- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1563 Culés
Gorące dyskusje
Karol145
6
Keir Starmer podał się do dymisji.Hahaha, nadal niech rzekoma lewica bawi się w prawice i nadal... » Czytaj dalej
95 odpowiedzi
doc
7
Jeżeli to prawda to by tłumaczyło ciche podchody pod Barcolęhttps://x.com/_BarcaInfo/status/2068... » Czytaj dalej
23 odpowiedzi
CLS63AMG
33
Czyli podsumujmy:- Po śmierci dwóch obywateli Polskich w Przewodowie Zełeński okłamywał Dude... » Czytaj dalej
40 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1563 Culés
7
Węgierski sklepikarz, który zrewolucjonizował argentyński futbol:
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@Kessie
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Sysia11
9
@FCBparasiempre
Człowiek, który wprowadził River Plate i generalnie rzecz biorąc argentyński futbol w nowoczesność, czyli postawił przed nim kwestię taktyki, nazywał się Imre Hirschl. Europejski futbol zmieniał się wówczas po wprowadzeniu w 1925 r. przepisu o spalonym i związanego z tym rozwoju w Anglii ustawienia znanego jako W.M. Europa Środkowa nie przejmowała się aż tak bardzo wprowadzeniem do gry trzeciego obrońcy i powierzeniem mu roli stopera ale i tutaj w ciągu drugiej dekady XX stulecia środkowy pomocnik zaczał grać bliżej własnej bramki(choć zachowywał wciąż sporą część odpowiedzialności za kreowanie gry) i w latach 30-tych ustawiana w literę M obrona(mylnie nazywana ,,systemem W”) zaczęła się przyjmować na całym kontynencie. Najbardziej wyrafinowane debaty o taktyce toczono wówczas w kawiarniach Austrii i Węgier, gdzie intelektualiści stosowali do analizy wydarzeń boiskowych te same narzędzia pojęciowe, przy pomocy których rozmawiali o polityce, muzyce czy literaturze. I to właśnie znad Dunaju wyruszyła przez Atlantyk druga fala pionierów, która zrewolucjonizowała futbol południowoamerykański, dając zaszczepionej przez Brytyjczyków miejscowej interpretacji tego sportu zastrzyk nowego taktycznego rygoru. O ile pierwszą falę tworzyli młodzi Brytyjczycy, szukający za oceanem przygody i poprawy ekonomicznego losu, ta druga składała się w większości z Żydów uciekających przed rosnącym w Europie antysemityzmem. Jako się rzekło, człowiekiem, który sprawił że argentyńskie drużyny otwarły się na system W-M był węgierski Żyd nazwiskiem Imre Hirschl, tajemnicza postać, której w 1932 r. powierzono funkcje trenera Gimnasia y Esgrima La Plata, choć wcześniej nie miał wielkiego doświadczenia w pracy z czołowymi drużynami. Powszechnie uważa się że wchodził w skład ekipy Ferencvaros, która zrobiła w Argentynie furorę podczas tournée w1929 r., wiele argentyńskich źródeł zapewnia nawet iż zadebiutował w tym klubie w 1916 r. a zakończył karierę piłkarską wkrótce po podróży za ocean jako 29-latek. Problem w tym że w klubowym muzeum Ferencvarosu nie ma ani jednego dokumentu, który mógłby to potwierdzić. Wygląda na to że Hirschl nie zagrał tu ani jednego meczu. Nie przypominał go sobie także podczas rozmowy w 2014 r. Ferenc Rudas, 92-letni, najstarszy żyjący wówczas piłkarz Ferencvarosu. Hirschl był więc człowiekiem znikąd. Jeśli jak przekonuje historyk Jose Luis Romero, Argentyna była krajem, w którym można było znaleźć sobie nową tożsamość, mało kto zrobił to równie skutecznie jak ów przybysz z Węgier. Wydaje sięprawdą ze Hirschlurodził się 11 czerwca 1900 r. w Apostag ale niemal wszystko inne, co opowiedział Argentyńczykom na swój temat było kłamstwem. Jego córka Gabriela mówi że ojciec rzadko wracał do przeszłości ale że słyszała opowieść o tym jak w ślad za braćmi wyruszył podczas I wojny światowej do Palestyny, gdzie zataił swój wiek ażeby zaciągnąć się do wojska brytyjskiego. Gabriela posiada wielka kolekcję wycinków z argentyńskiej, brazylijskiej i urugwajskiej prasy. Z niektórych tekstów o ojcu wynika że grał w Ferencvarosie, z niektórych że występował w Athletic Club Budapeszt, inne z kolei twierdzą że był zawodnikiem Hakoah Wiedeń i Hakoah Nowy York, zdarzają się też wzmianki o jego związkach z paryskim Racing Club. Jedna z urugwajskich gazet z 1949 roju(pracował w tym czasie w Peñarolu) upierała się nawet że był ,,jednym z najlepszych piłkarzy świata”. Na żadne z tych twierdzeń nie ma dowodów. Jeśli Hirschl w ogóle grał w piłke, to w najlepszym wypadku na poziomie półprofesjonalnym. Przede wszystkim był sprzedawcą a przejściowo również udziałowcem w będącej własnością jego krewnych firmie produkującej salami, do której w 1928 r. należały również cztery sklepy w Budapeszcie. Wyemigrował w 1929 i 20 września tegoż roku zameldował się w jednym z hosteli w Santos, portowym mieście w pobliżu São Paulo. Do Brazylii dostał się statkiem z Cherbourga. Wkrótce został asystentem w klubie Palestra Italia(w przyszłości znanego jako Palmeiras), najpierw u boku innego Węgra, Jenö Medgyessyego a później jego następcy, słynnego Urugwajczyka Humberto Cabeliego. Wedle historyka Fernando Gallupo po odejściu Medgyessyego Hirschl w 1929 r. prowadził drużynę w dwóch meczach ligi Paulista, wygrywając z Portuguesą 2:1 i przegrywając 1:4 z Corinthians. Ostatecznie Palestra zajęła wówczas 3 miejsce.
Jednak w pierwszych miesiącach 1930 r. Hirschl był już bezrobotny i kiedy pod koniec czerwca bądź w lipcu spotkał w São Paulo innego węgierskiego Żyda Bele Guttmanna, powiedział mu że szuka pracy. Guttmann był wówczas piłkarzem Hakoah, drużyny, która odbywała tournée po obu Amerykach żeby propagować ideologię muskularnego judaizmu. ,,Powiedział że byłby wdzięczny, gdyby mógł dołączyć do zespołu jako masażysta, gdyżma silne ręce i mocny uchwyt – opowiadał legendarny trener Benfiki. – postanowiłem sprawdzić go od razu i powiadam wam: miałem cholernie dobry masaż”. Hirschl został więc masażystą w Hakoah i podróżował z tą drużyną przez kolejny miesiąc w drodze do Argentyny. Tak to przynajmniej wygląda w opowieści Guttmanna. Wersja Hirshla a raczej wersje, gdyż wydaje się ze zawsze opowiadał tę samą historie na różne sposoby, różniła się fundamentalnie. ,,Studiowałem na uniwersytecie w Budapeszcie, grałem w tamtejszej drużynie i odkryłem że mam smykałkę do trenerki. Najpierw związałem się z Athletil Club Budapeszt. Zanim zadebiutowałem jako trener, przez lata podróżowałem po świecie jako piłkarz. Odwiedziłem takie kraje jak Czechosłowacja, Indie, Afryka, Anglia, Francja i Niemcy. Byłem też w Paryżu, w tamtejszym Racing Club. To stamtąd przeniosłem się do USA, gdzie doskonaliłem swój fach w drużynie Hakoah”- mówił w wywiadzie dla ,,La Tribuna”. Hirschl twierdził iż był lewym łącznikiem i że w Hakoah grywał na wszystkich 5 ofensywnych pozycjach ale gdyby tak było to Guttmann, który od 1928 r. był właśnie zawodnikiem nowojorskiego zespołu Hakoah, z pewnością by o tym wiedział, kiedy spotkali się w São Paulo. Inna sprawa że po latach Hirschl opowiadał że z Guttmannem grali razem jeszcze na Węgrzech. W czerwcu 1938 r. dziennikarz ,,La Tribuna” zapytał go wprost, czy wystąpił kiedykolwiek w jakimś meczu w Argentynie. ,,Tak – odpowiedział. – W Rosario, naszym rywalem był chyba Nacional. Pamiętam dobrze że grałem jako środkowy napastnik a obrońcą był Lecea. Skończyło się 1:1 a gola dla Hakoah zdobył mój kolega Grünfeld”. W Rosario ekipa Hakoah rozegrała 3 mecze i wszystkie zremisowała 1:1, Hirschl miał więc na myśli najprawdopodobniej spotkanie z Newell’s Old Boys, gdzie Lecea występował przed przeprowadzką do Independiente. Barwy New York Hakoah faktycznie reprezentowali Jozsef i Leo Grünfeld. Być może Hirschl rzeczywiście wystąpił w tym meczu, zastępując jednego z podstawowych zawodników. ,,Pod koniec tournée zaczęło nam brakować pieniędzy, więc w Buenos Aires powiedzieliśmy mu dowidzenia. Wyjechaliśmy z miasta a on został i zaczął rozpowiadać ze był w Hakoah asystentem trenera a ponieważ widywano go z nami, historia brzmiała prawdopodobnie i szybko znalazł prace”- opowiadał Guttmann. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć iż Guttmann również często zmyślał ile wlezie a co ważniejsze, był kimś, kto bez przerwy wchodził z innymi w konflikty i pozwalał by osobiste antypatie miały wpływ na jego anegdoty. ,,Jego prawdziwym celem – kontynuował swoja opowieść o Hirschlu – było jak najszybciej wylecieć z roboty, dostać solidną odprawę i z tych pieniędzy opłacić żonie i dziecku podróż z Budapesztu a jak w tym fachu najłatwiej stracić prace? Żonglując składem najbardziej jak się da. Tyle że kibice uznali że jest wybitnym ekspertem, co spowodowało iż zmienił zdanie i skupił się na futbolu jako prawdziwy trener”. Mimo porażki w pierwszych trzech meczach sezonu 1932 i wygrania jedynie trzech z pierwszych 16 meczów, Gimnasia skończyła rozgrywki na solidnym 7 miejscu. Nic dziwnego że kolejny sezon zaczęła z impetem, wygrywając pierwsze pięć meczów i zajmując pozycję lidera tabeli na półmetku, także dzięki świetnej formie napastnika Arturo Naona. Na początku Hirschl wydawał się skryty i zamknięty w sobie a prasa nie poświęcała mu wiele uwagi, skupiając się przede wszystkim na meczach ,,grandes”. ,,To co się dzieje w Gimnasii jest zdumiewające – zauważal autor jego portretu w ,,El Grafico” w maju 1933 r. – Zawodnicy nie mogą zmienić aż tyle sami z siebie – jego wpływ jest oczywisty”. Węgier jednak komentował skromnie: ,,Po pierwsze nie uczę futbolu. Byłoby czymś dziwacznym próbować uczyć futbolu w kraju, gdzie gra się najlepszy futbol. Takich piłkarzy jak w Argentynie nie ma nigdzie na świecie. ,,Criollos” mają potencjał i jedyne co mi pozostaje, to go wykorzystać”.
Z artykułu wynika że przed rozpoczęciem pracy Hirschl obejrzał 3 mecze Gimnasii a potem powiedział zarządowi że zespół wydaje się niezły i że nie potrzebuje żadnych pieniędzy na transfery. Obiecał iż jeśli go zatrudnią, w 1933 roku będzie walczył o mistrzostwo kraju. Dostał prace ale wkrótce doszło do napięć, gdyż część zawodników pierwszego zespołu zastąpił piłkarzami, którzy wcześniej uchodzili za rezerwowych. ,,Zarząd protestował – czytamy w ,,El Grafico” – bo uważał tych graczy za beznadziejnych ale w kontrakcie Hirschla zapisano że ma wolną rękę w podejmowaniu decyzji, więc postawił na swoim a dziś jest oczywiste iż jego obietnica umieszczenia Gimnasii w gronie drużyn ubiegających się o tytuł została spełniona”. Ci ,,beznadziejni” piłkarze to Arturo Naon, wciąż najlepszy strzelec w historii Gimnasii, prawy łącznik Alberto Palomino, prawy pomocnik Oscar Montañez i bramkarz Atilio Herrera, którzy wkrótce stworzą trzon zespołu znanego jako ,,El Expreso”. Największą gwiazdą spośród podopiecznych Hirschla stał się jednak Jose Maria Minella, z początku środkowy napastnik, który zwrócił na siebie uwagę już jako 16-latek, grając w lokalnej drużynie z rodzinnego Mar del Plata podczas zwycięskiego meczu z załogą krążownika HMS Repulse, zorganizowanego w 1925 r. z okazji wizyty w Argentynie księcia Walii, późniejszego króla Edwarda VIII. Minella dołączył do Gimnasii w 1928 r. i strzelił 11goli w 37 meczach ale podczas długiego posezonowego tournée w latach 1930-31 musiał założyć koszulke z numerem 5 z powodu kontuzji Pedro Chalu i nigdy już nie wrócił do ofensywy, redefiniując za to pozycję środkowego pomocnika. ,,Historia będzie się dzielić na czasy przed Minellą i po Minelli”- twierdził Juvenal, najbardziej znany ekspert od taktyki piłkarskiej wśród argentyńskich dziennikarzy. Z Montañezem po prawej i Angelem Miguensem po lewej stronie Minella był sercem formacji opisywanej jako ,,Las tres Ms.” ,,Piłkarzom zaoferowałem przyjaźń, więc mogliśmy lepiej dzielić się odpowiedzialnością. Skoro widziałem ze wszystko idzie zgodnie z planem, nie musiałem sięgać po argumenty siłowe. Owszem, nałożyłem kilka kar ale tylko z początku. Przez kolejne pół roku piłkarze nie zapłacili marnych pięciu peso. ,,Criollo”, o których braku dyscypliny tyle się opowiada, przystosowali się naprawdę łatwo”- opowiadał Hirschl. Mając w pamięci słowa Guttmanna, trudno nie zachować ostrożności podczas lektury tych wynurzeń. Granica między głębią słów geniusza a komunałami naciągacza zawsze jest cienka. W pewnym momencie można nawet odnieść wrażenie że Hirschl sam wyjaśnia jak taki naciągacz działa: ,,Wszystko opiera się na jasnym tłumaczeniu i na podchodzeniu do piłkarzy z uczuciem. Jeśli mówisz do nich we właściwy sposób, jest ci o wiele łatwiej”. Ale może nasze podejrzenia są niesprawiedliwe, może to prosta mądrość handlarza wędlinami pozwoliła Hirschlowi zrozumieć że najlepsze efekty osiągnie, pozwalając zawodnikom wierzyć w marzenia. Z pewnością był wyjątkowo charyzmatyczny. Na każdej fotografii z drużyną widać jak dominuje nad piłkarzami nie tylko ze względu na wzrost ale także dlatego że zawodnicy dosłownie spijają z jego ust każde słowo. Gabriela wspomina że w bankach, sklepach czy na dworcach kolejowych przyciągał uwagę i gromadził wokół siebie publiczność samym sposobem mówienia. W końcu jednak trzeba odrzucić wątpliwości. Jakiekolwiek były powody, dla których Hirschl podjął prace w Gimnasii(a tylko świadectwo Guttmanna sugeruje że nie były do końca szlachetne), szybko okazał się bardzo inspirującym trenerem. ,,Moje pierwsze zadanie polegało na postawieniu drużyny na nogi pod względem przygotowania fizycznego – mówił.- Piłkarze musieli być w dobrej formie. Żeby osiągnąć ten cel musiałem rozważyć, jakiego rodzaju ćwiczeń potrzebuje każdy z zawodników i jak ciężko powinien trenować. Nie można wymagać od 11 ludzi aby robili dokładnie to samo. Dla jednych będzie to w sam raz, dla innych zaś za mało lub zbyt wiele”. Wprowadził więc do treningów ,,elementy szwedzkiej i amerykańskiej gimnastyki” a także mieszankę sprintów i biegów długodystansowych a nawet koszykówki. Kiedy uznał że Delovo i Naon nie muszą trenować, ich przygotowanie do meczów ograniczył do ciepłych kąpieli i masaży. ,,Intensywność zajęć zależy od ich terminu – tłumaczył. – Pracujemy ciężej przed rozpoczęciem rozgrywek i lżej w ich trakcie”. Przyznajmy iż brzmi to zaskakująco nowocześnie. Opisując zwycięstwa ,,El Expreso” nad Independiente i San Lorenzo, ,,El Grafico” zauważył iż doszło do nich między innymi dzięki lepszej wytrzymałości drużyny Hirschla. Inna sprawa że jakkolwiek Węgier miał słuszność podkreślając specyfikę i wirtuozerie gry ,,criollo”, to jego rodak Guttmann osiągnął później lepsze wyniki z São Paulo, gdzie wprowadził bardziej bezpośredni styl gry z większą koncentracją na podaniach niż indywidualnych umiejętnościach.
4
@FCBparasiempre
Kolejna wielka innowacja Hirschla a zarazem jeszcze jedna wskazówka że wiązał swoją przyszłość z Gimnasią w stopniu o wiele większym niż wydawało się Guttmannowi, polegała na płaceniu zawodnikom pensji tej samej wysokości aby mieli ,,wspólne poczucie poświęcenia”. Warto dodać iż oprócz podstawowej gaży wyjściowa jedenastka otrzymywała także pewien procent ze sprzedaży biletów. W efekcie zamiast kwoty między 120 a 300 peso miesięcznie gracze pierwszej drużyny(podobnie zresztą jak i trener) zarabiali powyżej 700 peso. Wszystko układało się znakomicie aż do końca września, kiedy to podczas 26 kolejki(sezon składał się z 34 kolejek) Gimnasia rozgrywała wyjazdowy mecz z Boca Juniors. Do przerwy podopieczni Hirschla prowadzili 2:1 ale po wznowieniu gry sędzia odgwizdał wyjątkowo kontrowersyjnego karnego dla gospodarzy a gdy zdołali wyrównać, uznał dla nich trzeciego gola, tym razem ze spalonego. Gracze Gimnasii byli wściekli ale choć władze ligi przyznały im racje, zawieszając arbitra, wynik meczu nie uległ zmianie. W następnej kolejce Gimnasia wygrała z Independiente ale to, co wydarzyło się później podczas meczu z San Lorenzo było jeszcze gorsze niż zdarzenia sprzed 2 tygodni. Kiedy piłkarze Hirschla przegrywali 2:1, wydawało się że sędzia przyzna im karnego. Ostatecznie jednak arbiter zdecydował że przewinienie miało miejsce przed polem karnym a wkrótce potem uznał gola dla San Lorenzo, choć bramkarz Gimnasii przekonywał iż zatrzymał piłke na linii. Rozbici piłkarze Gimnasii usiedli na boisku na znak protestu a zanim sędzia przerwał mecz, rywale strzelili im kolejne 4 gole. Następne 2 mecze, z River Plate i Racingiem, na 5 i 4 kolejki przed końcem rozgrywek zakończyły się porażką podopiecznych Hirschla a szanse na tytuł przepadły. Piłkarze i kibice Gimnasii uważali że zostali obrabowani przez dwóch sędziów. W tamtym sezonie Gimnasia strzeliła 90 goli(!) o cztery więcej niż druga w rankingu najskuteczniejszych Boca i zbierała powszechne komplementy za swój ofensywny futbol. Choć trzeba jednak przyznać że straciła 55 goli, najwięcej z czołowych siedmiu drużyn. Sympatia fanów była po jej stronie. Wielu zdawało sobie sprawę że Wielka Piątka jest zbyt mocna, nie tylko ze względu na liczebność i gwałtowność tłumów ale także zaplecze polityczne, które mogło wywierać wpływ na arbitrów. O tym iż sędziowie bali się siegać po gwizdek w trudnych momentach świadczy fakt że w całych rozgrywkach 1933 roku podyktowano tylko 34 rzuty karne. Guttmann jednak twierdził że Hirschl i jego Gimnasia nie byli aż tak niewinni. ,,Miał pewien sławny albo raczej niesławny trick. Jego piłkarze trenowali z ciężkimi piłkami, takimi jak te używane w Anglii. W tamtych czasach w Ameryce Południowej panował zwyczaj grania piłką gospodarzy w pierwszej połowie i gości w drugiej ale Hirschl wpadł na pewien pomysł. Dawał bramkarzowi kolczasty pierścień żeby przebić piłke rywali a potem grać już tą cięższą, do której Gimnasia była przyzwyczajona. Mówię wam: to był kawał skurczybyka”- opowiadał o swoim rodaku. Czyżby chodziło o tę samą ciężką piłke namoczoną i z upchniętym do środka drugim kawałkiem skóry, która po przeprowadzce Hirschla do River Plate stała się częścią legendy Bernabe Ferreyry? River, któremu spodobał się ofensywny styl Hirschla, w ramach swojego programu inwestycji szukał właśnie trenera specjalisty. Zatrudnił Węgra w 1934 roku. Hirschl zaczął stopniowo( a przynajmniej tak twierdził) ustawiać defensywę w litere M, przesuwając jednego ze środkowych pomocników do tyłu, choć nie tak głęboko by stał się jak w Anglii trzecim obrońcą ale raczej by zajął pozycję cofniętego rozgrywającego, jak to było już przyjęte w krajach naddunajskich, piłkarza, który uczestniczy w grze obronnej ale zarazem pomaga kreować gre z głębi pola. Po roku sprowadził za sobą Minelle z Gimnasii i powierzył mu właśnie te role. Niezależnie od tego czy zaczynał od blefu czy nie, sukcesów trenerskich Hirschla nie sposób kwestionować. W 1936 roku, kiedy system rozgrywek argentyńskich przechodził jeszcze jedną dziwaczną reformę, zdobył z River Plate Copa Campeonato, czyli w gruncie rzeczy wygrał lige, choć jej rozgrywki polegały na tym że każdy z zespołów grał z innymi drużynami tylko raz. Jego piłkarze wygrali 13 z 17 meczów, strzelając przy okazji 49 goli. Miał przy tym wielkie zaufanie do młodych zawodników. Wielki Adolfo Pedernera debiutował u niego jako 16-latek, w 1935 r. W tym samym sezonie 18-letni Jose Manuel Moreno występował regularnie w pierwszym składzie po lewej stronie formacji ofensywnej żeby wkrótce grać już z równym powodzeniem na każdej pozycji u boku środkowego napastnika. Moreno dorastał w La Boca, kibicował Boca Juniors i bardzo chciał występować w tej drużynie ale po nieudanych testach nie dostał propozycji kontraktu. Obiecał sobie wówczas że w Boca pożałują tej decyzji i gdy tylko złamany nos skłonił go do przerwania dobrze zapowiadającej się kariery bokserskiej, przeniósł się do River Plate. Jego wielkie chwile nadeszły w trakcie tournée po Brazylii w 1934 r., kiedy wykazał się niemal nadludzką pewnością siebie. ,,Spokojnie chłopaki – miał powiedzieć przed meczem z Vasco da Gama. – Strzelimy im Piątke jak nic. Popatrzcie tylko na gościa, który ma mnie kryć. Jest strasznie brzydki, mam zamiar zdrowo go pogonić”. Jak powiedział, tak się stało: River wygrało 5:1.
Pedernera z kolei dorastający w Avellanedzie był fanem Racingu ale jego ojciec, który zaczął oswajać go z piłką, jak tylko syn skończył cztery lata, grał w River Plate. Podobnie jak Moreno, chłopak również wiele się nauczył od Ferreyry. W 1938 r. niepewny jeszcze miejsca w wyjściowej jedenastce, został dopuszczony przez napastnika do wykonywania rzutu wolnego. Próbował podkręcić piłke ale źle trafił i bramkarz obronił bez trudu. Ferreyra wziął go wtedy na strone. ,,Jeśli bijesz wolnego – powiedział – wal z całej siły a nie rób jakichś cyrków, dobra?” ,,Oczywiście wziąłem to sobie do serca – opowiadał Pedernera. – Zawsze kiedy ustawiałem piłke do rzutu wolnego miałem w pamięci co mi radził Bernabe”. Przy innej okazji Pedernera wspominał, jak Ferreyra pojawił się kiedyś w szatni z poobijanymi i posiniaczonymi nogami, skopany przez pilnującego go obrońcę. ,,To wszystko przez Watsona Huttona- narzekał. – Przez tego faceta, co wymyślił piłke…” Od tamtej pory Ferreyra schodził coraz głębiej do środka boiska, oddalając się od obrońców rywali i szukając miejsca, gdzie miałby więcej swobody. To właśnie w tej roli cofniętego atakującego miał brylować także Pedernera, operujący ostatecznie jak reżyserzy gry z lat 20-tych. Był ,,Adolfo Divino”, boskim Adolfo, pilotem ,,La Maquiny”. Zdolnym zarówno do oddania piekielnie silnego strzału niemal bez zamachu, jak do rozegrania piłki z klepki z Moreno albo do precyzyjnego podania na dobieg w kierunku Labruny albo(jak to zrobił podczas pewnego niezapomnianego meczu z San Lorenzo) do zamarkowania podania a potem delikatnego podcięcia piłki nad bramkarzem. Moreno i Ferreyra stworzyli zabójczy duet. W 1936 roku ten drugi był najlepszym strzelcem River Plate w Campeonato, zdobywając 15 goli w 17 meczach a z kolei w Copa de Honor najwięcej goli(13) zdobył ten pierwszy. Rok później, gdy rozgrywki ligowe wróciły do bardziej standardowej formuły, Moreno strzelił 32 a Ferreyra 25 goli. River zaś sięgnęło po mistrzostwo kraju, zdobywając w sumie 106 goli(!) przegrywając tylko 3 z 34 meczów i osiągając sześciopunktową przewagę nad równie bramkostrzelnym Independiente, którego liderem był wówczas genialny paragwajski napastnik Arsenio Erico. ,,Żadna z drużyn nie wychodziła na murawe tak świetnie przygotowana jak wybitne River Plate – pisało ,,El Grafico”, podkreślając rolę Hirschla w tamtym sukcesie. – Żadna z drużyn nie mogła się z nią równać choćby pod względem kondycji fizycznej”. Mając już zapewniony tytuł, River grało z Boca w przedostatniej kolejce żądne rewanżu nie tylko za dwie wcześniejsze porażki w tym sezonie(w lidze i meczu towarzyskim) ale także za cały okres ,,starszeństwa”(terminem tym Argentyńczycy opisują sytuacje, w której jedna drużyna stale dominuje nad drugą). W brzydkim i pełnym awantur meczu piłkarze Hirschla wygrali 3:2 a przemoc z boiska przeniosła się na trybuny. Wysiłki Isaaca Caswella, angielskiego sędziego sprowadzonego specjalnie po to, by mecz nie wymknął się spod kontroli spełzły na niczym. Piłkarze przeszli na zawodowstwo w 1931 r. ale arbitrzy nie poszli ich śladem i w latach 30-tych poziom sędziowania stawał się przedmiotem coraz głośniejszej krytyki. W 1932 r. na przykład, kiedy Vicente de Angelis nie uznał gola Estudiantes, przegrywającego 1:0 w meczu z przewodzącym tabeli River Plate, wściekli piłkarze rzucili się na niego. De Angelis uciekł do szatni a kiedy 15 minut później wrócił by wznowić gre, przyznał im racje, co wywołało plotki że prezydent Estudiantes sterroryzował go przy pomocy pistoletu. Bramkę na 1:1 nazwano ,,El gol de la casilla”, golem z szatni. AFA wykazując się znaną już anglofilią(Lub kulturowym uzależnieniem, zależy jak na to patrzeć), uznała że rozwiązaniem problemu sędziów będzie zwrot w stronę Wielkiej Brytanii i ściągnięcie stamtąd arbitrów, którzy wyznaczaliby standardy i nauczali fachu argentyńskich kolegów. Awantury wśród publiczności zdarzały się w argentyńskiej piłce od zarania. Jak trzeźwo zauważył Caswell, zmiana podejścia arbitrażu wymagała czasu. Punkt zwrotny zdaniem angielskiego arbitra nadszedł we wrześniu 1938 r., kiedy podczas meczu Boca-Racing usunął z boiska awanturującego się Roberto Cherro. Choć kibice obrzucili sędziego kamieniami, sam piłkarz został zawieszony na miesiąc. ,,Moja zdecydowana postawa w trakcie tego meczu – wspominał Caswell- i fakt że wymusiłem dyscyplinę, nie zważając ani na sławę piłkarza, ani na znaczenie klubów, zrobiły wielkie wrażenie i odmieniły sytuacje”. Anglik wrócił do kraju w 1940 roku otoczony powszechnym szacunkiem.
W sezonie 1938 River strzeliło 105 goli w 32 meczach ale to nie wystarczyło. Independiente z wciąż znakomitym Erico zdobyło aż 115 goli(!) zapewniając sobie mistrzostwo kraju dzięki zwycięstwu 8:2(!) nad Lanus w ostatniej kolejce. Choć Erico strzelał jak na zawołanie, prawdziwą gwiazdą drużyny był Antonio Sastre, piłkarz, o którym Cesar Luis Menotti mówił że w życiu nie widział lepszego, umieszczając go w 1980 roku na szczycie swojej listy pięciu najwybitniejszych Argentyńczyków wszech czasów. Sastre mógł grać na wielu pozycjach i to czyniło go aż tak niebezpiecznym. Kiedy rywale skupiali się na napastnikach, Erico i jego partnerze Vicente de la Macie, on schodził po piłke do środka, rozbijając tradycyjne ustawienie i kreując gre. Sastre, jak wielu innych, został zauważony w barwach klubu Progresista, mającym swoją siedzibę w Avellanedzie w dzielnicy La Mosca. W Independiente zadebiutował w 1931 r. zastępując kontuzjowanego Lalina jako lewy atakujący, najwyraźniej pod wpływem sugestii Seoanego, którego miejsce miał ostatecznie zająć. Wysoki i silny, mógł zostać klasycznym środkowym napastnikiem ale przeniósł się na lewą stronę po tym, jak Independiente kupiło znakomitego urugwajskiego snajpera Roberto Portę. Jego największym kapitałem okazała się więc uniwersalność. W sumie rozegrał w Independiente 340 meczów i zdobył 112 goli, pomagając drużynie wygrać lige w 1938 a w 1941 przeniósł się do brazylijskiego São Paulo, gdzie oprócz 3 tytułów mistrza kraju doczekał się pomnika na swoją cześć. ,,Gdyby kiedykolwiek ustanowiono Nagrode Nobla w dziedzinie futbolu, nie mam wątpliwości iż cała Brazylia głosowałaby na Sastrego”- mówił prezes klubu Pedroso. Hirschl odszedł z River Plate z tytułem wicemistrzowskim za sezon 1938, wrócił na krótko do Gimnasii a potem zaczął prace z Rosario Central. Kiedy w 1939 roku jego nowi podopieczni przegrali 6:0 z River, Węgier mówił że to efekt jego pracy: ,,Przybyłem osobiście by zebrać owoce mojego nauczania. Tych 6 goli strzelili przecież moi chłopcy”. Później pracował w San Lorenzo, Banfield i ponownie w San Lorenzo aż nagle w 1944 roku jego kariera w Argentynie została gwałtownie przerwana. Protokół z odbytego 13 stycznia posiedzenia komisji dyscyplinarnej AFA wspomina w punkcie siódmym porządku obrad iż prezydent Banfield Florencio Sola usiłował przekupić bramkarza Ferro Carril Oeste Sebastiana Gualco przed meczem Banfield z Ferro we wrześniu 1943 r.(mecz zakończył się wynikiem 1:1 a Gualco w nim nie zagrała). Wśród osób wymienionych jako biorące udział w próbie oszustwa był także węgierski trener, który zaangażował się w próbę przekupienia zawodnika Gualco kwotą 2 tysięcy peso. Hirschl znalazł się w grupie 9 osób skazanych za sportową niemoralność i został dożywotnio pozbawiony możliwości prowadzenia jakiejkolwiek bezpośredniej lub pośredniej działalności w AFA lub w klubach przy niej afiliowanych. Karę anulował 10 maja Generalny Inspektorat Sprawiedliwości ale związana z nią niesława pozostała. Pozbawiony możliwości pracy w Argentynie, Hirschl najpierw przeniósł się do Brazylii, gdzie prowadził Cruzeiro, później zaś objął urugwajski Peñarol, z którym wywalczył 2 mistrzostwa kraju i w którym dokonał rewolucji taktycznej, umożliwiającej zdaniem wielu późniejszy niespodziewany sukces Urugwaju na mistrzostwach świata w Brazylii w 1950 r. Historyk Atilio Garrido, autor książki ,, Maracanazo: a historia secreta”, twierdzi iż tylko panujący w kraju antysemityzm uniemożliwił Hirschlowi poprowadzenie w tamtym turnieju drużyny narodowej, choć prostsze wydaje się tłumaczenie że jego związki z Peñarolem były źle widziane przez reprezentantów wywodzących się z rywalizującego z tym klubem Nacionalu. W 1951 r. Hirschl zrezygnował z pracy trenerskiej w związku z pogarszającym się stanem zdrowia(za co winił stres wywołany uprawianiem tego zawodu). Utrzymywał jednak związki ze światem futbolu, zajmował się wyszukiwaniem talentów dla kilku klubów, między innymi dla Milanu. Na ławkę trenerską powracał dwukrotnie. Najpierw w 1956 r. w Peñarolu, później zaś(na prośbe prezydenta klubu Antonio Libertiego) w River Plate w 1961 r., gdzie jednak dopadły go ponowne oskarżenia o udział w ustawianiu meczów przed laty. Kampanie na ten temat rozpoczął ówczesny redaktor ,,El Grafico” Dante Panzeri, którego same brzmienie głosu wystarczyło(wedle słów Hirschla) by poczuć się źle. Zmarł w 1973 r. i został pochowany na cmentarzu żydowskim w miasteczku La Tablada, wchodzącym w skład metropolii Buenos Aires.
Mimo wszystkich zastrzeżeń trudno nie uznać go za geniusza w argentyńskim futbolu wyprzedzającego swoją epoke o całe lata. Taktyczne innowacje, które wiodły go do największych sukcesów, doceniono dopiero w 1939 r. Owszem, Hirschl był(jak powiadał Guttmann) kawałem skurczybyka, pytanie tylko na czym owo bycie skurczybykiem polegało. Czy na tym że blefował opowiadając o zainicjowaniu zmian taktycznych wcześniej niż to się naprawdę wydarzyło, czy może na ukrywaniu przez 4 lata tego co faktycznie zrobił? Tak czy inaczej, to właśnie on wprowadził argentyńską taktykę w ere nowożytną.
1
@FCBparasiempre dobrze ujęte, zapytam czy przy pisaniu sugerowałes się książką ,, Odwrócona Piramida" Jonathana Wilsona? Jeśli nie to polecam, opisana jest tam ewolucja futbolu w tym właśnie wpływ Hirschla czy Guttmana.
1
@FCBMati10 Owszem tekst ten pochodzi z książki Jonathana Wilsona, jednak nie z ,,Odwróconej piramidy" a z ,,Aniołowie o brudnych twarzach". Akurat ,,Piramidy" nie posiadam ale jak tylko będę miał możliwość to ją nabędę. Dzięki śliczne za porade :)
1
@FCBparasiempre nie ma problemu :)