La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1702 Culés

9

9

@FCBparasiempre
W 1925 roku zmienił się brytyjski futbol. Nowy przepis o spalonym stanowił że gra może być kontynuowana jeśli w momencie podania przed napastnikiem znajduje się tylko dwóch Obrońców (albo obrońca i bramkarz) a nie jak dotąd trzech. Część zespołów rozpoczęła wówczas eksperymenty z wycofaniem jednego ze środkowych pomocników do linii defensywnej i uczynienie z niego trzeciego obrońcy a pod koniec dekady trener Arsenalu Herbert Chapman stworzył słynny system W - M. W Ameryce Południowej jednak zmiana przepisów nie miała z początku wielkiego wpływu na taktykę, większość drużyn występowała nadal, jak w pierwszych latach rozgrywek ligowych w ustawieniu 2-3-5, choć gdy spojrzało się na graczy ofensywnych(ponieważ łącznicy zwykle trochę się cofali) również można było mówić o nieco spłaszczonej literze W. Zdarzały się oczywiście intrygujące wariacje, których najlepszym przykładem była ofensywna piątka Independiente: Zoilo Canavery, Alberto Lalin, Louis Ravaschino, Manuel Seoane, i Rajmundo Orsi, gdzie skrzydłowi byli najbardziej wysuniętymi zawodnikami, łącznicy grali nieco niżej od nich a środkowy napastnik pełnił rolę ,, dyrygenta", kreując grę od tyłu (Formacja ofensywna przybierała wówczas kształt litery V). Właśnie ta rola napastnika była symbolem różnicy między Nowym Światem a koncepcją gry kultywowaną na starym kontynencie. Brytyjczycy grali bezpośrednio, starając się jak najszybciej dostać pod bramkę, Argentyńczycy zaś preferowali metody bardziej subtelne, próbując raczej tworzyć schematy rozegrania w drugiej linii niż po prostu wrzucać piłkę w pole karne. To właśnie tamten zespół Independiente pojawia się w powieści Ernesto Sabato ,, O bohaterach i grobach", w której jedna z postaci Julien d'Arcangelo, streszcza bohaterowi o imieniu Martin incydent z udziałem Lalina i Seoane, noszącego dwa przydomki: ,,La Chancha” i ,,El Negro”. ,, Opowiem ci pewną barwną anegdotę - mówi d' Arcangelo do Martina. Pewnego popołudnia w trakcie przerwy ,,La Chancha” mówi do Lalina: ,, wrzuć mi piłkę chłopie a ja wejdę jak w masło i strzelę". Druga połowa się zaczęła, Lalin dośrodkową a El Negro oczywiście doszedł do piłki, wszedł jak w masło i strzelił. Seoane wzniósł ramiona i popędził do Lalina wrzeszcząc: ,, widzisz Lalin, widzisz!?", na co Lalin odpowiedział: ,, tak ale nie mam z tego żadnej frajdy". No i proszę bardzo: o to masz cały problem argentyńskiego futbolu w pigułce". Wedle dzisiejszych kryteriów Seoane wydaje się nieco zbyt otyły jak na sportowca. Kiedy patrzymy na jego zdjęcie, widzimy jak sznurki pod kołnierzykiem rozciągają się aby objąć wypukłą klatkę piersiową a szeroką twarz zdobi szczery uśmiech trudno sobie wyobrazić by ktoś o takim uśmiechu jakiekolwiek partnerstwo na boisku traktować pragmatycznie. Jak wielu najdawniejszych herosów argentyński piłki Seoane uwielbiano nie tylko ze względu na umiejętności ale także z uwagi na to, jak bardzo był reprezentatywny dla klubu i dla jego kibiców. Ojciec Seoane był hutnikiem, który wyemigrował z hiszpańskiej Galicji i zamieszkał najpierw w Rosario a potem w Avellanedzie. Co do daty i miejsce urodzenia przyszłej legendy Inderpendiente nie ma pewności, choć w oficjalnych biogramach mówi się o marcu 1902 roku i będącym dzielnicą Avallenedy Piñeiro, sam Seoane opowiadał w wywiadzie dla czasopisma ,, Imparcial" że urodził się 4 miesiące wcześniej w Rosario. Jako młody chłopak praktykował w fabryce szkła ,,Papini” a potem zatrudnił się w zakładach tekstylnych ,,Campomar”, gdzie grał w piłkę w drużynach robotniczych. W 1918 roku dołączył do zespołu Club Progresista i zdobywał tam coraz większy rozgłos z racji fenomenalnego dryblingu, świetnej gry głową i zdolności przewidywania, które rekompensowały brak sprawności fizycznej. Independiente ściągnęło go w grudniu 1920 roku a zadebiutował w meczu drużyn młodzieżowych z CA Students, strzelając hattricka, który natychmiast zapewnił mu uwielbienie fanów. Zawsze miał skłonność do przybierania na wadze ale potrafił uczynić z niej zaletę: choć w pojedynku biegowym Nie miał szans, wykorzystywał swą tuszę w walce o piłkę i przepychaniu się wśród rywali, wykazując niezwykły talent do znajdowania miejsca na niewielkiej przestrzeni. Przede wszystkim jednak zdobywał gole, pamiętne 55 goli w 40 meczach(!) dla Independiente podczas marszu po mistrzostwo kraju w 1922 roku, o 23 trafienia więcej niż ktokolwiek w poprzednim sezonie i o 8 więcej niż ktokolwiek w kolejnych sezonach. Tylko genialny Arsenio Erico, który przyszedł do Independiente dekadę po Seoane, potrafił strzelić więcej niż 40 goli w jednym sezonie argentyńskiej ligi. Rok później, gdy Independiente straciło tytuł na rzecz lepszego o 3 punkty San Lorenzo, Seoane był jednym z czterech piłkarzy, którzy zaatakowali sędziego podczas rozgrywanego u siebie meczu z River Plate, co doprowadziło do jego przerwania. Podczas dyskwalifikacji występował w barwach El Porvenir w lidze AFA, pojechał też z Boca Juniors na europejskie tournee w 1925 roku a w 1926 roku wrócił do Independiante. W kolejnym sezonie zdobył 39 goli a jego drużyna znów wygrała ligę tracąc w ciągu całego sezonu tylko cztery punkty!

W czasach schyłku amatorstwa w argentyńskiej piłce Seoane strzelił rekordowe 207 goli. Z upływem lat jego waga zaczęła jednak stanowić problem a kłopoty kondycyjne doprowadziły do niefortunnego zdarzenia podczas upalnego dnia w Concepcion, gdzie w trakcie chilijskiego tournee pociągnął łyk z butelki z terpentyną w przekonaniu że to sok pomarańczowy. Przez dwa dni wydawało się że nie przeżyje ale wrócił do gry i grał aż do poważnej kontuzji odniesionej w meczu z Quilmes w 1932 roku. Oficjalnie zakończył karierę rok później i wrócił do sortowania wełny w fabryce ,,Campomar”. W tabeli najskuteczniejszych strzelców w historii Ligi argentyńskiej do dziś pozostaje na piątym miejscu. W tamtej złotej epoce na stylu gry skupiano się co najmniej równie mocno jak na wynikach a w rezultacie ówczesne dyskusje o piłce (i odnosi się to do całego argentyńskiego futbolu) dotyczyły mniej tego, kto wygrał Puchar czy ligę a bardziej tego, jak grał. Mecze rozstrzygające o tytułach miały oczywiście znaczenie, co pokazują choćby zdarzające się regularnie w ich trakcie rozróby między kibicami ale o szczegółach szybko zapominano i zostawało generalne wrażenie. Dziedzictwo Złotego Wieku i okresu, który go bezpośrednio poprzedzał nie opierało się więc na statystykach zdobytych tytułów albo zdobytych goli, tylko na wrażeniach pozostawianych w pamięci zbiorowej, dzięki którym tworzyły się tożsamości poszczególnych klubów. Boca założona przez pięciu włoskich imigrantów nauczonych gry w piłkę przez Paddy'ego McCarthy'ego, irlandzkiego boksera, który wyemigrował do Argentyny w 1900 roku, było klubem z samego serca miasta a zarazem zespołem włoskiej społeczności i robotników, klubem mas, które nawet obecnie posiadają w nim 50% i jeden udział. Łatwo w dzisiejszych czasach dać się uwieść romantycznej opowieści o La Boca, z jej pomalowanymi domami, artystami tanga i włoskimi barami na przeznaczonej tylko dla ruchu pieszego ulicy Caminito, choć dobrze pamiętać że tuż za kilkoma idealizowanymi przez turystów przecznicami leży mocno podupadłe ,, barrio", którego poważnym problemem jest drobna przestępczość. Słynne niebieskie koszulki z poprzecznym żółtym pasem zaczęto nosić w 1913 roku, po siedmiu latach gry z pasem po przekątnej. Jednak kiedy klub zakładano, piłkarze grali w białych koszulkach w cienkie czarne pasy, później zmienili je na jasno błękitne trykoty a potem wrócili do strojów w paski. Legenda głosi że kiedy w 1906 roku przyszło im grać z Nottingham de Almagro, okazało się że obie drużyny mają niemal identyczne stroje. Ustalono że zwycięzca zachowa prawo do ich noszenia A przegrany będzie musiał je zmienić pokonanie zawodnicy Boca postanowili zaadaptować kolor flagi z pierwszego statku, który wpłynie do portu był to frachtowiec ze Szwecji z powiewającym na maszcie żółtym krzyżem na niebieskim tle. River Plate z czasem podążyło aspiracyjnym szlakiem na północ, w sportowej dzielnicy przeniosło się do Nuñiez, blisko zamieszkałych przez klasę średnią Palermo i Belgrano i zaczęło być postrzegane najpierw jako zespół dorobkiewiczów a następnie wyniosłych arystokratów, którzy przedkładają styl na pot i harówkę Boca. Independiente pozostawało zakorzenione w kurzu i smole przemysłowej Avellanedy na południu, pozbawione blasku Racingu, który choć wywodził się z podobnego środowiska, po dekadzie dominacji mógł się przedstawiać jako ojciec założyciel argentyńskiego futbolu. Tożsamość San Lorenzo była bardziej skomplikowana. Na samym początku grupa chłopaków spotykała się na rogu Mexico i Treinta y tres Orientales, jedną przecznicę na północ od Avenida Independiencia. Ksiądz Lorenzo Massa widząc jak któryś z nich niemal wpada pod tramwaj w pogoni za piłką i martwiąc się o ich bezpieczeństwo w związku ze zwiększającym się ruchem ulicznym zaproponował im grę na przy kościelnym placyku, pod warunkiem że wszyscy jej uczestnicy będą chodzić na niedzielne msze. W 1908 roku podczas spotkania założycielskiego w Almagro, przejściowej i dzielnicy na zachód od centrum, gdzie klasa średnia mieszała się z robotniczą a sale do tanga sąsiadywały z warsztatami, zdecydowano nazwać klub San Lorenzo żeby uhonorować zarówno księdza Massę (chociaż próbował się opierać), jak i jego patrona Świętego Wawrzyńca oraz Bitwę pod San Lorenzo, jedno z najważniejszych starć w wojnie o niepodległość.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?