La Rambla

Witaj na La Rambla
Witamy na La Rambla, gdzie dyskusje toczą się całą dobę! La Rambla to dział stworzony specjalnie dla zarejestrowanych Użytkowników FCBarca.com. Zapraszamy do rejestracji oraz dyskusji nie tylko o Barcelonie i nie tylko o piłce nożnej. W tym dziale obowiązuje regulamin serwisu FCBarca.com, który znajdziecie tutaj.

La Rambla

Online: 1392 Culés

9

Bawi mnie wypieranie i bagatelizowanie sprawy kontraktu Leo. Robi się to na kilka sposobów. Pierwszy, najbardziej banalny, czyli "odwracanie uwagi". Chyba najlepsza taktyka w syndromie wyparcia. Czemu? Wszystko da się pod to podpiąć. Nie byłoby porażki Realu, to znalazłoby się coś innego, cokolwiek by odrzucić niechciany komunikat. Zresztą już widzę jak kibice Królewskich nagle gubią z oczu taką sobie grę ich drużyny, uciekające szanse na mistrza, by rozmawiać przez następne tygodnie jedynie o kontrakcie Messiego. Przecież poza tym te dzienniki też zarabiają na ostrych artykułach o porażce, pesymizm i szok się sprzedaje, więc im akurat najmniej zależy na zacieraniu ciężkiej sytuacji w klubie.
No ale "dywersja" nie pomaga, fakt jednak został, to teraz trzeba go umniejszać. Wzium! Lądują na stole kartki z wyliczeniami, że sam Messi dużo zarabia na klub, a w ogóle to trofea. I tutaj pojawiają się dwa zasadnicze problemy. Te wyliczenia bliżej nieokreślonej wartości marketingowej ("około 300 mln euro na sezon") są mocno podejrzane. Już padło na tej stronie, że znacznie przewyższają to ile całe duże kluby mają przychodów z marketingu. Stąd wątpię czy są one dokładne, a sumienność jest w tej kwestii ważna, gdyż przychód z gadżetu różnie się rozkłada. Jakiś procent idzie do producenta, Messi także coś inkasuje, samemu klubowi często trafiają się ochłapy. W przypadku dochodu ze zwycięstw to tym bardziej jest to zagmatwane, ponieważ trzeba wliczyć inflacje, nie można ich tak po prostu zsumować jako jedno.
Poza tym argument ten pomija meritum afery. Z mniejszą pensja klub zarobiłby jeszcze więcej. A i raczej nikt tutaj nie twierdzi, że Argentyńczyk całkowicie nic nie daje Barcelonie, jego sportowe zasługi są akurat nie do podważenia. One jednak jednocześnie nie tłumaczą aż tak wysokiego kontraktu. Myślę że jest on po prostu świetnym symbolem rozrzutności prezesów. Obok ogromnych pensji Cou, Grieza i innych badziewiaków, to stoi też Messi i jego horrendalne zarobki. Nie można tymi przypadkami tłumaczyć Atomowej Pchły, on razem z nimi stanowi amalgamat, wspólnie z nimi jest ciężarem finansowym dla budżetu Dumy Katalonii. Bagatelizując to teraz, czynimy tak samo, jak nasz mądry inaczej zarząd, liczący chyba że "jakoś to się ułoży".
Inaczej, nie chciałbym byście pomyśleli, że chcę teraz położyć głowę Leo na gilotynie. Oczywiście wina leży jedynie po stronie zarządu. On jest najlepszym piłkarzem na świecie, nawet w historii. Może więc stawiać warunki, a skoro są one przyjmowane, to... czemu nie brać? Tworzy to jednak sytuacje szkodliwą dla F.C Barcelony, o czym warto mimo wszystko pamiętać. Wszystko ma swoje jasne i ciemne strony, jak widać era Messiego również.

3

@sebasek99 problem jest też w tym że ludzie mają podejście "dali mu ofertę na stół, tylko głupi by nie podpisał, Messi niewinny."A w rzeczywistości pewnie ten niewinny Leo ostro się targował o te pieniądze, wiadomo ostatecznie to klub decyduje, ale nie ma co wybielać Argentyńczyka i robić z niego niewiniątka, jest 2021 rok i już chyba nikt nie wierzy ze w dzisiejszych czasach istnieje coś takiego jak szczera, bezinteresowna miłość do klubu. Musimy pozbyć się zawodników którzy zarabiają najwięcej,zbudować nowy zespół z nowymi drabinkami płacowymi, bo te obecne prowadzą do autodestrukcji. Przychodzi nowy zawodnik pokroju Dembele i dostaje odrazu dziesiątki mln, bonusy, premie za podpis, cholera wie co jeszcze, a tak naprawdę nic jeszcze nie pokazał. Real jest również w ciężkiej sytuacji, ale tam chociaż mają jaja i nie uginają się pod presją piłkarzy tak jak my. Ja mam wrazenie że Bartomeu te pensje nowym zawodnikom chyba rozdawał na pokaz, bo mieliśmy dobry okres finansowo, a teraz zbieramy tego żniwa.

2

@sebasek99 Ja sadze, ze nie ma nic zlego w zarabianiu pieniedzy.

Tyle, ze trzeba sie zdecydowac - chce sie zarabiac, czy chce sie wygrywac? Bo jak sie walczy o jedno i drugie, to jest wlasnie czesciowe wpedzanie klubu w finansowe klopoty. Messi dostal oferte to podpisal, pewnie - i powinien byc szczesliwy. Ale czy jest teraz, kiedy sytuacja klubu nie pozwala na otaczanie go topowymi graczami? Nagle pieniadze to nie wszystko? Wczesniej, klub sie coraz bardziej obciazal, bo jakby mu nie sprowadzali graczy swiatowego formatu, to pewnie by sie denerwowal, jednoczesnie ciezko samemu obciazajac budzet klubu.

Gdyby Messiemu wystarczylo to, co jest w klubie, i wtedy doil Barce, to w sumie nie byloby sie o co doczepic. Ale Messi chce wielkich pilkarzy wokol, chce wygrywac trofea i jednoczesnie, chce pieniedzy. Dlatego jest jak jest.

Dam przyklady spoza futbolu, ale tylko po to, zeby pokazac, jak wygrywanie i zarabianie czasamo nie idzie w parze.
W amerykanskich sportach, zespoly sa w swietnej kondycji finansowej, bo maja salary cap, wiec o dlugach nie ma mowy i nie o to mi chodzi.
Jesli przekroczysz limit placowy, placisz podatek od luksusu, dlatego zespoly uwazaja, by tego limitu nie omijac. To oznacza, ze przy duzych zarobkach niektorych gwiazd, szanse na sprowadzenie kolejnych sa nieuduze.

Tom Brady, futbolista Tampy, a wczesniej przez 20-lat grajacy w Patriots, od lat dawal zespolowi z New England ‘hometown discount’. Kiedy inni podpisywali maksymalne umowy i doili zespoly, Brady godzil sie na np. 10-12 milionow zamiast 20+, bo jak sam mowil, ‘chce wygrywac’, ma juz ‘wystarczajaco pieniedzy’, ma ‘bogata zone’ itp. Dzieki temu, Pats zostawali konkurencyjni, bo potrafili zatrzymac najlepszych zawodnikow w druzynie. Dlatego Tommy Terrific ma 6x SB i walczy teraz o 7 pierscien mustrzowski (aczkolwiek po raz pierwszy w innym zespole).

Drugi przyklad dam z NBA. Dirk Nowitzki poswiecal bardzo duzo pieniedzy, by Dallas pozostawalo konkurencyjne. Niemiec wolal byc otoczony dobrymi koszykarzami i grajac w druzynie z glebia skladu, niz zarabiac grube miliony, bo jest wystarczajaco bogaty, by poswiecic czesc potencjaknego wynagrodzenia dla wzmocnien. Nie zawsze to dzialalo, zwlaszcza pod koniec kariery #41, ale byla to proba nawiazania walki o mistrzostwo. Dirk ten tytul zdobyl wlasnie w Dallas, bez tworzenis superzespolow badz uciekania by zarabiac i wygrywac w innym miejscu. Oddawal wiele na parkiecie i poza nim, bo kochal ta druzyne i jeden tytul w Dallas znaczyl wiecej, niz 3-5 znaczylyby w jakims przepakowanym team’ie.

Dla przykladu, w NHL, moi unochani Blackhawks stworzyli w 1 polowie poprzedniej dekady dynastie, ktora miedzy 2010-2016 zdobyla 3x Puchary Stanley’a (mistrzostwo w NHL). A potem? Ogromne kontrakty dla Seabrooka, Keitha oraz przede wszystkim Kane’a i Toewsa sprawily, ze Hawks nie mieli duzej mozliwosci manewrowania przy placach i ostatnie sezony (zwlaszcza poprzednie dwa) byly juz ciezki, a zespol ciagnal bedacy w szczytowej formie swojej kariery Kane, ktory nie mial wokol odpowiednich graczy do konkurowania z najmocniejszymi zespolami. Zawodnicy naleza do najlepiej zarabiajacych na swoich pozycjach i oczywiscie, niezwykle zasluzonych i utytulowanych... ale kosztem sukcesow. Czy mieli takie prawo? Jasne. Tak jak i Messi. Czy mogli zrobic inaczej? Prwnie, ale nie musieli.

Leo Messi ma prawo do zarabiania jak najwiekszej ilosci pieniedzy, ale jednak nie mozna udawac, ze to nie jest problemem klubu i nie dolozylo do kiepskiego zarzadzania swojej wlasnej cegielki.

W futbolu znajda sie tez takie przyklady w innych miejscach. Duzo zespolow, ktore mialo fajne sklady, rozpadlo sie, bo zawodnicy woleli isc w inne miejsce dla kasy. Duzo zespolow nie moglo sprowadzac graczy pewnej klasy przez zarobki pilkarzy, a niektore kluby upadly przez wydawanie ‘ponad stan’ (naszpikowana gwiazdami Parma pod koniec 90-tych i na poczatku XXI wieku).

Nikt nie mowi Messiemu co ma robic, ale udawanie, ze on nie ma udzialu w tym, co sie finansowo i sportowo dzieje w klubie, to zbyt duzy fanatyzm.

1

@sebasek99 Przedstawię swój punkt widzenia, może być mylny. Kiedy masz przed sobą negocjacje z najlepszym piłkarzem w historii chcąc go za wszęlką cenę zatrzymać trzeba brać pod uwagę, że inne kluby na pewno wywierały presję możliwością zapłacenia jeszcze większych kwot na jego konto i teraz tylko bym się zastanowił czy właśnie marketing + wyniki sportowe były/są warte swojej ceny bo równie dobrze, za te pieniądze można byłoby utrzymać 2 lub 3 gwiazdy światowego formatu choć nie ma gwarancji czy wypełniłyby lukę po nim jak w przypadku Neymara. Jakby to powiedzieć rynek też dyktuje takie warunki jego umowy, a po zachowaniu Bartomeu, mianowicie fakcie, że za wszelką cenę zostawił go na siłę zeszłego lata widać, że zagrał va bank. To nie wina Leo, że tyle zarabia kto by nie chciał więcej dostawać za swoją robotę? Takie bajki jak miłość do klubu to chyba tylko nastolatkowie wierzą.

2

@YoNoEntiendoNada Dokładnie, tylko mimo wszystko twoje przykłady wynikają trochę ze specyfiki amerykańskich sportów. Natomiast bez tego ograniczenia, to wątpię czy ci sami zawodnicy zdecydowaliby się na takie posunięcia. W futbolu zasady "salary cap" nie ma, więc nie dziwie się, że człowiek z tego nie korzysta. Stąd nie chciałbym wchodzić w moralne oceny tego kontraktu.

« Powrót do wszystkich komentarzy

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?