- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1124 Culés
Gorące dyskusje
Laminedependencia
0
Co wolicie - Yan Diomande za 130 + Vlahovic z bonusem za podpis czy Alvarez za 130 + zmienne ?
27 odpowiedzi
Starrk
0
Hipotetycznie Argentyna wygrywa Mundial, a Messi ma Króla strzelców i zawodnika turnieju.Kto... » Czytaj dalej
17 odpowiedzi
Kessie
9
W Sosnowcu jednak nie ma żadnego złota w ściekach, wychodzę a ty @Luciano99 bredziles,... » Czytaj dalej
10 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1124 Culés
5
Humberto Maschio: ostatni z aniołów(o brudnej twarzy):
@Adran360
@Bernard777
@Gary
@Lionel_Messi10
@misterio
@Mixtape
@Ogorinho1974
@Safrani
@Sysia11
@Symson
9
@FCBparasiempre
Maschio mógł się wyprowadzić z „Avellanedy”. Dorastał tu wprawdzie ale kiedy wyjechał grać w piłkę we Włoszech mógł łatwo zerwać z miejscem urodzenia; gdyby po powrocie, ze zgromadzonym świeżo majątkiem przeniósł się do Buenos Aires, nikt nie miałby do niego pretensji. Nie zrobił tego jednak. „Nie potrafiłbym - powiedział. - Ruszyłem się stąd tylko raz, do Kordoby, gdzie mam rodzinę". „Avellaneda” wrosła w Humberto Maschio. „Tu się urodziłem ale tak naprawdę jestem tu dzięki pewnemu cudowi. Mój dziadek dotarł już do Argentyny(z Włoch) a ojciec miał popłynąć potem, razem ze swoimi siostrami ale ponieważ grał w piłkę w Sampdorii, wysłał z dziewczynami przyjaciela. Byli na pokładzie „Mafaldy”. Dwie siostry udało się uratować ale najmłodsza zmarła na atak serca. Ojciec przypłynął innym statkiem, więc to naprawdę cud że tu jestem. Zacząłem grać w piłkę na ulicach. W tamtych czasach nie było ruchu, jedyny środek transportu stanowiły tramwaje. Mój dom był dla mnie i moich przyjaciół jak piłkarska szatnia a niedaleko znajdowało się „portero” z czterema czy pięcioma boiskami. Nocami graliśmy w "cabeze"(główkowanie jeden na jednego) przy świetle latarni"- opowiadał Humberto. Do Racingu trafił w 1954 roku ale ponieważ trzon drużyny wciąż tworzyli mistrzowie kraju z lat 1949-51, początkowo trudno było mu się przebić. Nie minął jednak rok, gdy Juan Jose Pizzuti odszedł do Boca i można było wskoczyć na jego miejsce. Po roku Pizzuti wrócił(do Boca przeniósł się z kolei Angelillo) i w wieku 36 lat stał się dla pozostałych piłkarzy jak ojciec a z Maschio stworzył fantastyczny duet: młodszy kolega rozkwitał w roli ofensywnego pomocnika, wykorzystując miejsce zapewniane na boisku przez ruchliwego rutyniarza. „Pamiętam Corbatte. Był naprawdę hojny dla wszystkich, miał bardzo dobre serce. Niestety wielu ludzi wykorzystywało jego dobroć aż w końcu zatracił się w alkoholu"- mówił Maschio. Historia Corbatty jest tyleż tragiczna, co typowa. Nie ma w niej żadnego pojedynczego incydentu, który prowadziłby do katastrofy, żadnego wypadku samochodowego a ni morderstwa, żadnej zdrady czy momentu straszliwego pecha; był po prostu człowiekiem wielkiego talentu, tyle że ów talent pchał go w rejony, z których nie potrafił się wydostać. W piłce był geniuszem ale jego życie prywatne okazało się katastrofą. Urodzony w Daireaux, miasteczku na Pampie, kilkaset kilometrów na południowy zachód od Buenos Aires, w dzieciństwie stracił ojca i w efekcie musiał przenieść się z rodziną do La Platy. Nigdy nie nauczył się pisać i czytać, czego zawsze się wstydził: w późniejszych latach wspominał, jak fatalnie się czuł, gdy koledzy z drużyny dyskutowali o czymś, co przeczytali w jakiejś gazecie ale był też czas, w którym próbował ukrywać analfabetyzm, zawsze trzymając w ręce jakieś czasopisma podczas udzielania wywiadu. Dellacha w końcu nauczył go, jak nabazgrać swój podpis. Karierę piłkarską próbował rozpocząć w Estudiantes ale w wieku 14 lat odprawiono go z kwitkiem, kiedy złapał kontuzję kostki. Znalazł miejsce w Juverlandia de Chascomus, gdzie jego umiejętność dryblingu i silny strzał zwróciły uwagę Racingu, do którego trafił w 1955 roku. Nawet gdy stał się sławny, mówiło się że fani innych klubów rejestrowali się jako socios Racingu tylko po to żeby zobaczyć jak gra. Pozostał straszliwie nieśmiały, szczególnie w stosunku do kobiet. Litując się nad Corbattą koledzy z drużyny przedstawili go pewnej blondynce, opisywanej dosadnie jako "una chica que hacia la calle”(dziewczyna która pracuje na ulicy), w nadziei że przelotny romans pozwoli podbudować jego pewność siebie. Nie spodziewali się że Corbatta się zakocha, że wezmą ślub i zamieszkają razem w Banfield. Tyle że pewnego dnia w 1959 roku Corbatta wrócił do domu, z którego zniknęła nie tylko żona ale i cały majątek. „Nie zostały nawet pająki"- opowiadał. W końcu jednak przezwyciężył swoją nieśmiałość. Titta Mattiussi, legendarny gospodarz hostelu dla klubowej młodzieży opowiadał anegdotę o tym, jak w trakcie pewnego „concentracion” Corbatta przelazł przez płot o 6:00 rano, wracając z jakiejś upojnej nocy. Mattiussi trzykrotnie wsadzał go do wanny z zimną wodą ale i tak słyszał, jak Corbatta mówi do kolegów, żeby do niego nie podawali bo czuje się tak pijany że nie jest pewien, czy utrzyma się na nogach. „Ale kiedy trochę się przespał, grał jak bestia i zdobył dwa gole"- opowiadał Mattiussi. Jak w wielu historyjkach tego typu, nie wszystkie szczegóły muszą się zgadzać ale nawet biorąc na to poprawkę, trzeba uznać że anegdota oddaje ducha tamtych czasów. Nie bez powodu Corbatte nazwano kiedyś " argentyńskim Garrinchą". Jeśli jednak w jego życiu prywatnym panował bałagan, na boisku radził sobie znakomicie, grając z charakterystycznymi dla argentyńskiego Złotego Wieku lekkością i polotem i stąd tak wielka liczba anegdot na jego temat. Przy okazji jednego Clasico, rozgrywanego między Racingiem a Independiente był tak ściśle pilnowany przez Alcidesa Silveire że nie mogąc uwolnić się od swojego opiekuna na murawie, zszedł za linię końcową i schował się na moment za policjantami, oddzielającymi boisko od trybun. W meczu reprezentacji z Urugwajem w 1956 roku do tego stopnia rozwścieczył Pepe Sasie swoimi sztuczkami że napastnik poczekał aż rywal zostanie sfaulowany, po czym przebiegając obok leżącego kopnął go w twarz. Corbatta stracił dwa zęby, których nigdy później nie wstawił.
Słynął także ze skuteczności podczas rzutów karnych a zwłaszcza z tego, jak zmuszał bramkarzy do rzucania się w zły róg. Z 68 jedenastek, które wykonał w trakcie kariery zawodniczej wykorzystał 64. "Podczas karnych wykańczałem ich wszystkich. Podchodziłem bardzo blisko piłki, tak żeby bramkarz nie zdążył zareagować ale nigdy nie stawałem na wprost, tylko trochę z boku. Uderzałem wewnętrzną częścią prawej stopy w środek piłki, zawsze bardzo mocno i miałem zawsze spuszczoną głowę żeby nie wiedział, w którą stronę będę strzelał a sam patrzyłem spode łba, czekając co zrobi. Kiedy się ruszył, już go miałem"- mówił w wywiadzie dla "El Grafico". W 1963 roku Boca kupiło Corbatte za 12 milionów peso, wykorzystane przez Racing na rozbudowę stadionu i unowocześnienie ośrodka treningowego. Alkohol zaczynał już brać nad nim górę. Podczas tournee to Europie klub oddelegował obrońcę Carmello Simeone żeby miał oko na Corbattę. Simeone był pewien że wszystko jest w porządku aż do chwili, gdy zajrzał pod łóżko kolegi i znalazł tam cały stos pustych butelek po piwie. Trudno się dziwić że w barwach Boca rozegrał tylko 18 meczów ligowych a potem przeniósł się do Independiente Medellin, akurat na ostatnie chwile ligi El Dorado. W Kolumbii porzuciła go druga żona, znalazł się na granicy bankructwa a jego uzależnienie od alkoholu jeszcze się pogłębiło. Kiedy w wieku 34 lat wrócił do Argentyny, był już tylko cieniem dawnego Corbatty. Trafił do drugoligowego San Telmo a potem do Italia Unidos i Tiro Federal de Rio Negro w niższych ligach. Kłopoty finansowe i brak perspektyw zawodowych w świecie poza futbolem powodowały że grał jak mógł najdłużej. „W piłce nożnej nie ma przyjaźni, szczególnie gdy ci nie idzie. Wszyscy nagle znikają"- mówił. Wielu powiedziałoby jednak że nie chciał przyjąć pomocy. Kiedy skończyły mu się pieniądze, nocował w knajpie niedaleko „Hospital Fiorito, śpiąc za barem na dwóch połączonych prowizorycznie w szafkach. " Przyjechała po mnie siostra ale nie chciałem wracać do La Platy. Nocami brałem jakąś gazetę, oglądałem obrazki, co pozwalało mi oderwać się od niewesołych myśli i zasnąć. Wydałem wszystko, co miałem. Rozpuściłem pieniądze, nie patrząc komu i na co daję"- podsumował Corbatta. Miał 38 lat, kiedy w końcu przestał grać zawodowo w piłkę i przeniósł się do Benito Juarez, miasteczka położonego na południe od stolicy, gdzie zamieszkał w jakiejś szopie i wychodził czasem na boisko w barwach którejś z dwóch miejscowych drużyn. Sypiając w szatniach na „El Cilindro” i pracując z tamtejszymi drużynami młodzieżowymi. Przejmujący przykład tego, jak piłkarska fortuna kołem się toczy. Zmarł w 1991 roku w wieku 55 lat. Dwa lata później jego imieniem nazwano jedną z ulic prowadzących do stadionu.
Racing został wicemistrzem kraju w 1955 roku i zajął czwarte miejsce w 1956, w obu przypadkach po mistrzostwo sięgnęło River Plate. Maschio był już wtedy prawdziwą gwiazdą i reprezentantem kraju pełną gębą, walecznym rozgrywającym, który nie tylko ciężko pracował na boisku ale i strzelał wiele goli. Mówiło się nawet że lada chwila przejdzie do Juventusu. „W argentyńskim futbolu byłem wówczas najlepszy"- opowiadał. Został w Racingu na jeszcze jeden sezon, jednak po tym, jak na początku 1957 roku na trybunach kolejny raz pojawili się włoscy obserwatorzy, on, Angelio i Sivori zdecydowali że odejdą po Campeonato Sudamericano. Prezes klubu Santiago Saccol w marcu powiedział Maschio że negocjacje są na ukończeniu i że będzie mógł przejść do Bolonii. „Asystent prezesa, który pochodził z Urugwaju, powiedział że mi się spodoba, że miasto było wprawdzie zniszczone w czasie wojny ale ludzie są bardzo przyjacielscy, że są weseli i że faceci gadają tylko o trzech rzeczach: polityce, piłce i kobietach. Kobiety zaś są nieco bardziej pulchne ale naprawdę ładne. Pierwszy rok we Włoszech nie był dla mnie łatwy, tęskniłem za rodziną. Telefony w zasadzie nie działały, na połączenie z Argentyną trzeba było czekać 4 albo 5 godzin. Na szczęście mama pisała do mnie dwa razy w tygodniu: w poniedziałki i piątki"- opowiadał Maschio. Kiedy Maschio wzmocnił Bolonie, Angelillo trafił do Interu a Sivori do Juventusu. Temu pierwszemu nie szło Jednak zbyt łatwo w roli napastnika grającego w duecie ze świetnym Jugosławianinem Bernardem Vukasem i po dwóch sezonach przeniósł się do Atalanty. "Zacząłem tam okres przygotowawczy i musiałem strasznie dużo trenować, przed obiadem i po południu. Myślałem że się wykończę. Po kolacji trener dawał nam wolne i koledzy wychodzili ale ja musiałem iść spać". Była to zapowiedź tego, co czeka argentyńskich piłkarzy na przyszłorocznym mundialu. „Nie byłem zbyt szybki a w dodatku kryli mnie indywidualnie. Więc Ferruccio Valcareggi(ówczesny trener Atalanty) powiedział że aby stać się lepszym piłkarzem muszę zmienić styl. Grałem zbyt blisko bramki, doradził mi więc żebym cofnął się nieco głębiej, dzięki czemu łatwiej mi będzie widzieć ruch innych zawodników. Naprawdę stałem się lepszym piłkarzem. Miałem większą swobodę ruchów. Nie stałem się szybszy ale potrafiłem zgubić krycie, jak potem Riquelme. Wybrali mnie najlepszym piłkarzem w historii"- mówił mMschio. Nie był jedynym aniołem, któremu z początku nie wiodło się za granicą. „Sivori też miał najpierw pod górkę. Tak samo jak ja tęsknił za domem, więc Umberto Agnelli, prezes Juventusu postanowił zrobić mu niespodziankę: zorganizował specjalną kolację, podczas której orkiestra grała tylko tanga a cała knajpa była pełna argentyńczyków"- opowiadał.
Angelillo tymczasem strzelił 33 gole w sezonie 1958/59, co było wówczas rekordem Serie A. Inter zajął jednak tylko trzecie miejsce w lidze a z czasem zaczęto narzekać na nierówną formę byłego piłkarza Racingu. „Angelillo był jak aktor. Kiedy mu się chciało, grał rolę pierwszoplanową, innym razem jednak chował się za kulisami"- wspominał prezydent Interu Angelo Moratti. Styl jego życia, dodajmy, podobnie jak wielu Argentyńczykom tamtego pokolenia nie pozwalał skupić się wyłącznie na futbolu. „Pod koniec pobytu w Interze Angelillo trochę się opuści bo zaczął się spotykać z dziewczyną starszą od niego o 10 lat. Pamiętam że nieraz wspólnie imprezowaliśmy i zacząłem chodzić z jej przyjaciółką. Jeździłem z Bolonii do Bergamo tam i z powrotem"- opowiadał Maschio. Inni wiązali spadek formy Argentyńczyka z romansem ze słynną włoską piosenkarką. Tak czy inaczej jego słabość do kobiet nie mogła się podobać purytańskiemu Helenio Herrerze, który rozpoczął pracę z Interem w 1960 roku. Latem 1961 roku Angelillo odszedł do Romy, gdzie spędził cztery lata a potem grał jeszcze w Milanie, Lecce i Genui. Zakończył karierę piłkarską w 1969 roku a potem pracował jako trener w niższych ligach włoskich i w Maroku, do ojczyzny nie mógł wrócić w związku z nieodbytą służbą wojskową. Kiedy Maschio odzyskał formę w Atalancie, poczuł że zapuszcza korzenie we Włoszech. Zaczął nawet grać w reprezentacji Włoch, jako jeden z trzech aniołów porzuconych przez Argentynę a wciąż szukających okazji do pokazania się w świecie futbolu reprezentacyjnego. Angelillo i Sivori występowali już w eliminacjach do mistrzostw świata w 1962 a gdy przed samym turniejem kontuzję odniósł Boniperti, powołanie otrzymał także Maschio. W pierwszym meczu, zakończonym bezbramkowym remisem z RFN, wprawdzie nie wystąpił ale zagrał w drugim spotkaniu z Chile, w słynnej „Bitwie o Santiago", podczas której dwóch Włochów zostało usuniętych z boiska. „To było naprawdę coś. Złamali mi nos w ciągu pierwszych 20 minut a potem dostałem potężnego kopniaka w kostkę. Wytrzymałem do końca, w zasadzie niezdolny do gry bo wtedy nie można było robić zmian"- wspominał Maschio. Chile wygrało 2:0 i choć Włosi pokonali później Szwajcarów, odpadli z turnieju. Po dwóch udanych sezonach w Atalancie, Maschio został sprzedany w 1962 roku do Interu, prowadzonego wówczas przez znakomitego ale kontrowersyjnego Helenia Herrere, urodzonego skądinąd w Buenos Aires dziecka hiszpańskich rodziców, którzy rychło przenieśli się do Casablanki. Argentyńczyk nie przypadł mu jednak do gustu i choć razem zdobyli mistrzostwo kraju, sprzedał go do Fiorentiny. We Florencji Maschio spędził 3 lata a potem w wieku 33 lat wrócił do kraju i znów zaczął grać w Racingu. Świat, do którego wrócił różnił się już jednak fundamentalnie od tego, który opuszczał. Argentyńskie poczucie piłkarskiej wyższości legło w gruzach po mundialu 1958 roku.