- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1428 Culés
Gorące dyskusje
Aragorn33
11
Widziałem @Kgorecki2500, że Ty się cieszyłeś z odebrania orderu. Na taki efekt liczyłeś? Bo... » Czytaj dalej
49 odpowiedzi
Borneo
0
Skoro się udalo spieorzyć kaczyńskiemu i nawrockiemu relacje z ukrainą a za 2 dni miala być ... » Czytaj dalej
37 odpowiedzi
Lanosss
25
Mogła ją do pralki wrzucićhttps://x.com/sknerus_/status/2068604836636151973
18 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1428 Culés
3
Fragment wywiadu z Zidanem, kiedyś piłkarze grali z pasji, a teraz dajcie spokój
W wieku 10 lat kim był Yazid Zidane?
Piłkarskim fanatykiem. W wieku 10 lat to był mecz w Sewilli, prawie w moje urodziny. Pamiętam tamten półfinał Francji [na mundialu w 1982 roku przegrany z Włochami 3:3 i 4:5 po karnych]. Potem było EURO 1984 [wygrane przez Francję]. 1986 rok to Meksyk i Maradona, szaleństwo! W wieku 14 lat Maradona mnie urzekł. Ciągle cieszę się meczami z 1986 roku. Nie tylko skrótami, ale całymi meczami. Wszyscy pamiętają Anglię i jego dwa wyjątkowe gole, ale był też mecz z Belgią. Coś wspaniałego. To niesamowite, co robił Maradona na murawie. Jednak moje pierwsze wielkie wspomnienia to Sewilla. Mecz z rodziną. Upadający Schumacher z Battistonem. Giresse i jego radość, odbiór Trésora... Bossis załamujący się po swoim karnym. Widzę to wszystko w głowie, jakby to było wczoraj. To była też era Téléfoot. Walczyłem, by obejrzeć te skróty. Zagraniczny futbol. Gdy tylko usłyszałem jakąś nazwę, była dla mnie legendą: Nottingham Forest, Ipswich Town, Borussia Mönchengladbach... Podskakiwałem!
Kto był wtedy twoim idolem?
Enzo Francescoli. Był więcej niż moim idolem. Byłem jego fanatykiem. To było coś więcej niż naśladowanie go. Analizowałem wszystko, co robił. Musiałem to powtórzyć na boisku. Ćwiczyłem, dopóki mi nie wyszło. Patrzyłem na wszystko pod lupą, by to odtworzyć. Do tego zacząłem chodzić na stadion. Siedziałem w najwyższej części Stade Vélodrome za bramką. Lubiłem też Karla-Heinza Förstera czy Blaža Sliškovicia, który uderzał z rożnych bezpośrednio na bramkę. Był też Jean-Pierre Papin, przeciwko któremu potem grałem. Jednak ponad wszystkim porwał mnie Enzo Francescoli. Jego technika z kontaktami ze środka na zewnątrz oraz z zewnątrz do środka... To było koronkowe. Myślę, że w jakiś sposób grałem jak on. Technicznie Enzo był majestatyczny.
Poznałeś go?
Widzieliśmy się kilka razy, poznaliśmy się. Enzo pozostał jednak moim idolem. Zmierzyliśmy się w finale klubowego mundialu w Tokio. Juventus wygrał z River Plate w Tokio. Wymieniliśmy się koszulkami. Poprosiłem go przed meczem, ale on wiedział o mnie. Dużo razy mówiłem o nim w wywiadach. Przyniósł mi swoją koszulkę pomimo porażki. To jednak nie było ostateczne spełnienie marzenia.
Co nim było?
Przespanie się w jego koszulce.
Zrobiłeś to w wieku 24 lat?
Nie od razu. Wróciliśmy do Turynu, uprałem ją i nałożyłem do spania. U boku żony, która stwierdziła, że oszalałem. Normalna koszulka z reklamami. Musiałem spełnić marzenie z dzieciństwa, doprowadzić to do końca. Mój najstarszy syn nazywa się Enzo. On był naprawdę wielki i silny. Dlatego też rozumiem osoby, które identyfikują się same ze sobą. Które wiedzą, czego chcą, które chcą wygrywać. Które chcą to robić przeciwko swoim idolom. Ja tam byłem. Potem zostaliśmy przyjaciółmi. Kilka razy jedliśmy razem w Madrycie. Utrzymujemy kontakt, chociaż on jest bardzo zajęty.