- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1316 Culés
Gorące dyskusje
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1316 Culés
2
Coś dla ciebie @Bernard777 w odpowiedzi na komentarz
3
@FCBparasiempre
Narodziny niepowtarzalnej legendy:
Trener Salvador Aparicio był sfrustrowany. Na trening odbywający się na niewielkim boisku w Grandoli na przedmieściach Rosario, przyszło jedynie 13 z 14 chłopców z rocznika 1986, co oznaczało kłopoty z rozegraniem tradycyjnego meczu siedmiu na siedmiu. Było wprawdzie jeszcze jedno dziecko bawiące się piłką w pyle przed frontem zdezelowanej trybuny ale ono urodziło się w 1987 roku. Dwaj starsi braci przychodzili tu regularnie a babcia, która siedziała trochę wyżej na jednej z twardych drewnianych ławek, proponowała już Aparicio żeby pozwolił mu zagrać. Relacje o tym co się dokładnie wydarzyło są sprzeczne. Aparicio twierdzi że zdesperowany poprosił czterolatka żeby dołączył do pozostałych a kiedy jego krewna(nie pamięta już czy mama, czy ciocia) zaprotestowała, obiecał że przerwie mecz jeśli rywalizacja okaże się dla niego zbyt ostra. Rodzina zapamiętała z kolei że babcia mówiła trenerowi o tym że chłopiec może wystąpić a Aparicio niechętnie się zgodził, zastrzegając że wystawi go na skrzydle żeby mógł go szybko zdjąć, jeżeli zacznie płakać. Tak czy inaczej czterolatek wyszedł na boisko. Pierwszą zagraną doń piłke zignorował, czym Aparicio nie był szczególnie zdziwiony. Chwile później jednak futbolówka trafiła do niego po raz drugi, tym razem na lewą nogę, więc trącił ją, zaczął biec do przodu i wyminął trzech przeciwników za pomocą tyleż instynktownej, co zdumiewającej ,,gambety”. Aparicio w życiu nie widział drugiego takiego przypadku, jak ów czteroletni chłopiec, który nazywał się… Lionel Messi. Rosario leży nad rzeką Parana. Leo przychodzi na świat w 55-tą rocznice śmierci wielkiego śpiewaka tang, Carlosa Gardela. Na pierwsze urodziny dostaje od krewnych czerwono-czarną koszulke Newell’s Old Boys, klubu, w którym za kilka lat nie powiedzie się Maradonie; czego Maradona nie zdołał zakończyć, Messi jeszcze nie zaczął. Wręczenie dziecku koszulki było aktem symbolicznym. Tamta koszulka Newell’s pozostaje skądinąd emblematyczna dla tożsamości Leo Messiego. Przy wszystkich ciągnących się za nim przez całą karierę oskarżeniach że nie dba o występy w drużynie narodowej, na zawsze pozostał chłopakiem z Rosario, skąd pochodzi także jego partnerka i matka jego 3 synów, Antonella Roccuzzo. Ulubiony aktor piłkarza, gwiazda ,,Sekret jej oczu” i ,,Dziewięciu królowych” Ricardo Darin, również jest Argentyńczykiem. Jego ulubionym daniem jest milanesa, panierowany kotlet z wołowiny, podawany przez matkę z sosem pomidorowym i serem. Jest zresztą coś dziwnie niewyrafinowanego w diecie Messiego, nawet jeśli poprawiła się po tym, jak Guardiola został trenerem Blaugrany. Już na samym początku pobytu w Katalonii ostrzegano go ze pije za dużo coca-coli a we wrześniu 2014 roku ujawniono że jego typowy pomeczowy posiłek składa się z pizzy z serem i sprite’a. Nawet biorąc pod uwagę że na argentyńskich pizzach zwykle nie ma zbyt wiele sosu pomidorowego, za to jest mnóstwo sera, wszystko to wygląda(by odwołać się do obserwacji irlandzkiego dziennikarza Kena Early’ego) jak dziecięce menu w przeciętnej restauracji. Mamy tu zatem jeszcze jedną manifestacje owego infantylizmu, stanowiącego część wizerunku pibe, o którym pisał Levinsky, portretując dzieciaka z potrero, który tak naprawdę nie może dorosnąć, jeśli jego talent ma się w pełni rozwinąć. Co ciekawe, kiedy dziennik ,,Corriere della Sera” wypatrywał Messiego o jego włoskie korzenie, piłkarz nie wiedział nic o Recanati, w którym mieszkali jego dziadkowie przed emigracją do Argentyny, ani o poecie Giacomo Leopardim, który również się tam urodził, ani o pobliskiej Najświętszej Panience z Loreto. Zanim skończył 13 lat i przeniósł się do Barcelony, całe jego życie kręciło się wokół Rosario. To tamta przeprowadzka oznaczała zerwanie z domem i nie odbywała się bez trudności związanych szczególnie z tym, jak reagowali na nią rodacy. Mimo koszulki musiało upłynąć trochę czasu za nim Messi wszedł w świat futbolu. Piłkę dostał na czwarte urodziny ale wciąż wolał zbierać karty i grać w kulki, w obu tych czynnościach chętnie rywalizując. W końcu któregoś dnia poszedł jednak z ojcem i braćmi pobawić się piłka na ulicy. ,,Patrzyliśmy na siebie zdziwieni. Nikt go tego nie uczył”- opowiadał Jorge Messi. Nie minęło wiele czasu, jak zaczął grać w Grandoli, strzelając regularnie po cztery, pięć goli na mecz, choć był tak mały że futbolówka sięgała mu niemal do kolan. Podczas odwiedzin u dziadków mały Leo godzinami grywał na ulicy z rodzeństwem i kuzynami. Tamte mecze często kończyły się łzami, gdyż nienawidził przegrywać. W Grandoli chłopak występował do skończenia 6 lat, strzelając dziesiątki goli. Czas, w którym miał zmienić otoczenie na bardziej zawodowe zbliżał się wielkimi krokami ale bezpośredni powód odejścia był prozaiczny. Otóż pewnego dnia Jorge przyszedł obejrzeć Lionela i Matiasa, nie biorąc ze sobą dwóch peso na wejściówke i nie został wpuszczony na boisko. Po tamtym incydencie Messi nigdy więcej nie wrócił do miejsca, w którym wszystko się zaczęło.
Do Newell’s Old Boys trafił 21 marca 1994 roku, na 3 miesiące przed siódmymi urodzinami, choć miał zaledwie 122 centymetry wzrostu. Również 3 miesiące wcześniej ostatni raz w barwach Newell’s wystąpił Diego Maradona. Klub cieszył się wówczas znakomitą reputacją jeśli chodzi o rozwój młodych piłkarzy, głównie dzięki pracy Jorge Griffy w latach 80-tych. Pierwsi trenerzy chłopca byli pod wrażeniem jego naturalnego talentu, tego że potrzebował raczej drobnych wskazówek niż gruntownego szkolenia. Cintia Arellano, najlepsza przyjaciółka z dzieciństwa, nazywała go samotnikiem. Później, już w czasach występów w reprezentacji, jego zdystansowana postawa była przyczyną napięć z częścią kolegów. Być może po prostu miał taki charakter, choć kusząca byłaby interpretacja że to jego geniusz izolował go od otoczenia i że uświadomił sobie iż umie robić coś, czego nikt inny nie potrafi, że to odróżnia go od innych a może nawet nakłada jakiś rodzaj odpowiedzialności za rozwój swojego talentu. Nawet jeśli rzadko się odzywał, umiejętności, które prezentował zapewniły mu autorytet wśród rówieśników. Jeden z pierwszych szkoleniowców Messiego w Newell’s, Quiqe Dominguez, powierzył mu prowadzenie rozgrzewki, pewien że reszta chłopców pójdzie za jego przykładem. Wciąż nienawidził przegrywać. Czasami wyrażało się to atakami frustracji i łez ale częściej prowadziło do niemal jednoosobowego zapewniania drużynie wygranej. Pewnego razu w Pujato, kiedy Newell’s po pierwszym kwadransie przegrywało 0:2, Leo się skoncentrował i po prostu ,,wkurzył się”, jak wspominał jeden z jego kolegów, Gerardo Grighini i zdobył hat-tricka, który odmienił losy meczu. Jego sztuczki sprawiały że jedynym sposobem obrońców na powstrzymywanie Messiego było łamanie przepisów, jednak zdaniem Adriana Corii(trenera najstarszej drużyny Newell’s, w której występował Leo) faule mobilizowały go do jeszcze lepszej gry. Był jednak wciąż bardzo niski. Jako dziewięciolatek mierzył tylko 128 centymetrów, dużo mniej od wszystkich rówieśników i dużo mniej od starszych braci gdy byli w tym samym wieku. Trafił do endokrynologa Diego Schwarzsteina, który orzekł że jego organizm nie produkuje wystarczającej dawki hormonów odpowiedzialnych za wzrost. Rozwiązaniem była kuracja wymagająca codziennych zastrzyków ale jej koszt wynosił równowartość 1,5 tysiąca dolarów miesięcznie. Rodzina podjęła decyzje o rozpoczęciu leczenia, które zaczęło przynosić efekty. Jako 11-latek Leo był wyższy o 5 centymetrów a jako 12-latek dobił do 148 centymetrów. Z początku za zastrzyki płacił Jorge dzięki pieniądzom z ubezpieczenia i zbiórki w fabryce, później jednak musiał zwrócić się o pomoc do klubu, choć zdaniem Schwarzsteina leczenie powinno być finansowane przez państwo. Newell’s mimo licznych obietnic wsparło rodzine tylko raz datkiem w wysokości 300 peso. Ojciec piłkarza zaczął szukać innych możliwości. Choć Messi od dziecka kibicował Newell’s, lubił także River Plate, w dużej mierze ze względu na swojego ówczesnego idola Pablo Aimara, wielce utalentowanego ,,enganche”, który w 2001 r. przeniósł się do Valencii. W 2000 r. Messi trafił do River na testy. Wszystko przebiegło według znanego już schematu. Trenerzy widząc jego wzrost mieli wątpliwości czy sobie poradzi. We wstępnej gierce siedział na ławce rezerwowych i wszedł w samej końcówce ale jak tylko wszedł to od razu założył siatke kryjącemu go obrońcy a chwile później powtórzył te sztuczke. Zaproszony po raz kolejny, tym razem grał od pierwszej minuty i strzelił ponoć 10 goli! River chciało podpisać z nim kontrakt ale problemem było zakwaterowanie. Klub nie zapewnił go chłopcom poniżej 13 roku życia. Inna sprawa że nie jest jasne czy Jorge rzeczywiście chciał oddać syna do River, czy planował jedynie wywrzeć presje na Newell’s w związku z rosnącymi kosztami leczenia. Jeśli chodziło o to drugie, pomysł spalił na panewce. Klub składał wprawdzie kolejne obietnice ale nie kwapił się do płacenia. Ojciec chłopca zaczął więc rozważać rozwiązanie jeszcze bardziej radykalne. W lutym 2000 r. nakręcono filmik, na którym Messi prezentuje swoje umiejętności a mianowicie 113 razy podbija pomarańcze a 140 razy piłke tenisową. W pobliżu leży piłeczka pingpongowa, sięga więc także po nią i podbija ją 29 razy. Kilka miesięcy później taśma zawierająca także bardziej konwencjonalne zagrania, za pośrednictwem Horacio Gaggiolego, pochodzącego z Rosario posiadacza licznych nieruchomości w Barcelonie, trafia w ręce Josepa Minguelli, agenta piłkarskiego, który dzięki przyjaźni z byłym zawodnikiem a później jednym z trenerów FC Barcelony Carlesem Rexachem, miał mocną pozycje w klubie. Minguella powiedział katalońskim działaczom że jeśli sfinansują kuracje hormonalną Messiego i znajdą prace jego ojcu, mogą go mieć. 17 września 2000 r. 13-letni Lionel po raz pierwszy w życiu wsiadł na pokład samolotu i wyleciał do Hiszpanii. Kilka dni wcześniej na łamach wychodzącej w Rosario gazety ,, La Capital” ukazał się całostronicowy artykuł zatytułowany ,,Wyjątkowy trędowaty”. Bohater tekstu wśród wyznań o tym że lubi kurczaka a jego ulubioną książką jest Biblia, opowiada o marzeniu związanym z grą dla pierwszej drużyny i o tym że po zakończeniu kariery chciałby zostać nauczycielem wychowania fizycznego. Najsmutniejszy moment w życiu? Miał 10 lat, gdy zmarła mu babcia, pierwsza osoba w rodzinie, która naprawdę uwierzyła w jego talent.
W Barcelonie Messi był nerwowy i niemal się nie odzywał, z początku wolał też(przypominając też Tomasa Carlovicha) przebierać się na korytarzu a nie w szatni z resztą rówieśników, wśród których byli Fabregas i Pique. Trenerzy zafrasowani jego wątłą sylwetką apelowali do pozostałych podopiecznych aby ,,go nie połamali”. W końcu jednak wszyscy zobaczyli go z piłką przy nodze a Pique na prośbe o łagodne traktowanie Argentyńczyka odpowiedział pytaniem: ,,Jak mamy na niego uważać? Przecież nie umiemy się nawet do niego zbliżyć!”. Nie minął tydzień a Rexach, który właśnie wrócił z Australii, przyszedł zobaczyć go w meczu z chłopcami starszymi o 2 lata. Przespacerował się dookoła boiska, rzucił okiem na Messiego. Od razu wiedział że musi go zatrzymać. W zarządzie FC Barcelony zdania były jednak podzielone. Klub przechodził kryzys, ostatni sezon z czasów pierwszego pobytu Luisa van Gaala w Katalonii nie płynął wcale gładko. Po doświadczeniach z Riquelme i Saviolą działacze mieli wątpliwości czy Argentyńczycy potrafią się zaadoptować do tutejszych warunków. Nie było jasne czy przenosiny tak młodego zawodnika wraz z rodziną do kompletnie innego świata mają sens i czy kalkulują się ekonomicznie, zważywszy na dodatkowy koszt związany z leczeniem chłopca. Świetnie pamiętano chaos jaki w Barcelonie wywoływał klan Maradony. Tak minęło 10 tygodni, w trakcie których Jorge Messi i Minguella coraz bardziej tracili cierpliwość. W końcu Minguella umówił się z Rexachem na tenisa. Potem poszli na piwo. Agent przycisnął ówczesnego dyrektora technicznego, który w kilku zdaniach zobowiązał się do podpisania kontraktu z Messim na podanej mu przez kelnera serwetce. Dzień później Minguella potwierdził ważność dokumentu u notariusza a z czasem serwetka przeszła do legendy, choć wypada mieć uzasadnione wątpliwości, czy można ją uważać za wiążącą prawnie. Tak czy inaczej, po tym liście intencyjnym dopięto wreszcie szczegóły kontraktu. Jorge na znak wdzięczności odbył w towarzystwie jednego z przyjaciół ponad 60-kilometrową pielgrzymke z Rosario do sanktuarium maryjnego w san Nicolas, w północnej części prowincji Buenos Aires, gdzie dołączył do nich Lionel i przeszedł ostatnie 800 metrów na bosaka. 15 marca 2001 r. wyleciał do Hiszpanii po raz kolejny, tym razem żeby rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu…