La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1399 Culés

10

10

@FCBparasiempre
Choć po latach nie pamiętał już szczegółów, sześcioletni Messi dostarczał rozrywki widowni meczu, podczas którego Maradona debiutował w Newell’s Old Boys, kapkując i popisując się rozmaitymi sztuczkami w przerwie towarzyskiego meczu z Emelec. Po raz drugi przeznaczenie splotło ich losy podczas mistrzostw świata do lat 20-tu w 2005 roku a kolejny raz po golu w meczu z Albacete w następnym sezonie. Przez długi czas relacje dwóch argentyńskich ikon były jeśli nie bliskie, to z pewnością poprawne. Sytuacja uległa zmianie w 2008 roku. We wrześniu Maradona ostro skrytykował gracza FC Barcelony po zremisowanym 1:1 meczu z Peru w eliminacjach mistrzostw świata. ,, Czasami(powiedział) Messi gra tylko dla Messiego. Dla klubu sportowego Messi. Gdyby grał bardziej z Aguero czy Riquelme, rywale mieliby dużo więcej zmartwień. Meczów nie wygrywa się atakując za każdym razem, gdy ma się piłkę ale wiedząc, co z nią zrobić". Przy następnej okazji poszedł dalej, oskarżając Messiego że ,, brak mu charakteru" i że nie walczył dostatecznie ciężko żeby móc dołączyć do reprezentacji olimpijskiej, choć przecież nie tylko do niej dołączył ale jeszcze zdobył Złoty Medal. Nawet biorąc pod uwagę skłonności Maradony do nieoczekiwanych wybuchów można było odnieść wrażenie że tym razem obrał sobie niewłaściwy cel a z perspektywy lat nie należy wykluczać że starał się specjalnie popsuć atmosferę w reprezentacji Alfio Basile, samemu ubiegając się o posadę selekcjonera. Próbował przy tym zjednać sobie Riquelme, którego pozycja symbolu drużyny słabła z każdym świetnym meczem Messiego w Barcelonie. Jakiekolwiek były jego motywacje, dopiął swego. Eliminacje Mistrzostw Świata rozpoczęły się od zwycięstw nad Chile, Wenezuelą i Boliwią ale późniejsza wyjazdowa porażka z Kolumbią poprzedzała serię czterech remisów. 11 października 2008 roku udało się wygrać z Urugwajem ale 3 dni później trzeba było uznać wyższość prowadzonego przez Marcelo Bielse Chile. Była to dopiero szósta porażka Argentyny w dziejach starć z zachodnimi sąsiadami, pierwsza od 1973 roku i pierwsza w meczu, który miał jakieś znaczenie. Na fali wywołanego tym oburzenia Basile podał się do dymisji a Argentyńczycy zrobili to, co robili tak często w chwilach trudnych czyli zwrócili się do Maradony. Powrót Diego do reprezentacji w 1993 roku nie był, jak pamiętamy przemyślany a skończył się dyskwalifikacją po kontroli antydopingowej, Choć jego obecność na boisku dawała nadzieję na wykrzesanie dodatkowej energii z reszty drużyny. Problem w tym że podczas dwóch poprzednich epizodów trenerskich wygrał zaledwie trzy razy, więc powierzenie mu losów reprezentacji kraju wydawało się aktem ślepej wiary. Jego politykowanie przyniosło jednak efekty. Riquelme przyznawał po latach że Maradona zachęcał grupę kluczowych piłkarzy by podważyli pozycję Basile. Inna sprawa że wkrótce nowy selekcjoner krytykował już przygotowanie fizyczne Riquelme i napięcie między tą dwójką stało się bardzo widoczne. Pierwszy mecz drużyny narodowej pod jego przywództwem, w marcu 2009 roku przyniósł fałszywe nadzieje. Grający z dziesiątką na koszulce Messi(jak tylko Maradona dostał pracę, zaczął odbudowywać mosty wiodące do zawodnika FC Barcelony) poprowadził Argentyńczyków do wygranej 4:0 z Wenezuelą ale na El Monumental można było zobaczyć głównie indywidualne popisy poszczególnych zawodników, prezentujących się nieźle głównie ze względu na przerażenie rywali. 4 dni później wyglądało to już kompletnie inaczej. Gra na dużej wysokości w La Paz zawsze stwarzała Argentyńczykom problemy ale nigdy nie poszło im tak źle jak za czasów Maradony wypadli beznadziejnie i przegrali z Boliwią 1:6, przywołując na pamięć Helsingborg i wyrównując tym samym ustanowiony wówczas niechlubny rekord najwyższej porażki w dziejach drużyny. Później zdarzyło się zwycięstwo z Kolumbią ale także porażki z Ekwadorem, Brazylią i Paragwajem. Na dwie kolejki przed końcem eliminacji mundialu Brazylia, Chile i Paragwaj były już pewne wyjazdu do RPA, Ekwador miał 23 punkty, Argentyna 22 Urugwaj i Wenezuela 21 a Kolumbia 20. Wszystkie te zespoły walczyły o ostatnie miejsce dające awans i jeszcze jedno, uprawniające do gry w Play Off. Najpierw Argentyna musiała wygrać z Peru. Kiedy Higuain dobiegł do sprytnego podania Pablo Aimara wszystko wydawało się iść po myśli Maradony ale w końcówce mecz zaczął się toczyć według zaskakującego scenariusza. W ostatnich minutach nad stadionem przeszła straszliwa ulewa i boisko pokryły Kałuże stojącej wody. Na kilkadziesiąt sekund przed ostatnim gwizdkiem Argentyńczycy dwukrotnie nie zdołali wybić piłki, która za każdym razem wracała w pole karne, aż w końcu nie pilnowany Rengifo wyrównał po główce z najbliższej odległości. Mecz rozgrywano późnym wieczorem, Albicelestes wiedzieli więc że jeśli skończy się tym wynikiem będą mieli tyle samo punktów co Ekwador i Kolumbia oraz oczko straty do Urugwaju, który czekał na nich w ostatniej kolejce. Musieli zdobyć gole. W takich okolicznościach można było liczyć na jednego tylko człowieka. Maradone krytykowano za decyzję o powołaniu 36-letniego Martina Palermo ale doprawdy nikt poza nim nie byłby w stanie nagle zgubić krycia w polu karnym rywala i w ulewnym deszczu wepchnąć piłki do siatki.

Formalności trzeba było dopełnić w meczu z Urugwajem ale Argentyna potrafiła to zrobić! Zdobyty z najbliższej odległości gol Bolattiego dał awans. Diego Maradona, wciśnięty w dres z powiewającym wokół szyi czerwonym szalikiem, podskakiwał przy linii bocznej aż w końcu się przewrócił, później zaś powiedział dziennikarzom że ,, mogą mu obciągnąć". Dość dziwny popis buty jak na kogoś, kto w 13 meczach wykorzystał 55 piłkarzy a na mundial awansował rzutem na taśmę. Messiego tymczasem krytykowano za to że nie świętował gola Bolattiego odpowiednio entuzjastycznie. Klasyczny przykład na potwierdzenie porzekadła że kiedy chce się uderzyć psa, kij zawsze się znajdzie. Równie dobrze można by przecież mówić że względny spokój piłkarza po golu był wyrazem skupienia i determinacji aby doprowadzić sprawy do końca. Wątpliwości na temat zaangażowania Messiego rodziły się nawet bez wyraźnych powodów. Strona internetowa ,, Minutoono.com" przedstawiła na przykład opinię psychoanalityka że przeprowadzka we wczesnym dzieciństwie Wywołała w nim poczucie niechęci do ojczyzny. Maradona być może mając w pamięci podobne odwiedziny Bilarda, kiedy sam leczył się z żółtaczki, wyruszył więc do Barcelony by zapytać swojego gwiazdora, w jakim ustawieniu chciałby grać. Messi zasugerował 3-4-1-2 albo 4-3-1-2 tak aby mógł operować za duetem napastników, tworzonym przez Higuaina i Teveza. Aguero, który z pewnością mógł stanowić użyteczną alternatywę dla tej dwójki miał wówczas tylko 21 lat czasu występ Argentyny na Mistrzostwach Świata w 2010 roku nie wydaje się taki zły, choć od początku przebiegał pod znakiem permanentnego chaosu. W pierwszym meczu z Nigerią Messi faktycznie grał za Tevezem i Higuainem. W zestawieniu z drugą linią, w której operowali Mascherano, Veron i Di Maria miało to oczywiście sens nie miało go już jednak, choć było pewnie nieuniknione, zważywszy na brak w kadrze bocznych obrońców (i generalną argentyńską posuche na tej pozycji, pomijając może Javiera Zanettiego), ustawienie na prawej obronie Jonasa Gutierreza obok straszliwie wolnych skądinąd Martina Demichelisa, Waltera Samuela i Gabriela Heinze. Paradoksalnie to Heinze zdobył jednego gola w tym meczu głową po rzucie rożnym ale w komentarzach po spotkaniu umówiło się głównie o braku płynności i ospałej grze Argentyny. Zwycięstwo 4:1 nad Koreą Południową było już bardziej przekonujące a na zakończenie fazy grupowej mocno przemeblowana 11 wygrała 2:0 z Grecją. Rozpęd uzyskany w grupie udało się utrzymać w kolejnej rundzie. Pierwszy gol Teveza padł wprawdzie ze spalonego (napastnik Albicelestes przedłużę dobitkę Messiego po tym, jak jego pierwszy strzał został zablokowany przez bramkarza Meksykanów), później jednak nie było już wątpliwości. Higuain wykorzystał nieporozumienie w obronie rywali i do przerwy Argentyna prowadziła 2:0 a w drugiej połowie Tevez zdobył kolejnego gola potężnym uderzeniem zza pola karnego. Gol Javiera Hernandeza w samej końcówce nie był już w stanie odwrócić losów meczu. W ćwierćfinale trzeba było jednak zagrać z Niemcami, z punktu widzenia topornej argentyńskiej defensywy rywalem najgorszym z możliwych. Wszelkie nadzieję Argentyny runęły już w trzeciej minucie, kiedy po zagraniu Schweinsteigera z rzutu wolnego gola strzelił Thomas Muller. Od tamtej chwili każdy atak Argentyńczyków był tylko okazją dla Niemców do skontrowania, okazją, z której skwapliwie korzystali. Argentyna przegrała 0:4 a Maradona, który jako piłkarz był bez wątpienia architektem i reżyserem gry w o wiele większym stopniu niż Messi, w roli trenera okazał się beznadziejnym naiwniakiem. Kiedy po przegranej z Niemcami Messi wszedł w końcu do szatni, osunął się na posadzkę między dwiema ławkami, oparł o ścianę i zaczął płakać. ,, Nasi piłkarze(relacjonował ,,Clarin") przekonali się że Święty Mikołaj nie istnieje. Maradona nie jest tym, za kogo uważali". Problem w tym że w szoku byli nie tylko piłkarze. Choć nawet i tym razem zdania były podzielone i wciąż nie brakowało tych, którzy Nie potrafili skrytykować w jego Maradony. Jeśli stary Mesjasz miał pozostać bez winy, trzeba było nią obarczyć młodego. ,, Messi nie ponosi żadnej odpowiedzialności( zauważył przytomnie pisarz Eduardo Sacheri) że my, Argentyńczycy, nie potrafimy przepracować żałoby po Diego"...

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?