- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1261 Culés
Gorące dyskusje
martusiaaaa
1
macie jakieś sposoby które pomogą mi przekonać moich dzaiadkow żeby oglądać dzisiaj goata ?... » Czytaj dalej
48 odpowiedzi
Jakchcesz
64
Ale mnie to denerwuje jak po ciężkim tygodniu chce się napić piwka, odpocząć, obejrzeć... » Czytaj dalej
8 odpowiedzi
Adi123456789
0
Ile macie wzrostu?
38 odpowiedzi
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1261 Culés
9
Argentyna pogrążona w żałobie(a ja wraz z nią):
@Sysia11
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Culer9002
@Arkon
@Adran360
8
@FCBparasiempre
Zwykłe
samochody, minibusy, kampery, vany. Pojazdy zaparkowane ciasno jeden przy
drugim na poboczu drogi wiodącej wzdłuż plaży. Cała ,,Copacabana” pełna biało-niebieskich
flag i szalików. Rankami, gdy słońce wschodziło nad Atlantykiem, następowało to
wielkie, zbiorowe przebudzenie, setki argentyńskich kibiców zaczynały kręcić
się przy maleńkich turystycznych kuchenkach i podgrzewać wodę na matę. Niektórzy
spali na plaży, inni na ulicznych ławkach pozbawiając miejsca bezdomnych. ,,Fun
Fest” to straszliwe centrum korpoświata FIFA, gdzie za pomalowanie twarzy
trzeba zapłacić równowartość 40 zł a za butelkę ,, oficjalnego" wina ponad
600, leżało na drugim końcu plaży ale prawdziwe serce turnieju było tutaj, w
tym anarchicznym skupisku, gdzie kibice z całego świata (choć głównie jednak z
Argentyny) spotykali się i pili, flirtowali i się kłócili a nade wszystko
oglądali mecze na wielkich telebimach. Wraz z nimi pojawiła się rzecz jasna
pieśń - śpiewany na melodię ,,Bed Moon Rising” nieoficjalny hymn turnieju,
opisujący brazylijski horror, czyli zwycięstwo najgorszego rywala na Maracanie.
,,Brasil, decime que se siente tener en casa a tu Papa? Seguro
que aunque pasen los anos, nunca lo vamos a olvidar que el Diego te gambeto, El
Cani te vacuno: Estas llorando desde Italia hasta hoy a Messi lo vas a ver La
Copa nos va a traer. Maradona
es mas grande que Pele"(Brazylio powiedz jak to jest gościć swojego Papę,
lata miną a ty nigdy nie zapomnisz jak kiwał cię Diego, jak El Cani(Claudio
Caniggia strzelający gola z podania Maradony przeciwko Brazylii na mundialu w
1990 r.) cię kłuł. Włochy widzą wciąż twoje łzy a Messi, ech zobaczysz zawiezie
puchar do domu, Maradona jest lepszy niż Pele). Podczas Mistrzostw Świata w
Brazylii tę piosenkę słyszało się wszędzie. To nie wszechobecność tych słów
robiła jednak największe wrażenie ale fakt że stanowiły podsumowanie wszystkich
argentyńskich fascynacji. Być może przywołanie turnieju we Włoszech wiązało się
po prostu z faktem że w drugiej rundzie ,,Albicelestes” wygrali tam z Brazylią
ale wydawało się też odzwierciedlać fakt że zainteresowanie grą Argentyńczyków
było o wiele większe w kraju niż za granicą a jeszcze bardziej znaczące było
zestawienie Maradony z Messim. Ich rodacy wierzyli że mundial w Brazylii będzie
turniejem Messiego, tak jak mistrzostwa w Meksyku należały do Maradony. Tyle że
jak się wkrótce okazało, to co przeżył Leo w 2014 roku przypominało raczej
doświadczenia Maradony z roku 1990. O tym że będą to mistrzostwa Messiego
mówiono niemal od dekady A to kolejna rzecz łącząca go z maratonu. Jesienią
2005 roku Leo negocjował swój pierwszy dorosły kontrakt z FC Barceloną. Miał 18
lat i od roku grał już w hiszpańskiej Ekstraklasie. Obie strony pragnęły
podpisać wieloletnią umowę ale różnił je pewien szczegół: klub chciał by
upływała w 2014 roku (i w końcu postawił na swoim), jednak ojciec piłkarza
upierał się natomiast przy rok krótszym kontrakcie. Chodziło mu o to że gdyby w
Barcelonie coś poszło nie tak, Leo mógłby odejść na rok przed turniejem i
miałby czas na odbudowę formy. Po latach okazało się że w kadrze Argentyny na
Mistrzostwa Świata w Brazylii znalazło się sześciu zawodników, którzy w 2005
roku wystąpili w finale Mistrzostw Świata do lat 20. Messi nie odegrał na
turnieju tak dużej roli jak jego wielki poprzednik w 1986 roku, a zresztą nawet
fizycznie nie byłby w stanie tego zrobić. Owszem przeprowadził wiele kluczowych
akcji ale zarazem przekonał się po raz kolejny że w dorosłej piłce nie da się
wygrać meczu w pojedynkę, ,, wkurzając się", aby przywołać raz jeszcze
fraze Grighiniego, tak jak to robił wiele lat wcześniej w spotkaniach
juniorskich Newell’s Old Boys. Argentyńczycy rozpoczęli eliminacje do mundialu
w Brazylii w ustawieniu 4-4-1-1 z Messim za plecami Higuaina, później jednak
przeszli na 4-3-3 z Leo po prawej stronie napastnika ale schodzącym do środka i
wymieniającym się z nim pozycję, oraz Aguero po lewej. Mówiło się wtedy że sam
Messi naciskał na tę zmianę, chcąc załatwić miejsce w wyjściowej 11-tce dawnemu
koledze z pokoju. Jakiekolwiek były powody drużyna została świetnie
zbalansowana. Di Maria biegał między polami karnymi po lewej stronie pomocy
asekurowany przez defensywnie usposobionego obrońcę Marcosa Rojo, przed parą
stoperów operował Javier Mascherano a ustawiony po jego prawej stronie Fernando
Gago również często trzymał się własnej połowy ułatwiając rajdy po skrzydle
Pablo Zabalecie, drugiemu bocznemu obrońcy. Strategię Argentyńczyków skomplikowały
kontuzję. Gago miał problem z kolanem i choć zdołał wyleczyć się na mundial był
daleki od szczytu formy. Aguero narzekał na łydki i ścięgna a Higuain zmagał
się z kontuzją kostki, wszystko to tuż przed pierwszym meczem ,,Albicelestes”
na turnieju przeciwko Bośni i Hercegowinie na stadionie Maracana. Zważywszy
jednak nawet na te wszystkie utrudnienia, decyzje personalne Sabelli
zaskakiwały tak bardzo że wśród argentyńskich kibiców pojawiło się wiele teorii
spiskowych; selekcjoner zrezygnował z ustawienia 4-3-3 i zastąpił je systemem 5-3-2,
które podczas eliminacji testował tylko trzykrotnie w trakcie wyjazdowych
meczów z Wenezuelą, Boliwią i Ekwadorem zakończonych porażką i dwoma remisami.
Jak się w
końcu okazało rzecz nie miała nic wspólnego ani z oczekiwaniami Messiego aby
Argentyna grała dwójką z przodu, ani z żadnymi innymi dziwacznymi koncepcjami.
Po prostu Sabella nie chciał równocześnie ryzykować zdrowia całej trójki
zdolnych do gry zawodników ofensywnych, wśród których był i tak daleki od formy
Aguero. Selekcjoner wystawił Messiego za plecami Aguero, w drugiej linii zaś di
Marię i Maxi Rodrigueza, między którymi operował Mascherano. Z Bośnią i
Hercegowiną Argentyńczycy objęli prowadzenie już w trzeciej minucie, kiedy po
rzucie wolnym Messiego i strzale Rojo piłkę odbiła się od Kolasinača. Po tym
szczęśliwym początku zostali jednak zepchnięci do głębokiej defensywy i w
przerwie(tym razem podobno rzeczywiście za sprawą Messiego, choć przecież nie
on jeden zrozumiał że jest tylko kwestią czasu aż jedno z zabójczych podań
Pjanicia albo Missimovicia trafi do snajperów rywali) zmienili ustawienie na 4-3-3.
Na boisku pojawił się Gago i Higuain a gra Argentyńczyków natychmiast się
uspokoiła. Messi wprawdzie wciąż nie błyszczał ale w 65 minucie wziął udział w
akcji typowej dla tej drużyny z okresu eliminacji. Higuain wszedł na lewą
stronę aby zrobić mu miejsce w środku a piłkarz Barçy minął dwóch obrońców i
strzelił po ziemi tuż przy lewym słupku. W końcówce spotkania Ibiševič zdobył
gola honorowego i mecz zakończył się wygraną 2:1. Kiedy drużyna zostanie przy
ustawieniu 433 a jej kluczowi zawodnicy wrócą do zdrowia, w kolejnych meczach
będzie dużo łatwiej. Wymęczone zwycięstwo na początek turnieju to scenariusz
dobrze Argentyńczykom znany, wydawało się więc iż kiedy drużyna zostanie przy
ustawienu 4-3-3 a jej kluczowi zawodnicy wrócą do zdrowia, w kolejnych meczach
będzie dużo łatwiej. Mimo to cały turniej przebiegał dla Albicelestes w podobny
sposób jak mecz z Bośnią. Irańczycy bronili się znakomicie, frustrując Argentyńczyków
i samemu stwarzając dogodne sytuacje, w końcu jednak już w doliczonym czasie
gry Messi dostał piłkę po prawej stronie boiska jakieś 10 m. przed polem karnym
rywala. Między nim a bramką znajdowało się 11 Irańczyków ale Leo się rozejrzał,
przełożył piłkę na lewą nogę a potem uderzył obok Ghuczanneżada, ponad Sadeghim
i pomiędzy próbującym interwencji bramkarzem a słupkiem. W każdych
okolicznościach byłby to fantastyczny gol ale zdobyty w chwili gdy zirytowany
Maradona zdążył już opuścić stadion, wydawał się jeszcze bardziej wyjątkowy.
Oto lider Argentyńczyków wziął odpowiedzialność za losy meczu i pokazał że
skoro nikt inny nie może trafić do siatki, zrobi to on. Zwycięstwo z Iranem
dało piłkarzom Sabelli awans i stawką ostatniego meczu grupowego(z Nigerią)
było wyłącznie to, kto wyjdzie z grupy z pierwszego miejsca. Argentyńczyków
satysfakcjonował remis ale zdołali wygrać 3:2, Messi zaś zdobył dwa gole,
najpierw po kapitalnym uderzeniu z pierwszej piłki, które omal nie rozerwało siatki,
po tym jak wcześniejsze uderzenie Di Marii odbiło się i od słupka i od
próbującego interweniować bramkarza a drugiego po kolejnym świetnym rzucie
wolnym. Po awans do ćwierćfinału trzeba było grać ze Szwajcarami w São Paulo.
Rywale cofnęli się bardzo głęboko a cała ich strategia sprowadzała się do
pozbawiania Messiego przestrzeni na boisku. ,, Może nam się udać tylko wtedy,
jeśli będziemy to robić wszyscy razem. Jeśli zejdzie taka potrzeba pokryjemy go
we trzech albo czterech"- mówił trener Szwajcarów Ottmar Hitzfeld. Tak też
to właśnie wyglądało, przez cały mecz Messi opędzał się od roju czerwonych
koszulek. Argentyna cierpiała. Aguero, któremu odnowiła się kontuzja ścięgna
został zmieniony przez Lavezziego. Messi w zasadzie nie schodził na prawą stronę,
grał za dwójką napastników jak klasyczny ,, enganche", co być może
dodatkowo ułatwiało przeciwnikom krycie. Nagle okazało się że w całym tym
zamieszaniu nie chodzi już o to, czy Argentyna będzie grać dalej ale o to, czy
wypełni się los Lionela Messiego. Z perspektywy współczesnych rozmów o piłce
nożnej wydaje się to zastanawiające. Zamiast dyskusji o znalezieniu równowagi w
drużynie czy integracji poszczególnych jej elementów wróciliśmy do spojrzenia
staroświeckiego. ,, Jest naszym najważniejszym zawodnikiem, naszym kapitanem i
najlepszym piłkarzem świata. My wszyscy gramy dla niego i zdajemy sobie sprawę
ile dla nas znaczy. Mamy wielkie szczęście że jest Argentyńczykiem. Dlatego
zawsze, kiedy udaje nam się odebrać piłkę próbujemy podawać do niego, jako
najlepszego i liczymy na to że strzeli"- mówił później Zabaleta. Jak
zauważył wówczas dziennikarz Ken Early, w FC Barcelonie Messi dostaje piłkę,
potem zagrywa do kolegi i rusza na wolne pole, gdzie mógłby ewentualnie
otrzymać futbolówkę po raz kolejny. W Argentynie, kiedy dostaje podanie wszyscy
pozostali stają i czekają aż zrobi coś wyjątkowego. W meczu drugiej rundy
mundialu w Brazylii po boisku biegały Szwajcaria po jednej stronie i niezbyt
ścisły sojusz Messiego z Argentyną po drugiej. Do końca regulaminowego czasu
gry pozostawało już zaledwie kilka minut, kiedy Messi dostał piłkę z lewej
strony boiska tuż przy linii bocznej. Widać było jak się rozgląda a potem (to
również dawało się wyczuć) zamyka się w sobie i próbuje rozpocząć kolejną gambetę.
Został powstrzymany ale wrażenie było oczywiste: Po raz kolejny usiłował samemu
znaleźć drogę prowadzącą do wygranej swojej drużyny. Ponieważ do 90 minuty nie
padły gole sędzia zarządził dogrywkę. Oba zespoły skupiły się wokół ławek
rezerwowych. Messi był kapitanem Argentyny (wybór dyktowany po trosze względami
sentymentalnymi i potrzebą jak najściślejszego powtórzenia historii Maradony)
ale dołączył do grupy jako ostatni. Stanął z tyłu, sięgnął po butelkę wody i
wylał sobie jej zawartość na głowę. Pierwszy przemówił Sabella, później głos
zabrał Mascherano. Messi nie powiedział ani słowa. Czy był to jeszcze jeden
przykład cichego przywództwa, o którym mówili jego pierwsi nauczyciele i
trenerzy? A może niezależnie od swojego geniuszu był kapitanem tylko z nazwy?
6
@FCBparasiempre
Minimalizm
Leo fascynował od zawsze. Zdolny do aktów niezwykłej wirtuozerii, Lider Argentyńczyków
miał również rzadką umiejętność wybierania w każdej sytuacji najprostszych
rozwiązań, nigdy nie starał się być szczególnie brawurowy czy przesadnie ekstrawagancki.
W spotkaniu ze Szwajcarią dostrzegało się jednak również że odstaje kondycyjnie
i było to coś nowego. Przez 120 minut przebiegu jedynie 10 km i 700 m a więc
najmniej ze wszystkich piłkarzy z pola. Zaprezentował też najmniejszą ze
wszystkich graczy z pola aktywność o średniej i wysokiej intensywności (Jak
nazwała Ten parametr w FIFĘ). Miał tylko 31 sprintów, spośród graczy z pola
rzadziej robili to jedynie środkowi obrońcy Federico Fernandez i Fabian Schar.
Kiedy w tej samej rundzie Brazylia pokonywała Chile po serii rzutów karnych
okazało się że Neymar przebiegł o 3 km więcej od Messiego i wykazywał się
aktywnością o średniej i wysokiej intensywności przez 21 minut (przy dziewięciu
minutach Messiego), Brazylijczyk zaliczył też 57 sprintów. To raczej statystyki
Neymara wydają się typowe dla zawodnika występującego na tej pozycji; w innym
meczu tej fazy Thomas Muller biegał ze średnią i wysoką intensywnością przez 20
minut i zanotował 56 sprintów. Mimo to Leo kolejny raz wygrał mecz dla swojej
ojczyzny. Szwajcarzy stracili koncentrację na 3 minuty przed końcem dogrywki.
Kapitan Argentyńczyków przyspieszył, osiągając prędkość 27,58 km na godzinę.
Wedle FIFA był to jego najszybszy bieg w trakcie całego meczu obrońcy rzucili
się w jego stronę, on zaś faktycznie w sposób, który przypominał nieco zagranie
Maradony do Caniggii w meczu z Brazylią sprzed 24 lat, o którym śpiewali teraz
argentyńscy fani posłał piłkę w kierunku di Marii. Strzał tego ostatniego nie
był może tak piękny jak tamten gol ale miał równie wielkie znaczenie. Po
objęciu prowadzenia Argentyńczycy zaczęli Zresztą grać fatalnie a Dżemaili
niemal doprowadził do wyrównania, główkując W najbliższej odległości w słupek a
potem próbując jeszcze bez powodzenia do bitki kolanem. Suma summarum mecz
skończył się wynikiem 1:0 i Argentyna awansowała do ćwierćfinału. Kibice
czekali jednak na powtórkę z historii, na to że Messi błyśnie tak, jak zrobił
to Maradona w 1986 roku. Wówczas stało się to przecież właśnie w ćwierćfinale.
Błysku jednak nie było, Argentyńczycy ograli Belgów ale ich kapitan grał słabo
a co gorsze Di Maria złapał kontuzję uda. Pod nieobecność tego ostatniego akcje
ofensywne Albicelestes w półfinale z Holandią nie było już takie groźne. Mecz ten
rozgrywano zresztą w wielkim smutku. Argentyńczycy wyszli na boisko z żałobnymi
opaskami aby uczcić pamięć zmarłego dwa dni wcześniej Alfredo di Stefano. Symbol
ten nabrał dodatkowego znaczenia rankiem w dniu meczu, ponieważ dziennikarz
Jorge Lopez zginął w wypadku samochodowym, po tym jak jego taksówka została
potrącona przez pojazd, którym złodzieje uciekali przed policyjnym pościgiem. Żona
zmarłego również pracująca przy obsłudze mistrzostw dowiedziała się o wszystkim
z tweetu Diego Simeone który wyrażał smutek i przerażenie w związku z tą
tragedią. Messi będący skądinąd dobrym znajomym Lopeza i tym razem błyszczał
tylko sporadycznie, choć jego rajd i dośrodkowanie w ostatnich sekundach omal
nie przyniosły Argentynie zwycięstwa. Ostatecznie wygrała po rzutach karnych
ale najlepszym piłkarzem meczu był niewątpliwie Mascherano, opanowany i
waleczny defensywny pomocnik, który w samej końcówce spotkania zdołał dogonić
szarżującego Robbena i zablokować jego strzał. Przy tym zagraniu, jak później
wyznał ,, rozerwał sobie odbyt". Przecież to wciąż jeszcze mógł być
turniej Messiego, musiał jedynie zagrać wielki mecz o złoto z Niemcami, które w
półfinale rozgromiły gospodarza … 7:1! Gdyby tylko zdobył gola na wage zwycięstwa,
to w połączeniu z czterema golami w fazie grupowej i podaniem do Di Marii w
meczu ze Szwajcarią dałoby się pewnie zbudować wokół jego mundialowego występu
stosowną narrację. Nie brakowało zresztą wiele, gdyż tuż przed przerwą uderzył
minimalnie niecelnie. Nie brakowało wiele całej Argentynie, Higuain zmarnował
sytuację sam na sam, sędziowie(słusznie) nie uznali mu gola ze spalonego a
bramkarz Niemców Manuel Neuer mógł obejrzeć czerwoną kartkę za brutalne wejście
w argentyńskiego napastnika.
Sabella być
może z wieczną swoją szansę i w przerwie finału wprowadził Aguero w miejsce
Lavezziego, tyle że napastnik Manchesteru City wciąż nie był w pełni sił i nie
zdołał odmienić losów meczu. O tym że to Niemcy zdobędą złoty medal przesądził
wolej Mario Götzego 113 minucie. Jeśli brać pod uwagę przebieg całego turnieju,
było to zapewne zwycięstwo zasłużone, choć trzeba przyznać że Argentyńczycy
znaleźli się bardzo blisko sukcesu. Ostatni akt z udziałem Messiego nastąpił w
ostatniej minucie, kiedy Argentyna miała rzut wolny tuż zza linii pola karnego.
Najlepszym rozwiązaniem wydawała się wrzutka w pole karne, gdzie na taką okazję
czekał Ezequiel Garay; doświadczenie meczu ze Szwajcarią uczyło jak obrońców rywala
może rozproszyć perspektywa rychłej nagrody, więc postawienie Niemców przed
koniecznością wybicia piłki stanowiłoby przynajmniej test ich charakterów.
Messi jednak podjął inną decyzję a piłka po jego strzale poszybowała w
powietrze. Oczywiście z perspektywy czasu łatwo go za to krytykować ale gdyby
strzelił mielibyśmy kolejny dowód ile potrafi, kiedy ,, się wkurzy", i
bierze odpowiedzialność i rozwiązuje problem. Wówczas jednak wydawało się że
sam uległ narracji o człowieku, który wygrywa mundial w pojedynkę. Przepadła
najlepsza okazja aby zawodnicy, którzy w 2005 roku sięgnęli po mistrzostwo
świata do lat 20-tu, pokonali Niemców, z których pięciu wygrało z kolei
Mistrzostwa Europy do lat 21 w 2009 roku. Po ostatnim gwizdku, kiedy Niemcy
czekali na wręczenie pucharu ogłoszono że Lionel Messi został uznany za najlepszego
zawodnika turnieju. Trudno sobie wyobrazić aby wciśniętą mu w ręce nagrodą mógł
wyglądać bardziej ponuro. Nikt go wprawdzie nie obwiniał o niepowodzenie Argentyńczyków,
nikt nie miał poczucia że zawiódł, pojawiły się jednak wątpliwości. Czy biegał
tak mało ze względu na wspomniany już minimalizm, czy były ku temu jakieś
poważniejsze przyczyny? W tygodniu poprzedzającym finał jego ojcu przypisywano
(szybko zresztą zdementowane) słowa że nogi Messiego ,, ważą po 100 kg".
Czy miało to coś wspólnego ze zjawiskiem, które dawało się zauważyć w ciągu
ostatnich kilku lat a mianowicie obrazem zawodnika, który wymiotuje na boisku?
Kiedy potem w FC Barcelonie znów zaliczył znakomity sezon, trudno było nie
myśleć że podczas mundialu w Brazylii wydarzyło się coś niedobrego, choć nigdy
nie zdołano przekonująco ustalić co mianowicie, a sam Argentyńczyk mówił że
przez cały rok 2014 nie mógł złapać formy. Mówienie o klęsce drużyny, która
właśnie wystąpiła w finale Mistrzostw Świata a co więcej, miała w nim więcej
szans na wygraną, byłoby skrajną niesprawiedliwością. Większość Argentyńczyków
żywiła wdzięczność dla Sabelli i jego piłkarzy, także za to że dzięki nim
dobiegła końca niepokojąca tendencja: do mundialu w Brazylii jedyną drużyną,
którą ich rodacy pokonali w fazie pucharowej wszystkich Mistrzostw Świata od
1990 roku bez serii rzutów karnych był Meksyk. W następnych tygodniach Messi
musiał więc jeszcze wiele razy prezentować żałobne oblicze podczas różnych
publicznych ceremonii, snując się osowiały gdzieś w tle choćby podczas
przywitania reprezentacji przez panią prezydent Cristinę Kirchner. Nie ulegało
wątpliwości: to, że Argentyna nie wygrała mundialu, który miał być mu
przeznaczony, że tamta młodzieżówka z 2005 roku wówczas nie spełniła
pokładanych w niej nadziei i że jeszcze jedno argentyńskie marzenie rozwiązało
się bezpowrotnie, było dla Leo źródłem wielkiego bólu.
No cóż, dla
zagorzałych sympatyków Albicelestes, takich jak ja, ten ból był okropny, zwłaszcza
że te znienawidzone przezemnie ,,Niemiaszki” miały więcej szczęścia niż
rozumu. No ale taki bywa futbol, nie raz okrutny i ciężki do przeżycia. Bogu
dzięki że po latach Messi i spółka zdobyli w końcu to, co okrutny los odebrał
im niemal dekade wcześniej…