La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 904 Culés

5

6

@FCBparasiempre
Stoperów
można podzielić na dwie kategorie. Pierwsi to typowi siłacze. Chociaż brakowało
im polotu i techniki, to nadrabiali wszystko nieustępliwością i wolą walki.
Głównie chodziło im o to, żeby wybić. Druga kategoria to bardziej uniwersalni
środkowi obrońcy. Potrafili dobrze wyprowadzać piłkę, prezentowali się z nią
lepiej przy nodze, grali bardziej elegancko, na wyprzedzenie. W tym artykule
chciałbym przedstawić postać, która łączyła oba te style. Chociaż Pietro
Vierchowod nie zyskał nigdy takiej sławy jak Franco Baresi, Gaetano Scirea czy
też Paolo Maldini, to za swoją grę należy mu się ogromny szacunek. Urodził się
6 kwietnia 1959 roku w Calcinate, małej miejscowości w pobliżu Bergamo. Jeśli
ktoś nie słyszał wcześniej o Vierchowodzie, to może go zaskoczyć dość dziwne
jak na Włocha nazwisko. Ojcem Pietro był Ukrainiec – Ivan Lukjanovič Verchowod,
który służył w Armii Czerwonej. W czasie wojny trafił do niemieckiej niewoli, a
następnie przebywał w więzieniu w różnych miejscach, w tym m.in. w Bergamo. Po
jej zakończeniu nie mógł wrócić do ojczyzny, tam groziła mu śmierć przez zsyłkę
na Sybir. Zdecydował się więc na dezercję i ukrywanie się w górach w okolicy
Bergamo. Tam poznał matkę Pietro. Właśnie ze względu na swoje korzenie włoski
obrońca otrzymał później pseudonim „Car”. Rodzinie cały czas doskwierała bieda,
dlatego przyszły stoper zdecydował się na porzucenie szkoły już w wieku 14 lat
i rozpoczęcie pracy. Vierchowood zarabiał niewielkie pieniądze jako pomocnik
hydraulika. Po latach przyznał, że trudne dzieciństwo i młodość bardzo
ukształtowały jego charakter. Przełożyło się to oczywiście na nieustępliwy i
twardy styl gry.

Karierę
rozpoczął w Como Calcio. Wcale nie musiał zostać piłkarzem. Osiągał bowiem
świetne wyniki w biegach na krótkich dystansach. Zwracano uwagę na to, że jest
atletyczny, inteligentny i obdarzony niezwykłą szybkością. Wielka miłość do
piłki jednak zwyciężyła. W Como rozegrał ponad 100 meczów, od 17 do 22 roku
życia. Pomógł drużynie przebyć drogę z Serie C1 do Serie A. Jako jedyny gracz w
historii Como Calcio otrzymał powołanie do reprezentacji narodowej. Było to 6
stycznia 1981 w meczu z Holandią. Zaraz potem przeniósł się do Fiorentiny.
Udało mu się załapać do drużyny, która wzięła udział w mistrzostwach świata w
1982 r. Nie zagrał tam ani minuty, ale jak to się mówi – „zebrał cenne
doświadczenie”, a ponadto mógł cieszyć się ze złotego medalu. Defensywę
tworzyli tacy zawodnicy jak Claudio Gentile, Gaetano Scirea czy też Fulvio
Collovati. Nie było żadnych szans, żeby się przebić. Po hiszpańskim turnieju
„Car” przeniósł się do AS Romy. Grał u boku takich piłkarzy jak Pruzzo, Conti,
Cerezo i Falcao. Romę trenował wtedy Nils Liedholm. Jego zespół preferował
bardzo ofensywny styl gry. Szwedzki trener zaznaczał, że w trudnych sytuacjach
możemy pozwolić sobie na atakowanie bardzo dużą liczbą graczy, szczególnie, że
wszystko asekuruje Vierchowod. Szybkość, dokładność i wyczucie – tym
charakteryzował się Pietro w czasie swojej gry w stolicy Włoch. Spędził tam
ostatecznie jeden sezon, ale zdobył mistrzostwo Italii. Od sezonu 1983/1984
„Car” zaczął bronić barw Sampdorii, której pozostał wierny aż przez 12 lat.
Świętował z nią wiele sukcesów. Wraz z ekipą z Genui sięgnął po cztery Puchary
Włoch, Puchar Zdobywców Pucharów, Superpuchar Włoch i przede wszystkim – jedyne
w historii całego klubu mistrzostwo kraju. Najlepszy moment przypadł na lata 1986-1992.
Wtedy to Blucerchiatich prowadził Vujadin Boskov. W jego ostatnim roku pracy
Sampdoria dotarła do finału Pucharu Europy. Tam musiała jednak uznać wyższość
Barcelony. Wraz z Vierchowodem wspaniałą drużynę tworzyli m.in. napastnicy
Gianluca Viali i Roberto Mancini czy też bramkarz Gianluca Pagliuca. Viali
przyznawał, że ówczesna drużyna Blucerchiatich nie grała być może piłki
przyjemnej dla oka, ale on i jego partnerzy byli zabójczo skuteczni.

Po wielu
latach spędzonych w Sampdorii przeniósł się do mistrzowskiego Juventusu, ale
spędził tam tylko jeden sezon. Mógł się jednak cieszyć, ponownie jak w Romie,
ze stuprocentowej skuteczności, ponieważ wraz ze Starą Damą sięgnął po
mistrzostwo Włoch. Dotarł też do finału Ligi Mistrzów, gdzie rozegrał cały mecz.
W Rzymie Juventus zmierzył się z Ajaxem. Bianconeri pokonali rywali z Holandii
po rzutach karnych. „Car” mógł wznieść do góry najcenniejsze klubowe trofeum w
Europie. W 1997 roku przeniósł się do Milanu. Trafił na bardzo trudny moment w
historii Rossonerich. Klub z San Siro zajął dopiero 11. miejsce w lidze. „Car”
był tylko rezerwowym obrońcą, ponieważ koszulkę w czerwono-czarne pasy nosili
wtedy tacy zawodnicy jak: Franco Baresi, Alessandro Costacurta i Marcel
Desailly. Znów zdecydował się na szybką zmianę barw klubowych. Cztery razy w
jednym klubie spędził tylko sezon – Fiorentina, Roma, Juventus, no i Milan.
Ostatnim przystankiem w jego karierze była Piacenza Calcio, w której grał do
2000 roku. Zakończył karierę w wieku 41 lat. Pietro Vierchowod zagrał na
włoskich boiskach 562 razy, co daje mu siódme miejsce w klasyfikacji wszech
czasów, której przewodzi Paolo Maldini (647 spotkań). Zatrzymywał kilka pokoleń
napastników. Zico, Careca, Maradona, van Basten czy też Ronaldo – im wszystkim
skutecznie uprzykrzał życie. Nie dziwi więc wielki szacunek, jakim darzyli
obrońcę ci wybitni napastnicy. Marco van Basten i Diego Maradona wspominali, że
nigdy nie spotkali się z trudniejszym obrońcą niż Pietro Vierchowod. Słynny
Holender zakończył karierę już w wieku 29 lat. Widząc 40-letniego Włocha ciągle
biegającego po boisku, spytał go po jakimś czasie: Ty wciąż jeszcze grasz!? Van
Basten przyznawał, że chociaż pojedynki z „Carem” były bardzo twarde, to obaj
piłkarze darzyli się dużym szacunkiem. Maradona wspomina z uśmiechem jeden z
epizodów kiedy próbował za wszelką cenę minąć Vierchowoda. Chociaż używał
wszystkich swoich sztuczek, to obrońca i tak zapędził go do narożnika, gdzie
zakończył jego akcję. Wtedy „Boski Diego” powiedział do niego z uśmiechem: ,,Mieli
rację kiedy powiedzieli, że jesteś jak Hulk. brakuje ci tylko zielonego koloru.”
Swojego uznania wobec Vierchowoda nie ukrywał także Gary Lineker, który mierzył
się z nim w czasie mundialu 1990 r.: ,,Był bardzo brutalny i szybki jak
błyskawica. Raz lub dwa sprawił, że musiałem podnosić się z kolan.” Podobnie
jak van Basten i Maradona, również słynny Anglik uznał Vierchowoda za
najbardziej twardego obrońcę, przeciwko któremu przyszło mu grać. Duże problemy
z „Carem” miał także wspomniany wcześniej Ronaldo. Pod koniec lat 90-tych
słynny Brazylijczyk brylował w barwach Interu. W sezonie 1997/1998 nie strzelił
on bramki tylko dwóm zespołom. Był to mistrzowski Juventus oraz Piacenza,
której szefem obrony był oczywiście Pietro Vierchowod.

Pietro
Vierchowoda można zaliczyć do piłkarzy długowiecznych. Grał na najwyższym
poziomie przez prawie 20 lat. Karierę zakończył dopiero, kiedy na torcie mógł
zdmuchnąć 41 świeczek. Wielu obserwatorów zastanawiało się więc – z czego
wynikała niezwykła kondycja, którą posiadał włoski obrońca. Z pewnością nie bez
znaczenia było to, że unikał alkoholu i innych używek. Szkoda, że z tych
postanowień nie korzystało wielu piłkarzy zarówno przed nim, jak i po nim. W
1997 roku, kiedy trafił do Milanu, został poddany testowi szybkościowemu. Miał
wtedy już 38 lat, ale dystans 100 metrów pokonał poniżej 11 sekund. Wszystko
wynikało z niewyobrażalnie silnego organizmu. Cristiano Ronaldo chwali się, że
pomimo 33 lat na karku ma wciąż zdrowie 23-latka. Portugalczyka czeka jednak z
pewnością jeszcze dużo pracy, aby grać na wysokim poziomie do 40-tki i
prezentować się tak jak „Car” włoskiej piłki. Mam nadzieję, że tym artykułem
udało mi się przekonać was, że Pietro Vierchowod zasługuje na to, by stawiać go
w jednym rzędzie z największymi sławami włoskiego futbolu. Jest trochę
zapomnianym stoperem. Przez wielu uznawany był za obrońcę kompletnego. Był
wytrzymały, inteligentny i niezwykle twardy. Ponadto świetnie asekurował swoich
kolegów i potrafił nawet kreować sytuacje do zdobycia gola. Strzelanie bramek
również nie było mu obce. Chciałoby
się, żeby każdy wielki mistrz mógł tak długo kontynuować swoją karierę.
Pokazali to, chociażby Gigi Buffon, Francesco Totti, Paolo Maldini czy Edwin
van der Sar, Niestety wszystko, co dobre, musi się kiedyś skończyć.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?