La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1373 Culés

7

7

@FCBparasiempre
Euro 1992

Był rok 1989. Jesień Ludów wypierała stary pojałtański porządek, który rozpostarł nad częścią kontynentu żelazną kurtynę. Kraje dawnego bloku wschodniego zaczęły odzyskiwać suwerenność. W listopadzie zaczęto demontaż muru berlińskiego, będącego dotąd krwawą zaporą dla wszystkich uciekinierów zmierzających do ,,lepszego świata”. Najkrwawsze walki o niepodległość miały miejsce w Jugosławii. Kraj pogrążał się w wojnie domowej. Rychło interweniowały wojska ONZ. Rada Bezpieczeństwa nałożyła na Jugosławie surowe sankcje. Decyzje te odbiły się na wszystkich obywatelach, również na piłkarzach, którzy walkę o udział w Euro ’92 wygrali w sportowej rywalizacji ale przegrali przez wojnę bałkańską. Ucierpiało na tym znakomite pokolenie utalentowanych graczy. W 1987 r. na mistrzostwach świata U-20 młodzieżowa drużyna Jugosławii zdobyła złoty medal. Kilku piłkarzy z tych mistrzostw wystąpiło w eliminacjach do Euro ’92 ale w finałowym turnieju wzięli udział dopiero 4 lata później, już jako Chorwaci. Wcześniej uniemożliwiła im to wojna domowa w Jugosławii. Strata tym większa, gdyż piłkarze Osima przeszli przez eliminacje jak burza. Tylko jedna porażka, a poza tym same zwycięstwa. Na tak znakomity wynik zapracowała istna bałkańska mieszanina narodów: Chorwaci, Macedończycy, Bośniacy, Słoweńcy czy wreszcie Serbowie. Zawodników dzieliły kwestie etniczne ale jednoczyły wspólne cele sportowe. Dyskwalifikacja ,,Plavich” wymusiła wyznaczenie następców. Tym sposobem na turniej miała pojechać Dania, która w grupie zajęła drugie miejsce. Podopieczni Moellera-Nielsena nie byli tym faktem zachwyceni. W trybie awaryjnym pościągano ich z urlopów, nakazując przylot drużyny do Szwecji. Piłkarze w ,,wakacyjnej formie” okazali się i tak lepsi od pozostałych konkurentów pieczołowicie przygotowujących się do imprezy. W ekipie brakowało tylko skonfliktowanego z trenerem Michaela Laudrupa. Z kolei Francuzi grali z polotem i przeszli do historii ale… tylko eliminacji. Komplet zwycięstw w ośmiu meczach musiał budzić uznanie. Nie straszni im byli Czechosłowacy ani Hiszpanie. Bohaterem obwołany został trener Michel Platini. To pod jego wodzą piłkarze nabrali przekonania do własnych umiejętności. Platini postawił na mieszankę rutyny z młodością. Na boiska do Szwecji zabrał byłych mistrzów Europy 1984(Amoros i Luis Fernandez) oraz przyszłych mistrzów świata z 1998(Blanc, Petit, Deschamp). Wszystkie znaki na niebie i ziemi przemawiały za koncepcją wielkiego Michela. Boiskowe realia miały ją jednak boleśnie zweryfikować. Z kolei trzecie drużyna Euro’88 oraz mistrzostw świata 1990(Włosi) okazała się nie mieć wystarczających argumentów ażeby dostać się na turniej w Szwecji. Tylko jedna porażka ale aż 4 remisy, w tym oba z ZSRR uniemożliwiły ,,Squdra Azzuri” awans na Euro. Jeśli chodzi o reprezentacje Polski, to w grupie eliminacyjnej trafiła na Turcje, Irlandie i Anglie, zajmując ostatecznie 3 miejsce za Irlandią. Naszych piłkarzy pognębił podział punktów w Dublinie i Poznaniu oraz tradycyjnie Gary Lineker. Po raz pierwszy na turnieju zagrały dwie ekipy z północy kontynentu. Do tej pory tylko Dania trzykrotnie znalazła się w ścisłej czołówce. Szwedom ta sztuka nie udała się nigdy. Tym większa radość zapanowała z zajęcia debiutanckiego 3 miejsca. Dania czwarty a trzeci z rzędu występ uświetniła pierwszym w swojej historii złotym medalem. Zanim do tego doszło, jedni i drudzy w towarzystwie sześciu innych drużyn turnieju musieli wykazać swą wyższość w pierwszej fazie rozgrywek. Traf chciał że znaleźli się w tej samej grupie, razem z zespołami Anglii i Francji. Czterech pretendentów a tylko dwa wolne miejsca. Dania rozpoczęła od bezbramkowego remisu z Anglią i porażki ze Szwecją. Po dwóch meczach miała na koncie zaledwie jeden punkt, więc o awansie decydował ostatni grupowy pojedynek z Francją. ,,Trójkolorowym” wystarczał remis, który utrzymywał się do 78 minuty. Wówczas gola na wagę awansu Danii strzelił Elstrup. Natomiast pierwsze miejsce w grupie przypadło Szwedom. W ekipie ,,Trzech Koron” wspaniale spisywał się Thomas Brolin. Jego gole przesądzały o zwycięstwach z Danią oraz Anglią. Dania ze Szwecją poznały swoich rywali w półfinałach dzień po zakończeniu rywalizacji we własnej grupie. Ostatnie mecze w drugiej grupie odbyły się z udziałem Holendrów z Niemcami oraz Wspólnoty Niepodległych Państw ze Szkocją. Szlagierowo zapowiadało się starcie mistrzów Europy z mistrzami świata. W Göteborgu na stadionie Ulevi rozegrał się prawdziwy spektakl. Niemcy przystąpili do meczu bez kontuzjowanego Völlera. Holendrzy w najsilniejszym zestawieniu. Piorunujący początek ,,Pomarańczowych”. Ronald Koeman dośrodkowuje do Rijkaarda a ten strzałem głową z kilkunastu metrów zdobywa prowadzenie. Po kwadransie zrobiło się 2:0. Rzut wolny z odległości około 30 metrów do bramki Illgnera. Do piłki podchodzi niezawodny w takich chwilach Ronald Koeman, lecz zamiast strzelać, lekko trącił piłke, którą z całą mocą uderza Witschge. Soczysty, płaski strzał ląduje w niemieckiej bramce. Holendrzy nie zwalniają tempa ale nie zdobywają kolejnych goli. Nie mógł wstrzelić się van Basten. Jego fenomenalne uderzenie z półobrotu zamiast rozerwać siatke, o mało nie złamało poprzeczki. Do szczęścia brakowało naprawdę nie wiele. Wreszcie ocknęli się Niemcy. Haessler z rzutu rożnego zagrał wprost na głowe Klinsmanna, który w takich sytuacjach nie zwykł się mylić. Mimo to ostatnie słowo należało do Holendrów. Winter dośrodkował w pole karne do wbiegającego Bergkampa, który strzałem głową z 11 metrów ustalił wynik meczu na 3:1 dla Holandii. Do półfinału weszli zarówno zwycięzcy, jak i pokonani.

Mecze półfinałowe miały dwóch bohaterów. Pierwszym z nich był napastnik, drugim bramkarz. Obaj spotkali się w wielkim finale. Znakomite widowisko oraz 5 goli zafundowały kibicom w Sztokholmie reprezentacje Niemiec i Szwecji. Po 10 minutach gry w okolicach pola karnego sfaulowany został Riedle. Do rzutu wolnego podszedł specjalista w tej dziedzinie Thomas Haessler. Krótki rozbieg, strzal i gol. Ravelli nawet nie drgnął. Podopieczni Vogsta po godzinie gry zdobyli drugiego gola. Riedle z bliska po podaniu od Sammera i Szwedzi przegrywali już różnicą 2 goli. Szybka odpowiedź Brolina z rzutu karnego nie wyprowadziła z równowagi mistrzów świata, którzy w samej końcówce dobili rywala. Ponownie Riedle, który doskonale wystartował do prostopadłej piłki od Helmera i strzałem w długi róg po raz drugi pokonał Ravellego. To był jego trzeci gol w turnieju i drugi w tym meczu, choć miał swój udział przy każdym golu strzelonym ,,Trzem Koronom”. Szwedzi zbyt późno pomyśleli o odrabianiu strat. Gol głową Kenneta Anderssona był pożegnalnym trafieniem gospodarzy na tym turnieju. Do finału weszli rywale a wszystko za sprawą Haesslera i Riedle. Honor Skandynawów obroniła Dania, która pokonała Holandię. Drogę do finału otworzył im gol Henrika Larsena w 6 minucie. Holendrzy nie składali broni. Centrował Wouters, odgrywał Rijkaard a całą akcje sfinalizował Bergkamp. Cios za cios. Rozpędzeni Duńczycy raz jeszcze skutecznie atakują. Mocnym strzałem z 15 metrów ponownie do siatki trafił Larsen. Gdy zwycięstwo było już na wyciągnięcie ręki, szanse Holendrom przywrócił Rijkaard. Witschge zagrywał z kornera na pole karne a tam w zamieszaniu najprzytomniej zachował się pomocnik Milanu a więc dogrywka i rzuty karne a w nich dramat van Bastena. Jego strzał broni Schmeichel i jak się niebawem okaże, wprowadzi Danie do finału. Kolejni zawodnicy strzelali już bezbłędnie, lecz to wpadka ,,wielkiego Marco” odebrała ,,Pomarańczowym” szanse obrony tytułu. Niemcy kontra Dania. To miał być pojedynek Davida z Goliatem. Niemcy, faworyci wszystkich turniejów, trzykrotni mistrzowie świata oraz dwukrotni Europy. Duńczycy, przygodni uczestnicy szwedzkiej imprezy. Raz jeden brązowi medaliści Euro. Oni już swoje zrobili. Dostali się do finału, choć pierwotnie miało ich nie być na tym turnieju. Gdy już zagrali, weszli niemal na sam szczyt. Pozostał tylko finał. W przeciwieństwie do Niemców mogli ale wcale nie musieli go wygrać. Ich szanse nie były wysokie. Mieli z rywalami jedną cechę wspólną a mianowicie charakter. ,,Duński dynamit” kontra niemiecka solidność. Obie ekipy zaczęły bez swoichliderów. Niemcy bez Matthaeusa, Duńczycy bez Michaela Laudrupa. Mimo to w drużynie Vogsta co drugi zawodnik występował na boiskach Serie A, więc rywalizacje na najwyższym poziomie miał we krwi. Pozostali byli filarami swoich zespołów w Bundeslidze, którym również nie obca była gra o najwyższą stawkę. W duńskiej ekipie większość graczy rekrutowała się z krajowych drużyn, dokąd piłkarska Europa zaglądała tylko sporadycznie. Największe obycie posiadał Schmeichel(Manchester United) oraz Sivebaek(AS Monaco). Trener bardzo liczył na duet napastników Povlsen i Brian Laudrup, grających na co dzień w Bundeslidze. Mecz zaczął się na dobre dopiero po golu strzelonym przez Danie. W 19-tej minucie walczący po prawej stronie boiska Povlsen odegrał na 16-ty metr a Jensen kropnął nie do obrony pod poprzeczkę. W odpowiedzi Niemcy. Mocny strzał Klinsmanna po ziemi z dużym trudem Schmeichel wybija na rzut rożny. Kolejna próba, tym razem Effenberga ale golkiper nie daje się zaskoczyć. Duńczycy schodzą na przerwę pełni nadziei a Niemcy pełni obaw. Po zmianie stron obraz gry pozostał właściwie ten sam. Przewagę optyczną mieli Niemcy. Rywale tylko od czasu do czasu próbowali im się odgryźć. Celował w tym Brian Laudrup, który na skrzydle siał zamęt w szykach obronnych rywali. Po jednej takiej szarży przed szansą na podwyższenie rezultatu stanął Kim Vilfort ale tym razem jeszcze spudłował. Niemcy albo rewanżowali się nieskutecznością albo na ich drodze stawał kapitanie dysponowany Schmeichel. Tak było w przypadku Klinsmanna, którego strzał głową w efektowny sposób sparował golkiper. Swoją okazje zmarnował także riedle, będący cieniem zawodnika tak znakomicie grającego w meczu przeciw Szwedom. Wreszcie nadszedł decydujący moment meczu. Walka o piłke w środku boiska a ta trafia do Vilforta, który w jej opanowaniu wyraźnie pomaga sobie ręką. Sędzia nie reaguje. Kim ogrywa Brhmego i Helmera, po czym będąc na 16-tym metrze uderza na bramkę Illgnera. Mniej więcej z tej samej odległości równą godzinę temu Jensen zapewnił Duńczykom prowadzenie. Vilfort przypieczętował sukces, jego strzał nie był tak piekielnie mocny jak poprzednika ale niezwykle precyzyjny. Piłka wpadła do siatki tuż przy samym słupku. ,,Duński dynamit” eksplodował na całą Europę a wraz z nim szał radości wielu kibiców pomalowanych w czerwone barwy z przecinającym je białym krzyżem. Ogromny udział w sukcesie miał właśnie wspomniany Kim Wilfort. Nie tylko w finale wykazał się ogromną odpornością psychiczną. W trakcie turnieju nagle opuścił zgrupowanie i wrócił do kraju. Musiał być przy swojej 7-letniej córce chorej na białaczke, której stan zdrowia raptem się pogorszył. Po kliku dniach Vilfort wrócił do drużyny i pomimo tych trudnych dla niego chwil wspomógł Danie w półfinałowych bojach z Holandią oraz finałowym starciu z Niemcami. Duńczycy piłkarsko nie byli najlepsi ale zdecydowanie najbardziej charakterni. Udowodnili iż ambicją można zdziałać bardzo wiele, nawet wygrać mistrzostwa Europy. Królami strzelców zostali ex aequo Bergkamp, Brolin, Larsen oraz Riedle, strzelając po 3 gole każdy.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?