- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1696 Culés
Gorące dyskusje
Adi123456789
2
Jaki jest wasz ulubiony film bez względu na gatunek?
42 odpowiedzi
pluszek
7
Jak wam się to podoba?https://x.com/coolfonpl/status/2072396819212947477
27 odpowiedzi
kamyk_23
0
Jak myślicie (tak bez wujka Google), ile procent ma najmocniejsze piwo na świecie i kto je... » Czytaj dalej
34 odpowiedzi
Media
Sonda
Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1696 Culés
10
Żywe legendy hiszpańskiego futbolu:
22 lipca 1963 r. urodził się Emilio Butragueño. Legenda reprezentacyjnej oraz klubowej piłki w Hiszpanii. Wspaniały gracz drugiej lub pierwszej linii, który miał ogromną swobodę w poruszaniu się z piłką przy nodze i niebywały zmysł do gry kombinacyjnej. Jego domeną było także zabójcze wykończenie akcji. „To gość, który strzelanie goli ma we krwi!” – zwykł mawiać na temat Emilio Butragueño sam Alfredo Di Stefano. Zatrzymując się dosłownie na krótką chwilę w komplementowaniu Butragueño, należy cofnąć się o 30 lat i sięgnąć do korzeni jego piłkarskiej kariery. Przebijając się przez przedsionek madryckiego zespołu, czyli Castillę, zdołał załapać się do „osiemnastki” meczowej na mecz z Cádiz CF. Gdy gra „Los Blancos” nie układała się najlepiej, 21–letni wówczas Hiszpan dostał swoją szansę od Alfredo Di Stefano, do zaprezentowania swoich umiejętności, w drugiej połowie meczu. Emilio, który wówczas nosił numer 14 na koszulce, ze względu na ogromną sympatię do swojego idola Johana Cruyffa, zdołał wbić dublet i zapewnić wygraną Królewskim. To był jeden z pierwszych jego występów w seniorskiej drużynie, lecz na tyle udany, że zdołał wywrzeć dobre wrażenie na Di Stefano oraz rozpocząć nową, pełną sukcesów erę pod przywództwem „La Quinta del Buitre”. Kiedy miałem osiemnaście lat, kopałem w piłkę na szkolnym boisku, a w momencie gdy miałem dwadzieścia, zadebiutowałem w pierwszej drużynie Realu. W moim życiu działy się cuda. Butragueño swój przydomek „El Buitre” – czyli sęp, zawdzięcza temu, że przewodził kwintetowi złożonemu z takich zawodników jak: Rafael Martin Vazquez, Michel, Miguel Pardeza i Manolo Sanchis. Razem tworzyli „La Quinta del Buitre”, czyli Piątkę Sępów, którzy w przyszłości okazali się kluczowymi postaciami w zdobywaniu kolejnych trofeów przez zespół z centralnej części Hiszpanii. Piątka Sępów pod egidą filigranowego Butragueño, zagwarantowała świetne wyniki Realu Madryt w kolejnych sezonach, wygrywając aż pięć razy z rzędu mistrzostwo kraju, licząc od sezonu 1985/1986. To była całkowita dominacja Królewskich w Hiszpanii, która była niemałym pstryczkiem w nos dla Barcelony. Jednak prym Realu na krajowym podwórku nie przełożył się na triumf w Lidze Mistrzów. Butragueño pytany po latach o brak zwycięstwa w Pucharze Europy odparł: ,,To ciągle nas uwiera. Nie wygraliśmy Ligi Mistrzów z powodu braku szczęścia, które trzeba mieć, aby zwyciężyć. PSV i Bayern wyrzucili nas za burtę w półfinałach, chociaż byliśmy od nich lepsi….”. Butragueño jako reprezentant kraju również został dobrze zapamiętany i to nie tylko przez hiszpańskich kibiców, lecz także sympatyków piłki z całego świata, poprzez niezapomniane występy na mundialu w Meksyku. Hiszpanie wyszli bez większych problemów ze swojej grupy, w której znajdowali się Irlandczycy z Północy, Algierczycy oraz Brazylijczycy. W fazie pucharowej trafili na silną Danię, której przewodził Michael Laudrup, uznawany za jednego z najlepszych zawodników w historii duńskiej piłki. ,,Przeszliśmy do 1/16 rozgrywek, gdzie trafiliśmy na Danię, która była jedną z silniejszych drużyn i faworytem do tytułu”– wspominał Butragueño.
,,Byli lepsi w pierwszej połowie, ale wróciliśmy do gry po ich błędzie. Przejęli inicjatywę ponownie, ale dopadliśmy ich przy kontrataku.” – kontynuował „El Buitre” – „Strzeliłem cztery gole, co było wręcz niesłychane. Nigdy nie przewidywałbym, że zrobię to na mistrzostwach świata! To było coś więcej, niż mogłem sobie wymarzyć”. Mimo świetnej gry Hiszpanów w meczu z Duńczykami, Butragueño i spółka musieli przełknąć gorycz porażki w następnej rundzie, kapitulując po rzutach karnych z reprezentacją Belgii. Popularny Sęp zdołał jednak uplasować się na drugim miejscu w klasyfikacji najlepszych strzelców turnieju. Butragueño w swoim skromnym stylu tak skomentował całą sytuację: ,,Czułem się trochę dziwnie. Nigdy nie byłem superstrzelcem, ale tamtego dnia miałem po prostu szczęście. Mój tata i moja przyszła żona byli zachwyceni, ale ja byłem dość spokojny. To był szczyt mojej kariery i myślę, że z tego turnieju większość ludzi mnie pamięta”. Butragueño był zawodnikiem, który zawsze zachowywał skromność, uprzejmość oraz wysoką kulturę na boisku, jak i poza nim. Przez całą swoją karierę nigdy nie został zesłany do szatni za otrzymanie czerwonej kartkę, a w ciągu dwunastu lat gry dostał zaledwie pięć żółtych kartoników, co jest ewenementem. W dzisiejszej rzeczywistości piłkarskiej trudno wyobrazić sobie tak dobre statystyki w kategorii fair play, głównie dlatego, że aspekty taktyczne nierzadko nakazują grę faul, która chroni zespół od straty bramki. ,,Jestem wielkim zwolennikiem piłkarzy, którzy po prostu koncentrują się na tym, jak pomóc swojej drużynie i na niczym więcej. Jak zdałem sobie z tego sprawę [z gry fair play], to nie miałem zamiaru osiągnięcia czegoś poprzez niezdrową walkę z piłkarzami z przeciwnej drużyny czy z sędzią. Mój cel był jeden: korzystanie z mojej wizji i zmysłu piłkarskiego by wygrywać”– komentował Butragueño. Po kolejnych, już nie tak obfitych w trofea czasach, postanowił zakończyć swoją przygodę z Królewskimi. Ukoronował to jednak mistrzostwem Hiszpanii, odzyskując prym w kraju, po pięciu latach. 1994/1995 był jego ostatnim sezonem w Realu. Popularny numer 7, po trzynastu latach udanego związku, postanowił udać się na piłkarską emeryturę do meksykańskiego klubu Celaya. Tym samym Emilio zamknął rozdział pod tytułem „Real Madryt”, zdobywając: sześć razy mistrzostwo Hiszpanii, dwa Puchary UEFA, Puchar ligi hiszpańskiej oraz koronę króla strzelców za sezon 1990/91. Gdy w 1998 roku Butragueño już na dobre zawiesił buty na kołku, długo nie próżnował. Ambitny Hiszpan udał się do Stanów Zjednoczonych, by tam rozpocząć studia oraz naukę angielskiego. Jego rozwój i determinacja zaprocentowały, ponieważ w 2004 roku decyzją Fiorentino Pereza, Butragueño dostał posadę pracy w miejscu, które jest dla niego szczególne. W Realu Madryt. ,,Muszę robić sporo różnych rzeczy w mojej nowej pracy”– opowiadał w ekskluzywnym wywiadzie dla FIFA.com Butragueño - ,,Moja żona zawsze mówiła, że kiedy wreszcie skończę karierę piłkarską, to będę miał więcej czasu dla rodziny, ale fakty są takie, że teraz mam go jeszcze mniej”– zakończył Emilio. Butragueño był graczem wybitnym. Jednym z tych, którzy wyprowadzili Real Madryt na właściwą, usłaną sukcesami ścieżkę. Jego styl gry, zachowanie w stosunku do innych na boisku oraz klasa pozaboiskowa, to wszystko powinno przyświecać każdemu piłkarzowi zakładającemu koszulkę Los Blancos.
@Stinger_
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360