Guillermo Amor udzielił wypowiedzi dla dziennika El País, w której wspomina m.in. Michaela Laudrupa i Bernda Schustera.
Amor pojawił się w La Masii pod koniec lat 70. W 1982 zmienił Diego Maradonę podczas meczu inauguracyjnego Mini Estadi. Na Camp Nou pod skrzydła Johana Cruyffa trafił w 1988 roku. Dekadę później odszedł do Fiorentiny, a na koniec kariery grał w Villarrealu. Teraz w rozmowie z El País wspomina stare dobre czasy.
Amor odniósł się do Bernda Schustera, Luisa Figo i Michaela Laudrupa, trzech byłych piłkarzy Barcelony, którzy z różnych powodów trafili później do Realu Madryt. - To zawodnicy z historią. Zostawili swój ślad, niezależnie od motywów swojego odejścia z Barçy - podkreśla Guillermo Amor.
- Schuster mocno na mnie wpłynął. W 1980 roku był jeszcze młody, ale w jego grze widać było osobowość i odpowiednią hierarchię weterana. Uderzał piłkę w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie widziałem. Robił to przy rzutach wolnych, podaniach czy zmianach kierunku. Jego dotknięcia piłki i zagrania były wyjątkowe.
- Figo był bardzo wyjątkowy, silny fizycznie i technicznie. Był również bardzo ciepłą osobą, szczególnie dla chłopaków z Barçy. Jeśli ktoś miał problemy z piłką, mówił "daj mi". Był szczęśliwy w klubie i mieście.
- Laudrup był jak dopływ świeżego powietrza. Byliśmy silni w grze pozycyjnej, zawsze wiedzieliśmy, gdzie znajduje się każdy kolega z drużyny, od prawego obrońcy po lewego skrzydłowego. Przesuwaliśmy się do przodu z piłką, opierając się na krótkich i szybkich podaniach. Czasami jednak nie było sposobu, aby się przedrzeć. Rywal nas doskonale przeanalizował albo nie byliśmy wystarczająco dokładni. Kiedy to się powtarzało, szukaliśmy tylko jednego rozwiązania: Michaela. On zawsze tam był, zawsze pokazywał się do gry, nigdy się nie chował, był gotowy na zrobienie przewagi liczebnej i różnicy w konkretnej akcji.
- Nigdy nie widziałem piłkarza lepszego w grze jeden na jeden. Czym innym jest otrzymać piłkę na wolne pole, a czym innym uwolnić się spod krycia, ręka w rękę z obrońcą, któremu pomagają inni. Poza tym Laudrup był bardzo regularny. Powtarzał swoje akcje. Nie pamiętam wręcz jego konkretnych występów, ale jego gesty taktyczne i podania w każdym meczu. Jego sekretem było to, że był bardzo dobrze ustawiony i wchodził po obu stronach boiska, doskonale grał obiema nogami. Jego znakiem rozpoznawczym była słynna "croqueta" - tac-tac, prawa-lewa i do widzenia. Napastnicy, którzy potrafili dryblować, zawsze byli wyjątkowi, a Laudrup dryblował, podawał, asystował i strzelał gole.
- Nie pamiętam piłkarza, który widziałby akcję jeszcze wcześniej niż trener czy kibice. Miał wyjątkową wizję, dzięki której stwarzał sobie przewagę. Czasami jest porównywany do Iniesty. Kontekst był jednak inny. Andrés miał Messiego czy Xaviego. Z kolei Michael był dla nas wyjątkowym zawodnikiem na boisku, ponieważ nikt nie grał tak elegancko. Ponadto był nieskazitelnym profesjonalistą, miał wielkie serce i zawsze okazywał wdzięczność. Naprawdę dobrze się z nim przebywało na treningu, boisku, w szatni czy na ulicy.
Komentarze (1)