0

Gramy niby poprawnie, ale jednak efekty są nijakie. Idealna okazja, aby po kilkunastu minutach drugiej połowy wszedł Coutinho i postraszył bramkarza rywali strzałami z dystansu.

2

Kwestia żydowska, ze względu na Holocaust, jest NIEPRAWDOPODOBNIE wrażliwie odbierana przez media na całym świecie. Myślę, że nawet umyślnie lub nieumyślnie stała się swego rodzaju papierkiem lakmusowym, miernikiem dobra lub zła. Po to, by takie bestialstwo już nigdy więcej się w dziejach ludzkości nie powtórzyło. Dlatego Rząd RP musi się tutaj bardzo zgrabnie obracać w tańcu, żeby nikomu nie porobić bolesnych odcisków. Polska musi być w tym wszystkim sprytna. Inaczej przegra. I to z kretesem.

15

Sprawa jest bardzo poważna, bo nowelizacja ustawy o IPN to tylko uwertura w kwestii roszczeń majątkowych. Zastanawiam się, czy Naczelnik ma jakiś dalekosiężny plan, bo tym razem to nie są przelewki. Wysokość roszczeń oscyluje wokół wartości rocznego budżetu państwa, więc chyba każdy zdaje sobie sprawę, że ich zaspokojenie sprowadziłoby na kraj katastrofę gospodarczą.

O ile walkę o prawdę historyczną trzeba prowadzić, żeby nikt z nas nie zrobił morderców i głównych winowajców wszelkich nieszczęść w czasie II WŚ, to nie jestem do końca przekonany, czy takimi środkami. Od razu na ćwierkaczu pojawiła się lawina obelżywych i plugawych komentarzy względem Żydów. I to jest przepiękny materiał dla Izraela, aby światu pokazać, że Polacy to nie tylko kłamcy, ale i u nich antysemityzm jest wciąż wiecznie żywy. Jak doda się do tego na deser łysych panów wykrzykujących bezrozumnie pewne hasła, to przepis na porażkę wydaje się być gotowy i nieunikniony. Szczególnie, że jest wielu chętnych, którzy rozdmuchają tę kwestię do granic możliwości jak m.in. były prezydent Kwaśniewski, który z niemal nieukrywaną satysfakcją wyruszył na łowy, by ścigać faszystów, antysemitów, nacjonalistów i tego dżina, który ich ze swej lampy wypuścił. Tym smutniejsze, że część polityków zapewne postanowi grać kartą polskich demonów dla własnej korzyści, aby tylko dorwać się do koryta. Smutne. Powoli coraz mniej w tym interesów Polski, a coraz więcej partyjniactwa i ukierunkowania na Grę o Tron.

W tym temacie zalecałbym wyjątkową wrażliwość i delikatne postępowanie, bo Polska może polec od broni, którą samą skonstruowała. A tę batalię państwo polskie wygrać musi, bo inaczej może nastąpić jego powolna dekonstrukcja.

13

Dwóch spośród trzech piłkarzy nie grało w ogóle. W tym jeden z nich miał bardzo wysoką pensję, a drugi był notorycznie kontuzjowany. Zaś Deulofeu nie tylko grał bardzo słabo, ale dodatkowo od kilku sezonów nie potrafił zagrzać sobie miejsca na dłużej niż rok w żadnym z klubów. Chyba jedynie cudotwórca byłby w stanie zainkasować za tę trójkę 60 mln euro. Pograją, może się sprawdzą, a wtedy pieniądze wpłyną na konto. Najważniejsze, że nie będzie trzeba im płacić pensji, nie będą się kisić na trybunach i z ich strony nie pojawią się narzekania na brak minut. Poza tym inni piłkarze otrzymają więcej szans na grę. Nie widzę w tej sytuacji jakichś fatalnych decyzji ze strony zarządu. Zrobili, co mogli zrobić i tyle.

4

Coutinho i Messi się dzisiaj dublowali, przeszkadzali sobie, nie wiadomo kto miał się jak zachować w danej sytuacji. Teraz po zejściu Brazyliczyka, Messi powinien wziąć cały ciężar gry na siebie. I to jest jedyny ratunek na ostatnie 20 minut. Stąd ta zmiana.

0

Z kolei przesadny konserwatyzm może doprowadzić do stagnacji. Zawsze się trafi jednostka, która wyjdzie przed szereg i zrobi coś niekonwencjonalnego. Czasami to przynosi pozytywny rezultat. Gdyby takich jednostek nie było, wciąż byśmy tkwili na etapie podbrykujących małp z przerażeniem przyglądających się Monolitowi (Odyseja Kosmiczna). Oczywiście, że zmysł samokontroli jest równie ważny, w żaden sposób nie zamierzam temu przeczyć. Natomiast odkrywanie, poznawanie, dociekanie jest tym, co czyni nas ludźmi. Jest wpisane w naturę.

Stąd nie rozumiem miażdżącej krytyki. Ktoś postanowił spełnić wybrany przez siebie cel, stwierdził że jest w stanie nawet zaryzykować ten jednorazowy talon na życie, który u wstępu podróży otrzymał na własność i przegrał próbując. Porażka sama w sobie jest już wystarczająca karą, nie wiem jaką dodatkową rolę miałoby odegrać jeszcze pastwienie się nad nim?

53

Trochę niegrzecznie jest rozliczać kogoś innego ze swoich pasji i hopli. Nie zostaliśmy stworzeni jako jedna planetarna galaretowata masa, tylko każdy został wyposażony we własne niepowtarzalne właściwości. Niektórych obdarzono odwagą i potrafią wbrew wszystkiemu realizować fisie, przeżyć własne życie tak jak chcą, może i niebezpiecznie, nieodpowiedzialnie, ale to jest ich decyzja. Czasami zdarzają się i tacy, co dla spełnienia egoistycznych pobudek, urojeń, dla satysfakcji lub po prostu z ciekawości, są w stanie poświęcić życie w imię tego, co kochają. Może to być odbierane jako tandetny romantyzm lub głupota, ale podejrzewam, że zdanie postronnych osób jest im obojętne. Gdy ktoś czuje zew krwi, logika schodzi na drugi plan. Trafiają się takie jednostki, podejmują się niewykonalnych zadań, niebezpieczeństw, i w przeszłości tacy odkrywali nowe lądy, konstruowali wynalazki, latali w kosmos. Osobiście bym się wielu rzeczy nie odważył zrobić, a takich ludzi w jakimś stopniu nawet podziwiam. Wiadomo, że szkoda jest człowieka i sytuacji rodzinnej, ale myślę, że w takiej chwili obrzucanie błotem himalaisty w żaden sposób najbliższym nie pomoże. Prędzej już trochę ciszy i spokoju.

89

Jak na razie Zidane wyklaskał Królewskim czwarte miejsce w lidze i otarł się o półfinał Pucharu Króla. Taktyka bezkompromisowa i jasna w swym przekazie jak glaca trenera zawiodła na całej linii. Koniec z pozornie kontrolowanym chaosem, epickie wrzutki zhackowane, szczęście - zimne suczysko - nie dopomaga, poza tym najlepszy piłkarz w histerii, i to takiej, iż podczas niezapowiedzianego domowego kolędowania sam Ramos musiał go z tych rozedrgań i poszlochiwań wyprowadzać... a Perez doskonale wie, co mu dolega i ma receptę w biurku, ale jakoś dziwnie milczy... już teraz Prezes zdaje sobie sprawę, że ten Portugalczyk to gorący kartofel, parzy w ręce, ale nie ma go dokąd przerzucić... kto mu w takim wieku i formie, będzie w stanie zafundować niebotyczny kontrakt? więc nie pozostaje nic innego jak znosić te dyrdymały i grymasy... A sam Zidane? Trzecim okiem Ten Shina dostrzegł nadciągającą w Paryżu katastrofę, więc kompulsywnie klaszcze, a wali tak w te dłonie, że iskry się sypią, dymem zaciąga, aż łapy puchną... na szczęście w trakcie meczu z Valencią ma wystruganymi z bambusa, metrowymi pałami, tłuc w tam-tamy... i to chyba jedyna zmiana, jaka zajdzie w najbliższym czasie w drużynie Realu Madryt... bo prawdopodobnie konferencje prasowe pozostaną w stanie prawie niezmiennym - mantrowanie z dodatkowym ozdobnikiem w postaci samobiczowania.

Póki można, trzeba się cieszyć z małych rzeczy, bo wiadomo, że Real wiecznie tak błaznować nie będzie, kiedyś się muszą porządnie ogarnąć, a i Barcelona ma jeszcze wieczorem ważny mecz do wygrania. Także, tego.

9

Bardzo dobre spotkanie pod względem taktycznym. Podejrzewam, że za Lucho już byśmy przegrywali tak jak np. z Celtą. Ernesto umie odpowiednio ustawić drużynę, neutralizując pressing Betisu. Ci z kolei pewnie od około 60 minuty będą wypruci bezskutecznym bieganiem i nastąpi przyspieszenie gry ze strony Barcelony. Jeśli ktoś się czepia podań do tyłu/środka zamiast notorycznego grania do przodu, to chyba wciąż nie pojął, jakiej filozofii futbolu kibicuje. Duma Katalonii gra na utrzymanie piłki, rozsądne jej rozprowadzanie i uderzenie w nieoczekiwanym momencie. Dzida i przodu? Radzę się przestawić na autobusy atakujące z kontry.

104

Valverde zasługuje na szacunek. Drużyna z każdym kolejnym meczem coraz bardziej się rozkręca. Pierwszy etap swej pracy, z niekompletną kadrą, kontuzjami i innymi bolączkami, zakończył wzorowo. Nie tylko przebrnął i zachował szansę na mistrzostwo, ale zdominował ligę! Zespół może nie grał widowiskowo, nie zachwycał, ale wykazywał się spokojem, żelazną dyscypliną i wyraźnym zmysłem taktycznym. Naprawdę daleko trzeba sięgnąć pamięcią, aby przypomnieć sobie, który trener tak robił z Barceloną - dowolnie ustawiał taktykę i dostosowywał piłkarzy pod wybraną strategię. Bez polityki świętych krów.

Teraz drużyna zaczyna grać przyjemniej dla oka, otwierają się nowe perspektywy kadrowe, Valverde wreszcie będzie dysponował takim wachlarzem zawodników, jaki jest mu niezbędny do realizacji przedsezonowych zamierzeń. Przyszłość rysuje się w kolorowych barwach, ale... nadejdzie taki dzień, kiedy trener się potknie. Przedsmak ropnego bulgotu mieliśmy w przerwie meczu: spazmy, szczękościsk jak żelazne imadła, nerwobóle. A co to będzie jak naprawdę przegrają? Szrapnele i moździerze zaczną sypać się jak babie lato. Dlatego warto to podkreślić w sytuacji, kiedy otarliśmy się o Dies irae - kibice powinni stać za Ernesto Valverde murem. Co ten niepozorny człowiek w tak krótkim czasie ulepił z Barcelony (do pewnego momentu nie mając ku temu odpowiednich środków), to przechodzi ludzkie pojęcie. Jakimiś statystykami z klątwą Anoeta i brakiem remontady na tym stadionie od 1930 roku to on pali sobie w kominku. Po prostu w dniu, kiedy mu się noga powinie, warto mieć to wszystko w pamięci i mu zaufać. Bo zasłużył chłopina. I to bardzo. Chyba tyle w tej sprawie.

22

Zanim się wszystko w drebiezgi rozleci, a połowa składu zostanie oddelegowana na przymusowy urlop, to na całe szczęście, jeszcze co wytrwalsi kibice będą mieć sposobność obejrzenia kolejnych 45 minut. Cudownie, że w ogóle istnieje taka możliwość, grania drugiej połowy meczu, bo po przejrzeniu niektórych komentarzy, wystraszyłem się okropnie, że zmieniono regulamin i już jest po zawodach.

38

Artykuł artykułem. W związku z tym, że Zidane podpisał nową umowę z Realem Madryt, zastanawiam się, co słychać u naszego kochanego przyjaciela, drugiego - wcale nie mniej znakomitego - redaktora? Po ostatnim tęgim laniu otrzymanym ze strony przebrzydłych Katalończyków, postanowił przezimować w swej twierdzy i zabarykadował się na dobre. Jaki niemy skowyt, jaki proces myślowy musi tam w tych szczelnych ścianach zachodzić, że jedynie straż przyboczna ma do niego dostęp. Jakie czary, jaka magia, jakie zaklęcia muszą mieć zastosowanie! Niegdyś przyrzekł posłuszeństwo Mourinho, zakochał się w jego sztandarze, do tej pory pozostając mu wiernym wasalem. A że licho nie śpi, to zapewne musztruje spragnione obstalunku i wiedzy młode organizmy. Jeszcze kilka potknięć francuskiego szkoleniowca, parę głupstw popełnionych, łyk goryczy do wypicia, a uruchomi się ze zgrzytem sieć wszechwładnych pajęczych spisków i zdeletuje swym palcem trenera w przepaści piekielne. Dzięki upustowi krwi, jaki się dokonuje podczas swoistych rytuałów uwolnienia, którym nieustannie przewodniczy sam znakomity redaktor, te wszystkie złe emocje, rozedrgania, paraliż - kiedyś ustąpią jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki. A wtedy, w tym czasie, wraz z oznaką pierwszych promieni wiosennych, gdy ciepło serca udobrucha, on z utęsknieniem powróci. Na czele piszczącej i odpowiednio ukształtowanej hordy. Trzeba się będzie nam dobrze przygotować.

19

Wygląda jakby szykował się do przerzutu broni przez jugosłowiańską granicę.

110

Obejrzałem kompilacje, a raczej komplikacje z wczorajszego występu Ronaldo. Owszem, to jest maszyna, ale do zbierania ziemniaków na corocznym, dożynkowym festiwalu w Koziej Górze lub Żabim Rogu. O Boże, o Jezu, o Chrystusie! Jak ta chodząca reklama botoksu była w stanie wygrać Złotą Piłkę??? Przecież więcej wdzięku podczas dryblingu posiada guziec szabrujący zagon batatów. A ten zamiast schować się do mysiej dziury i karmić się okruchami, odpala rakietę, że jest najlepszy w historii. No Panie Januszu i Pani Grażyno - kabaret na całego!

81

Real Madryt przywodzi mi na myśl obtłuszczonego jegomościa, który przejadł się pustymi kaloriami i aktualnie boryka się z niestrawnością. Koszula trzeszczy w szwach, pętelki z ledwością utrzymują w miejscu guziki, w żołądku się przelewa, odór straszny, a spaślak wprowadza kolejne porcje. Jak to? Nic mi nie jest. Mlaskania nie ma końca.

Poprzednia kampania w wykonaniu Cristiano Ronaldo dość wyraźnie sygnalizowała, że rozpoczął się proces konkretnego regresu jego walorów fizycznych, na których w dużej mierze opierał swoją niezaprzeczalną wyjątkowość. Oszczędzano go w meczach mniejszej rangi, kombinowano z ustawianiem na szpicy - niekiedy zadziwiająco taka strategia trybiła. Jednak nie w tym sezonie. Portugalczyk nie jest typem piłkarza, który wziąłby na siebie ciężar gry. A w sytuacji, gdy i tak bezpłodny w rozegraniu Benzema, ma także problemy z trafianiem, Walijczyk jest wiecznie hospitalizowany, narybek się nie sprawdza, boczni obrońcy przygaśli, Isco przepadł, zaś jednowymiarowa formuła taktyczna na wariata przestała przynosić rezultaty, trenerowi Królewskich nie pozostaje nic innego jak mantrować na konferencjach tych biednych dziennikarzy i kibiców bezczelnym - jest dobrze. Już wszyscy wiedzą, że w Madrycie szambo nie tylko wybiło, ale zaczyna również i zatapiać. Gdzieś tam w wirze tych bulgoczących się odmętów zatonęli nam tak wyszczekani do tej pory redaktorzy największego polskiego portalu Królewskich. Jeden zablokował możliwość przeglądania swoich autorskich złotych myśli, a drugi rzucił w cholerę pisanie na twitterze.

A fetor z rozchybotanych jelit francuskiego szkoleniowca strusim pędem rozchodzi się po świecie. Nic to, że stęka, beka, świszczy, piszczy, z bólu nie wytrzymuje, ulgi natychmiastowej szukając. Nic tym razem ranigast nie pomoże, na zgagę i rozstrój tak potężny, że skrapla perłami potu glacę błyszczącą. Lecz w tym wszystkim i dla niego światełko nadziei się kryje, bo za kilka tygodni z PSG grać mu przyjdzie. A wtedy może nastąpić efektowna kuracja przeczyszczająca. Bolesna, wybuchowa i szczęśliwie roZWALNIAjąca. A potem już spokój duszy i ciała oraz dajmy na to Malediwy.

18

Pozwolę sobie zabrać głos w sprawie wyboru Sportowca Roku 2017. Bardzo ciężko jest obiektywnie porównać zawodników parających się tą samą dyscypliną, ale np. występujących na przełomie różnych czasów, bądź też przypisanych do innych pozycji w sportach drużynowych. Trudność jest tym większa, gdy w grę wchodzi zestawienie uczestników z zupełnie egzotycznych wobec siebie konkurencji. Nie da się przyjąć takiego kryterium, które nie byłoby wobec kogoś krzywdzące - jednego wywinduje, drugiego zdeprecjonuje. Dlatego najczęstszym miernikiem takich plebiscytów jest popularność, która również jest narzędziem niedoskonałym, a czasami wręcz ułomnym.

Wywiadu podrzuconego przez użytkownika "norbi77" nie oglądałem i nie zamierzam oglądać, bo szkoda mi 9 minut z życia na słuchanie zamiast Milesa Davisa Anny Lewandowskiej. I zaznaczam, że moim zdaniem Robert powinien zająć miejsce w przedziale 2-4. Natomiast od razu w oczy rzuciły mi się twitterowe komentarze. Lewandowski nic nie osiągnął? Jakże krótka jest ludzka pamięć. Zapewne jak nasz kapitan seryjnie pakował w eliminacjach bramkę za bramką, to ci znawcy sikali z zachwytu. Na własnych barkach wyniósł Reprezentację Polski na mundial. Oczywiście, inni piłkarze także mieli ogromny wpływ na awans, ale nie ma się co oszukiwać, w kluczowych momentach Lewandowski zrobił więcej niż się można było po nim spodziewać. Jasne, że jego wyczyny w kadrze plus w klubie nie mogą się równać temu, co uczyniła Anita czy Kamil, ale serio, nic nie osiągnął? Naprawdę przez pryzmat niezbyt stonowanej i rozgarniętej towarzysko żony trzeba go biczować? Szok. Piłka nożna to nasz sport narodowy. Na każdym osiedlu, w każdej wsi i małym miasteczku od rana do wieczora dzieciaki kopią piłkę. Futbol gromadzi przed telewizorami miliony Polaków. Jedynie zimową porą podobna oglądalność ma miejsce w trakcie skoków narciarskich. I Lewandowski z tą całą otoczką na plecach podołał - przeciętną kadrę zaprowadził do Rosji. Co się tam wydarzy, to osobna sprawa, ale kompletnie nie rozumiem umniejszania jego dokonań. Nie mieliśmy takiego piłkarza od lat. Już nie trzeba słuchać ojca czy dziadka, że oglądali Bońka, Deynę czy Lubańskiego, a obecnie nie ma nikogo na podobnym poziomie. Otóż jest i ma się całkiem dobrze. I warto go docenić.

0

Ależ oczywiście, że możesz robić, co tylko zechcesz. Na wstępie nadmieniłem, że każdy popełnia błędy. Idąc Twoim tokiem myślenia - uważałbym, że nikt nie może innym błędów pokazywać. Natomiast w moim odczuciu, czym innym jest zwrócenie uwagi a czym innym nadmierna ironia w tej kwestii i to przy udziale osoby, która sama bardzo nieczytelnie się wyraża. Taki chichot losu. Od razu zdefiniuję "nieczytelnie", bo zapewne nurtuje Cię ta kwestia i prędzej czy później byś mnie o to zapytał. Otóż, nie wiem czym to jest spowodowane, być może tym, że zazwyczaj piszesz z telefonu, ale okropnie czyta się Twoje wypowiedzi pod względem interpunkcji. Zawierasz bardzo wiele racjonalnych argumentów i niejednokrotnie sporo idzie się dowiedzieć z Twoich wypowiedzi, aczkolwiek trzeba się mocno skupić i przekopać przez gąszcz błędów utrudniających czytanie. Bardzo możliwe, że ów użytkownik, którego postanowiłeś edukować, również korzysta z komórki i stąd też jego wypowiedź prezentowała się tak a nie inaczej.

2

Jeśli napisałeś do niego dwa komentarze, to znaczy, że wszystkie znalazły się w tym temacie i obydwa zawierały ironię. O ile pierwszy jest zwróceniem uwagi, o tyle drugi był już zbędny. A moim zdaniem żałosny, chyba mam prawo do własnej opinii? Od człowieka na takim poziomie jak Ty, mimo wszystko oczekiwałem czegoś więcej. Tak, skupiłem się na Tobie, bo przewrotnie wygląda, jak w taki sposób zwracasz komuś uwagę, a sam popełniasz mnóstwo błędów. Ot, cała historia.

3

Każdy popełnia błędy - literówki, ortografy i tak dalej... ale Ty kurczowo uczepiłeś się jakiegoś użytkownika. Abstrahując już od tego, że masz ogromne problemy z interpunkcją, nagminnymi powtórzeniami w zdaniach, to spójrzmy na kilka ostatnich komentarzy z Twojego repertuaru: "wachadłowi", "bez sensownie", "nie obstawiony". Bardzo nieładnie, zważywszy na fakt, że ponoć wykładasz na jakimś humanistycznym kierunku, a podejrzewam, że przeczołgiwany przez Ciebie użytkownik nie.

15

Bezsilność i niemoc wobec wydarzeń, na które nie ma się w żaden sposób wpływu, nierzadko rodzą frustrację, histerię, niemalże płacz. Na szczęście, jak widać, pomimo emocjonalnego przywiązania do sportowca, który był ważnym ogniwem drużyny, i pomimo swego rodzaju pustki, jaką po sobie pozostawił, można się z nim pożegnać z klasą. Dziękuje autorowi za ten tekst. Niby niewiele, a jednak bardzo cieszy.

3

Jeśli interesuje Cię ta tematyka, to na początek polecam:
Burgess - "Rozpustne nasienie"
Bradbury - "451 stopni Fahrenheita"
Wells - "Wehikuł czasu"
Golding - "Władca much"
Dickson - "Nekromanta"

I oczywiście wiele intrygujących spostrzeżeń czy wycinków futurologicznej rzeczywistości, jakie znajdują się w prozie Vonneguta, Dicka, Lema, Asimova, Heinleina, Clarke'a...

103

Osobiście uważam, że BarcaInfo jest pożytecznym użytkownikiem. Wrzuca wiele ciekawych informacji, dzięki czemu można się sporo dowiedzieć, oszczędzić mnóstwo czasu na wyszukiwanie newsów, szczególnie jeśli ktoś tak jak ja nie posiada profili w serwisach społecznościowych. Chłopak się stara, warto to docenić.

Inną sprawą jest selekcja jakościowa, a raczej umieszczanie bezwartościowych wzmianek, nowinek nic nie znaczących ludzi ze świata sportu. W efekcie następuje spamowanie strony, zwłaszcza gdy inni zaczynają powielać jego zachowania. Tworzy się armia botów, które prześcigają się o kilka sekund, nie zważając już na dokładność tłumaczeń, liter, szyku - po to, aby dzierżyć palmę pierwszeństwa, zdobyć jak największą ilość poleceń? Uciążliwa sytuacja. Czasami trzeba przewijać kilka stron, aby znaleźć jakąś ciekawą dyskusję czy informację.

Oczywiście istnieje zapotrzebowanie na taką działalność, czego najszybszym dowodem jest kliknięcie polecenia, a bardziej rozbudowanym - wygenerowanie pochlebnego komentarza. Ze swojej strony pokornie prosiłbym jedynie o większy przesiew bezsensownych, durnych wiadomości, a wtedy naprawdę będzie przejrzyściej i rzetelniej. Chyba tyle w tym temacie.

0

"Adwokat diabła" kończy się wymowną sceną, gdzie szatan opisuje ulubiony grzech - pychę. Nie chodzi o to, żeby każdy był jak Mistrz Eckhart czy św. Franciszek i rezygnował ze swojego ego na rzecz innych. Życie jest jednorazowe i powinno być bogate w przeróżne doświadczenia. Tak samo poklask - moim zdaniem - winny budzić rozsądne wypowiedzi, solidne argumenty a nie opluwanie i bezmyślny klangor. Zastanawiam się w jaki sposób dalszy postęp technologiczny wpłynie na jakość kontaktów międzyludzkich. Może to przybrać formę smutnej antyutopii.

29

Mam nadzieję, że moderacja zrobi porządek z tą nic nie wnoszącą "debatą polityczną". George Orwell w "Roku 1984" pisał o seansach nienawiści, podczas których gromadziły się zmanipulowane tłumy, dające upust swym negatywnym emocjom. Tutaj mamy tego wyśmienity przykład. A już pisanie do kogokolwiek per "wy", jakby dana osoba była w rządzie czy opozycji i podejmowała faktyczne decyzje polityczne, jest nie tylko niesmaczne, co wręcz obelżywe i najniższych lotów intelektualnych. Niestety, ale internet przerodził się w totalny ściek. Coraz trudniej znaleźć ciekawe dyskusje, wymianę argumentów. Użytkownicy chowają swoją twarz pod maską nicka i awatara, stają się anonimowi, więc z urzędu wydaje się im, że mogą sobie pozwolić na dużo więcej. Nie jestem naiwny i nie wierzę w to, iż da się ucywilizować internet, ale miło by było, gdybyśmy zadbali chociaż o nasze poletko i starali się w miarę kulturalnie prowadzić rozmowy, czego sobie, Wam, ulubionej stronie i redakcji na Nowy Rok życzę.

13

W sprawie mediów. Jak to jest, że w Europie Zachodniej większa część mediów należy do rodzimych inwestorów? W takiej Francji kiedyś istniała (czy teraz to nie wiem, ale podejrzewam, że tak) ustawa kontrolująca procentowy udział obcego kapitału - nie mogło go być więcej niż 20 procent. W Niemczech zarządy największych gazet i telewizji były na zawołanie tamtejszego MSW i MSZ - dzięki czemu niemal jednolita opinia na dany temat mogła krążyć między landami. Chociażby co do uchodźców, prawie wszyscy śpiewali w jednym chórze. Tak samo obecnie, kiedy UE za pomocą ust Donalda Tuska informuje o nieskuteczności polityki migracyjnej, gazety w całych Niemczech smażą artykuły o podobnej treści. Tymczasem w Polszy według różnych źródeł od 70 do 90% informacji jaka do nas dociera, jest przygotowywana przez zagranicę. Media to wielka władza, wpływająca na poglądy i postawy obywateli. Dlaczego mamy tak niski poziom obiektywizmu? W interesie innych państw, które kontrolują na naszym terytorium media na pewno nie leży, aby Polska była cukierkowo bajeczna. W wyniku masowego dezinformowania i wpychania cudzych myśli i idei w nasze głowy, telewizja rządowa próbuje stanowić przeciwwagę, która niestety przyoblekła się w groteskę. Sytuacja jest beznadziejna. Z jednej czy drugiej strony mamy do czynienia z cyrkiem, który nie służy naszym interesom. Stąd też uważam, że w Polsce nie ma mediów normalnych, rzetelnych, skierowanych na obywatela. A jeśli są, to działają w niszy i ich strumyczek trafia do niewielu.

10

Obserwując grę Deulofeu w myślach odtwarzała mi się muzyczka z Benny Hilla. Przezabawny chłopak. O wiele bardziej poprawiłby mi humor, gdyby Barcelona grała jednak mecz w jakiejś 1/16 Pucharu Króla, a nie spotkanie na szczycie La Ligi.

20

Cristiano Ronaldo dobił dziś samego siebie, zapewniając przy tym trzy arcyważne punkty Realowi Madryt. Portugalczyk wraca z dalekiej podróży, i ciężko teraz będzie znaleźć kibica, który z całą mocą rzeknie, że nie dla niego w tym roku Pichichi czy końcowy tryumf w La Liga. Jak niemal wszyscy dobrze wiemy, ostatnimi czasy, think thank z polskiej strony kibiców Królewskich skrupulatnie wyliczył, ile rzutów karnych należało się ich oblubieńcom. To przez błędy sędziowskie drużyna lśniącego światłem odbitym od reflektorów Francuza przypadkowo się potykała. Tymczasem najwyraźniej echo zapoczątkowane przez prominentnych redaktorów rozpoczęło wydawanie plonów. I będą one coraz większe. Nie wypada się z nimi nie zgodzić, gdyż już sam ich guru Jose Mourinho niejednokrotnie zwracał uwagę na bezwstydne faworyzowanie FC Barcelony. Z tego co swego czasu zaobserwowałem, duch nieskazitelnego Jedynego wciąż silnym blaskiem opromienia witrynę fanów Realu Madryt. Za kilkanaście godzin Duma Katalonii zmierzy się z Nietoperzami. Ciężko przewidzieć wynik spotkania, natomiast jestem pewien, że nie obędzie się on bez kontrowersji. W poczuciu tak silnych mrozów, braku widoku na skokowe zwiększenie temperatury wewnętrznej oraz obniżenie standardów zewnętrznych wyjście może być tylko jedno. Bardzo prawdopodobne, że już od jutra, całkowicie przedpremierowo, płyta DVD z nadrukiem "A dream of spring" zostanie zaimplementowana w najnowocześniejszy system sędziowski. A reszta? Historia będzie pisać się sama.

39

W pełni rozumiem manifestacje pro i anty wobec jakiejś ustawy, polityki danego rządu, obywatelskiej inicjatywy. Kłótnie i spory w takich sytuacjach są rzeczą normalną, wpisaną w demokrację. Natomiast świętujemy niepodległość Polski, sprawę - zdawałoby się - ponad wszelkimi podziałami. Tutaj nie ma żadnych anty, to nie jest kolejne smutne święto typu spacyfikowane powstania, porażki wojenne, różnie interpretowana historia III RP. Tutaj jest tylko sukces. Odzyskanie suwerenności po tylu latach. Państwo zjednoczone i jednolite. Zbyt mało jeśli powiem, że ludzie tamtego - umownego - dnia byli zadowoleni. I przekaz patriotów wszelkiej maści zapewne był jeden - propaństwowy, radosny, podniosły. I lewicowiec Piłsudski, i prawicowiec Dmowski, mieli pełne prawo do dumnego przemarszu i świętowania. Dlaczego tak nie jest dzisiaj? Co się zmieniło? Po osiągnięciu celu, naród jak niemal każdy inny, zaczął się rozdziobywać i rozmieniać na drobne? Nie rozumiem konfliktów podczas Dnia Niepodległości, jakby każdy drugiemu chciał zagarnąć dla siebie większy, należny mu się, kawałek ojczyzny. Nie rozumiem obrzucania się wyzwiskami, tak samo jaki i prowokowania. Nie rozumiem licytowania się stacji telewizyjnych i wbijania szpilek "wrogom". Nie rozumiem pochodów samców alfa z politycznymi emblematami w klapie marynarki, tak jak nie pojmuję instagramowego wybiegu i obcykiwania się xxx razy na tle flagi. Natomiast spacerując dzisiaj po mieście widziałem dzieci zapalające znicze na grobach poległych, amatorów prześcigających się w biegu wolności, młodych rodziców prowadzących kołyski z przymocowaną biało-czerwoną flagą, starszych ludzi wspominających czasy komuny, śpiewających, modlących się. I było miło mi patrzeć. I wiecie co? Tam nie było polityki. Była zgoda. W dniu 11 listopada, taka jak być powinna.

1

Witaj Stopo, zacny kamracie!
W swoim komentarzu bardziej odniosłem się do całego, dotychczasowego sezonu, a nie tylko tego meczu. To moje subiektywnie zdanie, lecz póki co nie widzę w tej ekipie konkretnie wypracowanego stylu. Mając w pamięci, a i owszem lepsze chwile, ciężko mi się ogląda chłopaków Valverde. Wiara jest ze mną, więc wierzę, że będzie lepiej, ładniej, przyjemniej. O to nam wszystkim chyba chodzi - o jakość :)

19

Mógłbym napisać, że się prawie wszystkim w makówkach poprzewracało. Wygrywamy kolejne spotkania, liderujemy i najwięksi rywale z utęsknieniem oglądają nasze plecy. Jednak sama gra, w większości nudna i sflaczała, brak synchronizacji pomiędzy zawodnikami, zbyt kurczowe poleganie na geniuszu Messiego... dłuższymi okresami ciężko przychodzi mi oglądanie FC Barcelony. Nie dostrzegam ognia i finezji, postawienia przez Valverde na konkretny styl. Ciężko pisać tu o zmasowanym ataku pozycyjnym, ciężko szukać argumentów na przemyślany kontratak. Odnoszę wrażenie, że zdobywamy punkty dzięki indywidualnościom, dyspozycji dnia poszczególnych graczy. Być może jest to spowodowane brakiem skrzydłowego z prawdziwego zdarzenia (trzeba liczyć na powrót Dembele), koniecznością zmiany taktyki, która nie pasuje zespołowi. Podejrzewam, że w jakiejś części ma to wpływ na Suareza, bo nie chce mi się wierzyć, że zapomniał jak się obcuje z piłką. Oby ten czas był formą dotarcia się w małżeństwie, takimi mikroeksperymentami, dzięki którym w decydującej fazie trener będzie wiedział, jakie decyzje ma podjąć. Poczekajmy na Dumę Katalonii. Jakby dziwnie to nie brzmiało - mając taką przewagę - nie jesteśmy sobą. Natomiast wierzę, że czas uczty dla oka nadejdzie. Oby jak najszybciej.

Media

Sonda

Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?