La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1496 Culés

5

6

@FCBparasiempre
10 czerwca 1962 roku, „Estadio Carlos Dittborn”; Chile – ZSRR.

Przez te wszystkie lata w wielu wywiadach pytano mnie dlaczego postanowiłem zostać pisarzem. Jest to temat, do którego dziennikarze wracają raz za razem, jakby ta informacja była dla nich naprawdę ważna i który przewija się zawsze, kiedy wydaje nową książkę. Kłopot w tym że nigdy nie wiedziałem, jak odpowiedzieć na to pytanie, jako że nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia. Nie było konkretnego powodu, z którego wybrałem ten zawód a nie mam wątpliwości że gdyby takowy istniał, byłby zdecydowanie pospolity i nie spełniłby oczekiwań ciekawskich redaktorów, którzy z jakiegoś dziwnego względu zawsze spodziewają się znaleźć w pamięci pisarzy skrzynię pełną wspaniałych i fascynujących anegdot. Ale jako że jestem szczodrym człowiekiem, od pewnego czasu wymyślam różne historię o moich początkach żeby każdy mógł poczuć się ukontentowany. Zazwyczaj korzystam z doświadczeń kolegów po fachu, którzy( w przeciwieństwie do mnie) mogą liczyć na pierwszorzędny materiał bibliograficzny a pośród nich wszystkich chyba najbardziej cenię i najczęściej powielam historię mojego chilijskiego kolegi Luisa Sepulvedy, niech spoczywa w pokoju. Na długo zanim przelał na papier pierwsze słowa, Luis Sepulveda grał w piłkę na pozycji napastnika. Występował w juniorskiej drużynie klubu Unidos Venceremos, Razem Zwyciężymy(Cóż za nazwa, nie mówcie mi że nie brzmi to już jak porządny łyk najlepszej literatury) w rodzinnej dzielnicy „Vivaceta”, w samym sercu Santiago de Chile. Na boisku radził sobie naprawdę dobrze, do tego wręcz stopnia że chciał zostać zawodowym piłkarzem. To było jego marzenie: zarabiać na życie strzelając gole. I znajdował się na dobrej drodze, jego codzienny rytuał polegający na smarowaniu korków tłuszczem do skór(ten szczegół, przyznajmy, także jest niezwykle poetycki) odpłacał mu się boską inspiracją, dzięki której był najlepszym zawodnikiem we wszystkich meczach bez wyjątku. Jednakże pewnej niedzieli, kiedy wybierał się na boisko Sepulveda natknął się na ulicy na ciężarówkę do przeprowadzek. Kilka kroków od jego domu miała zamieszkać jakaś nowa rodzina. Chłopiec zaoferował pomoc dwojgu dorosłym, którzy wyładowywali meble a kiedy przekroczył próg domu, niosąc w cherlawych ramionach mały ogrodowy stolik zobaczył ją. Dziewczyne w swoim wieku, wdzięczną i delikatną, z nieśmiałością wymalowaną na twarzy; najpiękniejszą, jaką kiedykolwiek widział. Jego drużyna przegrała tego dnia, on sam zagrał żałośnie i zarówno jego koledzy, jaki trener wrócili do szatni wściekli. Ale Sepulveda się tym nie przejmował po raz pierwszy inne uczucie Wzięło w nim górę nad futbolem. Chcąc podziękować mu za pomoc, rodzice Glorii, bo tak miała na imię dziewczyna, zaprosili go na przyjęcie urodzinowe córki w następny weekend. I chłopiec, którego życie momentami przybierało formę powieści(ten magiczny szkic, na brak, którego zawsze cierpiała moje), nie mógł myśleć już o niczym innym. Uzbroił się w najlepszy możliwy prezent. Nie łatwo było się zdecydować ale po długich rozmyślaniach oślepiony dusznym światłem, które towarzyszy pierwszym miłością, wykonał ten krok. Zamierzał wręczyć Glorii najcenniejszy przedmiot, jaki przechowywał- fotografię reprezentacji Chile, która rywalizowała na mundialu w 1962 roku, z podpisami wszystkich piłkarzy. Zdobycie ich wymagało od niego prawdziwej Odysei ale nie brakowało żadnego autografu; widniały tu gryzmoły Misaela Escutiego, Jorge Toro, Luisa Eyzaguirre, Lionela Sancheza, Tito Fouilliouxa... A przede wszystkim, wznosząc się nad pozostałymi, jak gdyby tuż długopisu nabrał nagle niespodziewanego błysku, podpis Eladio Rojasa, największego idola Sepulwedy. Autograf Bombardiera z żółtej ziemi był wisienką na torcie tej fotografii, hołdem dla pokolenia, które zdobyły dla Chile brązowy medal mistrzostw świata.

Ów turniej wyrył się w pamięci całego kraju a w jednym z jego kluczowych momentów największą rolę odegrał właśnie Rojas, który w meczu 1/8 finału ze Związkiem Radzieckim strzelił decydującego gola, posyłając piłkę z połowy boiska i umieszczając ją w bramce Lwa Jaszyna. Gol był tak zaskakujący, uderzenie tak potężne że nawet sam „Czarny pająk” nie miał innego wyjścia jak bić brawo, kiedy już się odwrócił i przekonał że piłka imponująco przemierzywszy niebo Ariki zaplątała się w sieci jego bramki. Sepulveda po raz ostatni spojrzał na błyszczący podpis Rojasa w salonie sąsiadów, nabrał powietrze i torując sobie drogę pośród gości, wręczył prezent Glorii ale sekundę później wszystko się zepsuło. - Nie lubię futbolu- wyszeptała delikatnym i zachwycającym głoskiem zobaczywszy zdjęcie. - Ach, nie? A więc co lubisz?- zapytał pokonany. - Lubię poezję. Po tym zdaniu Luis Sepulveda już nigdy nie był taki sam. Nie zobaczy już glorii, podobnie jak nie wejdzie już na plac gry. Zwyczajnie zmieni kierunek. Pewnego dnia w ręce wpadła mu książka Nerudy i od tej pory skończyły się jego marzenie o piłkarskiej karierze, przepadł na zawsze w labiryncie liter. Wiele razy pragnąłem żeby historia Sepulvedy była moja. Jest w niej coś, co mnie porusza a jednocześnie robi na mnie wrażenie, jakby to była konstatacja że nieszkodliwy ból chłopca może zdecydować o przyszłości mężczyzny. Dlatego zazwyczaj ją sobie przywłaszcza, kiedy ktoś pyta. Żeby oddalić się od przeciętności własnych wspomnień. Żeby uwierzyć choćby tylko przez kilka minut, kiedy opowiadam tę historię że ja też miałem małą glorię która stanęła na mojej drodze żeby rzucić mnie niewzruszenie w ogień literatury.

Marcel Beltran.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

MVP sezonu 2025/26 FC Barcelony jest: