- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1262 Culés
Gorące dyskusje
agaFCB
20
Nigdy więcej alkoholu!
45 odpowiedzi
Arkon
7
Najlepsi piłkarze w historii, ale bez Leo i CR7. U mnie Diego i Ronaldinho poza... » Czytaj dalej
41 odpowiedzi
Arkon
5
Niech mi ktoś wytłumaczy fenomen Netflixa. Połowa roku i ciągle ludzie dyskutują o serialach i... » Czytaj dalej
42 odpowiedzi
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1262 Culés
6
Reżim triumfuje a reprezentacja przechodzi do historii:
@Arkon
@Culer9002
@Kessie
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@patataj
@Symson
@Sysia11
7
@FCBparasiempre
Po końcowym gwizdku zapanowała euforia na Estadio Monumental a Cesar Luis Menotti po prostu zapiął kołnierzyk. Nie było po nim widać że się cieszy. Wykonał swoją robote i wykonał ją znakomicie ale musiał również zdawać sobie sprawę iż zwycięstwo w mistrzostwach świata w 1978 r. będzie miało swoje konsekwencje. Co myślał wtedy, w momencie największego piłkarskiego triumfu, będącego zarazem chwilą, w której najbardziej zbliżył się do zdrady swoich politycznych ideałów? Jego sukces, triumf Argentyny był wszak zarazem sukcesem junty. Na boisku argentyński przywódca generał Jorge Videla z uśmiechem na wąsatej twarzy i z błyszczącą w świetle jupiterów wypomadowaną fryzurą wręczał Puchar Świata kapitanowi drużyny Danielowi Passarelli. Gdy Passarella podniósł trofeum przy oszałamiającym ryku pełnej patriotycznych uczuć widowni, Videla odwrócił się i uniósł oba kciuki. Jak wynika z jego autobiografii ,,Futbol sin trampa”(Piłka bez sztuczek), Menotti czuł się bardzo niekomfortowo z tym że junta wykorzystywała propagandowo mundialowi sukces. Bezpośrednio po zwycięstwie oświadczył iż jest ono ,,hołdem dla czasów wielkości i chwały argentyńskiej piłki”- fraza, która przemawiała do konserwatywnych wojskowych ale wynika z jego własnego romantyzmu. Było to jednak zbyt mało by rozwiązać etyczne dylematy. Videla zmarł w więzieniu w maju 2013 r. zabity przez krwotok wewnętrzny po tym, jak poślizgnął się pod prysznicem. Odsiedział rok z 50 lat, na które został skazany za porwania. W czasach jego rządów co najmniej 400 dzieci odebrano matkom w ośrodkach internowania i przekazano bezdzietnym rodzinom wojskowych. Było to ostatnie z niemałej liczby sądowych orzeczeń. W 1985 r. Videlę uznano za winnego wielokrotnego zabójstwa, porwań i tortur. Ułaskawiony w 1990 r. został powtórnie uwięziony w 2010 r. za łamanie praw człowieka; chodziło o śmierć 31 cywilów w wojskowym więzieniu, osadzonych tam po zamachu stanu, który w 1976 r. wyniósł go do władzy. W sumie rządząca Argentyną junta była odpowiedzialna za śmierć od 15 do 30 tysięcy obywateli swojego kraju. Trudno powiedzieć czy reżim upadłby szybciej gdyby Argentyna nie zdobyła mistrzostwa świata ale nie ulega wątpliwości iż organizacja turnieju była obliczona także na wzrost uczuć patriotycznych, dzięki którym junta mogłaby zbić kapitał, co zresztą robiła bezwzględnie, cynicznie i z powodzeniem. Jak bardzo więc radosna wydawałaby się tamta scena z Videlą wręczającym puchar Passarelli, jak bardzo ekscytująca i utalentowana nie wydawałaby się tamta reprezentacja, trudno spojrzeć na wydarzenia mundialu 1978 bez uwzględnienia szerszego kontekstu. Nawet jeśli to zdanie nie do końca oddaje sprawiedliwość Menottiemu i jego piłkarzom, splot nici łączących tamten turniej z reżimem wydaje się nie do rozplątania. Po wyjściu z El Monumental, kiedy się skręci w prawo na Avenida del Libertador, po 10 minutowym spacerze można dojść do ESMA, czyli wyższej szkoły technicznej marynarki wojennej. Miejsca, gdzie między 1976 a 1983 rokiem przetrzymywano i torturowano 5 tysięcy osób, z których ocalało zaledwie 150. Było to najaktywniejsze i owiane najgorszą sławą więzienie brudnej wojny. Przetrzymywane tam ofiary junty w trakcie mundialu słyszały wiwatujące na stadionie tłumy(straszliwa symbolika tej sceny była wykorzystywana w wielu powieściach i filmach) nawet jeśli równocześnie z korytarza dobiegał ich również krzyk torturowanych. Wielu więźniom zezwolono na wysłuchanie w radiu transmisji meczu finałowego. Wspierali drużynę narodową, choć gardzili reżimem. Antropolog Eduardo Archetti opowiada o więźniach krzyczących w swoich celach: ,,Wygraliśmy! Zwycięstwo!” i cieszących się wspólnie z kapitanem Jorge Acostą, zwanym El Tugre, uważanym za jednego z najokrutniejszych oprawców. Kilka godzin później Acosta zdecydował się nawet przewieźć kilku więźniów po mieście samochodem żeby mogli przyjrzeć się radości na ulicach a przy tym przekonać się że nikt w Buenos Aires nie myśli o antyrządowych protestach. Pewna więźniarka poprosiła go aby otworzył dach kabrioletu żeby mogła lepiej widzieć. Kiedy to zrobił zastanawiała się przez chwile czy nie krzyczeć że jest jedną z tych, którzy ,,zniknęli”. Nie zrobiła tego, przekonana że i tak zostanie wzięta za jedną z tych, które oszalały z radości. Jak napisał Carlos Fontanarrosa po wcześniejszym o nieco ponad dekade zwycięstwie Racingu Club nad Celtikiem, ,,w tym nieszczęsnym kraju największą radość dawał sport”.
Tym razem jednak nieszczęścia Argentyny były jednak nieporównywanie większe od tamtych z 1967 r. Jak pisał Bartolome de Vedia na łamach ,,La Nacion” w 2003 roku: ,,Okres ten był niewątpliwie czasem argentyńskiej tragedii. Naród podzielony na pół przez tragikomiczną dychotomie, w której futbol i śmierć rywalizowały w najbardziej absurdalnym pojedynku… Rok 1978 był rokiem bólu i śmierci ale także futbolu i radości. Życie zawsze płynie swoim rytmem, światło spotyka się z cieniem… i w taki właśnie sposób narody piszą swoje dzieje, z duszą pełną radości i w tym samym czasie pełną łez… Grajmy więc w piłke, bez cienia śmierci wślizgującego się na stadion przez rozmaite szczeliny i opłakujmy tych, którzy zgineli nie pozwalając by cokolwiek odwróciło uwagę od naszego bólu”. Kontrast był rozpaczliwie bolesny i rozpaczliwie trudny a rozwiązanie, które sugerował de Vedia w ostatnich zdaniach, nie zawsze możliwe do wcielenia w życie. Jak bowiem ci, którzy wówczas świętowali(w zasadzie cały kraj) mieliby teraz, gdy cała prawda o brudnej wojnie wyszła na jaw, uwolnić się od poczucia że świętowali również sukcesy reżimu? Tylko podczas turnieju ,,zniknęło” 29 ludzi. Ricardo Villa mówił później że gdyby zdawał sobie sprawę z tego, co się dzieje w kraju, nie wystąpiłby na mistrzostwach świata. Obrońca Huracanu Jorge Carrascosa, który rozegrał dwa mecze na mundialu w RFN, odrzucił powołanie do reprezentacji, choć nigdy nie wyjaśnił z jakiego powodu. Nawet przed(niepotwierdzonymi) oskarżeniami o ustawianie meczów, które wysunął ,,Sunday Times” w 1986 roku, tamto zwycięstwo na mundialu miało w sobie jakąś skaze, ambiwalencje, z którą piłkarze musieli się jakoś mierzyć. ,,Byli tacy, co wiązali nas z dyktaturą ale myśmy nie chcieli mieć z nią nic wspólnego – mówił obrońca Ruben Pagnanini. – Mam poczucie iż dziennikarze nigdy nas tak naprawdę nie docenili a zwykli ludzie powtarzają to, co napisze prasa’. Z czysto piłkarskiego punktu widzenia ta frustracja jest zrozumiała. Cóż niby innego mogli zrobić? ,,Zaszkodziło nam to że nasz sukces zbiegł się z rządami junty. Dla wielu ludzi mundial z 1978 to 30 tysięcy ,,znikniętych” ale żaden z nas przecież nikogo nie torturował ani nie zabił. Jedyne co zrobiliśmy, to pomogliśmy naszej ojczyźnie przeżyć odrobine radości. Odważnie broniliśmy argentyńskich barw. Nie można nas za to winić”- opowiadał bramkarz Fillol. Dylemat jest prawdopodobnie nierozwiązywalny. Do jakiego stopnia ludzie są odpowiedzialni za rządzących, zwłaszcza niedemokratycznie i do jakiego stopnia sportową reprezentacje kraju można identyfikować z tym krajem i z tymi rządzącymi? Poza wszystkimi byłoby nie logiczne obwiniać piłkarzy o to że dali z siebie wszystko, pomijając już fakt ze wielu przeciwników junty również kibicowało ,,La seleccion”. ,,Cóż jest takiego w sporcie że czyni możliwym uścisk ofiary i kata po golu strzelonym przez reprezentanta kraju? – pytał Claudio Tamburrini, bramkarz Almagro i student filozofii, jako działacz polityczny(choć bynajmniej nim nie był) wtrącony do więzienia, z którego zdołał uciec w marcu 1978 r. – Podczas mundialu Argentyńczycy, ze mną włącznie, zawiesili poglądy polityczne na kołku i pogrążyli się w sportowej euforii… Kibicowanie drużynie narodowej kraju rządzonego przez dyktaturę to przykład naprawdę kosztownej irracjonalności”. W samym sercu konfliktu znalazł się właśnie Menotti, długowłosy dekadent i były komunista, który chętnie mówił o wolności i prowadził bardzo swobodny tryb życia ale teraz(nawet jeśli wbrew własnej woli) został sprowadzony do roli agenta junty. O rzekomych powiązaniach między ideologią państwa a stylem gry jego reprezentacji pisano zdecydowanie zbyt często. Czasem takie zależności występowały(postawa drużyny narodowej Włoch prowadzonej w latach 30-tych przez Vittorio Pozzo, faktycznie odzwierciedlała obcesowy militaryzm rządów Mussoliniego) ale na ogół rzeczywistość była bardziej skomplikowana. Argentyński zwrot ku antyfutbolowi po 1958 roku można przedstawiać jako efekt odrzucenia idealizmu i pochwały ekstremalnych form pragmatyzmu, których erupcja wiązała się z serią zamachów stanu, kryzysu ekonomicznego i ingerencji armii w polityke. Odrzucenie cynizmu w grze można z kolei łączyć z optymizmem, jaki wyrażały ruchy młodzieżowe pełne wiary ze beznadziejnie smutni technokraci muszą w końcu upaść ale w czasie gdy Menotti wygrywał mundial, jego romantyczne odwoływanie się do przeszłości(nawet w kompromisowej formie jaką ostatecznie przyjeło) diametralnie różniło się od morderczej doraźności junty.