KtosKto
Dołączył/a: sierpień 2016
Warszawa
3 obserwujących
0 obserwowanych
Której reprezentacji, do której powołany został zawodnik Barcy, kibicujesz?
Komunikat
Polecający
Ładowanie...
Historia komentarza
Ładowanie...
0
@Szreko "Można spokojnie wielu bohaterów zmienić pod dzisiejsze czasy ale nie tak ikoniczne jak Cap" - i właśnie dlatego parę lat temu Kapitanem był Sam Wilson, a potem mieliśmy Secret Empire i Nazi-Capa. Nie wspominając o mnóstwie alternatywnych wersji tej postaci.
0
@Chaoss Art of War koniecznie, Res Publica, Rights of Man i Wealth of Nations
0
@Piorun Biden to raczej opcja umiarkowana, dużo bliżej mu do KO niż Razem jeśli idziemy w polskie odpowiedniki.
0
@justfootball Ja leciałem do Londynu właśnie, jak masz jakieś pytania wal śmiało na priv.
1
@Rewolucja123 Nie w bagażu podręcznym
0
@LioMessi10 Mogę spróbować :) Rozumiem, że chodzi o wybory prezydenckie. Na początku zaznaczmy, że mowa tylko o partii Republikańskiej i Demokratycznej, bo tylko ich kandydacie liczą się w wyborach. A więc tak:
1. Kandydat na prezydenta danej partii wybierany jest w trakcie convention, czyli zjazdu delegatów. Kim są delegaci? W skrócie w USA wybory prezydencki na żadnym poziomie nie są bezpośrednie. Wyborcy de facto nie oddają głosów na konkretnych kandydatów, tylko na osoby, które mają dokonać tego wyboru. Delegaci to członkowie partii, którzy w procesie prawyborów uzyskają prawo wyboru kandydata.
2. Delegaci wybierani są na dwa sposoby, zależnie od stanu. Są to primaries i caucuses. W skrócie różnią się one tym, na jakim poziomie mają miejsce. Primaries odbywają się na poziomie całego stanu - zarejestrowani wyborcy przychodzą do lokali, oddają głos na karcie do głosowania. Caucuses odbywają się na najniższym poziomie wyborczym. Tutaj procedury są dużo mniej formalne, np. dopuszczone są dyskusje między zwolennikami różnych kandydatów w trakcie zebrania. Niektóre stany mają tylko primaries, niektóre tylko caucuses, niektóre obie formy.
3. Delegaci zasadniczo przydzielani są proporcjonalnie do wyniku, jaki w prawyborach w danym stanie uzyskał konkretny kandydat. Jeśli poparło go np. 25% wyborców, otrzymuje 25% delegatów z danego stanu. O tym, ilu delegatów przypada na stan, decyduje sama partia i zmienia się to w zależności od roku. Poza delegatami przypisanymi do konkretnego kandydata występują też delegaci, których wybiera partia i którzy mogą głosować jak chcą. Są to kierownictwo partii i jej członkowie na wysokich urzędach (senatorowie, gubernatorowie itd.)
4. W stanach, które mają primaries, delegatów danej partii wybierają tylko ci wyborcy, którzy zarejestrowali się jako wyborcy tejże partii. W niektórych stanach wyborcy niezależni mogą wybrać, w prawyborach której partii chcą uczestniczyć.
5. Kiedy już skończy się cykl prawyborów odbywa się zjazd delegatów, w trakcie którego oddają oni swoje głosy na kandydatów do których zostali przypisani lub (jeśli są niezależni) na tych, których poparli wcześniej. Jeśli żaden kandydat nie zdobył w ten sposób większości głosów, delegaci są zwalniani z konieczności głosowania na konkretnego kandydata i głosują zgodnie ze swoją decyzją.
6. W ten sposób zostaje wybrany kandydat na prezydenta. W trakcie wyborów prezydenckich sprawa wygląda podobnie, co przy prawyborach. Każdy stan ma pewną liczbę elektorów, która zależy do tego, ilu ma mieszkańców. Elektorzy danej partii są przez nią wybierani przed wyborami i to właśnie na nich się głosuje. Są oni przypisani do kandydata tej partii. W większości stanów kandydat, który zdobył większość głosów otrzymuje wszystkich elektorów, w niektórych ich liczba jest zależna od zwycięstwa na niższych poziomach niż stanowy. Elektorzy następnie oddają głos na kandydata, do którego zostali przypisani, choć w niektórych stanach teoretycznie możliwe jest złamanie tego zobowiązania.
7. Jeśli żaden z kandydatów nie otrzymał bezwzględnej większości głosów elektorskich, o wyborze prezydenta decyduje Izba Reprezentantów, czyli niższa izba parlamentu.
To jest bardzo ogólny opis. Jest wiele niuansów, których nie jestem w stanie tutaj zawrzeć, bo prawo może się różnić w zależności od stanu, a praktyka w zależności od partii. Jeśli coś pomyliłem, to bardzo przepraszam, system jest skomplikowany. A w razie jakichś dalszych pytań chętnie odpowiem zgodnie ze swoją wiedzą.
0
@PJ1985 Ja w sumie trochę w tym siedzę ostatnio
0
@mlodykibic24 Priv, zobaczymy, co da się zrobić
1
@Danger204 Okrywa?
0
@geass Jest taka teoria, ale to tylko fanowska zabawa, nie ma absolutnie żadnych dowodów na to, że Jar Jar miał być czymkolwiek więcej niż comic reliefem.
1
@dorkizos OK, chyba wpadłem na to, o co może chodzić. W "Ataku Klonów" pojawia się informacja, że Jedi, który zlecił stworzenie Wielkiej Armii Republiki nazywał się Sifo-Dyas. W oryginalnej wersji scenariusza miał się nazywać Sido-Dyas (Sidious) i miał to być po prostu alias Palpatine'a. George Lucas przepisując scenariusz zrobił literówkę, uznał, że nowe imię brzmi lepiej i zostawił je w finałowej wersji, kompletnie zmieniając początkowy pomysł. W "Zemście Sithów" miało być wyjaśnione kim był Sifo-Dyas i czemu wpadł na pomysł stworzenia armii klonów, ale tutaj z kolei Lucas zmienił historię tak, by bardziej skupiała się na Anakinie, więc sporo wątków wycięto. W efekcie Sifo-Dyas pozostał tylko niewyjaśnioną wzmianką w "Ataku Klonów" (chociaż potem w "Wojnach Klonów" dostał całe backstory, ale to jak z wieloma postaciami w Star Wars - dopiero poza filmami są rozbudowane).
Nie wiem, czy to miałeś na myśli, bo sama postać Sifo-Dyasa nie pojawia się w filmie, ale taką sytuację pamiętam jeśli chodzi o wprowadzanie czegoś "na szybko" do fabuły filmów.
2
@dorkizos W pierwszych wersjach scenariusza "Ataku Klonów" nie było Hrabiego Dooku, zamiast niego głównym antagonistą miała być uczennica Sidiousa. Potem zaadaptowano ten pomysł w zmienionej formie na potrzeby "Wojen Klonów" i stąd się wzięła Asajj Ventress.
Ogółem scenariusze każdej części Star Wars były wielokrotnie przepisywane i zmieniane (czasem naprawdę mocno), ale nie kojarzę, do czego dokładnie możesz się odnosić.
2
@Filip_10 Ogólnie nie ma czegoś takiego jak język brytyjski. Jest brytyjska odmiana języka angielskiego, czyli ta, której używa się w UK (która sama dzieli się na różne dialekty, ale to zupełnie inny temat). Nazwę "język brytyjski" stosuje się też dla wymarłego w VI w. języka, z którego wywodzą się języki brytańskie (walijski, kumbryjski, kornijski i bretoński), ale domyślam się, że nie o to chodziło.
"Z brytyjska" jest frazą przysłówkową, czyli funkcjonuje jako przysłówek (określenie czynności, stanu), i oznacza "w sposób właściwy Brytyjczykom lub Wielkiej Brytanii". Raczej nie pasuje do tego, co chciałeś przekazać. Powiedziałbym raczej, że "słowo wywodzi się z angielskiego" albo, "z brytyjskiej odmiany angielskiego" (jeżeli faktycznie w niej ma swoje korzenie). "Z brytyjska" pasowałoby na przykład w wyrażeniu "brzmi z brytyjska", czyli brzmi tak, jak zwykle brzmią słowa wypowiadane przez Brytyjczyków.
Mam nadzieję, że trochę rozjaśniłem sprawę.
0
@Aaron10 Luzem, nikt nie powinien ci robić problemu
0
@Robert_Kubica Ja studiuję w Anglii, ale nie korzystałem z pomocy ambasadora. Niemniej jak masz jakieś pytania zapraszam na priv :)
0
Bardzo chętnie, miło z twojej strony :)
1
To o technologii i magii powiedział jako pierwszy Arthur C. Clarke, pisarz SF i futurolog
5
Hiszpańskie przepisy są jak czeski film - nikt nic nie wie
0
Ja jestem studentem filozofii, jaka jest sprawa?
1
Wcześniej była jeszcze Dżuma Justyniana w VI wieku n.e.
2
3-2 w ostatnim sezonie Lucho też było dobre
0
Komentarz usunięty przez użytkownika
0
Walki w więzieniu brzmią trochę jak seria „Undisputed” ale tam fabuła była chyba inna
0
Co tam Modrić na koniec krzyczał?
0
Mam wrażenie, że do polskiej strefy potrzebne byłoby wyzwolenie Polski bez udziału RKKA i ogólnie Polska w zachodniej strefie wpływów. Wtedy w ogóle nie byłoby kwestii dwóch rządów, bo Alianci Zachodni nie mieliby powodu wycofywać uznania rządu na uchodźstwie, a Stalin nie byłby w stanie narzucić władzy radzieckiej w Polsce.
1
Myślę, że Polska została jednak z czasem doceniona, wbrew temu co mogłoby się wydawać, na zachodzie bardzo podkreśla się dziś rolę Polaków w IIWŚ oraz tragedię jaka spotkała nasz kraj.
Dalej co do stref - nie wiem, czy można tu mówić o zasługach. Jeśli np. Holandia zażądałaby swojej strefy, nie jestem pewien, czy by ją otrzymała. Myślę, że czynnikiem mogłaby tu być liczebność wojsk francuskich, o których pisałem wcześniej, jak i zakulisowe rozmowy przywódców. W gruncie rzeczy, strefa ta była niejako "robieniem łaski" ze strony Brytyjczyków i Amerykanów, choć rzecz jasna miała ona znaczenie prestiżowe dla samych Francuzów.
0
PS Te strefy okupacyjne były przecież przede wszystkim rozrywką polityczną, Amerykanie i Brytyjczycy nie chcieli początkowo przyznać jej Francuzom, zmieniło się to dopiero po rozmowach De Gaulla z Churchillem, i Amerykanie i tak byli niechętni.
0
Nie mam niestety nic więcej do powiedzenia. Z twojego pierwszego posta wynikało, że udział Francuzów w koalicji antyhitlerowskiej był minimalny albo w ogóle żaden, więc starałem się ci pokazać, że nie jest to do końca prawda. Jakkolwiek Polacy mieli większy wkład w wojnę, nie należy ignorować każdego innego kraju, bo przy takim rozumowaniu można powiedzieć, że znaczenie i tak mieli tylko Amerykanie i Sowieci.
Nie chcę się z tobą kłócić, nasz punkt widzenia może pozostać różny. W ramach pojednania oferuję własną ciekawostkę: istniały także małe strefy okupacyjne na terenach czterech głównych, w których stacjonowali żołnierzy m.in. Belgii, Luksemburga, a także Polski. Polska strefa okupacyjna miała powierzchnię 6500 km^2. Polscy żołnierze oraz ludność (byli więźniowie obozów) obecni byli głównie w mieście Haren, przemianowanym na ten czas na Maczków. Okupacja potrwała do 1948 roku.
0
A. Axelrod, Encyclopedia of of World War II, tom 1, strona 363: "By the time of the Normandy Landings (D-Day), the Free French mustered about 400,000 troops". Kawałek wyżej jest jeszcze zdanie o udziale 100000 Francuzów w kampanii we Włoszech.
0
Walki z udziałem Francuzów po 1940 roku nie toczyły się we Francji, a m.in. w Afryce. Porównywanie francuskiego ruchu oporu do PPP nie ma o tyle sensu, że w zestawianiu z największą organizacją podziemną raczej każda inna wypadnie blado, niemniej nie mam sensu umniejszać jego roli - informacje pozyskane przez Francuzów były istotne w przygotowaniu Operacji Overlord oraz Operacji Dragoon, w tej drugiej zresztą siły francuskie stanowiły istotną część wojsk. Jeszcze w kwestii liczebności - w 1944 w skład Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie wchodziło (wedle posiadanych przeze mnie danych) 249000 ludzi, w skład Ludowego Wojska Polskiego 180000, w skład wojsk Wolnej Francji 400000.
Na koniec chciałbym dodać, że wydaje mi się, że żadnemu z uczestników wojny nie powinno się umniejszać jego zasług, szczególnie my, Polacy, nie powinniśmy tego robić, biorąc pod uwagę jak tragiczny był to dla nas konflikt.