La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 844 Culés

7

Małymi kroczkami zbliża się Euro a więc...
Historia mistrzostw Europy część 6:

@Adran360
@Arkon
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Symson
@Visca_barca

7

@FCBparasiempre
Euro ‘80

Na 20-lecie rozgrywek o ME UEFA postanowiła rozszerzyć formułę turnieju finałowego z 4 do 8 drużyn. Co to oznaczało w praktyce? Przede wszystkim wyjście naprzeciw oczekiwaniom telewidzów i sponsorów. Zainteresowanie jednych i drugich europejskim czempionatem systematycznie wzrastało. Większa liczba meczów to większa oglądalność a zatem większy zysk dla coraz szerszego grona reklamodawców. Raczkujący marketing, będący wówczas jedynie uzupełnieniem sportowej rywalizacji, z czasem zupełnie ją zdominował. Dwukrotne zwiększenie liczby uczestników pociągnęło za sobą dość istotne zmiany. Przede wszystkim zmniejszono liczbę grup eliminacyjnych do siedmiu. Całą stawkę 31 drużyn podzielono między 3 grupy pięciozespołowe oraz 4 czterozespołowe. W dalszym ciągu jedynie zwycięzcy tychże grup awansowali już bezpośrednio do turnieju finałowego, bez konieczności dodatkowych gier w ćwierćfinałach. Nie mogło być inaczej skoro dla szczęśliwców przewidziano 7 miejsc, gdyż ósme przypadało z urzędu gospodarzowi imprezy. Decyzję Komitetu Wykonawczego UEFA przyjęto z ulgą i zadowoleniem. Od tej pory gospodarz miał walczyć o zwycięstwo w turnieju, a nie jak to miało miejsce dotychczas, o jego organizację. Postanowienie to nie wiele znaczyło dla zespołów drugiej kategorii, gdyż ich szanse na awans w konfrontacji z o wiele silniejszymi ekipami cały czas pozostawały iluzoryczne. Zmieniła się natomiast pozycja potentatów, którzy nie musieli się już obawiać ryzykownej walki między sobą w systemie pucharowym. Wszystko po to, aby najatrakcyjniejsze mecze odbywały się w finałach a nie kwalifikacjach. Pierwszym szczęśliwym gospodarzem nie muszącym walczyć o z góry przyznaną nagrodę byli Włosi. Wybór nie budził zdziwienia zważywszy zwłaszcza na narodowość prezydenta UEFA, wówczas sprawującego swój urząd. Artemio Franchi(w przeszłości szef Włoskiej Federacji) został trzecim w historii sternikiem UEFA. Na tym stanowisku wytrwał 10 lat. Dla Włochów tamten okres był najczarniejszym w historii ich futbolu. Afera ,,tottonero” odsunęła na dalszy plan wagę przygotowań do mistrzostw Europy. Trener Enzo Bearzot obawiał się że nie skompletuje kadry na zbliżający się wielkimi krokami turniej Starego Kontynentu. Bearzot ostatecznie nie mógł skorzystać z dwóch piłkarzy: Bruno Giordano oraz asa Perugii Paulo Rossiego. Trener najbardziej liczył na tego drugiego, jednak ostatecznie Rossi nie pojechał na turniej, gdyż za udział w korupcyjnym procederze został zdyskwalifikowany na 3 lata. Później złagodzono mu wyrok, dzięki czemu mógł się zrehabilitować na mundialu w Hiszpanii. Podczas Euro ’80 Włosi musieli sobie radzić bez niego. ,,Makaroniarze” mieli swoje problemy a Anglicy mieli znakomitego napastnika Kevina Keegana, którego największym przekleństwem były występy w narodowej reprezentacji. Anglicy przechodzili poważny kryzys. W latach 1970-1980 nie dostali się ani na mistrzostwa świata ani na mistrzostwa Europy. Turniej we Włoszech był praktycznie pierwszą i zarazem ostatnią okazją dla Keegana aby mógł być w pełni dumny z reprezentowania Albionu. Wiele wskazywało że tak się właśnie stanie a gwarantem sukcesu miał być właśnie Keegan, który w eliminacjach zdobył najwięcej goli(7). A Polacy? No cóż, ostra rywalizacja między Polską, NRD i Holandią wyszła na dobre tylko tej ostatniej. Mimo korzystniejszego bilansu bezpośrednich meczów(2:0 w Chorzowie i 1:1 w Amsterdamie) biało-czerwonym zabrakło punktu do ,,Pomarańczowych”. Tak więc pora na turniej finałowy a w nim ,,Grupa śmierci”, w której znaleźli się Czechosłowacja, RFN, Holandia oraz Grecja. Trzy pierwsze drużyny na turnieju przed 4 laty, dokładnie w wymienionej kolejności uplasowały się na podium. Piłkarze znad Wełtawy najpierw pokonali Holendrów a później w dramatycznych okolicznościach uporali się z RFN. Przegrani otrzymali szanse poprawy ale tym razem walka toczyła się nie o medale, tylko o pozycje w tabeli. Dwa miejsca premiowano awansem. Ekipy z tej grupy stanowiły połowę stawki walczącej o wielki finał. Pozostała czwórka to Włochy, Belgia, Anglia oraz Hiszpania. Zasady turnieju przewidywały iż w wielkim finale zagrają zwycięzcy obu grup a w meczu pocieszenia zmierzą się ze sobą drużyny z drugich miejsc. Nie była zatem możliwa powtórka sprzed 4 lat ale już finał z udziałem RFN i Anglii(taki sam jak na mundialu w 1966) był jak najbardziej realny. Tylko jeden z tych zespołów spełnił pokładane w nim nadzieje. Ekipą RFN dowodził wówczas Jupp Derwall. Narzucony mu plan zaczął realizować bardzo skrupulatnie. Zaczął od zwycięstwa nad Czechosłowacją. Później przyszedł mecz z Holandią. Hat-trick Allofsa przesądził o wygranej, choć w samej końcówce 2 gole ,,Oranje” napędziły Niemcom trochę strachu. W tym meczu debiutował 19-letni Lotar Matthaeus. Po bezbramkowym remisie z Grecją piłkarze RFN trafili tam gdzie ich miejsce czyli do finału.

Na drugim miejscu w grupie zameldowali się Czechosłowacy a na trzecim Holendrzy. Oba zespoły miały taką samą liczbę punktów a w bezpośrednim meczu miedzy nimi był remis. Awansowała ekipa Venglosa, gdyż straciła o jednego gola mniej. Występ w finale zapewniła sobie także Belgia. Faworyci byli w odwrocie. Anglia wygrała tylko jeden mecz i to z jeszcze słabszą Hiszpanią, której szczytem możliwości był bezbramkowy remis z Włochami. ,,Azzuri” grali wybitnie defensywnie. Nie stracili wprawdzie ani jednego gola ale strzelili zaledwie jednego. To wystarczyło do awansu, o którym ostatecznie zadecydował ostatni mecz zremisowany z Belgami. W ekipie włoskiej bardzo dobrze spisywał się Graziani, co potwierdził golem w meczu o trzecie miejsce z Czechosłowacją. Wynik pozostawał jednak nie rozstrzygnięty, więc doszło do rzutów karnych a w nich przysłowiową wojnę nerwów rozstrzygnęli na swoją korzyść Czechosłowacy w stosunku 9:8! W finale po raz trzeci z rzędu zagrała RFN. Do tej pory trzykrotnie w finale wystąpili także gracze ZSRR, z tą tylko różnicą że nie pod rząd. Niemcy, mając w pamięci poprzedni finał z CSRS, woleli uprzedzić rozwój wydarzeń i jako pierwsi zdobyć gola. Od samego początku groźnie atakowali. Pierwszy strzał Hansi Muellera padł jeszcze łupem Pfaffa ale po upływie kilku chwil, bramkarz Belgów zmuszony był do kapitulacji. Bernd Schuster rozegrał piłke z Klausem Allofsem, który momentalnie mu ją zwrócił a ten podciągnął parę metrów w kierunku bramki, po czym miękko zagrywając nad Geretsem, posłał futbolówkę wprost pod nogi Hrubescha. Ten długo się nie zastanawiając, huknął z linii pola karnego i Niemcy objeli prowadzenie. To tylko rozochociło piłkarzy RFN. Belgowie sparaliżowani coraz wyraźniejszą przewagą Niemców, nie mogli znaleźć dla siebie właściwego rytmu rozgrywania akcji. Nieudolne próby Ceulemansa zagrożenia niemieckiej bramce z góry skazane były na niepowodzenie. W ekipie RFN bardzo dobrze spisywał się Allofs. Król strzelców Euro ’80 w tym meczu wprawdzie gola nie strzelił ale brał na siebie ciężar rozgrywania akcji, przez co robił więcej miejsca na boisku mało ruchliwemu Hrubeschowi. W drugiej połowie zawodnicy RFN starali się kontrolować przebieg gry, przez co nieco częściej do głosu zaczeli dochodzić Belgowie. Na kwadrans przed końcem meczu Rene van der Eycken stanąl przed szansą doprowadzenia do remisu. Van Moer zagrywa do wychodzącego na czystą pozycje van der Elsta, Stielike rzuca się w pościg, zatrzymuje rywala w nieprzepisowy sposób. Całe zajście ma miejsce tuż przed szesnastką ale arbiter decyduje się podyktować rzut karny. Van der Eycken korzysta z prezentu i mecz zmierzający do końca zaczyna się od nowa. Niemcy nie zamierzają jednak czekać na dogrywkę. Rummenigge dośrodkowuje, Hrubesch główkuje, Pffaf łapie. Po kilku minutach niemal kopia tej sytuacji. Rzut rożny dla RFN. ,,Kalle” ustawia piłkę w narożniku boiska, zagrywa w pole karne a potężny Hrubesch uderza głową na bramkę. Piłka ląduje w siatce. Do końca meczu nic już nie ulega zmianie. Niemcy po raz drugi w historii zostają najlepszą drużyna kontynentu.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?