- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1079 Culés
Gorące dyskusje
Kessie
15
W Sosnowcu jednak nie ma żadnego złota w ściekach, wychodzę a ty @Luciano99 bredziles,... » Czytaj dalej
15 odpowiedzi
Laminedependencia
0
Co wolicie - Yan Diomande za 130 + Vlahovic z bonusem za podpis czy Alvarez za 130 + zmienne ?
27 odpowiedzi
Encore
2
Yamal na koniec kariery będzie najlepszym asystentem all timehttps://x.com/TouchlineX/status/207117... » Czytaj dalej
14 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1079 Culés
6
Inspiracją Pucharu Europy był mecz z przed równo 71 lat:
@Safrani
@Ogorinho1974
@Mixtape
@misterio
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AxelF
@Adran360
8
@FCBparasiempre
W 1930 roku odbyły się pierwsze mistrzostwa świata w piłce nożnej. Z każdą kolejną edycją, mistrzostwa zyskiwały na popularności i znaczeniu. Mijały jednak kolejne lata, a światowy czempionat był jedynym prestiżowym turniejem, gdzie rywalizować mogli najlepsi gracze z całego świata. Pomysł bohatera dzisiejszego tekstu wprowadził sporo ożywienia do skostniałego terminarza piłkarskiego. Gabriel Hanot, gdyż o nim mowa, w końcu postanowił zatroszczyć się o kluby. Tak oto powstał Puchar Europy, przekształcony później w Ligę Mistrzów. Francuza zainspirował mecz towarzyski pomiędzy Wolverhampton i Honvedem Budapeszt z 13 grudnia 1954 roku. Pracował on wówczas jako dziennikarz ,,L’Equipe”. Chciał wykorzystać popularność i siłę gazety do stworzenia klubowych mistrzostw Europy w piłce nożnej. Z pomocą przyszedł mu szef gazety Jacques Goddet, który widział ogromne korzyści finansowe ze stworzenia nowych rozgrywek. Jego zdaniem Francuzi chcieliby czytać w ,,L’Equipe” o tym, jak radzą sobie europejskie kluby w bezpośrednich pojedynkach i jak na ich tle wypada drużyna z Francji. Ponadto już raz w historii sportu francuskie czasopismo optowało za utworzeniem pewnej imprezy, która dziś jest marką i wizytówką nie tylko francuskiego sportu, ale i całego kraju. Mowa oczywiście o Tour de France, którego pomysłodawcą w 1903 roku byli dziennikarze ,,L’Auto”. Swego czasu Hanot pisał i tam. Karierę żurnalisty rozpoczął w gazecie wydawanej przez francuską federację piłkarską. Później pracował w ,,Le Miroir de Sports”, gdzie był redaktorem naczelnym. Dla ,,L’Illustration” pisał nie tylko o piłce nożnej, ale także o kolarstwie, golfie i lotnictwie. Tę ostatnią dyscyplinę pokochał po tym, jak w czasie I wojny światowej walczył jako lotnik. Pasja do lotnictwa sprawiła, że jego wieloletnim przyjacielem stał się autor ,,Małego Księcia” Antoine de Saint-Exupéry. Zanim jednak Gabriel Hanot zaczął o piłce pisać, sam w nią grał. Pierwsze kroki stawiał w klubie US Tourcoing jako skrzydłowy. Z czasem przeniesiono go do obrony. W 1908 roku zadebiutował w reprezentacji Francji. Dla ,,Trójkolorowych” rozegrał dwanaście spotkań i zdobył trzy bramki. Pożegnalny występ zanotował będąc kapitanem zespołu. Meczów w narodowych barwach miałby pewnie więcej, gdyby nie I wojna światowa i konflikt piłkarza z francuską federacją. Gabriela od zawsze fascynowały Niemcy. W 1910 roku postanowił przenieść się z Tourcoing do BFC Preussen. Federacja wyraziła zgodę na transfer, ale Hanot nie mógł grać w reprezentacji. Wrócił do niej dopiero dwa lat później, kiedy to ponownie związał się z Tourcoing. W 1919 roku jako gracz AS Française postanowił zawiesić buty na kołku w wieku zaledwie trzydziestu lat.
W 1945 roku Hanot miał za sobą całkiem bogatą karierę piłkarską i dziennikarską. Tuż po zakończeniu II wojny światowej miał szansę realizować się jako selekcjoner francuskiej kadry. Hanot obchodził się z zawodnikami bez pardonu, nawet z tymi, których cenił. W ogóle był specyficzną jednostką. Nigdy nie podawał ręki, uważając ten gest za niehigieniczny i zbędny. Pomocnik Jean Prouff w kwietniu 1949 roku zagrał(zdaniem selekcjonera) fatalny mecz przeciwko Holandii (porażka Francji 1:4). O czwartej w nocy do jego pokoju hotelowego zadzwonił Hanot. Chciał zapytać, czy Prouff nie śpi. Odebrane połączenie uspokoiło trenera, który dodał, że liczył na to, iż po tak beznadziejnym występie Prouff nie będzie mógł spać ze wstydu. Na dokładkę Hanot poinformował piłkarza, aby spakował swoje rzeczy i opuścił hotel. Kiedy rano w windzie selekcjoner natknął się na pomocnika, zapytał go tylko, dlaczego jeszcze tu jest. Trenowanie francuskich reprezentantów Gabriel łączył z dziennikarstwem, co doprowadziło do kuriozalnej sytuacji. Po tym, jak Francja przegrała 1:5 z Hiszpanią i tym samym nie zakwalifikowała się na pierwsze po wojnie mistrzostwa świata w 1950 roku, Hanot napisał dla ,,L’Equipe” tekst, w którym domagał się… zwolnienia samego siebie z funkcji szkoleniowca. Federacja posłuchała sugestii żurnalisty i zatrudniła duet Pierre Pibarot – Paul Baron. Wiele lat wcześniej napisał liczący dwie strony plan reform mających na celu usprawnienie francuskiego futbolu. Hanot domagał się zaprzestania płacenia niedouczonym francuskim trenerom ogromnych pensji (120000 franków miesięcznie), wprowadzenia zawodowstwa i płacy minimalnej dla graczy. Żądał zredukowania liczby drużyn w poszczególnych klasach rozgrywkowych do czternastu lub szesnastu oraz grania meczów w odstępie przynajmniej trzech dni. Ponadto jako pierwszy zaproponował i zrealizował spotkania trenerów z całego świata, celem wymiany doświadczeń i metod treningowych. Hanot miał zbyt wielki autorytet i posłuch, aby zignorowano jego przemyślenia i propozycje. Reformy oczywiście wprowadzono w życie. Już po stworzeniu Pucharu Europy, Hanot wpadł na kolejny pomysł – Ballon d’Or. Chyba nikt z jego redakcyjnych kolegów nie wątpił w to, że mu się nie uda. Rok po napisaniu tekstu na ten temat Stanley Matthews został pierwszym zwycięzcą plebiscytu.
Największa idea francuskiego wizjonera despoty stała się rzeczywistością 4 września 1955 roku. Pierwszym meczem Pucharu Europy była konfrontacja Sportingu z Partizanem Belgrad zakończona remisem 3:3. Zaproszenie do rozgrywek otrzymało szesnaście ekip. Wszystkie chciały się sprawdzić na tle rywali z innych państw. Dopiero w 1965 roku zmieniono przepisy, na mocy których kwalifikacje do PE otrzymywało się poprzez zdobycie mistrzostwa kraju. Puchar Europy rósł z każdą kolejną edycją. Inspirował do powstania kolejnych rozgrywek, takich jak Puchar Europy Miast Targowych, Puchar Zdobywców Pucharów czy Puchar Interkontynentalny. Dziś nosi nazwę Ligi Mistrzów i jest tworem, pod który najpotężniejsze kluby Starego Kontynentu układają plan marketingowy i sportowy. Rozgrywki te wykreowały swoich własnych bohaterów, jak choćby Alfredo di Stefano czy George Best, którzy stali się legendami futbolu, mimo niepowodzeń na gruncie reprezentacyjnym. Dziś nikt nie wyobraża sobie piłkarskiego kalendarza bez Ligi Mistrzów. Tak samo ciężkie do wyobrażenia jest to, że tak wielki reformator europejskiej piłki nożnej jak Gabriel Hanot nie doczekał się po śmierci żadnej tablicy pamiątkowej czy też pomnika. Tylko jeden, maleńki stadion w Wangenbourgu nosi jego imię. O nadaniu jego imienia trofeum Pucharu Europy także nikt nie pomyślał. Jules Rimet i Henri Delaunay mieli więcej szczęścia…