La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1699 Culés

1

Dla @Bernard777 i dla innych zainteresowanych w odpowiedzi na mój komentarz

2

@FCBparasiempre
Oblicza Hiszpańskiego futbolu w czasie wojny domowej:

Wojna domowa miała jeszcze potrwać dwa lata, kiedy 22 maja 1937 roku prawie 4 000 dziecięcych uchodźców wraz z nauczycielami i księżmi wypłynęło na pokładzie ,,SS Habana" z północnej Hiszpanii. Pokonawszy Zatokę Biskajską wylądowali w Southampton. Okręt ze swoimi pasażerami(największym w historii pojedynczym napływem małych uchodźców do Wielkiej Brytanii) wypłynął z Bilbao w przededniu zdobycia i okupacji baskijskiego portu przez oblegające miasto wojska lojalne wobec generała Francisco Franco. Dzieci zostały ewakuowane po to, aby nie musiały patrzeć na okrucieństwa tego konfliktu. Mimo dużych kontrowersji w kraju Wielka Brytania odstąpiła od swojej polityki nie interweniowania i zgodziła się eskortować statki z baskijskimi uchodźcami do bezpiecznych portów. Warunki panujące na „SS Habana” były przygnębiające, podróżowano w ścisku, co tylko pogarszało stan zmartwionych dzieci. Zostały one oddzielone od rodzin i wysłane do obcego kraju, gdzie czekała je niepewna przyszłość. W nocy, kiedy statek miotał się i skręcał pod wzburzonym morzu dzieci płakały i przywoływały swoich rodziców. Wśród nich byli 14-letni Raimundo Lezama oraz jego brat Luis. Pochodzili z dzielnicy przemysłowej Barakaldo. Ich ojciec pracował na statkach. Został zatrzymany w zajętym przez republikanów porcie Sagunto i większość wojny domowej spędził w więzieniu. Podczas gdy pani Lezama pozostawała w kraju z malutką córką, jej dwaj synowie po przybyciu na angielską ziemię odnajdywali się z trudem w diametralnie odmiennym środowisku. Czekały na nich setki wolontariuszy i przedstawicieli rządowych, którzy swoją hojną akcją pokazali jakie emocje wywoływała wśród nich hiszpańska wojna domowa. Olbrzymia wrzawa przywitała „Habanę”, kiedy okręt dokował w porcie Southampton. Następnego dnia czołówka lokalnej gazety "Echo" głosiła: " baskijskie dzieci z radością rozpoczynają obozowe życie" i opisywała " podniecenie karmieniem tłumu" stworzonych w okolicy obozach przejściowych. Z okazji przybycia dzieci setki ludzi z całego kraju zjechały do Southampton przynosząc ze sobą prezenty i jedzenie. Orkiestra Armii Zbawienia przygrywała, ekipa BBC filmowała a dekoracje z okazji koronacji Króla Jerzego VI, która odbyła się dwa tygodnie wcześniej wciąż wisiały po to aby wydarzeniu przydać atmosfery święta. W późniejszych latach jedno z dzieci wspominało: „Kiedy wpłynęliśmy do Zatoki w Southampton pomyśleliśmy że wylądowaliśmy na Ziemi Obiecanej. Każdy domek nad morzem miał swój piękny ogródek starannie zadbany i udekorowany aby uczcić koronację. Wszędzie wisiały flagi, grała muzyka a tłumy machały do nas chustkami...". W rzeczywistości wcale nie było tak sielankowo. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w obawie przed tym że dzieci mogą być nosicielami tyfusu lub innych potencjalne śmiertelnych chorób zakaźnych, którymi mogły się zarazić w strefie wojennej, nakazało zbadanie przybyszów przez służby zdrowia a następnie zdezynfekowanie ich w łaźniach publicznych. Początkowo dzieci zamieszkały w namiotach, jednak po dwóch potężnych burzach ich obóz zamienił się w grze zjawisko. Niedoświadczeni pracownicy społeczni mieli problemy z komunikowaniem się z dziećmi, który mówiły wyłącznie po hiszpańsku bądź w niektórych przypadkach po baskijsku. Mimo wszystko dorośli próbowali zabawiać je wycieczkami, pokazami filmowymi czy też wystawianiem " Snu nocy letniej" Szekspira. Obóz North Stoneham w Southampton był jedynie obozem przejściowym. Do września 1937 roku Bracia Lezama wraz z innymi dziećmi trafili do prywatnych domów i placówek państwowych. Rozdzielony od brata Raimundo Lezama pozostał w Southampton. Otrzymał schronienie, jedzenie i lekcje podstaw języka angielskiego w hotelu prowadzonym przez siostry nazaretanki. Mieszkał zaledwie pół mili od stadionu „The Dell”, gdzie swoje mecze rozgrywała drużyna Southampton FC. Siostry zakonne dobrze karmiły Raimundo, który podlegał dosyć łagodnemu reżimowi składającemu się z lekcji muzyki i zabaw na świeżym powietrzu, w tym głównie piłki nożnej. Jeszcze jako nastolatek trafił do Southampton FC i pokonawszy wszystkie szczeble drużyn młodzieżowych trafił do rezerw. Debiutował w pierwszej drużynie 1 czerwca 1940 roku, 9 miesięcy po wybuchu II wojny światowej. Parę miesięcy później, po krótkim okresie pracy na stanowisku kierowcy w brytyjskich siłach powietrznych RAF, Raimundo połączył się ze swoim bratem i razem wrócili do Hiszpanii, którą rządził zwycięski w wojnie domowej Franco.

W marcu 1937 roku, mniej więcej w tym samym czasie kiedy bracia Lezama wsiadali na pokład „Habany”, baskijscy politycy uznali że skład Athletic Bilbao będzie stanowić główny fundament reprezentacji narodu Basków zwanej " El Euskadi". Z jednego powodu można było stworzyć drużynę narodową Basków a także powołać jej inicjatora Jose Antonio Aguirrego na urząd " lebendakari", czyli prezydenta Euskadi(baskijskich terenów w granicach Hiszpanii, z wyłączeniem Nawarry) a tym powodem była hiszpańska wojna domowa. Sam Aguirre w młodości grał dla Athleticu. Chociaż nikomu nie zapadł w pamięci jako zawodnik, zdołał wyróżnić się jako polityk. Dobrze potrafił ocenić miejsce klubów w kulturze popularnej oraz rosnące wartości propagandowe piłki nożnej, która przeobraziła się w Sport masowy. Baskijski rząd Aguirrego uformował się w czasach, kiedy większość obszarów, które rzekomo reprezentowali znalazła się pod okupacją wojskowych Rebeliantów. Jedynie region Vizcaya, z Bilbao w swoim sercu, nie był pod kontrolą Franco. Po rozmowach na temat utworzenia Armii Basków, która walczyłaby o uratowanie republiki, Aguirre wpadł na pomysł powołania drużyny Narodowej, która ruszyłaby w tournee za granicę i której celem byłoby zdobycie funduszy oraz poparcia zagranicznego dla jego sprawy. Pod koniec marca 1937 roku obie strony barykady osiągnęły podobny poziom brutalności a ogólnokrajowa liga piłkarska przestała funkcjonować. Sytuacja spowodowała że grupa piłkarzy odpowiedziała na odzew Aguirrego i pojawiła się na selekcji, które miała miejsce na stadionie San Mames w Bilbao. Drużyna otrzymała potężne wzmocnienie w postaci dwóch baskijskich reprezentantów Hiszpanii, bracia Luisa i Pedra Regueiro, którzy w latach poprzedzających wojnę domową występowali w FC Madryt. Oprócz nich pojawił się także zawodnik asturyjskiego klubu Real Oviedo Isidro Langara. W czasach gry w Asturii piłkarz ten trzykrotnie zdobył Puchar Pichichi, który był wręczany najlepszemu strzelcowi ligi hiszpańskiej. Napastnik został gwiazdą popularnej grupy „delanteros electricos", którzy za sprawą młodzieńczego talentu i prędkości poruszania się z piłką przetaczali się jak walec po kolejnych rywalach. Wśród innych Basków, którzy zjechali na San Mames z różnych części Hiszpanii byli Enrique Larrinaga z Racingu Santander a także dwóch najlepszych hiszpańskich obrońców lat 30-tych XX wieku. Pierwszym był Pedro Areso, obrońca FC Barcelony a poprzednio Betisu, który potrafił powstrzymać nawet najlepiej zorganizowany atak drużyny przeciwnej, czym zyskał sobie przydomek "El Stop". Drugim był Serafin Aedo, który podczas sezonu 1934/1935 grał u boku Areso w Betisie, kiedy klub po raz pierwszy i ostatni w historii zdobył mistrzostwo Hiszpanii. Aedo miał nadzieję że pójdzie w ślady swojego przyjaciela Areso i przeniesie się do FC Barcelony, jednak wybuch wojny domowej pokrzyżował mu plany i piłkarz ten zdążył rozegrać zaledwie jeden mecz towarzyski w barwach katalońskiego klubu. Najwięcej ochotników pochodziło z Baskijskiej diaspory Athleticu. Byli to piłkarze, którzy w czasach republiki grali w reprezentacji Hiszpanii: Gorostiza, Blasco, Iraragorri, Cilaurren, Muguerza, Echevarria, Zubieta i Aguirrezabala. Ci zawodnicy brali udział w pucharowych głowach jednego z najsilniejszych i najbardziej utytułowanych klubów piłkarskich przedwojennej Hiszpanii. To była ta drużyna Athleticu, która pomiędzy rokiem 1930 a 1935 zdobyła dwa trofea Pichichi(dwukrotnie otrzymał je Gorostiza) oraz nagrodę Zamory dla najlepszego bramkarza(Blasco), odnotowała najwyższe zwycięstwo w historii Ligi Hiszpańskiej(12:1 nad FC Barceloną w 1931 roku), zdobyła dwa puchary Hiszpanii i czterokrotnie zwyciężyła w lidze. Zespół przez ponad miesiąc trenował na Sam Mames(krótko przed rozpoczęciem długiego oblężenia Bilbao) pod okiem Manuela Lopeza Llamosasa, byłego napastnika Athleticu, który grał w tamtym klubie we wczesnych latach 20 XX wieku. Przezywano go "Travieso" ze względu na jego psotną inteligencję, przebiegłość oraz wieczną nieprzewidywalność. Travieso dobrze opiekował się piłkarzami a także pracował nad uformowaniem się ducha drużyny. Jednak do dziś pozostanie tajemnicą dlaczego w dniu wyjazdu postanowił pozostać w Bilbao, zamiast wyruszyć ze składem 18 piłkarzy na zagraniczne tournee. Jego miejsce na ławce trenerskiej zajął Pedro Vallana, były reprezentant Hiszpanii, który został sędzią po zakończeniu kariery zawodnika w barwach Arenas Club de Getxo. Towarzyszyli mu masażysta Birichinaga, przychylny miejscowy dziennikarz Alegria oraz dwóch działaczy piłkarskich: wiceprezydent hiszpańskiego Związku Piłki Nożnej z czasów republiki Ricardo Irazabal oraz były prezydent Athleticu Manuel de La Sota, który pochodził z jednej z najbogatszych dynastii przemysłowców w Bilbao. Kapitanem drużyny został Luis Regueiro. Wartość propagandowa tego byłego piłkarza Realu Madryt i reprezentacji Hiszpanii była tak duża że profrankistowscy Rebelianci puścili plotkę, według której jego zniknięcie było spowodowane straceniem go przez wojska republiki. Regueiro wyraźnie sympatyzował z baskami. Wiele lat później wspominał: „Wraz z wybuchem rewolucji Franco nie dało się już grać w piłkę nożną w Hiszpanii. Istniała jednak olbrzymia potrzeba pokazania światu że my Baskowie byliśmy inni, nie chcieliśmy robić tego, czego oczekiwali od nas inni. To była ta idea, która w trakcie meczu za granicą motywowała nas na stadionach i na zewnątrz. Wygrywaliśmy na boisku a poza nim zdobywaliśmy poparcie i przyjaciół".

Nie każdy piłkarz był tak entuzjastycznie nastawiony do tego tournee. Niektórzy mieli nadzieję że zarówno wyjazd, jak i wojna domowa potrwają krótko. Oba wydarzenia się jednak przeciągały a wraz z rosnącą przewagą Franko pogłębiały się podziały. Jeden z piłkarzy, Zubieta po latach wspominał: „Staliśmy się nomadami a naszym jedynym oparciem była piłka nożna... Zaczęliśmy nowe życie i nie wiedzieliśmy dokąd zmierzamy. Czuję że w momencie kiedy przekraczaliśmy granicę francuską mieliśmy nadzieję że wkrótce wrócimy". Na wiosnę drużyna dotarła do Paryża i po powitaniu przez lokalnych przedstawicieli baskijskiego rządu złożyła pod Grobem Nieznanego Żołnierza wieniec udekorowany baskijskimi barwami narodowymi. Swój pierwszy mecz przeciwko francuskiemu Racingowi piłkarze rozegrali 24 kwietnia 1937 roku na stadionie Parc de Princes i wygrali 3:0 dzięki hattricowi Langary. Radość ze zwycięstwa trwała krótko, gdyż 26 kwietnia przez francuskie radio dotarła do nich wiadomość o zbombardowaniu baskijskiego miasteczka Guernica przez wspierające Franco Luftwaffe. Choć takie ataki i rosnące masowo liczby ofiar wśród cywilów stały się ważnym narzędziem propagandy rządu republikanów, piłkarze coraz częściej obawiali się o swoje rodziny, które pozostawili w kraju. Wraz z postępem wojsk Franko w głąb kraju Basków piłkarze zaczęli się zastanawiać po czyjej stronie sporu politycznego powinni stanąć. Wycieczka z Paryża ruszyła poprzez Czechosłowację i Polskę do Rosji, gdzie drużyna pozostała przez 2 i pół miesiąca. Pojedynczy uczestnicy spisali autoryzowane wspomnienia z tego wyjazdu, które zostały opublikowane pod cenzurą w latach dyktatury Franco, w czasach kiedy sprawa Basków zaczęła być mitologizowana przez uchodźców. Wspomnienia skupiały się na piłkarskich sukcesach drużyny El Euskadi, która wygrała większość swoich meczów z drużynami narodowymi oraz miejscowymi klubami. Po okazjonalnych porażkach Baskowie obwiniali przeciwników o brak gry w duchu Fair Play, którego nauczyli się od Anglików. Langara przywoływał przegraną 2:4 z czeskim zespołem w Pradze: „To był rozbój w biały dzień. Pokonali nas dzięki rzutom karnym. Sędzia wydawał się zdenerwowany z powodu wypadku, jaki przytrafił mu się przed spotkaniem i odgwizdywał karne aby ukoić swoje nerwy a za każdym razem, kiedy nasz bramkarz Blasco interweniował, kazał powtórzyć jedenastkę niesprawiedliwie twierdząc że Blasco poruszył się przed strzałem. W Moskwie było dużo okazji do robienia zdjęć w drużynie. Filmowano ich podczas wizyty w szkole i rezydencji, w której zajmowano się baskijskimi dziećmi, które zostały tam ewakuowane. Jednak propaganda zdawała się bardziej służyć stalinowskiej Rosji niż w sprawie kraju Basków. Inny piłkarz Zubieta wspomina: „Graliśmy w piłkę, piliśmy wódkę i siedzieliśmy w hotelu. Tak wyglądał nasz pobyt w tym odległym i dziwnym kraju. Nie mieliśmy kontaktu z niczym innym poza światem sportu". Rozgrywane w Moskwie mecze przyciągnęły na trybuny olbrzymie rzesze przywódców i członków partii komunistycznej. W tym samym czasie pojawiła się wiadomość że Bilbao wpadło w ręce wojsk Franco. Miejscowi opiekunowie dopilnowali aby goście nie poznali realiów politycznych panujących w tym kraju, tym bardziej że odwiedzili ZSRR w punkcie kulminacyjnym okrutnych stalinowskich represji. Rok 1937 mógł zostać zapamiętany przez baskijskich nacjonalistów jako rok bohaterskiej wyprawy zagranicznej El Euskadi(ważny punkt w historii hiszpańskiej piłki) ale to był także jeden z najtragiczniejszych okresów w historii Związku Radzieckiego. 1937 był rokiem zwiększonego terroru Stalina, którego celem było fizyczne unicestwienie znaczącej socjalistycznej opozycji, sprzeciwiającej się biurokratycznym i represyjnym rządom. W opublikowanych po śmierci Franco wspomnieniach z tournee pominięto jednak te elementy ówczesnych realiów. Dziennikarz, który towarzyszył zawodnikom- Melchor Alegria, wspominał w 1987 roku: „Moskwa okazała się wielkim sukcesem. Wszystkie mecze odbyły się w znakomitej atmosferze, co nas bardzo wzruszyło, gdyż to nam uświadomiło że Rosjanie współczują cierpieniom baskijskiego narodu. Czuliśmy się naprawdę zaszczyceni tym że podczas pobytu w Leningradzie przedstawiciele związków zawodowych i innych organizacji poprosili nas abyśmy zostali w Rosji". Tak pochlebnej opinii o tournee nie podzielali wszyscy członkowie społeczności piłkarskiej. Rosnący wpływ sympatii do Franco wśród działaczy FIFA spowodował że federacje krajów takich jak Argentyna próbowały komplikować życie kadrze Basków poprzez odwołanie części jej meczów. Kiedy El Euskadi ostatecznie powrócili do Paryża, część zawodników potajemnie spotkała się z emisariuszami Franco, którzy przekonywali ich że walczą o przegraną sprawę i namawiali do ustąpienia. Drużynę opuściła tylko garstka jej członków ale była to wystarczająca liczba aby ich przykład mógł posłużyć franco jako narzędzie propagandy podczas dwóch ostatnich lat wojny domowej. Pierwszym, który odszedł i poparł frankistów był legendarny gracz Athleticu Gorostiza, który z prędkością błyskawicy biegał po lewym skrzydle, czym zyskał sobie przydomek Bala Roja, czyli czerwony pocisk. W ślad zanim udała się inna gwiazda Athleticu i reprezentacji Hiszpanii, pomocnik Echevarria a także masażysta Birichinaga. Wietrznego jesiennego dnia w październiku 1937 roku niedobitki drużyny Basków wsiadły na pokład "Ile de France" w Hawrze i popłynęły przez Kubę do Meksyku. W tamtym kraju reprezentanci El Euskadi otrzymali pozwolenie aby w sezonie 1938/1939 występować w miejscowej lidze, gdzie ostatecznie zajęli drugie miejsce.

0

@FCBparasiempre
Wojna domowa w Hiszpanii zakończyła się zwycięstwem wojsk Franco i drużyna El Euskadi została rozwiązana. Każdy z zawodników otrzymał wypłatę w wysokości 10 000 peset. Rok Wcześniej ich trener Vallana w kontrowersyjnych okolicznościach opuścił tournee. Tuż przed zostawieniem drużyny w sekrecie wynegocjował dwumiesięczną wypłatę, podczas gdy żaden z jego zawodników nie otrzymał ani grosza. Ten incydent nie zdołał już pogorszyć i tak zniszczonej reputacji Vallany, który podczas Paryskich igrzysk w 1924 roku strzelił tragicznego w skutkach gola samobójczego w meczu z Włochami- pechowa interwencja szybko zakończyła udział Hiszpanów w tej imprezie. Zamiast powrócić do kraju rządzonego przez Franco Vallana wybrał życie na uchodźstwie w Urugwaju. Tam po skończeniu kariery piłkarskiej został dziennikarzem sportowym. Większość członków tamtej drużyny resztę swojej kariery spędziła w krajach Ameryki Łacińskiej. Tym samym nieświadomie przyczynili się do wymieszania się stylów piłkarskich Hiszpanów i mieszkańców ich byłych Kolonii, procesu, który trwa do dziś. W Argentynie Zubieta, Langara, Iraragorri i Emiin związali się z San Lorenzo de Almagro, natomiast Blasco, Cilaurren, Areso, i Aedo zasilili Szeregi River Plate. Pozostałych zatrudniły meksykańskie kluby Asturia oraz(o ironio) España. Luis Regueiro i Aguirrezabala zakończyli swoje kariery i zamieszkali odpowiednio w Meksyku i Buenos Aires. To sprawiało że utrwalał się mit o nieposłusznej kadrze z silnym poczuciem własnej odrębności kulturowej i politycznej, mimo że część tych piłkarzy, kwiat chociażby Iraragorri, po ustabilizowaniu się reżimu franco po cichu wróciła do kraju. Jeden ze sponsorów El Euskadi Manuel de la Sota napisał w prologu do książki o tej drużynie, która została opublikowana po śmierci Franco: „Połączyło nas nieszczęście ale to nieszczęście okazało się największym szczęściem w moim życiu. Dzięki niemu zdołałem poznać przykłady ludzi naszej rasy, którzy po za byciem artystami sportu potrafili uczyć obcokrajowców gry i dumnie trzymać w górze honorowy sztandar małej grupy ludzi zwanych Euzkadi". Zanim Luis Regueiro rozegrał swoje pierwsze mecze za granicą w reprezentacji Basków, kilka miesięcy wcześniej inny były piłkarz Realu Madryt, niejaki Santiago Bernabeu, którego imię w przyszłości miało ozdobić jeden z najwspanialszych stadionów na świecie, zaciągnął się do wojsk Franco. Podczas gdy sympatyzujący z republikanami Regueiro w pierwszych dniach powstania czuł się bezpiecznie w stolicy Hiszpanii, mający prawicowe poglądy Bernabeu żył w poczuciu zagrożenia. Przed rozstrzelaniem przez republikański Pluton egzekucyjny uratowała go interwencja innego kibice Madrytu i zarazem przyjaciela, w socjalistycznego ambasadora Hiszpanii w Paryżu Alvaro de Albornoza. Dzięki staraniom dyplomaty Bernabeu uzyskał Azyl polityczny w ambasadzie francuskiej w Madrycie a następnie przerzucono go przez Pireneje do Francji. Powrócił paru miesięcy później w 1937 roku. Przekroczył granicę na wysokości Irun, gdzie od razu zaciągnął się do wojsk Franco, które zdobyły to baskijskie miasteczko. Przybycie Bernabeu do Irun w trakcie wojny domowej było niczym wypełnienie się przepowiedni. To właśnie tu na początku lat 20-tych, jako młody zawodnik Madrytu, Bernabeu zasugerował kolegom by w trakcie meczu z drużyną Real Union de Irun każdą bramkę uczcić okrzykiem "Viva España". W późniejszych latach Franco zaadaptował to hasło jako jedno ze swoich okrzyków bojowych. Z biegiem czasu stało się ono popularnym okrzykiem kibiców Realu Madryt a w późniejszych latach zaczęło być używane podczas meczów reprezentacji Hiszpanii. Istnieje stara fotografia przedstawiająca jeszcze młodego ale nieco już otyłego Bernabeu ubranego w mundur i płaszcz kaprala wojsk Franco. Widać na niej jak chyba zadowolony z życia przechadza się z fajką po ulicach nadmorskiego baskijskiego miasta San Sebastian. I rzeczywiście był zadowolony. Zdjęcie zostało wykonane tuż po tym, jak otrzymał swój pierwszy medal wojskowy za przyczynienie się 6 czerwca 1938 roku do rozgromienia Pro republikańskich jednostek w pirenejskim miasteczku Bielsa. Kilka miesięcy później, tuż przed świętami na ulicę San Sebastian i innych " wyzwolonych" przez rebeliantów miast trafił pierwszy " ogólnokrajowy' dziennik sportowy opublikowany pod rządami Franco. Jego nazwa „Marca" miała honorować neofaszystowski kult totemicznych symboli. Tabloidowa gazeta, które na początku wydawana była raz na tydzień a później już codziennie, miała służyć dwóm związanym ze sobą ceną: dotrzeć Rzeszy miłośników tej gry, która od lat 20 Stale się powiększała, zarówno wśród mieszkańców lewicowych, jak i prawicowych poglądach. Choć od początku gazeta pisała w łatwo rozpoznawalnym propagandowym tonie, to jednak odzwierciedlała istotne zmiany organizacyjne i polityczne w hiszpańskiej piłce, które pogłębiały się wraz z końcem wojny domowej i początkiem dyktatury. Okładka pierwszego numeru dziennika „Marca” była mocno zainspirowana rasistowską obsesją nazistowskich Niemiec, który podczas wojny domowej pomagały uzbroić Rebeliantów a następnie wspierały ich militarnie. Na obrazku znalazła się blond włosa dziewczyna, która wykonuje faszystowski salut w hołdzie „wszystkim hiszpańskim sportowcem i sportsmenkom". W rzeczywistości wojna domowa sprawiła że pojedynczy piłkarze przestali być szanowani przez przeciwników za swój talent, za to byli chwaleni bądź potępieni w zależności od tego, Po której stronie sporu politycznego stanęli. Ten konflikt miał długotrwały niszczący wpływ na ewolucję hiszpańskiej piłki, choć sam Bernabeu z racji swojej lojalności wobec Generalissimo, doskonale wyszedł na zwycięstwie Franco.

Bernabeu w czasie swojego pobytu w koszarach San Sebastian został przedstawiony w "Marce” jako ikona. Artykuł prezentował go jako człowieka, który przyniósł Realowi Madryt "wielkie chwile chwały”, najpierw jako piłkarz a następnie jako dyrektor klubu. W artykule opisano także jak zrezygnował ze swojego stanowiska aby walczyć dla "Sprawy"(antykomunistycznej). „Marca” dodała trochę dramatyzmu historii o opuszczeniu Madrytu przez Bernabeu. Opisując jego " ucieczkę przed brutalnymi oskarżeniami czerwonych hord", wspomniano że uzyskał Azyl polityczny w „ambasadzie"(Nie dodano jednak że chodzi o placówkę Francuską a bohater artykułu swoje życie zawdzięcza socjalistycznemu ambasadorowi). Jego opowieść o wydostaniu się z Hiszpanii ma także kilka ciekawych zwrotów akcji. Wśród jego rzekomych przygód znajdziemy historię o tym, jak ukrywał się w przebraniu pacjenta szpitala czy też jak chował się w wybiegu dla kur, z którego później uciekł przez klapę w podłodze. W gazecie można było znaleźć kilka pamiętnych cytatów Bernabeu. W jednym zdefiniował esencję nowej Hiszpanii, która miała powstać wraz ze zwycięstwem Franco: „Sspektakl kilku spoconych młodzieńców musi zniknąć i ustąpić miejsce młodzieży zdrowej ciałem i duchem pod przewodnictwem wyspecjalizowanych trenerów". Pod koniec napisał że przeznaczenie nowej Hiszpanii spoczywa nie tylko w rękach zawodników ale także kibiców Realu Madryt, którzy popierali rząd republikański. „Jeśli możemy znaleźć wśród nich(kibiców) takiej osoby, jak nasz rozmówca, to klub odrodzi się błyskawicznie", podsumował autor artykułu o Bernabeu. Tekst został napisany nie przez nikogo innego, jak „El Divino” we własnej osobie, chili Ricardo Zamorę, bramkarza FC Barcelony, który przeniósł się do Realu Madryt, zanim wykonał jedną z najlepszych parad w historii hiszpańskiej piłki. Losy klubów, zawodników i kibiców zostały przypieczętowane nie tylko z powodów ideologicznych ale także przez to, gdzie dane osoby czy organizacje się wówczas znajdowały. Konflikt poglądów kończył się śmiercią lub ryzykiem utraty życia. Wraz z wybuchem wojny domowej Zamora został zatrzymany przez anarchistycznego bojówkarza, który zagroził mu nożem. Adwersarz „El Divino” potępił go jako prawicowego ekstremistę, który od czasu do czasu pisał dla katolickiej gazety "Ya". W późniejszych opowieściach Zamora stwierdzał że nie miał wątpliwości że jego napastnik zamierzał go zabić ale ku jego zaskoczeniu bojówkarz nagle opuścił nóż i po ujawnieniu się jako kibic FC Madryt zaczął go obejmować. Podczas przeciągającej się rozmowy na temat sukcesów hiszpańskich klubów i ich gwiazd bojówkarz pochwalił za murem za wszystkie udane interwencje i przyczynienie się do zdobycia mistrzostwa. Mężczyźni pożegnali się ze sobą jak najlepsi przyjaciele. Parę dni później Zamora został aresztowany i bez żadnego procesu osadzony w madryckim więzieniu Modelo. Kiedy tam przebywał, ze stolicy Andaluzji Sewilli, która znajdowała się w rękach wojsk lojalnych generałowie Franco, nadano komunikat, w którym poinformowano że " bramkarz narodu" znalazł się wśród tuzinów znanych osób straconych przez "Czerwonych". Pogłoski te potraktowano na tyle poważnie że w mieście zdobytym przez katolickich Rebeliantów wierni zamawiali msze w intencji Zamory. Jednak był to tylko element propagandy Wojennej. W więzieniu modelu jego porywacze od czasu do czasu pokazywali go wizytującym osobistością, tak jakby był jakimś skarbem. W tamtych czasach wywoływanie z celi mogło oznaczać spotkanie z plutonem egzekucyjnym. Zamora wspominał że za każdym razem, kiedy wzywano go do opuszczenia celi, nogi dosłownie się pod nim uginały. Ostatecznie opuścił Więzienie po tym, jak we Francji zorganizowano międzynarodową kampanię na rzecz jego uwolnienia. Po wyjściu na wolność znalazł schronienie w argentyńskiej ambasadzie w Madrycie. Tam zorganizowano dla niego, jego żony i młodziutkiego syna transport, który wywiózł ich z Hiszpanii. W tamtych okolicznościach Zamora uznał że w jego najlepszym interesie leży to, aby się ukrywać, przynajmniej do czasu przejścia przez Pireneje. Tak więc dopiero po uzgodnieniu planu ucieczki, w ciemnych okularach i brodzie, którą zdążył zapuścić, opuścił budynek ambasady. Jego przebranie nie zmyliło bojówkarza, który stał na warcie. „Hej, Zamora, po co ci ta broda?", zapytał go żołdak, który okazał się kibicem FC Madryt, co bramkarzowi zapewniło bezpieczną ucieczkę. Zamora poprzez porty w Walencji i Marsylii udał się na tymczasowe wygnanie do Paryża. Przebywając w stolicy Francji, bramkarz udzielił wywiadu w gazecie " Paris Soir", w której opisał siebie jako "stuprocentowego Hiszpana". Choć ostrożnie wypowiadał się na temat swoich sympatii politycznych, to nie omieszkał powiedzieć że jego zdaniem zasługiwał na lepsze traktowanie ze strony niektórych rodaków i nie powinien był obawiać się o własne życie. Następnie Zamora udał się do Nicei, gdzie przez jakiś czas grał ze swoim dawnym przyjacielem Pepe Samitierem. „El Sami” podobnie jak „El Divino” przed wybuchem wojny domowej przeniósł się z FC Barcelony do Realu Madryt. Ucieczka „El Samiego” od "czerwonych" także wpisała się w mitologię tego konfliktu dzięki nowo powstałej gazecie „Marca”. Dziennik pieczołowicie opisał, jak Samitier uciekł przed aresztowaniem i przez kilka dni się ukrywał a następnie "z dwoma garniturami, przeraźliwie głodny i wycieńczony" przedostał się na terytorium Francji. Były też inne historie o ucieczkach oraz ocaleniach. Na przykład gwiazda reprezentacji Jacinto Quincoces służył w profrancistowskich brygadach Navarry i po wojnie powrócił do swojego dawnego klubu Realu Madryt. Supergwiazda FC Barcelony z lat 20-tych, Paulino Alcantara aby zostać lekarzem znalazł się na listach egzekucyjnych prawicowych sympatyków. Miał szczęście że dzień po rewolcie wojskowych uciekł z pozostający pod rządami Republiki Katalonii do Francji. Na czas emerytury powrócił do francistowskiej Hiszpanii i w 1951 roku zaliczył nieudany epizod jako selekcjoner reprezentacji. Niestety nie każdy miał tyle szczęścia. Prawie milion Hiszpanów zginęło w wojnie domowej. Wśród nich byli też działacze piłkarscy i zawodnicy, którzy zostali straceni lub zginęli na polu bitwy, przeważnie nie dlatego że grali dla jakiegoś klubu ale dlatego że byli utożsamiani z którąś ze stron konfliktu. Ofiary pochodziły ze wszystkich klubów podzielonego kraju. Wśród nich byli Gonzalo Aguirre i Valero Rivera, byli wiceprezydent i skarbnik Realu Madryt; Damian Cabellas, sekretarz Espanyolu; Jose German i Sr Vinas, dwóch byłych prezydentów klubu Sabadell; Angel Arocha, był reprezentant Hiszpanii i FC Barcelony; Ramon Triana y del Arroyo, który występował w Atletico i Realu Madryt. Wśród "zaginionych" zawodników byli Gonzalo Cale z Oviedo, grający w Deportivo La Coruña Barreras a także były piłkarz i trener Herkulesa FC Manual Suarez de Begona. Do tego przynajmniej cztery obiekty klubowe zostały dotkliwie zniszczone: stadion Chamartin Realu Madryt, stadion Heliopolis oraz biura Betisu Sewilla, stadion Oviedo a także budynki socjalne i archiwa FC Barcelony. W historii hiszpańskiej piłki nożnej mało czyje losy tak dokładnie obrazują tragedię hiszpańskiej wojny domowej, jak te Josepa Sunyola. Został on wybrany do katalońskiego parlamentu a także pełni funkcję prezydenta FC Barcelony. Po raz ostatni wykonywał swoje obowiązki w klubie 30 lipca 1936 roku, kiedy tuż po wybuchu wojny domowej przewodniczył spotkaniu kryzysowemu zarządu. Następnie pojechał przez góry Guadarrama na południe do Madrytu, odwiedziwszy po drodze katalońskich Bojowników, którzy bronili stolicy Hiszpanii przed wojskami rebeliantów. Drogi i wjechał na tereny zajęte przez wroga. Został zatrzymany i rozstrzelany 6 sierpnia na jego ciało wrzucono do anonimowego grobu. Choć jego ciało nigdy nie zostało odnalezione, to 28 września 1939 roku Sunyol został przez zwycięskie w wojnie domowej państwo frankistowskie pośmiertnie oskarżony o „zbrodni polityczne". Dwa miesiące później oficjalny raport potępił Sunyola, jako polityka i prezydenta FC Barcelony za antyhiszpańskość.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Czy zamierzasz śledzić dokładnie występy Lewandowskiego w Chicago Fire?