- Strona główna
- La Rambla
La Rambla
Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.
La Rambla
Online: 1163 Culés
Gorące dyskusje
Kgorecki2500
12
Źle się dzieje w państwie polskim...https://www.youtube.com/watch?v=DyXhNJ2szNk
54 odpowiedzi
martusiaaaa
1
jakieś ciekawe plany na weekend macie ?
43 odpowiedzi
turhiay
12
A to ciekawe. Fede Valverde i kolejny konflikt w szatni (tym razem Urugwaju)Przypadek?https://x.com/... » Czytaj dalej
14 odpowiedzi
Media
Sonda
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
Online: 1163 Culés
7
Najboleśniejszy mecz trójkolorowych:
@Ogorinho1974
@MoralnyKarzel
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@Kapitan hawk
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
8
@FCBparasiempre
11 marca 1918 roku, “Gran Parque Central”; Nacional - Montevideo Wanderers.
Piłka musi być idealna myśli Prudencio Miguel Reyes naciągając skórę. Wolną ręką chwyta „bombille”(biało-niebiesko- czerwoną) i pociąga gorzki łyk. Lubi właśnie taką matę, bez grama cukru. „Dziś musisz wyglądać pięknie, słyszysz?", mówi do piłki. Ma gdzieś że biorą go za wariata. Słyszał gorsze rzeczy kiedy darł się i wychodził z siebie dopingując trójkolorowych, zanim jeszcze doktor Ricardo Forastiero Fernandez zadedykował mu wiersz: „Tak, tak, tak, tutaj na Parque Central / narodził się pierwszy kibic / całego piłkarskiego świata”. Siłą własnych płuc pompuje kawałek skóry. Tchnie w niego życie. Z każdym wdechem coraz bardziej czerwienieje na twarzy. Nabrzmiewają mu żyły na szyi. Drżą wąsy. „Gotowa. Teraz ja musze się przyszykować”, mówi do piłki. Dopija mate i zdejmuje z krzesła czarną marynarkę. Kiedy zamierza już wyjść o czymś sobie przypomina. „Nie wiem gdzie ty masz głowę bracie", mamrocze. Zabiera ze stołu zdjęcie. Jest na nim On, w tej samej marynarce co dziś, razem z najlepszą drużyną Nacionalu- to fotografia sprzed czterech lat. W tamtym sezonie zespół zdobył mistrzostwo, podobnie jak zdobędzie je w obecnym ale ten tytuł nie będzie smakował tak samo. „Nie masz pojęcia jak nam tu nabałaganiłeś, Indio", mówi. Chowa zdjęcie do wewnętrznej kieszeni marynarki i wychodzi. „Wyroby rymarskie", głosi szyld wiszący nad wejściem do warsztatu. Tu pracuję w ciągu tygodnia; w niedzielę przygotowuje piłki dla drużyny Nacional Football Club. Tego 11 marca 1918 roku całe przedpołudnie poświęcił futbolówce, którą niesie teraz pod pachą. Zostanie nią rozegrany najboleśniejszy mecz Trójkolorowych: pożegnanie Abdona Porte, pseudonim „Indio”, który ledwie 5 dni wcześniej odebrał sobie życie na „Gran Parque Central”. W pobliżu stadionu fala kibiców wzbiera niczym rzeka, która grozi wylaniem. Nie tylko fanów Nacionalu i Montevideo Wanderers, dzisiejszego rywala. Tej niedzieli klubowe barwy nie mają znaczenia: kibice Peñarolu, Charley czy Centralu pielgrzymują na „Parque Central” aby złożyć mu hołd. Nie bez powodu: Abdon Forte zdobył z reprezentacją siedem trofeów, był dobrem Narodowym wszystkich Urugwajczyków. - Gordo Reyes! Dziennikarz Luis Alfredo Sciutto(po tej stronie La Platy znany pod pseudonimem Diego Lucero a po drugiej jako Wing) toruje sobie drogę pośród meloników i beretów. - Przyjmij moje kondolencje. - Podaję mu rękę. - Dzisiaj ciężko będzie patrzeć na środek boiska, tyle razy go tam widzieliśmy, prawda Gordo? I tam też zamknął oczy, tam... - On go tam znalazł - przerywa mu Prudencio Miguel Reyes wskazując mężczyznę, który przemyka przez bramę stadionu niczym duch. - Muszę już wejść, idziesz? - Chodźmy - odpowiada Diego Lucero. - Ale opowiedz mi Gordo co zobaczył Severiano. My dziennikarze musimy znać szczegóły. Wchodząc na stadion Prudencio Miguel Reyes relacjonuje mu to, co opowiadał odpowiedzialny za murawę Severiano Castillo tamtego poranka, gdy znalazł martwe ciało Porte. Nieustające szczekanie kundli. Strzał w serce. Rewolwer zaplątany między palcami. Krew. Kapelusz. Dwa listy znalezione przez policję. Jeden zaadresowany do prezesa klubu z prośbą aby dbał o jego narzeczoną tak, jak on dbał o drużynę. Oraz słynny wiersz. – „Nacionalu, nawet gdy w proch będę obrócony i jako proch zawsze zakochany" - recytuje Diego Lucero. - I niewiele więcej wiem bracie. Prosił też by pochowano go obok Bolivara i Carlitosa, sam widziałeś te pielgrzymki na cmentarz "La Teja". - To prawda że miał się ożenić? Że zostawił też list do narzeczonej? Prudencio Miguel Reyes przytakuje, jednocześnie witając się z dwoma mężczyznami, którzy wołają go z przed wejścia do szatni gospodarzy: Jose Maria Delgado, poeta i prezes klubu, oraz szczupły brunet o ostrych rysach twarzy, podkrążonych oczach i ze spiczastymi wąsami, którego nie zdołał rozpoznać. - Muszę cię zostawić Dieguito. Napisz coś ładnego a naszym Indio, wyświadcz mi tę przysługę. - Spokojna głowa nadmuchiwaczu piłek. Prudencio Miguel Reyes ściska dłoń Delgado. - Oto i ona. - Pokazuje mu piłkę błyszczącą, wypolerowaną. - Zanieś ją do kantorka ale wcześniej pozwól że przedstawię ci mojego serdecznego przyjaciela pisarza Horatio Quiroge. - Miło mi. Jose Maria dużo mi o tobie opowiadał pierwszy kibicu. - Poeci mocno przesadzają... A teraz wybaczcie. - Pokazał na piłkę. - Bez niej nie zacznie się mecz. Prudencio Miguel Reyes rusza do kantorka ze sprzętem. Droge blokuje mu góra wieńców. W rogu Severiano Castillo przesuwa worek wapna obok grabi i łopat. Na marynarce osiada mu warstwa kurzu. - Przysłały je kluby - odzywa się Severiano. - Już nigdzie się nie mieściły a wszystkie te bukiety przyniosły kobiety i dzieciaki... - Zostawię ją tutaj. – Prudencio Miguel Reyes kładzie piłkę. - Uważaj mi na nią. - Powiedz to tym wymoczkom z Wanderers. - Do zobaczenia w przerwie bracie. Prudencio Miguel Reyes wychodzi. - Najczęściej wspomina się o najważniejszych zawodnikach- mówi Delgado - a w przeważającej mierze nie wywodzą się oni z wyższych sfer, tylko z biedoty gdzie ciężko pracuje się na kawałek chleba. Quiroga podkręca wąsa. - Chłopak wiedział że był wart więcej niż jakikolwiek profesor i to uwięziło go w raju zbyt sztucznym jak na jego młode serce. - Podejdź tu Gordo, dzisiaj idziesz na trybuny. I wszyscy trzej ruszają pustym korytarzem. Pokonują drewniane schody. Rozglądają się: ponad 15 000 osób zamieniło trybuny w morze beretów, meloników i słomkowych kapeluszy. Prudencio Miguel Reyes nie jest przyzwyczajony do oglądania piłkarzy stąd, z góry. Wyrywa mu się okrzyk: „Naprzód, Nacional!", lecz panuje tak obezwładniająca cisza że słychać, jak buty wyrywają źdźbła trawy. Kiedy piłkarze ustawiają się na boisku Gordo gładzi zdjęcie w wewnętrznej kieszeni marynarki. „Za twoją krew Abdon. Za twoją krew", szepcze. I piłka zaczyna się toczyć.
Miguel Angel Ortiz.