BlackVarg
Dołączył/a: maj 2018
3 obserwujących
5 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
Jak dla mnie Urugwaj do spółki z Peru może być "czarnym koniem" nadchodzącego czempionatu globu (na co wskazuje choćby drabinka turniejowa).
Osiem lat temu również mało kto stawiał na podopiecznych Tabareza, a skończyło się na wyśmienitej 4 lokacie, co nad La Platą zostało przyjęte niemal jak sięgnięcie po Puchar Świata.
0
Porównanie może i na wyrost, ale momentalnie nominacja ta skojarzyła mi się z "przeprosinami" redakcji "FF" adresowanymi do Iniesty.
Eric powinien był zostać w Klubie już pięć lat temu, zaraz po zawieszeniu butów na kołku i objąć stanowisko np. ambasadora kampanii na rzecz walki z nowotworami lub coś w tym rodzaju. Tymczasem wyszedł tylnymi drzwiami, otrzymawszy na odchodne swoją koszulkę meczową oprawioną w antyramę.
0
To dopiero drugi przypadek w ostatnich latach, gdy ewentualna roszada między słupkami nie staje zespołowi kością w gardle (pierwszy rzecz jasna dotyczy Marca i Claudio Bravo pod wodzą "Lucho"). Zarówno golkiper "numero uno", jak i Holender gwarantują pewność w tyłach, gdy blok defensywny w którymś momencie zawiedzie.
Pamiętam Valdesa, który na przybyciu Guardioli tylko zyskał, kolejnymi świetnymi występami odrywając przypiętą mu przez gro bramkarskich autorytetów łatkę fajtłapy o dziurawych dłoniach.
Pamiętam Pinto, choć akurat była opoka Celty wsławiła się bardziej w roli nestora barcelońskiej szatni i dobrego ducha drużyny, niż jako specjalista pierwszej wody od "gaszenia pożarów" we własnym polu karnym - częściej niefortunnymi wybiciami sam je wzniecał, licząc na miłosierdzie lub ślepotę rywali.
To naturalne, że Jasper chce grać. Trzeba mieć również na uwadze dobro samego zawodnika. Przesiadywanie załatwi mu pośladkowe odleżyny, lecz nie zapewni możliwości rozwoju i pewnego miejsca w wyjściowym składzie "Oranje".
Jako kibic "Barcy" oczywiście chciałbym, żeby został z nami jeszcze chociaż przez rok, gdyż trudno aktualnie znaleźć bramkarza o równie wysokiej klasie, gotowego na dłużej zaprzyjaźnić się z ławką rezerwowych.
4
Słowem w sedno.
Czymże innym jest pozbywanie się wychowanków lekką ręką, jeśli nie brakiem zaufania w słuszność idei, która doprowadziła nas do tylu sukcesów i uczyniła z klubowego herbu sygnaturę futbolowej estetyki i rozmachu?
Od kilku lat, rokrocznie strzelamy sobie w kolano, pozbywając się wielu młodocianych, których podwędzają nam inne kluby i sprowadzając graczy co najwyżej dobrych (acz na barcelońskie realia po prostu przeciętnych), wyrzucając pieniądze w błoto.
Później z tymi zawodnikami chcemy grać w systemie, w którym młodzież uczy się funkcjonować latami.
Przy zachowaniu obecnych trendów - albo do szczętu obracamy w pył nasze kulturowe dziedzictwo, albo rezygnujemy z i tak wątpliwej jakości usług plejady lebieg żerujących na klubowym budżecie, którym piłka w grze przeszkadza.
I ciekawe, gdzie byliby dziś Pedro czy Busquets, gdyby Guardiola nie włączył ich do pierwszej drużyny...
2
A określiłbyś go mianem "wynalazku"?
29
I to jest jedna z tych sytuacji, które determinują kierunek, w jakim zmierzać będzie nasz ukochany Klub.
Wychowanek, gracz ofensywny, sprawdzający się w grze kombinacyjnej, mogący wnieść powiew świeżości w linię pomocy i podnieść poziom konkurencyjności w drużynie. Co więcej, zaprezentowany już w meczach o stawkę, gdzie pokazał swój nieprzeciętny potencjał. Po co nam wynalazki rodem z Kraju Kawy ("albo się udo, albo się nie udo", jak mawiał rodzimy trenerski satyryk Wojciech Łazarek), skoro wraca do nas zawodnik, który na dobrą sprawę może zaskoczyć barcelońskie gremium jedynie pozytywnie?
Moim zdaniem chłopak powinien odczuć, że jest tu chciany i potrzebny. A jeśli ominą go kontuzje, które i tak mocno już zahamowały jego rozwój, jestem przekonany, że może dać wiele dobrego zespołowi.
1
Nie można dać się zwariować, ale nie łudźmy się - większość piłkarzy traktuje wypowiedzi o miłości do klubu jako stały element gry medialnej. Jednym z priorytetów są pieniądze. A tych, którzy są w stanie zaoferować większą gażę niż nasz zarząd, jest wielu. Bartomeu i reszta starają się, by zatrzymać u nas piłkarzy, którzy są kręgosłupem tego zespołu. "Barca" gwarantuje jednak (mniejszy lub większy) sukces sportowy, ponadto kusi piękną historią, którą nie może poszczycić się np. Man City.
0
Wypada jednakże choć trochę się na niej znać.
Przykładowo: jeśli kibic śledzi poczynania swojej ulubionej drużyny, zna realia futbolu, obchodzi go coś więcej poza wynikiem - interesuje się taktyką, metodami treningowymi, szkoleniem, historią klubu itd., może z łatwością wydedukować, jaka jest przyczyna chociażby braku powołania danego piłkarza.
Jasne, że nie mamy dostępu do wielu spraw zakulisowych - często to, co dociera do nas za pośrednictwem mediów, jest wypaczone, a prawda wychodzi dopiero "po fakcie". Dlatego rzecz jasna możemy się mylić.
0
Teraz ma większą swobodę, choć akurat on wczas pobytu w Barcelonie był w zasadzie jedynym graczem w pełni świadomym swoich możliwości, nie oddawał piłki Messiemu przy każdej okazji, na boisku był - w pozytywnym tego słowa znaczeniu - zuchwały.
Osobiście nie boli mnie samo jego odejście, lecz to, w jaki sposób to uczynił. Mentalnie duże dziecko, łase na pieniądze, pod presją chciwego ojca. Klasy pod względem umiejętności to mu jednak nie umniejsza.
0
Wolałbyś transfer "Antka" czy po prostu nie dokonywać żadnych zmian w składzie oprócz zapewnienia regularnych występów np. Aleni i Cucurelli, ew. Puigowi?
1
Lubię drużyny, które prą naprzód, chcą atakować, bawią się piłką. Doceniam to zwłaszcza u tych, u których taka gra ociera się o samobójstwo. Zazwyczaj przegrywają, szczególnie z tym możnymi, wielkimi, łojącymi ich bez skrupułów. Ale mimo to wciąż walczą. O coś więcej niż 3 oczka. O zachowanie pierwotnego ducha futbolu. Piękna sprawa.
1
Każdy z takich widzi nie dalej jak czubek własnego nosa. Wszędobylska postawa roszczeniowa ("mnie się należy, to mi dajcie"), która udziela się i młodym, i starym, nie pozwala dostrzec człowieka w człowieku. A to wcale nie kosztuje. Poza tym nie ma sensu przejmować się sprawami, na które nie mamy wpływu. One się po prostu zdarzają. Lepiej się uśmiechnąć i z życzliwością patrzeć na innych, niż podnosić sobie ciśnienie.
0
Nawet jeśli aktualnie pukający do wrót pierwszej drużyny grajkowie znacząco odstają od poprzedniej generacji wychowanków, powinni dostawać więcej niż pół godziny w spotkaniach CdR. Kiedy mają się ograć, jak nie wtedy, i jakim sposobem ocenić, czy mogą być realnym wzmocnieniem zespołu seniorów?
1
Tron "Barcy" jest dziedziczny.
Kiedyś byli Romario i Stoiczkow, później Ronaldo, Rivaldo i wydawało się, że lepszego nie będzie... pojawił się Ronaldinho, a po nim Messi. Był Neymar, ale on akurat wolał pieniądze nad status legendy.
Także... kto wie?
2
Ivan z czasów gry w Schalke i Sevilli, a Ivan w Barcelonie to zupełnie inna para kaloszy.
Wątpię nawet, czy ściągany był tutaj z myślą o zastąpieniu Xaviego. To raczej wielu kibiców na siłę uparło się, by dopatrywać się w nim piłkarza, który przejmie schedę po Creusie.
Chorwat to przede wszystkim walczak, "płuca" drużyn, w których gra(ł). Jego rola za kadencji Luisa Enrique ograniczała się w dużej mierze do asekuracji prawej strony boiska, pozwalając tym samym na harce Messiego do spółki z Alvesem.
Pełniąc i tę funkcję spisywał się znakomicie.
1
Złota Piłka to dziś przede wszystkim nagroda w plebiscycie popularności.
Jeśli by taką nie była, to jak wytłumaczyć fakt, że nigdy nie przyznano jej takim tuzom jak Pirlo, Xavi czy Iniesta?
O Salahu w kontekście zgarnięcia tej statuetki za ten rok nie ma co marzyć.
Facet ma za sobą znakomity sezon, najlepszy w swojej karierze. Brylował, zdobywał piękne bramki (wiele z nich niepospolitej urody), zaliczył również kilka asyst, ogółem był wiodącą postacią Liverpoolu.
Ale nie ma statusu "zwierzęcia medialnego": nie nakłady ton żelu na włosy, nie rozbija się luksusowymi samochodami, nie przepada za błyskiem fleszy.
Zresztą nawet z kadry Realu bardziej zasługują na to wyróżnienie choćby Modrić, Marcelo albo Kroos, wykonujący tytaniczną pracę w imię dobra zespołu, a przy tym błyszczący wyborną techniką.
0
Osobiście wolałbym wzmocnić pomoc, aniżeli sprowadzać kolejnego napastnika. Powodów jest kilka.
Messi z biegiem lat stanie się głównym reżyserem gry. Ma on jednak naturalny ciąg na bramkę, nie można więc oczekiwać, że poprzestanie na rozdzielaniu piłek operując jedynie w środku pola.
Transfer Griezmanna mógłby niejako wymusić przejście na 4-2-3-1 (4-2-1-3), co z miejsca wskazuje również na pozostanie w klubie Rakiticia (kontrakt ważny jeszcze przez 3 lata) i Paulinho - ze względów predyspozycyjnych.
Niemniej w ten sposób istniałoby ryzyko ucierpienia przez utratę balansu między obroną a atakiem. Bardzo możliwe też, że zespół byłby wówczas zorientowany na kontry i bardziej wertykalną grę, co mogłoby okazać się dużym plusem, lecz nie wydaje mi się, by na dłuższą metę takie rozwiązanie mogło zapewnić nam sukces.
0
Sporo zależy od tego, kogo "Barca" kupi latem.
Tak czy owak, wymienność pozycji, dysponując tak wszechstronnymi zawodnikami, jest nie tyle przywilejem, ile wręcz obowiązkiem.
1
Przed czterema laty nie grali tego, do czego są z natury predysponowani. Scolari sklecił skład głównie z walczaków (Luiz Gustavo, Paulinho, Ramires); w ofensywie pozostawił Neymara osamotnionego, bo nie oszukujmy się, ale z imitującym kłodę Fredem za bardzo "czarować" nie mógł. W starciu z zimnokrwistymi, taktycznie bliskimi perfekcji Niemcami, w dodatku bez swojej największej broni, "Canarinhos" (co można było przewidzieć) ponieśli klęskę.
Obecna kadra prezentuje futbol ciekawy, atrakcyjny i ofensywny, a do tego skuteczny, opierając swą siłę na graczach miłujących swawole z piłką między stopami - Coutinho, Douglasie C., Willianie, Firmino, Gabrielu Jesusie i oczywiście wracającym po kontuzji Neymarze.
0
Ciągnie. Golami.
Ronaldo nie jest już skrzydłowym, tylko napastnikiem z krwi i kości. Ta transformacja rozpoczęła się za sprawą Mourinho, który przesunął swojego rodaka bliżej pola karnego rywali.
Teraz to Cristiano jest pierwszym snajperem Realu, z ordynansem Benzemą u boku, absorbującym uwagę obrońców i otwierającym mu przestrzenie. Na czym - jak widać - korzysta cała drużyna.
4
Mamy, owszem, choć wzmocnienie pomocy by się przydało.
To głównie kwestia motywacji.
Truchcikiem przebimbać rewanż w Rzymie, by kilka dni później niemiłosiernie wybatożyć wcale nie taką cienką Sevillę w finale CdR.
Tę europejską sromotę można spróbować zwalić na zmęczenie zawodników, ale nie chce mi się wierzyć, że nawet będąc maksymalnie dojechanym można przejść tak obojętnie obok spotkania, które na papierze miało być jedynie formalnością.
A co do oczekiwań nas, "cules" i całego futbolowego świata, cóż... im wyższy koń, na którym się siedzi, tym boleśniejszy upadek.
1
Nie należy dzielić skóry na niedźwiedziu, aczkolwiek uważam, że dużo zależeć będzie przede wszystkim od chłodnych głów naszych chłopaków. Jeśli podejdą do tych spotkań z pokorą i wiarą we własne umiejętności, awans do fazy pucharowej będzie więcej niż możliwy.
2
Obyśmy nie spuchli po pół godzinie meczu inaugurującego naszą mundialową przygodę, a w drugiej połowie oddychali rękawami...
I te pojedynki na skrzydle - Mane vs Jędrzejczyk...
Bo choć Senegalczyk grywa na obu flankach, mając do wyboru Piszczka czy "Jędzę", wybierze z pewnością tego drugiego.
0
Idą tym tokiem rozumowania można pokusić się o stwierdzenie, że... Gomes w Barcelonie się sprawdził - z odgrywania do najbliższego partnera uczynił tutaj sztukę z osobistym monopolem na zachowawczość.
I co, wyszedł ze mnie hipokryta, bo zaprawiłem to zdanie szczyptą ironii. Bywa i tak.
Anegdota z Adebayorem i piłeczkami tenisowymi dobrze oddaje to, o czym rozmawiamy.
Piłkarze, którzy najsampierw trenowali kontrolę nad piłką na małej przestrzeni (np. grając na ulicy albo w futsal), po przeniesieniu się na murawę zdecydowanie górowali w tym elemencie nad pozostałymi. Tendencja odwrotna jest dość rzadko spotykana.
Andre pewne umiejętności posiada, lecz w grze kombinacyjnej na niewielkiej powierzchni gubi się.
1
Ludzie, bardzo proszę: dajcie już spokój temu Gomesowi.
Ciekawe którym z was, hipotetycznie będącym w klubie pokroju "Barcy", nie drżałyby kolana w trakcie występów przed blisko stutysięczną publiką.
Presja, z jaką zmagają się ci, co trafiają na Camp Nou, jest ogromna.
Andre piłkarzem jest dobrym, lecz jego głównym mankamentem jest psychika.
Jazda jak po łysej kobyle tu niewskazana. Myślę, że w klubach niższego sortu - typu Napoli, Sevilli czy Interu - mógłby z powodzeniem grać w pierwszym składzie, co udowodnił jeszcze w barwach Valencii, do momentu odniesienia kontuzji spisując się więcej niż przyzwoicie.
1
Chyba jednak wie, skoro już opróżnił swoją szafkę w szatni.
2
Johan Cruyff mawiał (powtarzając za swym "mistrzem" Michelsem):
"Pokaż mi środek pola, a ja ci powiem, jaką masz drużynę".
W Brazylii jedynym spoiwem łączącym linię obrony z atakiem w kadrze "Albicelestes" był obsadzony w roli defensywnego pomocnika/trzeciego stopera Mascherano. W połączeniu z atakującym z głębi pomocy Messim, wymuszało to zachowawczą, długimi fragmentami pasywną grę, ograniczając działania ofensywne do kontr. Dominacja na boisku nie wchodziła w grę, a zespół przez to często cierpiał, w drodze do finału nie raz i nie dwa uciekając spod topora.
Patrząc na legion ofensywnie usposobionych pomocników (takich jak Lanzini, Meza czy Lo Celso), jaki zaciągnął do swej armii Sampaoli, liczę, że w połączeniu z Banegą i Biglią drużyna zyska niezbędny balans, który pozwoli jej na osiągnięcie sukcesu na rosyjskim mundialu.
1
Ważna jest również postawa samych zawodników.
Młode pokolenie piłkarzy cechuje dziś w przeważającej liczbie postawa roszczeniowa (miejsce w drużynie z automatu, wysokie wynagrodzenie). Ma się to nijak do przypadku chociażby Xaviego, który mimo początkowych trudności i lukratywnych ofert płynących m.in. z Milanu, zdecydował się pozostać i w dalszym ciągu walczyć o miejsce w zespole.
Co do niegdyś wypożyczanych wychowanków - muszę przyznać rację.
O klasie wspomnianych przez ciebie graczy świadczy choćby ranga klubów, w których zdobywali swoje pierwsze szlify w poważnym futbolu (Man Utd, Valencia, Arsenal).
2
W ostatnim akapicie być może trochę się zagalopowałem.
Pełna zgoda. Taka polityka transferowa oczywiście była możliwa dzięki wychowankom będącym kręgosłupem pierwszej drużyny.
Pozostaje pytanie, czy obecna generacja jest aż tak słaba, by nie dostawać szans na grę w zespole seniorów, czy to po prostu efekt odejścia od filozofii ich promowania?
Inna, wiążąca się z tym sprawa: zabrzmi to może dziwnie, ale według mnie "Barca" szkoli środowiskowych inwalidów. Zastanówmy się, co jest powodem, dla którego wielu z piłkarzy ukształtowanych w La Masii, wypożyczanych lub sprzedawanych nie radzi sobie w innych zespołach? Są tak kiepscy, że nie mogą sprostać wymaganiom gry na poziomie ligowych średniaków?
A potem na tej podstawie ocenia się ich przydatność do I. zespołu "Barcy".
Poważnie?
Występy na Camp Nou są najlepszą i najbardziej miarodajną weryfikacją potencjału każdego gracza. Jest to istotne o tyle, że system, w jakim piłkarze z cantery zostali wychowani, wiedzie ich ku dorosłej piłce w kolorach "blaugrana". Jedynie dając im szansę zaprezentowania swych umiejętności tutaj, można ocenić, czy faktycznie mogą wskoczyć na ten możliwie najwyższy poziom.
Lecz to wymaga czasu. Dużo czasu. A czasu - zwłaszcza w futbolu - nie dostaje dziś nikt. W najlepszym wypadku dostaje go bardzo niewiele.
0
Jak już kupować, to z głową.
Warto zauważyć, że jeszcze kilka lat temu, gdy trzon zespołu stanowili wychowankowie, "Barca" co rok-dwa kupowała ledwie jednego, góra dwóch graczy klasy światowej, którzy w założeniu mieli być stałymi członkami pierwszego składu, mogącym wnieść powiew świeżości do gry, wprowadzić element zaskoczenia. Byli to głównie napastnicy (Villa, Eto'o, wcześniej Larsson).
Oprócz egocentrycznego Zlatana każdy z wyżej wymienionych piłkarzy wkomponował się w drużynę i pokazał, że faktycznie ma potencjał na występy w barwach "Dumy Katalonii".
Aktualne poczynania zarządu to szamotanina, w której samym zainteresowanym trudno się rozeznać. Działania na rynku transferowym pokazują, że sternicy tego statku nie bardzo wiedzą, jak załatać dziury w poszyciu łajby, którą swymi decyzjami ciągną na dno.