Kiedy w marcu tego roku Xavi szykował się do swojego pierwszego Klasyku w roli szkoleniowca Barcelony, nikt nie oczekiwał cudu. Tymczasem Real został upokorzony na Bernabéu, a w stolicy Katalonii znów pojawiła się wiara w to, że zespół może rywalizować z najlepszymi. Kolejne miesiące przyniosły jednak spore rozczarowanie. W tym sezonie dołek wyraźnie wzmocnionej Barcelony przyszedł bardzo szybko, a Klasyk może albo wywołać poważny kryzys, albo pozwolić zapomnieć na chwilę o klęsce w Lidze Mistrzów. Wszystko w nogach zawodników i głowie Xaviego.
Przez ostatnie pół roku Xavi, zawodnicy, a nawet włodarze klubu na wszelkie możliwe sposoby zaznaczali, jak istotny jest powrót do Ligi Mistrzów. Jasno nakreślono w ten sposób oczekiwania – Barcelona nie ma prawa odpadać z tych rozgrywek już w po fazie grupowej, a już na pewno do niej nie awansować. Nikt w stolicy Katalonii nie dopuszczał, że klęska z zeszłego sezonu może się powtórzyć. Tymczasem weryfikacja była brutalna i co gorsza – miała miejsce tuż przed wyjazdem do Madrytu na mecz z Realem.
„Przed poprzednim Klasykiem nie byliśmy w dobrym momencie, a teraz jesteśmy na szczycie tabeli”
Czy powyższe słowa trenera Barcelony można określić mianem zaklinania rzeczywistości? Zespół faktycznie prowadzi w tabeli, co czyni jego sytuację nieporównywalnie lepszą, niż w marcu tego roku. Mimo to trudno oprzeć się wrażeniu, że Duma Katalonii do ostatniego ligowego Klasyku przystępowała w dużo lepszych nastrojach i wyższej formie. W zespole co prawda nie było Roberta Lewandowskiego, Raphinhi czy Koundé, ale sam Xavi przecież pozytywnie oceniał wtedy sytuację. Na pytanie o samoocenę przed spotkaniem, nie miał żadnych wątpliwości:
Tego nie wiem, ale z pewnością podejdziemy do tego meczu, będąc w bardzo dobrej formie. Mamy pozytywną i zwycięską mentalność. Wygraliśmy ostatnio w Turcji i zakwalifikowaliśmy się do ćwierćfinału Ligi Europy. Od dłuższego czasu nie przegrywamy w lidze… Jesteśmy w bardzo dobrej dynamice, ale to niewiele mówi. Z pewnością jesteśmy pełni ochoty i chcemy pokazać, że możemy rywalizować na Santiago Bernabéu z rywalem, który także jest w świetnej formie.
Tym razem Klasyk poprzedza nie awans, a dotkliwa porażka w dwumeczu z Interem, która praktycznie zamknęła drogę do 1/8 Ligi Mistrzów oraz dwa nieprzekonujące występy w lidze z Realem Mallorca i Celtą Vigo. Urazy obrońców całkowicie zdestabilizowały formację defensywną, zamieniając istotny atut ekipy Xaviego w jej największą słabość. Bez Ronalda Araujo i Julesa Koundé zespół nie tylko stracił szybkość i siłę w pojedynkach z napastnikami rywali, ale też element zaskoczenia przy stałych fragmentach. Urugwajczyk słynie z tego, że z dużą łatwością dochodzi do sytuacji, natomiast Francuz ma już w tym sezonie trzy asysty na koncie. Na domiar złego urazy leczą także Hector Bellerín, będący jedynym nominalnym prawym obrońcą w kadrze oraz Christensen, którego doświadczenie byłoby nieocenione w obliczu trudnego terminarza. Xavi ma zatem prawdziwy ból głowy i wszystko wskazuje na to, że zdecyduje się zaryzykować zdrowiem Julesa Koundé, by mieć na placu gry choć jednego szybkiego obrońcę. Zważywszy na formę duetu Vinicius – Rodrygo, można ten ruch uznać za uzasadniony.
Kolektyw remedium na problemy kadrowe Barcelony
Dyskusja o personaliach oczywiście ma sens i urazami najłatwiej uzasadnić wyraźny spadek formy zespołu po przerwie na mecze reprezentacji. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że to tylko dowód na to, że Xavi nie stworzył jeszcze systemu, który najlepiej wykorzystywałby posiadane zasoby. Wzorcem może być właśnie dzisiejszy rywal Barcelony. Real Madryt bez Benzemy i pomimo zmian w defensywie i środku pola prezentował poziom pozwalający na punktowanie. Podobnie było w minionych sezonach, szczególnie jeśli chodzi o stabilność defensywy. Na wysokości zadania stawali Nacho czy Lucas Vázquez, choć oczywiście nie ustrzegali się błędów wynikających przede wszystkim z ograniczonych umiejętności. Dobrze rozumieli jednak system gry, w którym to współpraca decydowała o skuteczności. Wzajemna asekuracja i proste rozwiązania w trudnych sytuacjach – to zaprowadziło Real na szczyt w Lidze Mistrzów i jednocześnie nie jest i nigdy nie było domeną Barcelony. A powinno, tym bardziej przy deficycie fizyczności w środku pola.
Królewscy mają pomocników, którzy w każdej możliwej konfiguracji gwarantują odpowiednią intensywność i siłę, przynajmniej na tle Dumy Katalonii. Ponadto nie brakuje w ich grze jakości. Świetne wejście do zespołu zanotował Aurélien Tchouaméni, który imponuje nie tylko statystykami defensywnymi, ale ma też już dwie ładne asysty, dzięki czemu kibice zdążyli już zapomnieć o Casemiro. Świetnie rozwinął się także Valverde, który ma już 4 bramki i 2 ostatnie podania w tym sezonie. Na dodatek proces starzenia wciąż nie dopadł na dobre jeszcze Modricia, a i Toni Kroos nie przestał podawać z dokładnością kilku centymetrów na 50 metrów.
O ile pomocnikom Barcelony nie sposób odmówić umiejętności, o tyle łatwo zmierzyć centymetrami możliwości walki o górne piłki Pedriego i Gaviego, podobnie jak wieloletnia obserwacja sprintów Sergio Busquetsa pozwala na wskazanie szybkości jako jego największej słabości. W tej sytuacji Xavi może albo postawić na odważne roszady w składzie, albo minimalizować ryzyko w inny sposób. Jeśli zagra Sergio, to kluczowe będzie utrzymywanie niewielkich odległości między zawodnikami w środku pola oraz eliminacja przestrzeni między formacjami. W drugiej połowie meczu z Interem to nie zadziałało i Busquets musiał biegać, co przy jego motoryce oznaczało problemy dla całego zespołu. To nie ma prawa się powtórzyć.
W poszukiwaniu równowagi czasem trzeba oddać piłkę
Kontrola przez posiadanie to sposób, w jaki Barcelona zdobywała wszystkie swoje Puchary Europy. Nie oznacza to jednak, że w Katalonii nie widziano innego futbolu. Pressing i odbiór na połowie przeciwnika to najskuteczniejsza broń na każdego rywala, ale szybkie ataki można rozpoczynać również na własnej połowie. Z dynamicznymi skrzydłowymi i bardzo dobrym w grze tyłem do bramki Robertem Lewandowskim Blaugranamoże być w takim wydaniu niezwykle groźna. Tym bardziej, że Pedri i Gavi potrafią również szybko wyprowadzać piłkę rajdami, a Frenkie de Jong im pod tym względem wcale nie ustępuje. Jedno jest pewne – Barcelona musi w tym meczu minimalizować ryzyko, a długie, ryzykowne rozgrywanie na połowie przeciwnika przy szybkości zawodników Realu i brakach w tymże zakresie zdrowych stoperów to proszenie się o problem.
Czas, by słowa Xaviego z konferencji prasowych znalazły odzwierciedlenie na boisku. Napastnicy muszą podejmować lepsze decyzje, a jak najbardziej pożądanym sposobem zakończenia akcji powinien być strzał zza pola karnego. Poprawie musi ulec także precyzja dośrodkowań oraz umiejętność odczytywania intencji partnerów z zespołu. Wymieniliśmy już wszystkie mankamenty z dwumeczu z Interem Mediolan? Na pewno nie, ale nie da się ukryć, że rywalizacja z Włochami odkryła wiele słabości zespołu, a dziś naprzeciw stania drużyna wyraźnie lepsza od Interu pod praktycznie każdym względem.
To jeszcze nie jest mecz o posadę dla Xaviego. Jeszcze
Po zupełnie niedanym minionym sezonie dominowały pozytywne nastroje. Jak to możliwe? Xavi zmienił sposób gry zespołu i wygrał wiele spotkań w dobrym stylu. To wystarczyło, by spragnieni widowiskowego futbolu widzowie na Camp Nou uwierzyli w ten projekt. Latem tę wiarę rozbudził jeszcze bardziej duet Laporta – Alemany, który sprowadził Xaviemu piłkarzy, których potrzebował. Wszystkie elementy układanki nagle zaczęły do siebie pasować, co przełożyło się oczywiście na rozbudzenie oczekiwań kibiców. Tymczasem Barcelona w dwa tygodnie praktycznie pożegnała się z Ligą Mistrzów, a Xavi sam podczas konferencji prasowej przed Klasykiem nakreślił taki bieg zdarzeń, po którym bez żalu ustąpiłby miejsca innemu trenerowi. Od hipotetycznych rozważań do realnych wątpliwości zwykle prowadzi dość długa droga, jednak w przypadku Klasyku ewentualna porażka w kiepskim stylu może ją wyraźnie skrócić. Szkoleniowiec Barcelony doskonale zdaje sobie z tego sprawę i rozmowa z Laportą po meczu z Interem na Camp Nou – wbrew doniesieniom medialnym – z pewnością go nie uspokoiła. Nie należy sprowadzać wszystkiego do wyniku, to oczywiste, ale jeśli większość kibiców po dzisiejszym meczu będzie rozczarowana postawą zespołu, to Xavi będzie miał kłopoty.
Mecze za darmo możesz oglądać u bukmacherów!
Komentarze (15)