Jak zauważa dziennik Marca, drużyna Quique Setiena ma jeszcze problemy z kontrolowanie sytuacji w trakcie meczu. Spotkanie z Levante pokazało, że nowy szkoleniowiec będzie miał jeszcze dużo do poprawienia.
To była zaledwie minuta przed ostatnim gwizdkiem sędziego. Wtedy Ruben Rochina zdobył kontaktową bramkę i wprowadził zdenerwowanie i zamęt w szeregach Barcelony. Końcowe 60 sekund było dowodem na to, że zawodnicy Setiena stracili kontrolę w meczu. Levante było bardzo groźne i konsekwentnie atakowało. Udowodniło, że nowa Barça nie nauczyła się jeszcze dominować.
Rzadko widzi się, by Katalończycy kończyli spotkanie z jednym napastnikiem. W pierwszej jedenastce wyszło trzech pomocników: Busquets, Rakitić i De Jong. W drugiej połowie, wobec coraz groźniejszego Levante, Setien zdecydował się zdjąć Griezmanna i wprowadzić Sergiego Roberto w 71. minucie. Następnie Arthur zmienił De Jonga, a na końcu Riqui Puig wszedł w miejsce Ansu Fatiego. Pięciu pomocników nie było w stanie powstrzymać gości przed atakami. Drużyna Paco Lópeza uderzała na bramkę pięć razy. Przez 45 minut gracze Levante zdołali stworzyć sobie trzy groźne sytuacje: jedną zmarnowali Morales i Rochina, potem groźnie strzelał Hernani, a na koniec po błędzie Arthura Roger stanął sam na sam z Ter Stegenem i nie trafił do siatki.
Podobnie jak w meczu z Valencią, rywale Barcelony grali dokładnie i konsekwentnie. Pokonując pierwszą linię Barçy, piłkarze Levante mieli przed sobą autostradę na horyzoncie. Za dużo było dziur w obronie i ryzyka, powodowało to niepotrzebne napięcie. Wszystko to ze wzmocnionym środkiem. Na boisku przebywali wszyscy ci, którzy potrafią kontrolować futbolówkę. Ich ulubionym systemem jest długie posiadanie piłki i dyrygowanie grą. I właśnie tych cech zabrakło w meczach z Valencią i Levante. Wg Marki jak na razie Setien nie potrafi odbudować tej dominacji w środku pola, która sprawiła, że cały piłkarski świat pokochał Barcelonę.
Komentarze (25)