Kolejny remis, czyli Osasuna - Barcelona 0:0
FC Barcelona zremisowała dzisiaj 0:0 w wyjazdowym meczu na Reyno de Navarra, w spotkaniu trzeciej kolejki Primera Division. To już drugi taki wynik w tegorocznych rozgrywkach ligowych i choć to dosłownie sam początek walki o Mistrzostwo, nie wolno zbagatelizować kiepskiej postawy drużyny, jak i... trenera.
Nieobecność Leo Messiego w niedzielnym spotkaniu wywołała sporą dyskusję na temat tego, jak powinien wyglądać wyjściowy skład Dumy Katalonii bez argentyńskiej gwiazdy. Wszystko wskazywało na to, że Mister zdecyduje się zastąpić Lionela Iniestą i tym samym w pomocy wystawić bez wyrzutów sumienia trio Deco - Xavi - Toure. Niestety presja kibiców pragnących zobaczyć Giovaniego w zastępstwie Messiego, a może nieznane nam okoliczności taktyczne, sprawiły, że Holender dał szansę młodemu Meksykaninowi. Z perspektywy zakończonego meczu nie była to udana decyzja, ale zacznijmy wszystko od początku.
Mecz z Osasuną nie miał być dla Barçy łatwą przeprawą i od pierwszego gwizdka sędziego, gospodarze coraz bardziej utwierdzali Barcelonismo w tym przekonaniu. Już w czwartej minucie dobrą okazję miał Flano, ale jego strzał poszybował obok bramki strzeżonej przez Valdésa. Z kolei na akcję Barcelony, którą można byłoby nazwać atakiem, kibice musieli czekać do 35. minuty. Niestety po podaniu Iniesty, strzał Giovaniego został sparowany przez golkipera Osasuny. Zaledwie trzy minuty później lepszą okazję znów mieli gospodarze. Nie popisał się w tej sytuacji Thuram, ale i Portillo uderzył na tyle niecelnie, że piłka nieznacznie minęła bramkę.
W pierwszej połowie warta uwagi była jeszcze jedynie okazja Deco, który otrzymał dobre podanie od Andresa Iniesty, ale oczywiście wszystko skończyło się jękiem zawodu ze strony sympatyków Blaugrany. Pierwsze trzy kwadranse meczu nie napawały optymizmem, ale nie pozostawało nic innego, jak tylko wierzyć w to, że po wznowieniu gry zobaczymy odmienioną Barcelonę. Z pewnością wielu Cules spodziewało się przede wszystkim wprowadzenia na boisko nowych graczy, którzy pomogliby zmienić obraz gry, ale Frank Rijkaard miał co do tego swoją własną teorię.
Po przerwie do ataku znów przeszli gospodarze. Dobrym uderzeniem popisał się Javi García, ale Valdés sparował strzał na rzut rożny. Niedługo potem, po zagraniu (jak łatwo się domyślić) Iniesty, wręcz instynktownie, strzał oddał Henry (tak, jego nazwisko pojawia się w tym artykule po raz pierwszy), Ricardo wyciągnął się jak struna, ale piłka przeleciała obok słupka. Piłkarze obu ekip w dalszym ciągu nie byli w stanie zafundować swoim fanom niczego interesującego. Frank Rijkaard postanowił więc czym prędzej(?) wprowadzić na murawę dwóch nowych zawodników. I tak w 66. minucie Zambrottę zmienił Oleguer, a wyczekiwany na boisku Xavi zastąpił niespodziewanie... Ronadinho. Może i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby Brazylijczyk spisywał się fatalnie, ale choć jego magii wyraźnie brakowało, na tle całej drużyny wypadał nie najgorzej.
Iniesta szybko przeszedł na prawą flankę, ale zamiast być aktywniejszym, jego poczynania na boisku były coraz mniej zauważalne. Świeżości do gry nie wniósł także Oleguer, którego rajdy prawą stroną nie przyniosły więcej pożytku, niż te w wykonaniu Zambrotty. Im bliżej było do końcowego gwizdka pana Péreza Lasy, tym aktywniejszy stał się Thierry Henry. Cała drużyna wydawałoby się zyskała nagle ambicję do pokonania rywala, ale wobec postawy Osasuny i mimo wszystko dalej gry na przeciętnym poziomie, nie udało się zmienić losów spotkania. Nawet wprowadzony na jedenaście minut przed końcem pojedynku Bojan Krkic nie dał rady zrobić tego, co udaje mu się najlepiej - umieścić piłki w siatce.
Barcelona zdobywając jeden punkt na Reyno de Navarra nie poniosła "porażki". Szkoda tylko, że styl, w którym zremisowała pozostawia wiele do życzenia. Jeśli któremuś zawodnikowi należy się pozytywna ocena za ten mecz, to z pewnością będzie to Iniesta. Cała reszta (może z wyjątkiem Valdésa, który nie wpuścił żadnej bramki) zagrała po prostu kiepską partię. Defensywa z trzonem Milito - Thuram nie zachwycała, czasem jedynie wręcz stresowała śledzących poczynania Dumy Katalonii. W pomocy od pierwszych minut brakowało Xaviego, ale nawet po tym jak pojawił się on na murawie, wielkiej zmiany w sposobie kreowania akcji nie było. W miarę przyzwoicie spisywał się Toure, choć wobec kiepskiej postawy całej drużyny i on nie był w stanie wiele zdziałać.
Na koniec pozostał atak, który lekkiego przebudzenia doznał jedynie w drugiej połowie. Starający się Ronaldnho został zmieniony przez pomocnika, Henry w niczym nie przypominał fenomenalnego napastnika Arsenalu, a dos Santos pokazał "napaleńcom", że jeszcze sporo pracy go czeka, zanim sam będzie w stanie pociągnąć zespół do przodu. Krytyka za ten mecz (w mojej opinii) należy się także trenerowi, który chyba nieco zlekceważył rywala, a może po prostu za bardzo uwierzył w to, że Barça jest w stanie pokonać każdego, w każdej chwili. Do kiepskich decyzji taktycznych Frank Rijkaard zdążył już nas przyzwyczaić, ale dzisiejszy mecz nie wyszedł mu całkowicie. Obietnice poprawy i cięższej pracy na treningach na nic się tu zdadzą, Barça musi zacząć wygrywać!
Szczegóły z tego meczu przeczytać można w Relacji LIVE! Zapraszamy także do obejrzenia fotoreportażu.
Osasuna: Ricardo; Izquierdo, Flaño, Josetxo, Corrales; Puñal, Javi García, Font (Plasil, 71'), Juanfran (Delporte, 81'); Portillo oraz Pandiani (Kike Sola, 90').
FC Barcelona: Valdés; Zambrotta (Olguer, 66'), Thuram, Milito, Abidal; Touré, Deco, Iniesta; Giovani (Bojan, 79'), Ronaldinho (Xavi, 66') i Henry.
Arbiter: Pérez Lasa.
Nieobecność Leo Messiego w niedzielnym spotkaniu wywołała sporą dyskusję na temat tego, jak powinien wyglądać wyjściowy skład Dumy Katalonii bez argentyńskiej gwiazdy. Wszystko wskazywało na to, że Mister zdecyduje się zastąpić Lionela Iniestą i tym samym w pomocy wystawić bez wyrzutów sumienia trio Deco - Xavi - Toure. Niestety presja kibiców pragnących zobaczyć Giovaniego w zastępstwie Messiego, a może nieznane nam okoliczności taktyczne, sprawiły, że Holender dał szansę młodemu Meksykaninowi. Z perspektywy zakończonego meczu nie była to udana decyzja, ale zacznijmy wszystko od początku.
Mecz z Osasuną nie miał być dla Barçy łatwą przeprawą i od pierwszego gwizdka sędziego, gospodarze coraz bardziej utwierdzali Barcelonismo w tym przekonaniu. Już w czwartej minucie dobrą okazję miał Flano, ale jego strzał poszybował obok bramki strzeżonej przez Valdésa. Z kolei na akcję Barcelony, którą można byłoby nazwać atakiem, kibice musieli czekać do 35. minuty. Niestety po podaniu Iniesty, strzał Giovaniego został sparowany przez golkipera Osasuny. Zaledwie trzy minuty później lepszą okazję znów mieli gospodarze. Nie popisał się w tej sytuacji Thuram, ale i Portillo uderzył na tyle niecelnie, że piłka nieznacznie minęła bramkę.
W pierwszej połowie warta uwagi była jeszcze jedynie okazja Deco, który otrzymał dobre podanie od Andresa Iniesty, ale oczywiście wszystko skończyło się jękiem zawodu ze strony sympatyków Blaugrany. Pierwsze trzy kwadranse meczu nie napawały optymizmem, ale nie pozostawało nic innego, jak tylko wierzyć w to, że po wznowieniu gry zobaczymy odmienioną Barcelonę. Z pewnością wielu Cules spodziewało się przede wszystkim wprowadzenia na boisko nowych graczy, którzy pomogliby zmienić obraz gry, ale Frank Rijkaard miał co do tego swoją własną teorię.
Po przerwie do ataku znów przeszli gospodarze. Dobrym uderzeniem popisał się Javi García, ale Valdés sparował strzał na rzut rożny. Niedługo potem, po zagraniu (jak łatwo się domyślić) Iniesty, wręcz instynktownie, strzał oddał Henry (tak, jego nazwisko pojawia się w tym artykule po raz pierwszy), Ricardo wyciągnął się jak struna, ale piłka przeleciała obok słupka. Piłkarze obu ekip w dalszym ciągu nie byli w stanie zafundować swoim fanom niczego interesującego. Frank Rijkaard postanowił więc czym prędzej(?) wprowadzić na murawę dwóch nowych zawodników. I tak w 66. minucie Zambrottę zmienił Oleguer, a wyczekiwany na boisku Xavi zastąpił niespodziewanie... Ronadinho. Może i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby Brazylijczyk spisywał się fatalnie, ale choć jego magii wyraźnie brakowało, na tle całej drużyny wypadał nie najgorzej.
Iniesta szybko przeszedł na prawą flankę, ale zamiast być aktywniejszym, jego poczynania na boisku były coraz mniej zauważalne. Świeżości do gry nie wniósł także Oleguer, którego rajdy prawą stroną nie przyniosły więcej pożytku, niż te w wykonaniu Zambrotty. Im bliżej było do końcowego gwizdka pana Péreza Lasy, tym aktywniejszy stał się Thierry Henry. Cała drużyna wydawałoby się zyskała nagle ambicję do pokonania rywala, ale wobec postawy Osasuny i mimo wszystko dalej gry na przeciętnym poziomie, nie udało się zmienić losów spotkania. Nawet wprowadzony na jedenaście minut przed końcem pojedynku Bojan Krkic nie dał rady zrobić tego, co udaje mu się najlepiej - umieścić piłki w siatce.
Barcelona zdobywając jeden punkt na Reyno de Navarra nie poniosła "porażki". Szkoda tylko, że styl, w którym zremisowała pozostawia wiele do życzenia. Jeśli któremuś zawodnikowi należy się pozytywna ocena za ten mecz, to z pewnością będzie to Iniesta. Cała reszta (może z wyjątkiem Valdésa, który nie wpuścił żadnej bramki) zagrała po prostu kiepską partię. Defensywa z trzonem Milito - Thuram nie zachwycała, czasem jedynie wręcz stresowała śledzących poczynania Dumy Katalonii. W pomocy od pierwszych minut brakowało Xaviego, ale nawet po tym jak pojawił się on na murawie, wielkiej zmiany w sposobie kreowania akcji nie było. W miarę przyzwoicie spisywał się Toure, choć wobec kiepskiej postawy całej drużyny i on nie był w stanie wiele zdziałać.
Na koniec pozostał atak, który lekkiego przebudzenia doznał jedynie w drugiej połowie. Starający się Ronaldnho został zmieniony przez pomocnika, Henry w niczym nie przypominał fenomenalnego napastnika Arsenalu, a dos Santos pokazał "napaleńcom", że jeszcze sporo pracy go czeka, zanim sam będzie w stanie pociągnąć zespół do przodu. Krytyka za ten mecz (w mojej opinii) należy się także trenerowi, który chyba nieco zlekceważył rywala, a może po prostu za bardzo uwierzył w to, że Barça jest w stanie pokonać każdego, w każdej chwili. Do kiepskich decyzji taktycznych Frank Rijkaard zdążył już nas przyzwyczaić, ale dzisiejszy mecz nie wyszedł mu całkowicie. Obietnice poprawy i cięższej pracy na treningach na nic się tu zdadzą, Barça musi zacząć wygrywać!
Szczegóły z tego meczu przeczytać można w Relacji LIVE! Zapraszamy także do obejrzenia fotoreportażu.
Osasuna: Ricardo; Izquierdo, Flaño, Josetxo, Corrales; Puñal, Javi García, Font (Plasil, 71'), Juanfran (Delporte, 81'); Portillo oraz Pandiani (Kike Sola, 90').
FC Barcelona: Valdés; Zambrotta (Olguer, 66'), Thuram, Milito, Abidal; Touré, Deco, Iniesta; Giovani (Bojan, 79'), Ronaldinho (Xavi, 66') i Henry.
Arbiter: Pérez Lasa.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Poleć artykuł
Komentarze (0)