Pamiętne remontady
Barcelona stoi dziś przed wyzwaniem niemal niemożliwym do zrealizowania, choć historia jej remontad jest bardzo bogata. Wszyscy pamiętają konfrontację z PSG na Camp Nou w 2017 roku, gdy Barça wygrała 6:1 po porażce w pierwszym starciu 0:4, ale Katalończycy jeszcze w kilku innych rywalizacjach potrafili wychodzić z bardzo trudnego położenia. Dziennik Sport przypomniał te efektowne remontady Barcelony. W 1/8 finału Pucharu UEFA 1977/78 Blaugrana po porażce 0:3 z Ipswich prowadzonym przez legendarnego Bobby’ego Robsona zdołała zwyciężyć u siebie w takim samym stosunku, a następnie wyeliminować rywala w rzutach karnych. Już w kolejnym sezonie na tym samym etapie zmagań w Pucharze Zdobywców Pucharów Barcelona przegrała 0:3 z Anderlechtem na wyjeździe. I tym razem Katalończycy wyrównali wynik dwumeczu, a potem wyszli z rywalizacji obronną ręką po konkursie jedenastek na swoim stadionie.
Wielkie emocje wzbudziły też pojedynki w półfinale Pucharu Mistrzów 1985/86. W pierwszym starciu Barça znów przegrała na wyjeździe z IFK Göteborg 0:3, ale hat-trick Pichiego Alonso na Camp Nou dał jej wyrównanie stanu rywalizacji, a rzuty karne przyniosły awans do finału rozgrywek, pierwszego dla Blaugrany od 25 lat. W sezonie 1993/94 znakomity występ Dream Teamu w rewanżu z Dynamem Kijów (4:1) po porażce 1:3 na Ukrainie stanowił początek drogi do decydującego spotkania. W obu powyższych przypadkach Barcelonie nie udało się jednak w finale sięgnąć po trofeum. Do kolejnej pamiętnej remontady doszło w ćwierćfinale Ligi Mistrzów 1990/2000, gdy po porażce z Chelsea 1:3, Barça pokonała Anglików na Camp Nou 5:1 (po dogrywce). Z kolei w kampanii 2012/13 Duma Katalonii przegrała z Milanem na San Siro 0:2 w pierwszym spotkaniu 1/8 finału. Zespół prowadzony przez Tito Vilanovę i Jordiego Rourę był o krok od odpadnięcia z rozgrywek, ale u siebie znów pokazał swoją siłę i wygrał 4:0.
Wyzwanie bez precedensu
Odwrócenie losów rywalizacji w Lidze Mistrzów nie jest szczególnie rzadkim zjawiskiem, a w ostatnich latach cierpiała na tym również Barcelona, która odpadała po dwumeczach z Romą i Liverpoolem, mimo trzybramkowej przewagi z pierwszych starć. Europejska publiczność w sezonie 2002/03 zachwyciła się wolą walki Deportivo, które po porażce z Milanem na San Siro 1:4 u siebie zwyciężyło 4:0. Dziś jednak rewanż odbędzie się na stadionie rywala Barcelony, a jeszcze nikt w historii Ligi Mistrzów nie odrobił trzybramkowej straty po pierwszej konfrontacji rozgrywanej u siebie. W całych europejskich pucharach zrobiło to tylko Dinamo Bukareszt w Pucharze UEFA 2009/10, ale w pierwszym spotkaniu ze Slovanem przyznano walkower na jego niekorzyść, więc ich rywale nie mieli takiej przewagi na boisku jak PSG w pojedynku z Blaugraną.
Paryżan całkiem niedawno spotkała inna klęska i to na własnym stadionie. W rozgrywkach 2018/19 PSG w 1/8 finału roztrwoniło przewagę 2:0 z Manchesteru, przegrywając u siebie z United 1:3. To właśnie wtedy Francuzi ostatnim razem zwyciężyli w pierwszym meczu na wyjeździe w fazie pucharowej Ligi Mistrzów. Barcelonę czeka jednak znacznie poważniejsze wyzwanie niż wówczas Czerwone Diabły. Jak podaje Marca, w ostatnich 60 latach Barça tylko dwukrotnie uzyskiwała w fazie pucharowej europejskich pucharów wynik, który dałby jej dziś awans. W Pucharze UEFA 1995/96 Katalończycy zwyciężyli 4:0 z Vitorią Guimaraes, a w Pucharze Europy 1959/60 wygrali 5:2 z Wolverhampton.
Mniej doświadczenia
Nawet przy założeniu, że brak kibiców na trybunach wyrównuje szanse między gościem i gospodarzem, trzeba pamiętać, że Barça jest jednak w innym położeniu niż w 2017 roku. Z grona zawodników, którzy uczestniczyli w pamiętnej remontadzie, dziś mogą zagrać tylko Samuel Umtiti, Sergio Busquets, Leo Messi i Marc-André ter Stegen. Co ciekawe, Luis Enrique postawił wówczas na nietypowe ustawienie z trzema środkowymi obrońcami (Jordi Alba zasiadł na ławce rezerwowych), a od jakiegoś czasu Ronald Koeman też stawia na taką liczbę stoperów. Drużyna Holendra znajduje się jednak dopiero na etapie budowy, odbywającej się zresztą w bardzo trudnych warunkach, a Barça z 2017 roku opierała się dalej na zaprawionych w boju zwycięzcach Ligi Mistrzów sprzed dwóch lat. Barcelona musi trzymać się pozytywnych wspomnień z niedawnych remontad ze spotkań z Rayo, Granadą czy Sevillą, ale też liczyć na szybkie strzelenie gola, podobnie jak to miało miejsce w półfinale Pucharu Króla.
Absencje
PSG podejdzie do rywalizacji osłabione brakiem Neymara czy Moise Keana, którzy odpowiadają za ponad połowę (9 z 17) goli strzelonych przez paryżan w obecnej edycji Ligi Mistrzów. Mauricio Pochettino ma jednak duże możliwości manewru, bo oprócz autora pięciu trafień (25 we wszystkich rozgrywkach) Kyliana Mbappe może liczyć na takich piłkarzy jak Mauro Icardi, Pablo Sarabia, Ángel Di María czy Julian Draxler. Zdecydowanie mniej opcji Ronald Koeman ma wśród defensorów, ze względu na kontuzje Ronalda Araujo, Gerarda Piqué czy Sergiego Roberto. W kadrze nie ma też Ansu Fatiego czy Philippe Coutinho, a wielu zawodników ma w nogach bardzo dużą liczbę rozegranych minut.
Stadion do zdobycia
Parc des Princes wcale nie jest w tym sezonie fortecą PSG. Mistrzowie Francji przegrali u siebie z Marsylią (0:1), Lyonem (0:1), Monaco (0:2) czy Manchesterem United (1:2). Z kolei Barcelona wygrała jedenaście z ostatnich dwunastu pojedynków na obcych stadionach. Barça musi jednak oczywiście strzelić przynajmniej cztery gole, aby marzyć o awansie. W tym sezonie udawało jej się tego dokonać w ośmiu meczach (20% wszystkich spotkań), ale najtrudniejszym z tych rywali był Villarreal, więc skala trudności jest nieporównywalna. Ponadto dla PSG każdy gol będzie stanowił wielką wartość, a trzeba pamiętać, że paryżanie ostatnim razem nie zdołali strzelić gola na swoim stadionie w meczu Ligi Mistrzów w 2015 roku, gdy mierzyli się z Realem Madryt. Jego passa trwa od 22 spotkań. Dodatkowo Barça wygrała tylko jeden z ostatnich dziewięciu meczów wyjazdowych w fazie pucharowej.
Mission Impossible?
Barcelona z pewnością nie pojechała do Paryża tylko na egzekucję i będzie walczyć, ale nie ma co ukrywać, że wyzwanie stoi przed nią ogromne. Barcelonismo liczy się z tym, że nawet przy bardzo dobrym meczu misja może nie zakończyć się powodzeniem, co zakończyłoby rekordową passę Dumy Katalonii. Barcelona nie odpadła w Lidze Mistrzów na etapie 1/8 finału od 2007 roku, gdy przegrała z Liverpoolem. Eliminacja z rozgrywek będzie miała również konsekwencje finansowe. Barça nie zarobi 10,5 miliona euro, które według mediów już zaplanowała w swoim budżecie. Dla projektu Ronalda Koemana bardzo ważne będzie jednak to, jaki obraz pozostawią po sobie jego podopieczni po dzisiejszym wieczorze na Parc des Princes.
Komentarze (6)