La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1267 Culés

7

Płonące płatki śniegu(prosze przeczytać w odpowiedzi na mój komentarz):
@Safrani
@Ogorinho1974
@misterio
@Marusek
@Lionel_Messi10
@KrychaFCB
@Gary
@Bernard777
@AssisMoreira
@Adran360

10

@FCBparasiempre
16 czerwca 1962 r. Stadion Narodowy w Santiago; Chile-Jugosławia.

Antonio Scarmeta zareagował nieoczekiwanym przypływem nostalgii, kiedy w trakcie przeprowadzki rozpakował pudło i zobaczył numer tygodnika „Estadio”. Zdmuchnął cienka warstwę kurzu pokrywającą okładke, na której było zdjęcie Braulio Musso, kapitana Uniwersidad de Chile, młodego i pełnego wigoru, uczesanego jak przystojniak z telenoweli. Skarmeta sobie przypomniał, że miał 10 lat, kiedy zobaczył tę okładke w osiedlowym kiosku. Są takie dni, które naznaczają życie człowieka a tamten zdecydował o jego życiu; od tamtej pory wiedział, że już zawsze będzie nosił w sercu czerwień „La U”, bez względu na wszystko. Minęło ponad 40 lat i tamten niewinny chłopiec zrozumiał, że ludzie są okrutniejsi niż upływ czasu, który zredukował życie do tego: wspomnień, które rozświetlały przeszłość niczym płonące płatki śniegu. Na tym odległym patiu- na jego odległej teraz rodzinnej ziemi, piłka dała mu pierwszą ważną lekcje: futbol wymagał od dziecka takiego samego zaangażowania, jak poglądy polityczne od dorosłego. To była umowa, którą zawarł z Braulio Musso: wierność barwom, lojalność herbowi, kibicowanie Uniwersidad z taką samą siłą, z jaką walczyłby o ideały polityczne. Na tamtym patiu(w swojej teraz zakazanej ojczyźnie) nie mógł jednak przeczuwać, że jego droga literacka również będzie powiązana z drogą jego klubu oraz reprezentacji narodowej. Pewna data rozbłysła mu w głowie: sezon 1959, kiedy La U zdobyła mistrzostwo a Skarmeta zaczął regularnie pisać. „Siedząc przed maszyną do pisania czułem takie same emocji jak na trybunach stadionów”. Jeździł za drużyną na wiele obiektów, kibicując jej z szalikiem na szyi. „Poczułem że to część mojej duszy i że niedziela po niedzieli muszę tym oddychać na trybunach”. W tamtym sezonie czuł się niepokonany na stadionach a także wtedy, kiedy pisał. Kolejny błysk: 1962 rok, 3 lata później. Wspomnienie mundialu rozgrywanego w kraju(w kraju, do którego teraz ma zakaz wjazdu) powróciło razem z wersami Barrenechei: „ Drużyno ojczyzny, do przodu / do bramki przeciwnika trza przeć; / to pragnienie całego narodu / gol Chilijczyków! To chcemy słyszeć”. Wciąż mógł wymienić z pamięci reprezentacyjną 11-tke, w większości złożoną z zawodników Universidad: Escuti, Eyzaguirre, Sanchez, Navarro, Contreras, Rojas, Toro, Fouillioux, Ramirez, Landa i Leonel Sanchez. To był wspaniały rok. Scarmeta opublikował swoją pierwszą książke, zbiór opowiadań pod tytułem „Entuzjazm”. Zawarł kompromis z literaturą: jego książki, którą udostępniono, aby odbiorcy mogli czytać samych siebie, żeby mogli czytać rzeczywistość, która ich otaczała a przede wszystkim żeby mogli ją ulepszać. Jednakże nie pamiętał tamtego roku ze względu na wejście do świata literackiego, tylko z powodu goli. Miał to szczęście, że mógł się cieszyć z wielu, z o wielu więcej, niż ktokolwiek mógł przypuszczać na początku turnieju. Reprezentację Chile zawsze prześladował pech jak pisarz Nicanor Parra; na tym mundialu jednak „La Roja” ustrzegła się go aż do półfinału. W jego wspomnieniach rozbłysła następna data: 16 czerwca 1962 roku. Atmosfera święta, jaka zalała ulicę Santiago znalazło ujście na trybunach Stadionu Narodowego. Jeśli Skarmeta zamykał oczy, wciąż mógł usłyszeć śmiechy, przyśpiewki, trąbki i gitary, które podłożyły melodię pod wersy Angela Cuevasa: „My, chłopcy z 62/ Zagubieni między ludźmi / w dniu zabawy”. Tamtej soboty 16 czerwca dzień zabawy rozpoczął się o wpół do trzeciej po południu, kiedy rozbrzmiał pierwszy gwizdek w meczu z Jugosławią, który miał wyłonić medalistę Mistrzostw Świata.

Skarmeta cierpiał przez 90 minut, jak nigdy przedtem nie cierpiał z powodu Uniwersidad, ponieważ na tamtym mundialu zrozumiał że czerwień La U była równie intensywna jak czerwień reprezentacji. Jugosławia naciskała ich przez cały mecz a Skarmeta rozpaczał, ilekroć z boiska wylatywał kolejny chilijski zawodnik. Minuty mijały, La Roja dzielnie stawiała opór, zbliżała się jednak dogrywka a rozegranie jej w 8 na 11 oznaczało niemal pewną porażkę. Stadion cichł z upływem minut aż w ostatniej akcji, kiedy piłka przekroczyła linię połowy boiska, podniósł się desperacki szmer, który wzmógł się, gdy futbolówkę przyjął Eladio Rojas. Nikt się nie spodziewał tego strzału z dystansu. Nikt się nie spodziewał że piłka dotknie obrońcy i wpadnie do siatki. To była ostatnia minuta regulaminowego czasu gry ale kibice nie czekali aż sędzia od gwiżdże koniec żeby wtargnąć na murawę i wyściskać swoich bohaterów; tysiące kapeluszy pofrunęło do nieba ponieważ stał się cud. Skarmeta przyłączył się do zabawy rodaków i do ogłuszających okrzyków największego szczęścia, jakie kiedykolwiek słyszał. Co zostało z tamtego hałasu? Co się stało z tamtymi golami? I z tamtym niebywałym szczęściem? Przejrzał stary numer tygodnika „Estadio” i ogarnął go smutek, podczas gdy płatki śniegu nadal płynęły w jego pamięci. Był zagubionym chłopakiem z 62, jednym z wielu, dla których " świat zawężał się do piłki a kopanie jej było naszym delirium", jak recytował mistrz Nicanor Parra. Skarmeta znalazł jednak swoje miejsce także poza stadionem, jako członek Ruchu Zjednoczonej Akcji Ludowej. Nie zerwał swojej umowy z Universidad, kiedy drużyna przestała wygrywać, tak samo jak wciąż walczył o polityczne ideały, kiedy zaczęło dziać się źle. Kolejna data w płomieniach: 11 września 1973 roku, dzień, w którym wojskowy zamach stanu Pinocheta obalił rząd Allende. Ulicami jego ukochanej ojczyzny zawładnęła przemoc: bicie, tortury, zniknięcia. Ogień, mnóstwo ognia a Stadion Narodowy, gdzie wciąż pobrzmiewały echa mitycznego gola Aladio Rojasa został zamieniony przez wojskowych w kostnicę. Skarmeta musiał wyemigrować do Argentyny żeby ratować życie i dotrzymać politycznej umowy: tylko z dala mógł walczyć o ojczyznę. Dwa lata później miał gotową pierwszą powieść: „Śniło mi się że płonie śnieg". Główny bohater Arturito opuszcza rodzinne strony i wyjeżdża do Santiago żeby grać w Universidad. Chce zostać gwiazdą reprezentacji. „Bycie piłkarzem to luksus, który ma swoją „via crusis", ostrzega go trener. Jednakże prawdziwa „via crucis” Arturito rozpoczyna się wtedy, kiedy wojsko wychodzi na ulicę a on rozumie że człowiek musi pozostać wierny swoim zasadom, bez względu na to, jak trudny stanie się mecz. „Zachowujesz się gorzej niż reakcjoniści(wyrzucał mu przyjaciel) gorzej niż wojskowi, kiedy nas napadają, niż faszyści, kiedy do nas strzelają bo łamiesz jedyną broń, jaką mamy, głąbie: moralność klasową, świadomość klasową". Skarmeta zamknął tygodnik „Estadio”. Ostatni raz uśmiechnął się do Braulio Musso. To właśnie oznaczał tamten gol Eladio Rojasa: ośmiu mogło pokonać 11, naród uzbrojony w idee mógł złamać karabiny wojskowych. Swoją maszyną do pisania złamałby je ideami. Naładowałby słowa świadomością klasową i płatki śniegu już nigdy by nie zgasły.

Miguel Angel ortiz.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?