z czerwonym kartonikiem.
Stopniowa ewolucja Barcelony
Odnośnie do gości, to trudno teraz cokolwiek przewidzieć. Setien meczem z Granadą pokazał, że nie jest głupi i swoje schematy oraz filozofię będzie wprowadzał stopniowo. Nie należy zatem w dzisiejszym meczu spodziewać się wodotrysków i pięknej gry. Niemal pewne jest ustawienie 4-3-3 z Sergim Roberto i Albą po bokach, środkiem pola opartym na podstawowych graczach pierwszej drużyny, Messim, Griezmannie i kimś do pomocy wspomnianej dwójce. Tym razem niekoniecznie musi to być Fati, który w debiucie Quique zaprezentował się słabo.
Taktyka i personalia to jedno, ale znacznie ważniejsze na Mestalla będzie nastawienie mentalne, wola walki, pragnienie zwycięstwa i zgoda na 90 minut ciężkiej pracy na murawie. Z tym za Valverde był największy problem i rola Setiena będzie kluczowa. Czy trener poradzi sobie z tym trudnym zadaniem przekonania zarabiających miliony gwiazd futbolu, że jednak trzeba się trochę spocić i dać odpór napierającemu rywalowi? To tak naprawdę pierwszy test – pierwszy z wielu, po którym culés będą mogli się zorientować, na ile obecna kadra rokuje na przyszłość, a na ile powinna być zastosowana „guardiolowa” terapia szokowa.
Jedno wydaje się całkiem prawdopodobne. Mecz powinien dostarczyć dość dużej dawki emocji. Środowisko Valencii zarzeka się, że przyszedł wreszcie czas na odprawienie Barcelony bez bagażu punktowego. Duma Katalonii zaś będzie próbowała utrzymać się na szczycie ligi, co przy obecnej formie Realu Madryt może zapewnić tylko zwycięstwo. Miejmy nadzieję na ciekawe widowisko.
Komentarze (12)