Santi Gimenez posuwa się do stwierdzenia, że w tym momencie Antoine Griezmann musi wrócić do punktu zero. Jeszcze w zeszłym tygodniu wydawało się, że zostanie flagowym piłkarzem nowego projektu Ronalda Koemana po tym, jak Messi powiedział, że odchodzi, a holenderski szkoleniowiec przekazał Luisowi Suárezowi, że na niego nie liczy.
Jednak już w piątek było wiadomo, że Messi zostaje i Griezmann ponownie będzie musiał szukać sobie miejsca u jego boku. W zeszłym sezonie to mu się nie udało. Przesunięcie na lewą stronę ataku Barcelony nie zadziałało. A na tej pozycji ogromnymi możliwościami dysponuje natomiast Ansu Fati.
Cały poprzedni sezon był ciężki dla Antoine'a Griezmanna. Kulminacją był brak występu od pierwszej minuty w meczu z Bayernem Monachium. Jednak to nie był jedyny taki epizod. Tego, że jeden z najbardziej uznanych piłkarzy w świecie futbolu siedzi na ławce w meczach Barcelony z takimi zespołami jak Athletic, Sevilla czy Atlético, nie można nie zauważyć.
Santi Gimenez podkreśla, że Antoine'a Griezmanna bardzo bolało to, że odgrywał drugoplanową rolę, na którą był skazany przez Quique Setiena. Taka rola przejawiała się nie tylko w zasiadaniu na ławce (co trudno zrozumieć w przypadku zawodnika, za którego zapłacono ponad 120 mln euro), ale również w tym, że kiedy Francuz pojawiał się już na boisku od początku spotkania, to i tak nie przechodziła przez niego gra.
Początkowo wręcz niektórzy wskazywali, że Griezmann może odejść. To się jednak zmieniło z dwóch powodów. Po pierwsze, Josep Maria Bartomeu publicznie powiedział, że Griezmann jest wśród zawodników nie na sprzedaż. Nawet jeśli listy ogłoszonej przez prezydenta, któremu mało kto już ufa, nie można uznać za ostateczną i nienaruszalną, to słowa Ronalda Koemana również świadczą o tym, że holenderski trener będzie liczył na Griezmanna. - To nie jest typowy skrzydłowy. Trzeba mu znaleźć odpowiednią pozycję, rolę, w której będzie czuł się dobrze i w której będzie mógł pokazać swoje umiejętności - mówił Koeman. Teraz wszyscy z niecierpliwością oczekują, czy Holendrowi się to uda.
Komentarze (74)