La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1362 Culés

6

6

@FCBparasiempre
Dzień 23 lutego 1966 roku na zawsze przejdzie do historii futbolu(a wraz z nim efemeryczny Puchar Narodów Europy) jako moment narodzin oficjalnych mistrzostw Europy. Prezydent UEFA Gustav Wiederkehr wreszcie dopiął swego. Zmieniono formułę kwalifikacji do turnieju finałowego. Od tej pory zaczęła obowiązywać rywalizacja w systemie grupowym. Do walki o Euro ’68 przystąpiło 31 zespołów, zgłoszonych spośród wszystkich 33 członków UEFA. Uczestników posegregowano na 8 grup. Wszystkie liczyły 4 drużyny, z wyjątkiem grupy IV, w której ulokowano 3 zespoły. Zwycięzcy mieli utworzyć pary ćwierćfinałowe, z których najlepsza czwórka awansowałaby do turnieju finałowego, stając się pełnoprawnymi uczestnikami pierwszych oficjalnych mistrzostw Europy. Misję przygotowania imprezy powierzono Włochom. Była to dobrze przemyślana decyzja. Włosi doskonale wiedzieli na czym polega magia futbolowego spektaklu. W końcu dwa razy z rzędu wygrywali(jednak w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach) przedwojenne mistrzostwa świata, będąc pierwszym europejskim zdobywcą Złotej Nike. Reprezentacja Włoch jako gospodarz musiała przebrnąć eliminacje. Grupę, w której przyszło im rywalizować, wygrali zdecydowanie, choć nie byli drużyną rozstawioną! Przywilej ten przypadł ośmiu innym zespołom: Anglii, Francji, Hiszpanii, Portugalii, RFN, Węgrom, ZSRR oraz… Szwajcarii. Najwyraźniej w Zurychu wykazano się nadgorliwością. Jednak to Włosi awansowali, między innymi kosztem Szwajcarii, która w tabeli zajęła przedostatnie miejsce. Spośród czterech debiutantów nikt nie awansował do ćwierćfinałów. Najbliżej tego celu byli Niemcy i Szkoci. Graczom RFN zabrakło koncentracji i zgubiła ich przesadna pewność siebie w konfrontacjach z Albanią i Jugosławią. Natomiast kolejny zawód sprawili Polacy. Najkorzystniej zaprezentowali się w potyczkach z Belgią ale było to zdecydowanie za mało. Jedyny fakt godny uwagi, to hat-trick Janusza Żmijewskiego na Heysel. W ten oto sposób stał się on pierwszym Polakiem, który w meczach eliminacyjnych do mistrzostw Europy strzelił 3 gole w jednym meczu. Był to także pierwszy hat-trick strzelony na obcym stadionie. Turniej finałowy rozpoczęto jednocześnie na dwóch stadionach: we Florencji i Neapolu. W jednej parze Włosi z ZSRR, w drugiej Jugosławia z Anglią. W obu meczach padł tylko jeden gol. Tak jakby świadomość ,,catenaccio” udzieliła się tego dnia wszystkim grającym. ,,Azzuri” mieli własne problemy. Ich gra była daleka od ideału, co w pewien sposób tłumaczyło słabe wyniki osiągane na mistrzostwach globu, gdyż ani razu po wojnie nie potrafili przebić się do czołówki światowego czempionatu, za każdym razem kończąc występy na zmaganiach grupowych. Wszystko miało się zmienić po wyborze na stanowisko selekcjonera kadry duetu Herrera-Valcareggi. Oboje przetrwali wspólnie zaledwie pół roku. Poprowadzili Italie raptem w czterech meczach. Po odejściu Hiszpana Włoch samodzielnie sprawował urząd, stając się animatorem pierwszych powojennych sukcesów ,,Azzurich”. Rosjanie przystąpili do meczu z Włochami w osłabionym składzie. Churchiławe i Czislenke wyeliminowały kontuzje a Sabo z Miedwiedem zostali odsunięci od drużyny za nadużywanie alkoholu. Na boisku dość szybko przewagę uzyskali jednak gracze radzieccy. Głównie za sprawą brzemiennego w skutkach pojedynku Byszowca z Riverą. W wyniku starcia włoska legenda już w trzeciej minucie gry musiała opuścić boisko. System zmian wówczas jeszcze nie obowiązywał, więc Włosi pozostali na placu boju w dziesięciu. To tylko sprzyjało ryglowaniu dostępu do własnej bramki. Rosjanie atakowali ale wobec skomasowanej obrony gospodarzy niewiele mogli wskórać. W końcówce meczu bliscy szczęścia byli ,,Azzuri" al” strzał Domenghiniego zatrzymał się na poprzeczce. Po 90 minutach nadal 0:0. Dogrywka również nie przyniosła rozstrzygnięcia. O wszystkim miał więc zadecydować rzut monetą, gdyż wówczas przepisu nakazującego wykonywanie rzutów karnych nie było a możliwość powtórzenia meczu przewidziana była wyłącznie na mecz finałowy. Szczęście zostało przy Włochach bo podobno zawsze sprzyja lepszym. Drugim przegranym półfinalistą była Anglia. Zwycięski gol padł dopiero na 4 minuty przed końcem meczu. Autorem gola był Dragan Dżajič, jeden z najmłodszych graczy w kadrze Rajko Miticia. Napastnik kompletny, wspaniały technik, niezwykle dynamiczny, obdarzony pomysłowością w kreowaniu gry zespołu. Jego przeciwieństwem a zarazem partnerem z linii ataku był Ivica Osim, dla odmiany najstarszy spośród wszystkich jugosłowiańskich piłkarzy powołanych na Euro ’68. Potężny ociężały, stroniący od nadmiernego angażowania się w pojedynki z angielskimi defensorami, zagrał na mistrzostwach tylko w tym jednym meczu. Mitič miał inną koncepcje na finał, do którego awansowała jego drużyna. Anglikom nie starczyło czasu na odrobienie strat. Na domiar złego w 89 minucie z boiska usunięty został Allan Mullery. Hiszpański arbiter musiał się jednak obejść bez żółtych i czerwonych kartek, gdyż wprowadzono je do futbolu dopiero kilka miesięcy później, na igrzyskach olimpijskich w Meksyku. Pomysłodawcą ,,ubarwienia” meczów był angielski prezydent FIFA- Stanley Rous. Anglicy powetowali sobie porażkę półfinałową w meczu o trzecie miejsce, gdzie pewnie pokonali ZSRR 2:0. Zawodnicy radzieccy zajęli najgorsze miejsce w dotychczasowej historii swoich występów na mistrzostwach Europy. Ewenementem jest fakt że jako jedyni uczestnicy turnieju finałowego nie zdobyli choćby jednego gola. Żadnej innej drużynie, która uplasuje się na tak wysokim miejscu, podobna historia nigdy się już nie przydarzy.

Ostatni mecz włoskiego turnieju przebiegał w atmosferze skandalu i co zdarzyło się jedyny raz w historii- został powtórzony. Nie doszłoby do tego, gdyby nie postawa szwajcarskiego arbitra będącego dwunastym zawodnikiem zespołu Italii. Na Stadio Olimpico w Rzymie 22 graczy wyręczył jeden człowiek. To on zadecydował o wyniku rywalizacji, zabijając przy tym nieśmiertelne zasady fair play. Pierwszą ofiarą stronniczego rozjemcy padł napastnik ,,Plavich” Dragan Dżajič. Gola zdobytego w 39 minucie gry sędzia jeszcze jakoś uznał ale po przerwie stał się zmorą jugosłowiańskich piłkarzy. Gdy ich najlepszy strzelec podwyższył na 2:0, sędzia zamiast wskazać na środek boiska, nakazał grać dalej. Mimo iż gol Dżajicia został zdobyty w jak najbardziej prawidłowy sposób, Szwajcar dopatrzył się przewinienia i ograbił ,,Plavich” z niemal pewnego zwycięstwa. Na tym nie koniec szaleństw fałszywego gwizdka. Dziesięć minut przed końcem gry arbiter przyznał gospodarzom rzut wolny. W momencie gdy jugosłowiański bramkarz pieczołowicie ustawiał mur, Domenghini, nie czekając na sygnał sędziego, posłał piłkę wprost do bramki. Szwajcar zamiast nakazać powtórne rozegranie rzutu wolnego, zarządził… grę od środka boiska. Na nic zdały się protesty zawodników Jugosławii. Oddalono też skargę wniesioną po meczu do międzynarodowej komisji sędziowskiej. To także nie przyniosło żadnych rezultatów. ,,Plavi” podzielili los ekipy RFN, która w finale mistrzostw świat 1966 straciła najbardziej problematyczną bramkę w historii futbolu. Obiekcji nie mieli jedynie radziecki liniowy Bachramow i zainspirowany jego przekonaniem ten sam Szwajcar z meczu w Rzymie! Remis między Włochami a Jugosławią doprowadził do dogrywki ale na szczęście szwajcarski sędzia zaniechał dalszych interwencji w losy meczu. Po 2 dniach powtórnie rozegrano finał. Mitič dokonał tylko jednej korekty w składzie. Miejsce Petkovicia zajął Hosič. Valcareggi, w stosunku do pierwszego meczu, wymienił aż 5 graczy. Na boisko wybiegli: Rosato, Salvadore, De Sisti, Mazzola i Riva. Najważniejsza zmiana dotyczyła jednak obsady arbitra. Skompromitowanego Szwajcara zastąpił Hiszpan. Losy drugiego meczu zostały przesądzone w pierwszym meczu. Jugosłowianie nie przypominali tych samych piłkarzy, którzy dwa dni wcześniej postawili gospodarzom trudne i twarde warunki gry. Zwycięzcy zostali pokonani, więc grali teraz bez animuszu i zaangażowania. Z gorszej dyspozycji rywala skrzętnie skorzystali Włosi. Pierwszego gola zdobył Luigi Riva. Drugiego gola wspaniałym wolejem z 20 metrów strzelił Pietro Anastasi i tak już zostało do końca. Włosi zostali mistrzami Europy ale od tego czasu coraz częściej pojawiać się będą wątpliwości, wnikliwie prześwietlające każdy ich następny sukces. Podejrzewani o kunktatorstwo i kombinatorstwo, doczekają się sporego grona prześladowców, życzących jak najlepiej rywalom ,,Azzurich”. Przyszłość jeszcze nie raz każe przyznać rację włoskim oponentom. Skandale korupcyjne ,,tottonero” czy ,,calciopoli” tylko potwierdzają powtarzające się zarzuty i podkopują tamtejszy autorytet walki fair play. Italia zdobyła Puchar Delauneya ale duża w tym zasługa monety i sędziego. Łut szczęścia i łaskawość arbitra rozstrzygnęły o podziale medali.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?