- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 791 Culés
Gorące dyskusje
kodi77
174
Córeczka odeszła mi rok temu więc dzisiejszy dzień ojca boli podwójnie ale mam nadzieję że z... » Czytaj dalej
31 odpowiedzi
Conradxc
6
Messi 3 bramki z Algierią (iksDE): wOoOoOWoowowowow kOsMiTaRonaldo 2 bramki z Uzbekistanem: żodyn... » Czytaj dalej
35 odpowiedzi
Deathwing112
5
Zmieńcie program na Kanał Zero. Słuchajcie co ten lekarz mówi. Przecież to powinien być... » Czytaj dalej
35 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 791 Culés
7
Kazimierz Górski, jako młody chłopak, jeździł po 400 kilometrów z rodzinnego Lwowa do Katowic, żeby móc obejrzeć Wilimowskiego w akcji. Wspinał się nawet na jakieś drzewo, gdy nie mógł dostać się na stadion. Tak wielkie było pragnienie zobaczenia w akcji "rudego z odstającymi uszami", jak go miał w zwyczaju określać.
Co ciekawe, Ernest Wilimowski spotkał się z Kazimierzem Górskim w 1974 roku podczas mistrzostw świata. Tak wspominał tę rozmowę nasz legendarny trener:
- Panie Wilimowski, jeśli pan nic złego nie zrobił, jak pan mówi, dlaczego pan nie wrócił do kraju, może nie od razu, na fali emocji, ale potem, i nie spróbował się wytłumaczyć, oczyścić z zarzutów?
- Bałem się...
Postać "Eziego" zapisała się również w pamięci Gerarda Cieślika. Tak wspominał go w wywiadzie z Pawłem Czado:
- Panie, Wilimowski to najlepszy piłkarz, jakiego widziałem w życiu. Przed wojną specjalnie przychodziłem na treningi, żeby go zobaczyć. Strzał miał nie za mocny, ale ten drybling. On po boisku poruszał się jak hokeista.
- Kiedy piłkarze Ruchu schodzili na przerwę do szatni, skradałem się za nimi, żeby podsłuchać rozmowy. Pamiętam, jak Ernest Wilimowski uspokajał ich kiedyś: „No to co, że przegrywamy. Spokojnie, ja to załatwię”. I po przerwie strzelał bramki, a Ruch zwyciężał.
@Danny Gaucho @escarabajo @Ojciec5tkidzieci
1
@NeroTFP1 jakby wrócił do Polski, to by go bez kitu wyrzucili za granicę kraju martwego. W sumie, to się nie dziwię, że lud go nienawidził. Normalna sprawa.
2
@DaPidejpi W zasadzie komuna już dawno uśmierciła Wilimowskiego, nawet jeszcze, gdy ten żył. Były notki w prasie. Gdy jeden z dziennikarzy spotkał Gerarda Wodarza i powiedziała mu, że ma pozdrowienia od Wilimowskiego, to ten mu na to: "Zwariował Pan? Wilimowski już dawno nie żyje".
Natomiast inny historyk, Teodor Wawoczny, powiedział kiedyś:
"Dowiedziałem się poufnie, że miał daleką krewną w Chorzowie, ale ona to ukrywała. W końcu dostałem od niej adres Eziego w Niemczech. Natychmiast mi odpisał. Pozdrawiał ciepło wszystkich kolegów z imienia i nazwiska, ale nikt mi w ten list nie wierzył. Przecież oficjalnie Ezi nie żył, dla Polaków nie istniał".
Decyzja Wilimowskiego o graniu dla III Rzeszy chwalebna nie była, ale ja go nie oceniam. Zresztą, tutaj trudno ocenić, co siedzi w głowie takiego człowieka, który jest przesiąknięty strachem. A prawda jest taka, że Wilimowski być może zginąłby pierwszego dnia wojny. Bał się Georga Joschkego, który był lokalnym liderem NSDAP. Joschke nie mógł mu wybaczyć, że Wilimowski kiedyś przeszedł z 1. FC Kattowitz (przed wojną klub mniejszości niemieckiej w Polsce) do Ruchu Chorzów.