Joan Laporta miał jutro oficjalnie przejąć władzę w Barcelonie i rozpocząć pracę w klubie. Katalońskie media dziennik Ara i rozgłośnia RAC1 podają jednak, że były prezydent wciąż ma problem z uzyskaniem gwarancji bankowych, a pozostał mu już tylko jeden dzień na ich zebranie.
Przypomnijmy, że nowy zarząd musi przedstawić gwarancje na kwotę 124,6 mln euro, ponieważ tak stanowi statut FC Barcelony. Negocjacje Laporty nie są jednak łatwe. Kilka dni temu poinformowano, że do zarządu nie wejdzie Jaume Giró, który miał być wiceprezydentem ds. finansowych. W związku z tym pojawiły się pewne problemy. Katalońskie banki są ostrożne w czasie pandemii. Bank Sabadell zgodził się udzielić gwarancji, ale poprosił o kontrgwarancję, której szuka teraz Laporta.
Członkowie zarządu mieli uzyskać na razie 50 mln kontrgwarancji, a więc brakuje wciąż ponad 70 mln euro. Spekulowano, że mógłby w tym pomóc Eduard Romeu z firmy Audax Renovables. Później jednak pojawiły się informacje, że Romeu domagał się uprawnień, których Laporta nie chciał mu udzielić, więc ta opcja stała się dużo mniej prawdopodobna. Alternatywą wydaje się amerykańska firma HPS Partners, która jednak otrzymywałaby nawet sześć milionów euro na sezon do momentu, gdy klub znów zacząłby wykazywać zyski.
RAC1 dodawał wczoraj wieczorem, że Laporta i członkowie jego zarządu dzwonią do wielu katalońskich przedsiębiorców, oferując im miejsce w zarządzie w zamian za gwarancję rzędu 6-12 mln euro. Dzisiejszy dzień na pewno będzie w tej kwestii decydujący.
Komentarze (73)