La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1438 Culés

7

Jak wyglądałaby katalońska piłka nożna poza RFEF?

@Ogorinho1974
@Safrani
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@Adran360
@1LY0

9

@FCBparasiempre
Separatystyczne wyzwanie rzucone przez katalońskie partie nacjonalistyczne społeczeństwu hiszpańskiemu to kolejny rozdział w historii Katalonii. Jego wynik, jakikolwiek by nie był, wykracza poza naszą wiedzę jako analityków piłkarskich. Jednak, tak jak pojawiają się opinie na temat potencjalnych reperkusji w różnych sektorach społeczeństwa, wierzymy, że również w piłce nożnej nastąpią bardzo interesujące zmiany. Pozostaje to jedynie hipotetyczne, ponieważ wydarzenie to jeszcze nie nastąpiło. Ocenimy obecną sytuację i potencjalne konsekwencje ewentualnej secesji politycznej Katalonii. W hipotetycznej Katalonii, utworzonej jako odrębne państwo, Katalońska Federacja Piłkarska ponosiłaby wyłączną odpowiedzialność za piłkę nożną na tym terytorium. Jedną z najbardziej uderzających konsekwencji byłaby całkowita redefinicja FC Barcelony. Jej władze, zwłaszcza w ostatnich latach, podkreślały identyfikację klubu z katalońskimi aspiracjami nacjonalistycznymi, do tego stopnia, że prowadziły do pewnych nieporozumień: zwycięstwa Blaugrany to zwycięstwa Katalonii a Katalończycy powinni wspierać FC Barcelonę, ponieważ reprezentuje ona Katalonię. Ta strategia rzeczywiście się opłaciła, ponieważ kibice Barcelony nigdy nie czuli się tak katalońscy a ich zwycięstwa nad największym rywalem stały się ekstatycznym potwierdzeniem nastrojów antycentralistycznych. Za każdym razem, gdy Barça wygrywa, Katalonia robi kolejny krok w kierunku secesji a przynajmniej tak zaczyna to postrzegać wiele osób. Gdyby jednak doszło do tego rozłamu, FC Barcelona, podmiot zależny od Katalońskiej Federacji Piłkarskiej(FCF), straciłaby swoją wiodącą rolę, ponieważ nie rywalizowałaby już na terytorium wroga a jej nowi rywale byliby równie katalońscy jak oni. Co więcej, biorąc pod uwagę jej siłę i potencjał, stałaby się wrogiem, którego trzeba pokonać: w lidze katalońskiej wszyscy byliby przeciwko FC Barcelonie próbując wygrać za wszelką cenę. Katalońska publiczność nie czułaby już potrzeby wspierania ani masowego świętowania zwycięstw FC Barcelony, ponieważ nie służyłyby one już do potwierdzania żadnej odrębnej tożsamości ani nie miałyby takiej samej wartości sportowej, biorąc pod uwagę, że byłyby odnoszone przeciwko wyraźnie słabszym przeciwnikom. Liga katalońska nie mogłaby również generować przychodów, jakie obecnie generuje La Liga, ponieważ najważniejsze mecze hipotetycznej ekstraklasy, takie jak CE Sabadell – FC Barcelona czy FC Barcelona – FC Girona a także kluczowy mecz FC Barcelona – RCD Espanyol – gdyby klub z Barcelony zachował swoją nazwę? – byłyby wyceniane niżej na rynku międzynarodowym. Krótko mówiąc, FC Barcelona stałaby się klubem, przestałaby być „més que un club” (więcej niż klub ). Niektórzy politycy, pomimo wrodzonej niekompetencji w sporcie, przewidują taki scenariusz i z taką samą łatwością, z jaką składają obietnice, proponują utrzymanie FC Barcelony w lidze hiszpańskiej lub, co jeszcze bardziej nieprawdopodobne, utworzenie ligi iberyjskiej. Ci politycy, nieświadomi lub nieświadomi najmniejszego szacunku dla zasad sportowych, w ten sposób łagodzą obawy przeciętnego kibica Barcelony, który rozumie, że wartość triumfów klubu opiera się na obecnym wysokim poziomie rozgrywek. Odpowiadając na proponowane absurdy w kolejności od najmniej do najbardziej znaczących, aby FC Barcelona mogła utrzymać swoją obecność w lidze, powinna zachować przynależność do RFEF(Królewskiej Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej). Ponieważ odpowiadająca jej federacja regionalna nie jest już częścią RFEF(kluby należą do RFEF poprzez własne federacje regionalne), musiałaby zwrócić się do UEFA o zgodę wraz z odpowiednim uzasadnieniem. Istnieją takie przypadki w Europie, takie jak Derry City w Irlandii(z powodu konfliktu religijnego) lub niektóre kluby walijskie w Anglii(organizacja zawodowej piłki nożnej w Wielkiej Brytanii). Wszystkie te przypadki wiążą się z bardzo specyficznymi okolicznościami i podlegają określonym przepisom. Polityk, który zilustrował tę potencjalną sytuację, porównując ją do sytuacji AS Monaco we Francji, był ignorantem i niekompetentny. AS Monaco jest powiązane z FFF (Francuską Federacją Piłkarską) i dlatego podlega prawu francuskiemu. Jedynym pretekstem, jakiego FC Barcelona mogłaby użyć do afiliacji z RFEF, są względy finansowe, co mogłoby dotyczyć również każdego innego klubu na świecie. Kierując się tymi samymi argumentami, FC Barcelona mogłaby ubiegać się o udział w lidze włoskiej lub francuskiej... co więcej, nikt nie musiałby czekać na wynik konsultacji politycznych: każdy klub na świecie mógłby swobodnie ubiegać się o udział w dowolnej lidze. FIFA z pewnością stłumiłaby ten absurd w zarodku.

Jeszcze bardziej intrygująca jest propozycja utworzenia superligi pomiędzy klubami portugalskimi, hiszpańskimi i katalońskimi. Pomysł nie jest nowy. Krążył w latach 30-tych a nawet 40-tych XX wieku, kiedy obie federacje omawiały turniej iberyjski. To atrakcyjny pomysł; jednakże potencjalna liga iberyjska jest sprzeczna z interesami UEFA. Jednym z osiągnięć Platiniego było rozwiązanie G-14 i włączenie jej do Europejskiego Stowarzyszenia Klubów. To rozwiało widmo ekskluzywnej europejskiej superligi dla najpotężniejszych klubów, poza kontrolą UEFA. Zezwolenie na ligę iberyjską byłoby, analogicznie, zezwoleniem na ligę środkowoeuropejską lub międzybrytyjską... lub(dlaczego nie?) ligę latynoską, obejmującą kluby francuskie i włoskie. Innymi słowy, zaakceptowaniem utworzenia elitarnej superligi. Teraz, gdy federacje narodowe nie istnieją, wróciliśmy do rozmontowanego systemu, w którym kluby mają władzę wyboru ligi, która najbardziej im odpowiada. Oznaczałoby to dewaluację mistrzostw krajowych i utratę kontroli UEFA. A wszyscy wiemy, że nie jest to częścią kalkulacji organu zarządzającego europejską piłką nożną. W każdym razie, decyzja FC Barcelony o nieuczestniczeniu w rzekomo lokalnej lidze jest interpretowana jako gest pogardy wobec innych katalońskich drużyn i odrzucenie poziomu rywalizacji w katalońskiej piłce klubowej. Oczywiste jest, że gigant pokroju FC Barcelona nie przetrwałby w lidze średniej, podobnej do tej na Węgrzech, w Bułgarii czy Norwegii. W ciągu zaledwie kilku lat, wraz z utratą wpływów z transmisji telewizyjnych, klub straciłby swój potencjał a jego dominacja nad lokalnymi rywalami zostałaby ograniczona. W niedalekiej przyszłości FC Barcelona, w najlepszym razie, cieszyłaby się uznaniem podobnym do obecnego Ajaxu lub, z mniejszym powodzeniem, Anderlechtu – historycznych gigantów, które ostatecznie straciły na znaczeniu z powodu gry w mniej konkurencyjnych ligach. Należy przyznać, że zarząd FC Barcelony wykorzystał ruch niepodległościowy do dalszego zacieśnienia więzi ze społeczeństwem katalońskim. Katalońskie partie nacjonalistyczne również wykorzystały FC Barcelonę do szerzenia swojej ideologii niepodległościowej, dzięki jej ogromnej popularności zarówno w kraju, jak i za granicą. Jak dotąd obie strony na tym skorzystały. Jednakże, jeśli dojdzie do secesji Katalonii, FC Barcelona napotka problemy, ponieważ wielkość tej instytucji sportowej nie leży w samej Katalonii, ale w jej sukcesach w hiszpańskiej i europejskiej piłce nożnej. FC Barcelona, która zostałaby zdławiona finansowo w katalońskiej lidze, byłaby zmuszona porzucić swoje najwyższe aspiracje sportowe, te, które obecnie napędzają setki tysięcy kibiców i kibiców na całym świecie. Dlatego też, nie oceniając propozycji secesyjnej jako pozytywnej ani negatywnej, powiemy po prostu, że biorąc pod uwagę obecną strukturę organizacji takiej jak FC Barcelona, państwo katalońskie poza Hiszpanią poważnie zaszkodziłoby interesom sportowym i finansowym klubu. Sytuacja RCD Espanyol, zmarginalizowanego i zapomnianego z powodu secesjonistycznych ideałów, wyglądałaby zupełnie inaczej. Przede wszystkim, w lidze z klubami wyłącznie katalońskimi, klub automatycznie stałby się drugą siłą piłkarską. Co prawda, wpływy z biletów na mecze spadłyby, a utrzymanie najlepszych zawodników byłoby trudne, ale niezależnie od tego, jak bardzo by nie ucierpiał, zawsze byłby mniej dotknięty niż FC Barcelona. Kibice RCD Espanyol nie ucierpieliby tak bardzo jak kibice Barcelony, ponieważ poziom upolitycznienia jest znacznie niższy. Warto pamiętać, że wielu kibiców skromnych katalońskich drużyn to również kibice FC Barcelona. Gdy kataloński nacjonalizm zaniknie, zwłaszcza widząc swoją mniejszą drużynę w najwyższej lidze lokalnej, najbardziej logicznym rozwiązaniem dla nich będzie kibicowanie klubowi najbliższemu ich sercu, czy to Sant Andreu, Gremanet, czy Manresa, na przykład. Kolejnym argumentem przemawiającym na korzyść RCD Espanyol jest niemalże zagwarantowany udział klubu w europejskich turniejach, co w pewnym stopniu zrekompensowałoby spadek przychodów z innych sektorów. W ten sposób, wraz ze znacznym zmniejszeniem różnicy między FC Barceloną a RCD Espanyol, Blanquiazules ponownie staliby się rywalem zdolnym do walki o dominację w hiszpańskiej piłce nożnej. Sytuacja ta jednak nie pociesza, ponieważ warto pamiętać, że Espanyol czterokrotnie w swojej historii zdobył mistrzostwo Hiszpanii, a także dwukrotnie dotarł do finału rozgrywek europejskich. Choć największym przegranym byłaby FC Barcelona, a w mniejszym stopniu RCD Espanyol, należy również zaznaczyć, że katalońska piłka nożna jako całość również by na tym zyskała. Z jednej strony mogliby stworzyć pełną reprezentację narodową, aby rywalizować na arenie międzynarodowej. Jest to żądanie wyrażane w każdym meczu międzynarodowym organizowanym niezależnie przez Katalońską Federację Piłki Nożnej (FCF), meczach zawsze przesiąkniętych silnym komponentem politycznym. Katalońska reprezentacja w pełni zaakceptowałaby kultowy status, który obecnie kojarzy się z FC Barceloną jako reprezentantem Katalonii, sprowadzając go do kwestii czysto sportowych. Łatwo zrozumieć, że dla postawy secesjonistycznej kuszące jest wyobrażenie sobie, którzy piłkarze mogliby znaleźć się w tej katalońskiej kadrze i jaki poziom rywalizacji mogliby osiągnąć. W końcu wielu reprezentantów kraju urodzonych w Katalonii jest członkami reprezentacji Hiszpanii, mistrzami Europy i świata. Przepisy FIFA pozwoliłyby im marzyć jeszcze odważniej, ponieważ wychowankowie mogliby wybrać, którą reprezentację chcą reprezentować: Iniestę, Pedro, Messiego…

4

@FCBparasiempre
Nie powinniśmy jednak dać się ponieść niemal nierealnym scenariuszom i skupić się na bardziej przewidywalnych faktach: niektórzy Katalończycy również woleliby grać dla Hiszpanii. W zależności od daty przyjęcia FCF do FIFA, zawsze za zgodą RFEF, jej udział w rozgrywkach międzynarodowych rozpocząłby się od mniejszych turniejów. Struktura katalońskiej piłki klubowej wyglądałaby zupełnie inaczej. Obecnie FC Barcelona sprawuje hegemonię, która szkodzi innym katalońskim klubom. Praktycznie je dusi. RCD Espanyol, z wielkiego rywala, który w latach 30. XX wieku walczył o mistrzostwo Katalonii, stał się klubem aspirującym do utrzymania się w krajowej Pierwszej Lidze. Choć kilkukrotnie zdobył Puchar Króla i cieszył się krótkimi, wyjątkowymi okresami sukcesów, od lat 60. XX wieku walczy o utrzymanie w Pierwszej Lidze. Pozostałe katalońskie kluby są w jeszcze gorszej sytuacji. Katalonia, biorąc pod uwagę swój potencjał ludzki i gospodarczy, powinna mieć co najmniej trzy drużyny w Pierwszej Lidze; jednak od kilku lat trzecią drużyną z regionu jest FC Barcelona B. Nie sposób uniknąć porównania z Madrytem, gdzie Real Madryt, który w ostatnich latach również zmonopolizował hegemonię w stolicy, ma za sąsiada konkurencyjny zespół z tytułami krajowymi i międzynarodowymi. Ponadto region Madrytu może pochwalić się dwoma innymi drużynami w Pierwszej Lidze: Rayo Vallecano i Getafe CF. To samo dotyczy Andaluzji, gdzie w Pierwszej Lidze grają cztery kluby, gdzie historyczna dominacja Sevilla FC jest równoważona przez alternatywy, takie jak ich rywale Real Betis w innych okresach, Granada CF w latach 70. i obecnie Málaga CF. Ta ogólna przewaga, jaką oferują kluby Madrytu i Andaluzji nad klubami katalońskimi, nie jest proporcjonalna do potencjału zawodników w tych regionach. Monopol FC Barcelony ogranicza możliwości innych katalońskich drużyn znacznie bardziej niż dominacja Realu Madryt nad drużynami Madrytu lub Sevilli FC nad drużynami Andaluzji. Rozważmy to: ostatni raz, kiedy Katalonia miała trzy drużyny w Pierwszej Lidze, był sezon 2006/07, poprzedni był 1987/88. Musimy cofnąć się do lat 1947/48 i 1948/49, kiedy to Sabadell i Nàstic rywalizowały z Españolem i Barceloną w najwyższej kategorii. W związku z tym w katalońskiej lidze brak dochodów z praw do transmisji, spadek liczby widzów i wynikający z tego brak motywacji do rozgrywek doprowadziłyby do znacznej utraty przez FC Barcelonę pozycji na rzecz rywali. Biorąc pod uwagę wspomnianą utratę statusu symbolu katalońskiej tożsamości – absurdem byłoby organizowanie mozaik z katalońską flagą na Camp Nou przeciwko takim drużynom jak Nàstic czy Hospitalet – FC Barcelona stanęłaby przed poważnymi trudnościami w utrzymaniu dominacji ekonomicznej. Upadek tego potężnego klubu otworzyłby nowe możliwości dla wszystkich rywali. W ten sposób RCD Espanyol, jak już zauważyliśmy, ponownie stałby się głównym rywalem FC Barcelony. Wśród pretendentów pojawiłyby się nowe nazwiska, takie jak CE Sabadell FC, Girona FC i Nàstic … oprócz odrodzenia się historycznych klubów Barcelony, takich jak UE Sants, CE Europa i UE Sant Andreu, a także tych z okolic, takich jak CF Badalona, CE L'Hospitalet i UDA Gremanet. Wszystkie te problemy pogłębiają się z powodu migracji kibiców Barcelony, zniechęconych brakiem intensywności rywalizacji. Obecność tych mniejszych klubów w turniejach międzynarodowych pomogłaby im się rozwijać pod każdym względem. Nie ma wątpliwości, że ten idylliczny obraz katalońskiej piłki nożnej opiera się na obaleniu bardzo złożonej rzeczywistości. Z jednej strony FC Barcelona jest jej czołowym reprezentantem w Hiszpanii i Europie. To klub z setkami tysięcy kibiców i kibiców na całym świecie. Budzi podziw swoimi sukcesami sportowymi. Ale skojarzył swoją nazwę z katalońskim nacjonalizmem, a ta sprawa podważyła jego własną tożsamość. A jeśli propozycja secesjonistyczna osiągnie swój cel polityczny, FC Barcelona definitywnie straci wszystkie te cechy. Prawdziwy dylemat klubu Blaugrana polega na tym, czy potwierdzić obecny kurs i poświęcić się, czy potępić manipulacje i postawić na pierwszym miejscu interesy sportowe i ekonomiczne klubu. FC Barcelona ma większy wpływ niż cała katalońska piłka nożna razem wzięta. Czy powinien z tego zrezygnować jako klub? Istnieje historyczny precedens dla podobnej sytuacji. W 1936 roku, po wybuchu hiszpańskiej wojny domowej, katalońska piłka nożna przeżywała okres naznaczony okolicznościami politycznymi. W sierpniu 1936 roku Generalitat de Catalunya odwołał José Rosicha, przedstawiciela Katalońskiej Federacji Piłkarskiej (FCF) w Hiszpańskiej Federacji Piłkarskiej, wbrew woli Juana Bautisty Roki, który również przez krótki czas pełnił funkcję prezesa federacji regionalnej. 14 dnia tego samego miesiąca do biur FCF przybyła uzbrojona grupa dowodzona przez radnego Barcelony, Ramóna Erolesa. Eroles, działając w imieniu Centralnego Komitetu Milicji Antyfaszystowskich, ogłosił przejęcie Federacji. Od tego momentu FCF podlegała jurysdykcji Katalońskiej Komisji Wychowania Fizycznego i Sportu, a sam Ramón Eroles ogłosił, że obejmuje kierownictwo nad FCF.

W swoich pierwszych wypowiedziach Ramón Eroles głosił potrzebę promowania katalońskiej piłki nożnej niezależnie od hiszpańskiej. W ten sposób chciał wykorzystać zawieszenie rozgrywek krajowych, uzgodnione przez Hiszpańską Federację Piłki Nożnej (RFEF) w październiku 1936 roku. Ponieważ Mistrzostwa Katalonii odbywały się w zwyczajowych terminach, brak Mistrzostw Ligi Narodowej pozostawił cały kalendarz niewypełniony. Podczas gdy z inicjatywy prezesa Valencia FC, Fernándeza Tortajady, kluby walenckie i katalońskie negocjowały organizację rozgrywek międzyregionalnych, Eroles zaproponował różnym organom w ramach Katalońskiej Federacji Piłki Nożnej (FCF) utworzenie Ligi Katalonii z 14 drużynami . Tak rozpoczął się pierwszy poważny konflikt między ideologią secesjonistyczną a interesami zawodowej piłki nożnej w Katalonii.

Sześć klubów zawodowych, przy wsparciu związku zawodowego zawodników, postanowiło rywalizować w Lidze Śródziemnomorskiej, rozgrywkach pomiędzy drużynami z Walencji i Katalonii. To skutecznie odrzuciło pomysł zorganizowania własnej Ligi Katalońskiej . Eroles nadal upierał się, że daty te pokrywają się z barażami o awans do Mistrzostw Katalonii , ale po długich dyskusjach, strajkach zawodników, rezygnacjach, a nawet interwencji sekretarza FEF, Ricardo Cabota – który nic dla Eroles nie znaczył – FCF ostatecznie zezwoliła czterem klubom niebiorącym udziału w barażach o awans na grę z drużynami z Walencji. Było oczywiste, że katalońska piłka nożna wybrała rozwiązanie, które najlepiej odpowiadało jej interesom, ignorując inne względy ideologiczne. Liga Śródziemnomorska, choć daleka od bycia ligą krajową, gwarantowała akceptowalne wpływy z biletów, oprócz rekompensaty finansowej, którą kluby katalońskie uzgodniły z klubami walenckimi za udział. Kluby zapewniły sobie dochody, a zawodnicy pensje. Było oczywiste, że liga regionalna z czternastoma drużynami byłaby finansową katastrofą. Należy zauważyć, że Eroles, ze swoimi lewicowymi poglądami, uważał profesjonalizację sportu za wadę generowaną przez kapitalizm, którą należy wykorzenić. Z tego powodu FC Barcelona i CD Espanyol, wraz z ich profesjonalnymi drużynami, były jego głównymi przeciwnikami. W czasach, gdy przeciwstawianie się komukolwiek oznaczało ryzyko śmierci, zawodowi piłkarze, zorganizowani w związek klasowy, potrafili bronić swojej pozycji z godnością, stawiając solidarność między kolegami z drużyny ponad interesy czysto ideologiczne. Możliwe, że ten brak wsparcia ze strony Serie A dla Ligi Katalońskiej zirytował Erolesa, który musiał zrozumieć i zaakceptować, że prezes Katalońskiej Federacji Piłkarskiej (FCF), jakkolwiek by nie był zwolennikiem lokowania aktywów i antyfaszystą, miał znacznie mniejszą władzę niż dwa najpotężniejsze kluby w regionie. Ten rozdział w katalońskiej zawodowej piłce nożnej zakończył się tournée FC Barcelony po obu Amerykach. Tym samym klub odrzucił propozycję organizacji mistrzostw regionalnych. Oczywiście, wszystkie niezbędne pozwolenia na wyjazd załatwił sekretarz FEF, Ricardo Cabot, ponieważ FCF nie miał jurysdykcji. Tymczasem drużyny z Walencji i Katalonii, motywowane koniecznością finansową, zorganizowały kolejne rozgrywki i ponownie starły się z innymi interesami. Tym razem Granollers SC został wykluczony, nie uczestnicząc w Copa España Libre, które wygrał Levante FC ze znacznym wzmocnieniem ze strony Gimnàstic FC. Kiedy klub Barcelona wrócił z Ameryki pięć miesięcy później, jego skład był już mocno uszczuplony. Zebrane pieniądze, około 12 000 dolarów, zostały zdeponowane w paryskim banku, zapobiegając w ten sposób ich konfiskacie przez rząd republikański lub sam Generalitat. Możliwości rozwoju działalności piłkarskiej zostały ograniczone wyłącznie do Katalonii. W sezonie 1937/38, pozbawiony swoich gwiazd, klub wygrał Campionat de Catalunya z trzypunktową przewagą nad CD Júpiter i FC Badalona, swoimi głównymi rywalami. Poniósł trzy porażki: CD Júpiter 2:0, CD Europa 3:0 i FC Gerona 3:2. CD Espanyol, znacznie słabszy zespół, zajął piąte miejsce. Wiosną 1938 roku Katalońska Federacja Piłkarska (FCF) w końcu doczekała się utworzenia Ligi Katalońskiej z dziesięcioma drużynami (ośmioma z Barcelony lub okolic a także SC Iluro z Mataró i CD Manresa), w której nie brały udziału wszystkie kluby Serie A. Silnie dotknięty wojną, turniej nie miał żadnego znaczenia sportowego ani ekonomicznego a jego celem było jedynie zaprezentowanie wizerunku normalności w katalońskim społeczeństwie, pomimo wojny, i przedłużenie sezonu piłkarskiego. Wreszcie, jesienią 1939 roku, po zakończeniu wojny domowej, Mistrzostwa Katalonii rozegrały swoją ostatnią edycję. RCD Espanyol wygrał zdecydowanie(później zdobywając Puchar Generalísimo) a FC Barcelona zajęła trzecie miejsce, za Gironą FC. Reszta to opowieść na inny raz.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?