- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 726 Culés
Gorące dyskusje
agaFCB
22
Nigdy więcej alkoholu!
47 odpowiedzi
Arkon
6
Niech mi ktoś wytłumaczy fenomen Netflixa. Połowa roku i ciągle ludzie dyskutują o serialach i... » Czytaj dalej
55 odpowiedzi
Arkon
7
Najlepsi piłkarze w historii, ale bez Leo i CR7. U mnie Diego i Ronaldinho poza... » Czytaj dalej
50 odpowiedzi
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 726 Culés
7
Historia Mistrzostw Europy część 5:
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@patataj
@Symson
@Visca_barca
8
@FCBparasiempre
Kolejny turniej, Euro ’76 zawitał do Jugosławii. Na miarę swych dużych ambicji i nie mniejszych możliwości zaczęli grać Zachodni Niemcy. Sukces na Euro ’72 dodał im skrzydeł. Dwa lata później potwierdzili swoją dominację także na świecie, podczas turnieju, który sami zorganizowali. Mistrzowie Europy zostali mistrzami świata. Podobny zaszczyt przypadł wiele lat później Hiszpanii oraz Francji. Tyle że w przypadku Francji było odwrotnie, najpierw zostali mistrzami świata a potem Europy. Po raz kolejny nie udało się awansować na Euro reprezentacji Polski. Napięcie towarzyszące grze Polaków trzymało w niepewności do ostatniej chwili. Po kapitalnym meczu w Chorzowie, zakończonym efektownym zwycięstwem nad Holendrami 4:1, faworytami do awansu byli biało-czerwoni, tym bardziej że po drodze dwukrotnie zremisowali z Włochami i wygrali oba mecze z Finlandią. W Amsterdamie przyszło jednak rozczarowanie. ,,Pomarańczowi” zdołali się odgryźć i przechylić szalę awansu na swoją korzyść. Do turnieju finałowego przebiły się reprezentacje Jugosławii, Czechosłowacji, Holandii oraz RFN. Finałowy turniej w Jugosławii dostarczył niezapomnianych emocji. Uczestnicy mistrzostw nie kalkulowali. Mecze z ich udziałem obfitowały w dużą dawkę wrażeń a co najważniejsze, strzelonych goli. W czterech meczach padło aż 19 goli, co stanowiło rekord skuteczności, w porównaniu z dotychczas rozegranymi turniejami. Gospodarzom szczególnie zależało na dobrym wyniku. Wcześniej dwukrotnie awansowali do wielkiego finału ale za każdym razem musieli zadowolić się drugim miejscem. Zasada jest taka iż gospodarzom pomagają ściany i na takie wsparcie piłkarze trenera Mladinicia liczyli w Belgradzie, mając za półfinałowych rywali ekipę RFN. Istnym zbiegiem okoliczności pozostaje fakt że 2 lata wcześniej ,,Plavi” byli w gościnie u swoich aktualnych przeciwników. Na mistrzostwach w RFN górą byli zawodnicy Schoena. W Belgradzie po pół godzinie gry to Jugosłowianie prowadzili różnicą dwóch goli. Radość trwała jednak tylko przez godzinę gry. Schoen nie wywiesił białej flagi, tylko niczym wytrawny strateg dokonał decydujących o losach spotkania zmian. Za Dannera pojawił się Flohe i to on strzelił kontaktowego gola. Natomiast w 79 minucie meczu boisko opuścił Wimmer a jego miejsce zajął Dieter Mueller i już po chwili doprowadził do remisu. W dogrywce popis jednego aktora. Dwa kolejne gole Muellera pogrążyły gospodarzy. Zawodnik FC Koeln zanotował w tym meczu hat-tricka i to w reprezentacyjnym debiucie! Nie mniej emocji towarzyszyło potyczce Holendrów z Czechosłowakami. Starcie obu drużyn otwierało rywalizację V Mistrzostw Europy. Widzowie zgromadzeni na stadionie Maksimir obejrzeli 4 gole. Wszystkie z nich były dziełem graczy znad Wełtawy, którzy tego dnia nie pozwolili przeciwnikom na wiele. Piłkarze trenera Jeżka od początku przejęli inicjatywę. W 19 minucie z rzutu wolnego dośrodkowywał Panenka. Piłka zagrana w pole karne spadła wprost na głowę Ondrusa, który strzałem z ponad 10 metrów umieścił ją w bramce. Rozpaczliwa interwencja Schrijversa na nic się nie zdała. Czechosłowacy nie zwalniali tempa. Przed kolejną szansą stanął Masny ale tym razem przegrał w sytuacji sam na sam z holenderskim bramkarzem. Mecz się zaostrzał. Czerwone kartki obejrzeli Pollak i Neeskens. Minutę po wykluczeniu pomocnika FC Barcelony padło wyrównanie. Piłkę adresowaną do Cruyffa w ekwilibrystyczny sposób przejął Ondrus ale tak niefortunnie że skierował ją wprost do własnej bramki. Do końca regulaminowego czasu gry już nic się nie zmieniło. Dogrywkę lepiej psychicznie znieśli Czechosłowacy. Jeżek zdecydował się na zmianę, która podbudowała morale zawodników i przeważyła szalę zwycięstwa na korzyść jego zespołu. Za Modara wszedł Vesely, stając się wkrótce bohaterem całego meczu. To on poprowadził akcję, po której nasi południowi sąsiedzi objęli prowadzenie. Po faulu na Cruyffie Holendrzy stanęli ale sędzia nie przerwał gry. Mający dużo wolnego miejsca Vesely popędził prawym skrzydłem i dośrodkował w pole karne do Nahody, który głową pokonał Schrijversa. Zdruzgotani rywale kończyli w dziewiątke. Van Hanegem za obrazę arbitra musiał opuścić boisko. Cztery minuty później było już po meczu. Vesely w sytuacji sam na sam po raz ostatni trafił do siatki. Prawdziwą radość sprawiła Holendrom wiadomość o samowolnym opuszczeniu kadry przez ich lidera Cruyffa. Kapitan ,,Oranje” po pomeczowej awanturze w szatni odleciał do Barcelony. Od dawna psuł atmosferę wewnątrz drużyny. Był konfliktowy i apodyktyczny. Trener Knobel musiał liczyć się z jego zdaniem podczas ustalania wyjściowego składu na mecz. Absencja kapitana pomogła kolegom z drużyny. Mimo braku pauzujących za kartki Repa, Neeskensa, Rijsbergena i van Hanegema, Holendrzy pokonali w meczu o brąz Jugosławię 3:2 po dogrywce.
4
@FCBparasiempre
Nigdy dotąd na mistrzostwach Starego Kontynentu finałowe ekipy nie miały okazji zagrać przeciwko sobie. Wprawdzie Czechosłowacy wzięli udział już w pierwszym turnieju zajmując nawet trzecie miejsce ale ich rozbrat z ME trwał aż 16 lat. Niemcy z kolei debiutowali przed czterema laty i od razu zdobyli złoto. Najbardziej zmotywowany na ten mecz był kapitan RFN Franz Beckenbauer, gdyż obchodził tego dnia wyjątkowy jubileusz. Decydujący mecz o Puchar Delaunaya był setnym w jego reprezentacyjnej karierze ale zamiast fety była stypa. Już od samego początku ton grze nadawali Czechosłowacy. Swą dominacje na boisku potwierdzili szybko strzelonym golem. Po bramce Svehlika, kolejną dołożył Dobias i było już 2:0 ale nie z takich opresji wychodzili Niemcy. Niepilnowany w polu karnym Dieter Mueller skwapliwie skorzystał z prezentu defensorów i pewnym strzałem z woleja pokonał Viktora. Mecz się wyrównał. Z upływem kolejnych minut do głosu coraz częściej dochodzili piłkarze RFN. Jednak czechosłowacka obrona spisywała się bez zarzutu. Ondrus udanie dyrygował poczynaniami partnerów z defensywy. Ci zaś mogli polegać na Viktorze., który wybronił kilka niezwykle groźnych strzałów rywali. Bliżej wyrównania byli jednak Niemcy. Gracze CSRS pilnowali wyniku. Nehoda krótko kryty przez Vogtsa nie był w stanie przeprowadzić porywającej szarży na bramkę Maiera. Wreszcie nadeszła 90 minuta meczu. Rozpaczliwe ataki RFN przyniosły spodziewany efekt. Gole w końcówkach spotkań stały się poniekąd niemiecką specjalnością. W rolę ratownika wcielił się tym razem Hoelzenbein. Piłkarz Eitrachtu w bezpardonowej walce z Viktorem z bliska wpakował piłkę głową do bramki. Czechosłowacy sygnalizowali faul napastnika RFN na ich bramkarzu. Bezskutecznie. Zamiast odgwizdania faulu, sędzia zarządził dogrywkę. Czwarty mecz na tym turnieju i czwarta dogrywka, jedyna, w trakcie której nie padło rozstrzygnięcie. Po raz pierwszy w historii mistrzostw Europy zwycięzcę miały wyłonić rzuty karne. Jeżek brał pod uwagę i taką okoliczność, dlatego przygotowując piłkarzy do turnieju, nakazywał im trenowanie ,,jedenastek”. Niemcy nie mieli przećwiczonego tego elementu gry. Nie czuli się pewnie. Schoen miał problem z wyznaczeniem strzelców. Bohater narodowy Dieter Mueller woląc być zapamiętany jako król strzelców turnieju a nie pechowy strzelec, odmówił wzięcia na siebie tej odpowiedzialności. W zespole RFN brakowało Breitnera. To on przed dwoma laty w finale Weltmeisterchaft ’74, jak jedyny z Niemców odważył się wykonać jedenastkę i sprawił że zwycięstwo nad Holendrami stało się realne. Bonhof, Flohe oraz Bongartz nie pomylili się. Podobnie jak Masny, Nehoda i Ondrus. W czwartej serii zimnej krwi nie stracił także Jurkemik. Po nim miał strzelać Hoenes. Być może w chwili przygotowywania się do strzału wrócił pamięcią do nieudanej próby z MŚ ’74, kiedy jego intencję w porę odczytał Jan Tomaszewski. Napastnik Bayernu i tym razem nie podołał, przenosząc piłkę wysoko nad poprzeczką. Dramat w ekipie RFN ale jeszcze musi strzelić Panenka. Ten karny przeszedł do annałów futbolu. Wielu piłkarzy wybitniejszych od Czecha wzorowało się właśnie na nim, próbując opanować do perfekcji jego strzał. Maier w bramce a Panenka przy piłce i jedenaście metrów dzielące Czechosłowacje od złotego medalu. Armia fotoreporterów przyczajona za bramką Maiera by złapać lecącą piłkę prosto w obiektyw. Chwila skupienia i niemiecki bramkarz, licząc na silny strzał, odrywa się od ziemi i rzuca w lewą stronę ale futbolówka niczym balon wzbija się w górę i wolno opada do bramki. Sfrustrowany Maier nie może uwierzyć w to co się stało i chyba nie on jeden. Czechosłowacja po raz pierwszy(i jak dotąd ostatni) sięga po mistrzostwo Europy a Panenka już na zawsze będzie za każdym razem wspominany przy wykonywaniu rzutu karnego w jego ,,A’la Panenka” stylu.