Lluis Cortes opowiedział w rozmowie z Mundo Deportivo o swojej ucieczce z Ukrainy. Były trener piłkarek Barcelony jest obecnie selekcjonerem reprezentacji kobiet tego kraju, a po wybuchu wojny wyjechał z Kijowa.
Jak się czujesz?
Dobrze, ponieważ jestem już w domu z bliskimi, ale głowa wraca ciągle do tych obrazów ludzi, którzy są tam na miejscu i przeżywają koszmar.
Jak oni sobie radzą?
Jestem w kontakcie ze sztabem szkoleniowym i piłkarkami. Mamy trzy grupy: jedna jest poza krajem, konkretnie w Turcji, druga grupa ukrywa się w domach z rodzinami, a trzecia walczy, żeby bronić ojczyzny. Mężczyźni ze sztabu szkoleniowego nie mogą opuszczać kraju i czekają na sygnał, jeśli będą potrzebni. Przebywają w większości poza miastami, gdzie czują się bezpieczniej. Nasz lekarz jest w Kijowie i pomaga jak tylko może.
Śledziliśmy twój wyjazd z Ukrainy na Twitterze. Było wiele emocjonujących wpisów.
Nie chciałem być reporterem, ale wielu znajomych wiedziało, że jestem w Kijowie, ponieważ pisałem o tym kilka dni wcześniej. Mój przyjaciel dziennikarz, Albert Llimos, zachęcił mnie, żebym to opisywał. Dla mediów i dla rodziny. Dzięki temu moi bliscy byli spokojniejsi. Ale nie pokazywaliśmy wszystkiego, żeby ich bardziej nie martwić.
Ostatnia część podróży była najgorsza?
Podróż do Lwowa była trudna. Widziało się ludzi idących na piechotę 600 kilometrów od granicy, nocą i przy niskiej temperaturze. Słyszeliśmy o tym, że armia rosyjska zbliża się do Kijowa. Ale jazda pociągiem była jeszcze gorsza. Wiedzieliśmy, że już w nim byliśmy i jechaliśmy prosto do Polski, ale po drodze było dużo ciężkich chwil. Wszyscy byli smutni. Wagon pełen był kobiet i dzieci. Mężczyźni zostali tam i walczyli. Takie rozstania widzi się na filmach, a my byliśmy tego świadkami na żywo. Potem pociąg nagle zatrzymywał się w nocy, na parę godzin. To było straszne, bo wyobrażaliśmy sobie różne rzeczy. Widać było jakieś światła z daleka i baliśmy się, że to armia zatrzymała pociąg lub że tory zostały wysadzone i dalej nie pojedziemy. Ludzie nic nie mówili, siedzieli cicho.
Ciężko było dostać się do pociągu.
Na początku przeszliśmy kontrolę paszportową na Ukrainie i niektórzy zostali zawróceni, ponieważ nie mieli odpowiednich dokumentów. Pamiętam grupę 12 osób z Afryki. Tylko dwoje z nich miało dokumenty i jedynie oni mogli pojechać. Byliśmy już blisko granicy, ale dla niektórych to wciąż było bardzo daleko.
Ta cisza była przejmująca, prawda?
Tak, to było przytłaczające. Ale jechaliśmy w przedziale z matką z dwójką dzieci, która cały czas starała się ich zabawiać i żartować z nimi. To straszne przeżycie, jeszcze dwa dni wcześniej mieli wszystko, a potem to stracili.
Teraz trzeba będzie to wszystko przetrawić w swojej głowie.
To prawda. Pierwszej nocy nie mogłem spać, miałem koszmary. Śniło mi się, że zabrano mi paszport. Ludzie nie są świadomi, jak to tam wygląda, dopóki tego nie przeżyją. My byliśmy uprzywilejowani, że mogliśmy wyjechać w dość normalny sposób. Teraz myśli się o ludziach, którzy tam zostali, o ich doświadczeniach. Musimy pomagać stąd tak, jak tylko możemy.
Kto pomógł wam wtedy?
Federacja ukraińska, w której jesteśmy zatrudnieni, skontaktowała się z Polakami, żeby odebrali nas na granicy. Ambasada hiszpańska i RFEF były z nami w stałym kontakcie, oferując swoją pomoc. Mieliśmy też łączność z Gerardem Figuerasem, który również starał się nam pomagać. Teraz, gdy my już wróciliśmy, staramy się pomóc w wyjeździe innym osobom.
Czy Barcelona również udzieliła wam pomocy?
Otrzymałem wiele wiadomości od sztabu szkoleniowego, piłkarzy i piłkarek. Xavi Budó powiedział, że gdybyśmy czegoś potrzebowali, on zorganizowałby pomoc.
Teraz wy oferujecie swoją pomoc Ukrainie. W jakiej postaci?
Ja prywatnie udzielam się na Twitterze wspierając różne akcje mające na celu zebranie funduszy, jedzenia i innych rzeczy potrzebnych Ukraińcom. W miejscowości Balaguér sami organizujemy zbiórkę i wypełniamy dużą ciężarówkę niezbędnymi rzeczami: ubraniami, lekami, materacami, kocami. Jesteśmy też w kontakcie z ukraińskim biurem prawniczym w Barcelonie, które pomaga uchodźcom. Staramy się także pomagać naszym piłkarkom, które tam zostały. Zachęcamy wszystkie osoby, które czytają ten wywiad, do współpracy na rzecz poszkodowanych w wojnie.
Komentarze (0)