La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1159 Culés

7

9

@FCBparasiempre
8 stycznia 1936 r. Hiszpania kontra SK Židenice.

Zawsze będę mógł się pochwalić że byłem na stadionie piłkarskim z Federico Garcia Lorcą. Przyjechałem do stolicy zaledwie kilka miesięcy wcześniej, nie zwracając uwagi na opinie innych. Miałem takie samo marzenie jak wielu innych, możecie to sobie wyobrazić - poeta z prowincji przybywa do Madrytu z teczką pełną wierszy, licząc na to że nagle ktoś je przeczyta i opublikuje i tak z dnia na dzień znalazłem się obok mnie mniej, mniej więcej tylko samego Federico. W ciągu tych pierwszych miesięcy miałem mnóstwo szczęścia, nie da się ukryć. Mój ojciec jeden z najbardziej szanowanych hodowców w prowincji Salamanca był dobrym znajomym Jose Marii de Cossio, którego wiele lat wcześniej poznał na Festiwalu walk byków. Wierszokleta z aspiracjami, którym byłem w tamtym czasie, nie mógłby mieć lepszego cicerone. Z całą pewnością. Pan Cossio otworzył mi drzwi do swojego domu i nie miał nic przeciwko temu żeby wprowadzić mnie w najbardziej ekskluzywne literackie kręgi. Wyobraźcie sobie co dla niewiele ponad 20-letniego chłopaka oznaczało uściśnięcie dłoni Vicente Aleixandre albo uścisk Pablo Nerudy. Pan Cossio wiedział też że postawiłem już pierwsze kroki jako futbolista w Union Deportivo Salamanca, nic poważnego, naprawdę ale ciągle o tym wspominał, kiedy przedstawiał mnie w towarzystwie. „Spójrzcie na niego, kolejny piłkarz poeta", mówił, poklepując mnie po plecach. To spowodowało, któż by pomyślał, że wpadłem między największe postaci Pokolenia 27. Wszyscy znacie historię Rafaela Albertiego piszącego swoją „Odę do Platko" w domu Cossio w Tudance ale nieliczni wiedzą jak uciążliwy mógł być Damaso Alonso, kiedy dla Madrytu dyktowano niesłusznego karnego. A cóż powiedzieć o Gerardo Diego, wyprostowanym jak struna i flegmatycznym, którym mimo to pisał wiersze o piłce i relacje z Mundialu 1950 roku, tego ze słynnym golem Zarry. Niektórych z nich widywaliliśmy bardzo rzadko, ale Cossio prawie zawsze. Był największym miłośnikiem futbolu ze wszystkich, oprócz tego w tamtym czasie pełni funkcję prezydenta Racingu Santander a kiedy wypijał dwa kieliszki, upierał się żebym dołączył do jego drużyny. A mówił to, choć nie widział mnie w ani jednym meczu, ciekawe, co by powiedział gdyby zobaczył jak gram. Tak więc było dużo literatury, dużo Gongory ale na tamtych wieczorkach mówiło się o futbolu tyle samo co w barze za rogiem. No i Federico, kto by pomyślał że sam Federico mógł się interesować futbolem. Zawsze zasiadał przy pianinie, dbając o to żeby być duszą towarzystwa i wyglądając jak panicz, co zawsze mi imponowało, sami wiecie, jaki był, co wam będę opowiadał; Tak więc okazuje się że Lorca też od czasu do czasu chodził na stadion. Kiedy zatem tamtego dnia, jeśli dobrze pamiętam był styczeń 1936 roku, pan Cossio zaprosił mnie bym dołączył do grupki, które wybiera się na mecz towarzyski reprezentacji Hiszpanii z czeską drużyną, możecie sobie wyobrazić moją ekscytację, gdy się dowiedziałem że Federico też z nami idzie. Tamtego popołudnia przyjechaliśmy na Metropolitano hispano-suizą, z szoferem i w ogóle. Lorca od samego początku zwracał na siebie uwagę, gdy tylko wysiadł z samochodu, ruszył prościutko na stoisko z przekąskami. Stał tam dobrą chwilę, gawędząc ze sprzedawcą. Ja przyczepiłem się do pana Cossio jak rzep psiego ogona bo Federico wzbudzał mój szacunek i wolałem trzymać się od niego w bezpiecznej odległości. Towarzyszył mu pewien młodzieniec, który przedstawił się jako Rafael Rodriguez Rapun; kilka dni później dowiedziałem się że był bardzo bliskim przyjacielem Lorki, którego poznał podczas tourne grupy teatralnej „La barraca" i(jak mi powiedział) grał w juniorach Atletico Madryt Tak więc byliśmy tam, kiedy nagle Federico wyprzedził nas i ruszył prościutko w stronę jednego z wejść na stadion. Sardoniczny I teatralny, jak to tylko on potrafił, Wyobraźcie sobie mój uśmiech, kiedy usłyszałem że rzucił porządkowemu takie oto zdanie aby pozwolił mu wejść: „Jak to pan mnie nie zna? Jestem Samitier". Ot tak. Jaki wstyd dla mnie i dla wszystkich, którzy się z nim byli. Porządkowy, co naturalne, zareagował oburzeniem: „Samitier? Oszust, oto kim pan jest". Cossio musiał interweniować żeby zaprowadzić spokój i wyjaśnić że to tylko żart tego szalonego poety. Pan Cossio pokazał swoją legitymację z federacji i wtedy porządkowej bez słowa wpuścił nas wszystkich. A jak Federico się z tego śmiał, i jak On uwielbiał żarty, nawet sobie nie wyobrażacie; Ale kogo on chciał oszukać podając się za jednego z najbardziej znanych piłkarzy w kraju? Akurat Samitier, nie mógł wybrać innego a wszystko to dla żartu i udawania że zaoszczędzi 5 peset na wejściówce. Było mi wstyd, nie będę ukrywał ale miałem też dobrą zabawę. Na stadionie pierwsze co nas zaskoczyło to niebieskie trykoty naszych zawodników - drużyna czeska była ubrana na czerwono bo najwyraźniej nie miała stroju rezerwowego. „Hiszpania na niebiesko przynosi mi pecha"- powiedział Federico. Jeśli chodzi o sam mecz to nasi mieli naprawdę proste zadanie. Koniec końców było to spotkanie towarzyskie i Czesi nie stawiali dużego oporu. Jeśli pytacie o Czechów, to zawsze kojarzył mi się z Rilkem i z tym Kafką i jego opowiadaniem o karaluchu ale gdy chodzi o futbol to nie wyglądali na zbyt doświadczonych. Dla nas strzelili Langara i Herrerita ale Federico zwrócił uwagę na innego piłkarza a mianowicie na Quincocesa. Biegał w obronie z białą chustką przewiązaną przez czoło; widziałem go już kilka razy wcześniej i mogę zapewnić że tamtego dnia grał na pół gwizdka ale Federico oczywiście uważał inaczej. Nie przestawał go dopingować, wykrzykiwał jego imię, wychwalał sprężyste wyskoki, wślizgi, sposób poruszania się: „Spójrzcie na niego, ten Quincoces to stary jaszczur"- powtarzał i tak przez cały czas trzeba było zobaczyć, jak Lorca wspaniale bawił się na trybunach. Futbol tak naprawdę niewiele go obchodził, dla niego to była tylko forma przyjemnego spędzania czasu i dobra zabawa. „Chcę żeby wygrał ten, kto najszybciej zdobędzie moją sympatię. Chodzę na sportowe widowiska bez żadnej stronniczości"- powiedział mi kiedyś, zdystansowany, jak gdyby udzielał mi wywiadu. Kilka miesięcy po tamtym meczu stało się to, co się stało, co będę wam opowiadał, nie warto tego przypominać. Minęły już lata od tamtego meczu Hiszpanii w niebieskich trykotach. Ja, jak możecie się domyślić nie zostałem poetą ani nie opublikowałem żadnej książki. Wkrótce wróciłem z rodzinne strony. Jeśli pytacie mnie o Federico, chcę go zapamiętać tak jak tam tamtego popołudnia na Metropolitano. Musielibyście go zobaczyć jak śpiewał, jak rytmicznie to robił, żaden kibic nie miał nigdy takiego uroku: „Bim, bam, Bim bom bam, Hiszpania, Hiszpania i nic więcej". To jest mój Federico Garcia Lorca a teraz, gdy wysłuchaliście mojej historii również wasz.

David Garcia Cames.

1

@FCBparasiempre dzięki za oznaczenie

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?