- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1497 Culés
Gorące dyskusje
partymaker
0
Pytanie do osób posiadających PPK. Jaki procent wynagrodzenia oddajecie? Jeśli się nie mylę to... » Czytaj dalej
58 odpowiedzi
Marcelinho99
4
Nico Paz nie chce przechodzić do Realu, bo myśli mądrze i wie, że w tym kolesiostwie skończy... » Czytaj dalej
27 odpowiedzi
Popitek12
9
Udało się. Właśnie przebiegłem setkę w 9.84 wow. Świetny wynik tym bardziej że najszybszy... » Czytaj dalej
13 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1497 Culés
4
Legendy polskiego futbolu(w odpowiedzi na mój komentarz):
@Pawel13sz
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@FcPortoFan1999
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
5
@FCBparasiempre
27 września 1961 r. urodził się Waldemar Matysik, pomocnik. ,,Gdy pierwszy raz po meczu stanąłem przed kamerą, tak zacząłem nawijać Śląską gwarą że realizator krzyczał do słuchawki: ,,Zdejmijcie go z anteny, przecież nikt go nie rozumie!” Ale nie zdjęli, na szczęście dziennikarz przekładał moje słowa na polski.”- śmieje się pan Waldemar. Matysik to cichy bohater hiszpańskiego mundialu. Zawsze w cieniu, zawsze harujący za dwóch a jak trzeba to i za trzech. Wzorzec defensywnego pomocnika, takiego, co to żadnej pracy się nie boi. Nigdy nie odstawiał nogi, rzucał się do każdej piłki. Nie było dla niego straconych szans, dopóki sędzia nie użył gwizdka. Nigdy nie było odpuszczania, nie dla niego gra pozorów. W walke angażował się bez reszty i właśnie na mistrzostwach świata w 1982 przypłacił to zdrowiem. Nie dokończył meczu z Francją(3:2) o trzecie miejsce. Jego organizm był skrajnie wycieńczony. Po powrocie do Polski trafił do szpitala i zmarnował praktycznie cały następny sezon ale wrócił. Znowu mocny i gotowy do wielkich poświęceń. Rządził z Górnikiem Zabrze w Ekstraklasie, pojechał na drugi mundial, był cenionym piłkarzem w lidze francuskiej i niemieckiej. Te historie Matysika kibice reprezentacji dobrze znają- człowiek od czarnej roboty i wszystko jasne. Mundial go zdefiniował i zaszufladkował. Piłkarska kariera Matysika ma jednak więcej barw niż może się wydawać. Otóż był taki sezon, kiedy rozgrywki ligowe zaczął jak pierwszorzędny snajper! 15 sierpnia 1981 r. w drugiej kolejce zabrzanie grali u siebie z Widzewem Łódź, który wcześniej zdążył już pokazać ów niesamowity charakter w Europie. Jeśli rywal w każdej formacji ma takich asów jak, jak Młynarczyk, Boniek, Zmuda i Smolarek, naprawdę można się przestraszyć. Matysik w Górniku grał już 2 lata ale jeszcze gola nie zdobył. Zupełnie się tym nie przejmował. Waldek był od czego innego, skupiał się na niewdzięcznej, destrukcyjnej robocie. Ten mecz był jednak inny! Nie dość że Matysik uwijał się w destrukcji jak w gospodarstwie rodziców przy żniwach, to jeszcze pchał akcje Górnika do przodu. Gospodarze prowadzili 2:0 a on dorzucił trzeciego gola i tak dobrze mu szło że pozwolono mu też wykonywać rzut karny. Ostatecznie 4:0 dla Górnika, dwa gole 20-letniego Matysika, który swoją grą przyćmił wszystkie gwiazdy na boisku. Co z tego że Boniek mozolnie zawiązywał akcje w środku pola, skoro Matysik kasował wszystko jak leci. ,,Po meczu Boniek był wściekły. Myślałem że rzuci się na mnie z pięściami ale gdy ochłonął, pogratulował mi gry. Chyba ją docenił”- wspomina Matysik. Natomiast w kadrze narodowej sprawdzany był już rok wcześniej. Usiadł na ławce w wyjazdowym meczu z Hiszpanią, niespodziewanie wygranym przez Polaków 2:1, potem zaliczył debiut z Algierią(5:1) na stadionie krakowskiego Hutnika. Na pierwszy mecz w el. MŚ 1982 z Maltą miał jednak nie lecieć. Wszystko zmieniło się po słynnej aferze na Okęciu, zakończonej dyskwalifikacjami Młynarczyka, Bońka, Żmudy i Terleckiego. ,,Zostałem dowołany do kadry razem z Krzyśkiem Budką, dołączyliśmy do ekipy już we Włoszech bo tam było krótkie zgrupowanie – tłumaczy, zaznaczając że miał ogromne szczęście. Raz że znowu był kadrowiczem, a dwa że z marszu załapał się na audiencje u Jana Pawła II. – Pochodze z bardzo religijnej rodziny, cała moja wieś była taka. Gdy drogą szedł ksiądz z sakramentami, obowiązkowo trzeba było przyklęknąć a tu nagle spotkałem się z Ojcem Świętym! Nogi się pode mną ugięły, byłem oszołomiony, nie mogłem zrozumieć, czym ja, prosty chłopak, zasłużyłem sobie na taki zaszczyt”- mówi i ślady tamtej ekscytacji w jego głosie słychać nawet dzisiaj. W kadrze początkowo był cichutki jak myszka. Na Malcie w niedokończonym meczu nie zagrał ale się przydał. ,,Miejscowi kibice niezadowoleni że prowadzimy 2:0, rzucali w nas czym popadnie, wreszcie zaczęły lecieć kamienie. Musieliśmy uciekać do szatni. Własnym ciałem osłaniałem naszego asa Włodka Smolarka żeby nic złego mu się nie stało”- wyjaśnia po latach pan Waldemar. I tak Matysik budował swoja pozycje w drużynie narodowej, choć nie pchał się do pierwszego rzędu. W narodowych barwach nie strzelił żadnego gola ale zaliczył jedną, niezwykle ważną asyste przy golu na 1:0 w meczu z NRD w Lipsku, w eliminacjach mundialu España ’82. ,,Gdy po wielu latach byłem w Polsce na spotkaniu medalistów mistrzostw świata, Zbyszek Boniek strasznie się dziwił że taki wyszczekany jestem, bo dawniej to rzadko kiedy usta otwierałem. Uznał że dzięki żonie się tak rozgadałem”- śmieje się Matysik. Pan Waldemar jako dwunastolatek zgłosił się do Orła Stanica, potem było Carbo Gliwice a stamtąd trafił do Górnika. Tylko że wcześniej związał się z Piastem. ,,Przyjechali do moich rodziców. Coś im tam nagadali, naobiecywali, zresztą mi też, więc podpisałem kontrakt. Myśle sobie: ,,Drugoligowa drużyna, więc nie jest źle na dobry początek”. Gdy usłyszał o tym mój trener Fryderyk Cholewa z Carbo, aż się za głowe złapał - ,,Coś ty chłopie zrobił!? Przecież Górnik cie chce!”. Musiałem to jakoś odkręcić, choć już pojechałem na obóz z nową drużyną. Docierało do mnie że starsi piłkarze Piasta dobrze się czują w drugiej lidze i nie zależy im na walce o awans. Cały czas myślałem o tym Górniku i na szczęście Górnik też myślał o mnie. Zaczął działać”- opowiada piłkarz. Sprawa oparła się o prezydenta Gliwic, który wezwał Matysika przed swoje oblicze. ,,Nigdy tego nie zapomnę. Duża sala, czerwony dywan i gdzieś tam na końcu siedzi dysponent mojego losu. Czułem się jak na sadzie ostatecznym. Mówiący z oddali prezydent miał do mnie tylko jedno pytanie: ,,Chłopcze, powiedz mi, w którym klubie ty chcesz grać?. ,,W Górniku Zabrze”- wykrztusiłem przez zaciśnięte gardło. Całe szczęście że miałem tyle odwagi, bo to zakończyło temat. Mogłem przeprowadzać się na Roosvelta”- wspomina Matysik. W Zabrzu minęło trochę czasu zanim zaczął regularnie grać. Górnik trenera Władysława Żmudy przechodził wtedy niespodziewanie drugoligową kwarantanne ale miał wtedy uznanych piłkarzy. Był rok 1979 a Matysik wchodził do szatni z duszą na ramieniu. On 18-letni chłopaczek nie wiadomo skąd a tam takie asy w składzie. ,,Choć, siadaj tu przy mnie. Widzisz, duży jestem, nie dam ci zrobić krzywdy”- dowcipnie zaproponował Jerzy Gorgoń. Pod koniec wiosny 1980 roku zaczął występować w podstawowym składzie. Bardzo dobrze zagrał w derbowym meczu z Ruchem Chorzów(1:1). To właśnie po tym meczu udzielił na żywo pierwszego wywiadu telewizyjnego, w którym tak był oszołomiony że ,,godoł” po śląsku. ,,Nie wiele można było z tego zrobić ale na szczęście uratował mnie zadający pytanie redaktor Andrzej Zydorowicz. Tłumaczył moje odpowiedzi, za co będę mu dozgonnie wdzięczny”- deklaruje Matysik. Meczów, które wbrew naturze Matysika zamieniały się w spekyakle niepozornego aktora, było niewiele ale jednak ciągle się zdarzały. W tej roli błysnął w lidze francuskiej. Strzelił w niej tylko jednego gola ale za to nad Sekwaną było o nim całkiem głośno. Jego Auxerre grało na wyjeździe z Bordeaux, które wtedy biło się o mistrza Francji. W drużynie gospodarzy wielkie gwiazdy: Battiston, Lizarazu, Jesper Olsen, Klaus Allofs ale najjaśniej świeciła gwiazda Matysika, który strzałem z dystansu zdobył jedynego gola w tym meczu. ,,Wiedziałem że chce mnie kupić Hamburger SV. Z trybun miał mnie oglądać trener Gerd-Volker Schock. Nasz szkoleniowiec Guy Roux nie godził się na transfer. Wkurzało go że w ogóle biore te opcje pod uwagę. Dlatego, skoro miałem być obserwowany, chciał mi zaszkodzić, ustawiając mnie na lewej pomocy. Nigdy wcześniej tam nie grałem, mogło być kiepsko. Zdarzył się jednak cud, bo nie dość że czyściłem defensywnie co się da, to jeszcze walnąłem zwycięskiego gola! Poczciwy Guy Roux chciał być złośliwy a wyszło wręcz przeciwnie bo trener Schock był zachwycony. ,,Myślałem że ten Matysik da nam jakość w destrukcji a on jeszcze jest taki mocny w ofensywie. Bierzemy go!”- deklarował Niemiec na gorąco. A ja przecież zagrałem jeden jedyny tak ofensywny mecz w Auxerre, właśnie wtedy”- zaznacza Polak. Po starciu z Żyrondystami razem z nim cieszył się też Enzo Scifo, złote dziecko belgijskiej piłki. Wcześniej był graczem Bordeaux i była to jego pierwsza wizyta w mieście po zmianie klubu. Bardzo zależało mu na wygranej, więc Matysik wyświadczył mu bezcenną przysługę. ,,Enzo często zabierał mnie swoja wypasioną bryką na trening. Prosił tylko żeby ściągać piłkarskie buty przed wejściem żeby niczego nie pobrudzić. Wielki piłkarz i wielki elegancik, trudno było mu się rozstawać z lusterkiem i grzebieniem”- wspomina bohater tego tekstu a w Auxerre zetknął się też m.in. z Erikiem Cantoną, który także zwykle chadzał własnymi ścieżkami. Matysik po takiej prezentacji przed nowym pracodawcą, oczywiście przeniósł się do Hamburga i tam również zdarzył mu się szalony występ. Jego zespół wygrał na wyjeździe z Eintrachtem 6:0! Na stadionie we Frankfurcie błyszczał Jan Furtok, autor hattricka, no i właśnie Matysik, który również pokonał Uli Steina. ,,Super nam się grało. Trener Eintrachtu Jörg Berger po tym meczu został zwolniony. Takie życie, co zrobić… Sami widzicie jaka droge przeszedłem a zaczynałem od pastwisk, na których uganiałem się za piłką, i czerwonego dywanu, na którym z trudem opanowałem drżenie łydek, stojąc przed prezydentem Gliwic”- kończy swój wywód pan Waldemar.
2
@FCBparasiempre Rodowity Ślązak.
Komentarz usunięty przez użytkownika
1
@FcPortoFan1999 Dokładnie(!) i to z jaką charyzmą!
1
@FCBparasiempre Typowy Śląski "chłopok" tamci to mają charyzmę i zadziorność..