- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 821 Culés
Gorące dyskusje
martusiaaaa
1
macie jakieś sposoby które pomogą mi przekonać moich dzaiadkow żeby oglądać dzisiaj goata ?... » Czytaj dalej
48 odpowiedzi
Adi123456789
0
Ile macie wzrostu?
38 odpowiedzi
Jakchcesz
58
Ale mnie to denerwuje jak po ciężkim tygodniu chce się napić piwka, odpocząć, obejrzeć... » Czytaj dalej
8 odpowiedzi
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 821 Culés
7
Kat Anglików:
@Adran360
@AssisMoreira
@Culer9002
@KrychaFCB
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Pawel13sz
@Safrani
8
@FCBparasiempre
Joe Gaetjens
to jeden z bohaterów amerykańskiego filmu pt. „Gra ich życia” z 2005 roku.
Główną postacią jest tam jednak bramkarz Frank Borghi, grany przez Gerarda
Butlera a punktem kulminacyjnym jest właśnie sensacyjny mecz USA-Anglia.
Opuścił on rodzinną wyspę i udał się na studia do odległych Stanów
Zjednoczonych. Został tam wysłany przez rodziców, którzy marzyli tylko o tym,
aby ich syn otrzymał szansę na godne życie. Chłopak połączył edukację z
największą pasją – piłką nożną. Już jako dzieciak zdradzał swój nieprzeciętny
talent. Miłość zaprowadza go na największe piłkarskie stadiony, a on sam stał
się bohaterem. American dream? Szczęśliwe zakończenie? Nie tym razem. Główny
bohater zginął w tajemniczych okolicznościach. Oto opowieść o Joe Gaetjensie.
Haiti jest
najstarszym niepodległym państwem Ameryki Środkowej. W XVIII wieku była to
kolonia francuska a ludność lokalną jawnie wykorzystywano do niewolniczej pracy
na plantacjach kawy i cukru. W 1790 roku wybuchło powstanie, w wyniku którego
po 24 latach ciężkich walk, dawniej zwana Hispaniola uzyskała niepodległość.
Ciekawym jest również fakt, iż w ciągu 100 lat, jeszcze nie tak dawno bujnie
zalesiony kraj, utracił niemal 100% swojego drzewostanu. W stolicy Haiti, w mieście
Port-au-Prince, 19 marca 1924 roku na świat przyszedł Joe Gaetjens. Pochodził
ze stosunkowo zamożnej rodziny. Jego ojciec był Belgiem, a matka pochodziła z
Haiti. Pierwsze piłkarskie szlify zdobywał w miejscowej drużynie Etoile
Haitienne, gdzie już jako nastolatek miał się wyróżniać. Jego znakiem
rozpoznawczym były strzały głową. Kilkanaście lat później dzięki bramce
zdobytej tą częścią ciała na stałe zapisze się w historii futbolu. Etoile to
drużyna, która w latach 40. dwukrotnie triumfowała w krajowych rozgrywkach.
Podobno młody ciemnoskóry zawodnik w wieku juniorskim wystąpił w dorosłej
reprezentacji swojego kraju. Należy jednak pamiętać, iż dzielą nas lata
świetlne od tego, co działo się w piłce nożnej dawniej i dziś. Nie dało się
wyżyć z futbolu, zwłaszcza w tak biednym państwie jak Haiti. Podobnego zdania
byli rodzice Joego, którzy postanowili wysłać syna na studia do Stanów
Zjednoczonych. W 1947 roku Joe Gaetjens rozpoczął naukę na Uniwersytecie
Columbia w Nowym Jorku. Młody i ambitny chłopak z pewnością nie spodziewał się,
że dokładnie 10 lat później w jego rodzinnym kraju dojdzie do gwałtownych
zmian, za które przyjdzie mu zapłacić własnym życiem (nie uprzedzajmy faktów). Joe
nie porzucił jednak marzeń o karierze piłkarskiej. Pracował na zmywaku w
lokalnej restauracji, by jakoś się utrzymać w obcym kraju. Aspekt finansowy nie
był jednak jedynym, dla którego zdecydował się na wybór akurat tej restauracji.
Właściciel lokalu posiadał także drużynę piłkarską – Brookhattan. Nietrudno
zgadnąć, iż Haitańczyk postanowił spróbować swoich sił w tym zespole. Z miejsca
stał się gwiazdą i najlepszym napastnikiem klubu. Nie uszło to uwadze
amerykańskich trenerów, którzy także postanowili dać mu szansę. Należy
pamiętać, iż w tamtych czasach przepisy były dużo bardziej liberalne niż dziś. Piłkarz
został włączony do kadry Stanów Zjednoczonych, choć nie miał nawet
amerykańskiego obywatelstwa. Zgodnie z ówczesnymi przepisami, wystarczyło
złożyć wniosek (bardziej oficjalnie „poczynić starania”) o przyznanie
obywatelstwa, by zawodnik mógł reprezentować dany kraj. Niektóre źródła podają
informację, że Gaetjens nie zrobił nawet i tego. Miał jedynie… obiecać, że
wystąpi o obywatelstwo. Pomijając wszelkie okoliczności, w jakich znalazł się w
reprezentacji USA, faktem jest, że wraz z drużyną narodową poleciał na
mistrzostwa świata do Brazylii. W tym samym roku został również królem
strzelców American Soccer League w barwach Brookhattan. Młody chłopak musiał
oderwać się na kilka tygodni od książek (i naczyń, na których zmywanie zapewne
też miał coraz mniej czasu), by wyruszyć w najpiękniejszą podróż swojego życia.
To już było jak spełnienie marzeń. Nie wiedział jednak, że przejdzie do
historii. Mistrzostwa świata w 1950 roku były pierwszymi po II wojnie
światowej. Najważniejszy piłkarski turniej globu zorganizowano po 12 latach
przerwy. To właśnie od tej edycji oficjalnie Puchar Świata przekształcono w piłkarskie
mistrzostwa świata. Na potrzeby tej imprezy wybudowano najsłynniejszy stadion
piłkarski świata – Maracanę – który w czasach swojej świetności mógł pomieścić
nawet 200 tysięcy(!) kibiców. Niektórzy historycy sprzeczają się i twierdzą, że
jest to liczba przekłamana. Mówi się o nieco ponad 150 tysiącach. Nawet ta
mniejsza liczba i tak robi wrażenie. Organizacja tego przedsięwzięcia niosła ze
sobą pewne trudności. Nie wszystkie państwa były gotowe (lub chętne) na tak
odległą podróż. Już po wywalczeniu awansu, z turnieju wycofały się
reprezentacje Szkocji i Turcji. W sumie w Brazylii wystąpiło 13 drużyn. Jak
powszechnie wiadomo, w decydującym spotkaniu (nie było typowego meczu
finałowego, ale tak się złożyło, że ostatni mecz grupy finałowej decydował o ostatecznym
zwycięstwie) Urugwaj nieoczekiwanie pokonał gospodarzy i zdobył mistrzostwo.
Nie była to jedyna wielka niespodzianka tych mistrzostw. Stany Zjednoczone nie
miały zbyt trudnego zadania, aby znaleźć się w gronie finalistów w 1950 roku.
Jankesi, po zwycięstwie odniesionym nad Kubą, obok Meksyku otrzymali
zaproszenie na udział w turnieju jako przedstawiciele strefy Ameryki Północnej.
Teoretycznie nie dokonali niczego wielkiego. Zajęli ostatnie miejsce w grupie.
Za Hiszpanią, Anglią i Chile. Z jednym zwycięstwem i dwiema porażkami
zakończyli swój udział w turnieju. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby
nie to, że zwyciężyli z Synami Albionu. Anglicy zaczęli zgodnie z planem.
Pokonali 2:0 Chilijczyków i drugi mecz z USA miał być formalnością. Amerykanie
w porównaniu z drużyną angielską wyglądali jak zlepek amatorów. I… rzeczywiście
nimi byli. Kraj z największymi tradycjami piłkarskimi, któremu zawdzięczamy tak
wiele, od przepisów gry po popularyzację piłki nożnej, pierwszy raz postanowił
wystąpić w mistrzostwach świata. W składzie miał takich zawodników jak:Alf
Ramsey (który 16 lat później doprowadzi Anglików jako trener do upragnionego
triumfu), Wilf Mannion z Middlesbrough, czy Stan Mortensen z Blackpool. A
jednak przegrali. Nieważny jest styl gry, gdyż to wynik idzie w świat. Zdanie
to doskonale obrazuje mecz, który dosłownie wstrząsnął piłkarskim światem. W
jednym momencie 15 tysięcy osób zgromadzonych na stadionie w Belo Horizonte
oszalało. Pierwszy i jedyny gol padł w 37. minucie. Bramkę po strzale głową
(nie mogło być inaczej) zdobył jedyny czarnoskóry zawodnik w ekipie USA. Joe
Gaetjens był na ustach wszystkich kibiców.
Pomimo
usilnych prób, Anglikom nie udało się wyrównać. Mogli pluć sobie w brodę, że
nie wystawili do gry pierwszego zdobywcy Złotej Piłki, czarodzieja dryblingu,
Stanleya Matthewsa. Gol przeciwko Synom Albionu dał rozgłos Haitańczykowi w
jego rodzinnym kraju i w Europie. W Stanach Zjednoczonych nie zrobił takiej
furory, gdyż zwyczajnie sport ten nie był na tyle popularny. Wszystkim trudno
było uwierzyć w to sensacyjne zwycięstwo USA. Podobno ludzie zastanawiali się,
czy w druku nie popełniono błędu, a wynik zamiast 0:1 nie powinien brzmieć
10:1… Po zakończeniu edukacji Joe Gaetjens postanowił wrócić w rodzinne strony.
Próbował w międzyczasie kontynuować piłkarską karierę we Francji. Grał w takich
zespołach jak RC Paris i Olimpique Ales, lecz bez większych sukcesów.
Reprezentował także Haiti, a po zawieszeniu butów na kołku, zajął się fachem
trenerskim i prowadzeniem pralni chemicznej. Założył rodzinę i doczekał się
trójki potomstwa. W 1957 roku już po powrocie zawodnika do Haiti, rządy na
wyspie przejął Francois Duvalier. Władzę dyktatorską sprawował dożywotnio (do
1971 roku), był także kluczową postacią kultu religijnego voodoo. Joe Gaetjens
nie interesował się polityką. Jego rodzina jednak aktywnie wspierała
przeciwników dyktatora. Dwóch braci byłego piłkarza uciekło na Dominikanę,
gdzie wraz z innymi przygotowywali plan obalenia Duvaliera. Joe nie zdawał
sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Wywiad śledczy prezydenta spowodował, że
nazwisko Gaetjens znalazło się w kręgu jego zainteresowań. Rankiem, 8 lipca
1964 roku aresztowano bohatera z Maracany. Tu ślad się urywa… Ciała byłego zawodnika reprezentacji Stanów
Zjednoczonych nigdy nie odnaleziono. Po siedmiu latach od aresztowania, bracia
zaginionego podjęli próby rozwikłania sprawy. W akcję zaangażował się m.in.
Clive Toye – człowiek, który sprowadził słynnego Pelego do drużyny New York
Cosmos. Udało się ustalić, że Joe trafił do Fort Dimanche, znanego pod
niechlubną nazwą jako „fort śmierci”. Tam najprawdopodobniej kilka dni później
został rozstrzelany. Śmierć poniósł za to, że jego rodzina brała udział w
spisku przeciwko dyktatorowi. Sam nigdy nie interesował się polityką. Zapewne
myślał, że nie poniesie konsekwencji za działania swoich bliskich. Być może
sądził, że reputacja znanego sportowca w tym pomoże. Prawdy jednak już nigdy
się nie dowiemy…
0
@FCBparasiempre Ale co złego ci użytkownicy zrobili Anglikom?
0
@Kgorecki2500 Jak mam to rozumieć? Jacy użytkownicy?
0
@FCBparasiempre Nie ważne, suchy żart po prostu :P
Kat Anglików i oznaczenia, że w domyśle ci użytkownicy nimi byli :p
Sorry, broken humor...