Przypomnijmy, że były trzy główne punkty sporu ws. wprowadzenia zmian prawnych odnoszących się do hiszpańskiego futbolu. Pierwszy dotyczył ochrony LaLigi przed projektami typu Superliga. 39 klubów, które sprzeciwiają się tej inicjatywie, liczyło na wprowadzenie do ustawy zapisu gwarantującego możliwość odmówienia licencji klubom, które chciałyby brać udział w rozgrywkach nieuznawanych przez LFP lub RFEF. Rząd nie zdecydował się na takie rozwiązanie, ponieważ sprawa wciąż znajduje się w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej i może zostać rozstrzygnięta dopiero w przyszłym roku. LaLiga nie zyskała więc narzędzia prawnego do wywierania presji na Barcelonę czy Real Madryt ws. Superligi. Większości klubów nie wspierał też Athletic, ale nie z powodu nowych rozgrywek czy wspierania dwójki gigantów, tylko ze względu na sprzeciw wobec koncepcji scentralizowanego zarządzania aktywami komercyjnymi drużyn.
Drugą kwestią sporną był właśnie brak zabezpieczenia prawnego LaLigi w związku z wykorzystywaniem jej aktywów. Ten punkt dotyczy przede wszystkim umowy z CVC. Początkowo doniesienia wskazywały, że LaLiga zapewniła sobie satysfakcjonujące dla siebie rozwiązanie, ale poprawka mająca na celu zlikwidowanie ewentualnych niezgodności z prawem operacji z funduszem miała zostać odrzucona. Argumentuje się, że ustawodawca nie może naprawiać wad operacji, zwłaszcza że są one rozpatrywane przez sąd. Przypomnijmy, że Barcelona, Real Madryt i Athletic pozwały porozumienie LaLigi z CVC i wciąż czekamy na ostateczne rozstrzygnięcia w tej sprawie. Według mediów Tebas uzyskał uznanie prerogatyw LaLigi do scentralizowanej sprzedaży praw audiowizualnych na podstawie wcześniejszych zapisów prawnych, ale nie dostał zabezpieczenia związanego z innymi prawami komercyjnymi, co jest pośrednim rozwiązaniem ze strony rządu.
Trzecią kwestią, która musiała bardzo uwierać zwłaszcza Javiera Tebasa, było wprowadzenie możliwości dokonywania zmian w statutach i regulaminach ze strony Hiszpańskiej Królewskiej Federacji Piłkarskiej bez uzgodnienia z klubami. LaLiga przeforsowała swoje stanowisko, że przed zatwierdzeniem jakiejkolwiek modyfikacji w przepisach rozgrywek musi pojawić się jej wiążący korzystny raport w tej sprawie. Jest to jedyny z trzech postulatów, który udało się całkowicie rozstrzygnąć na korzyść LFP.
Nie jest to jeszcze w 100% pewne, ale zdaniem mediów powyższe zmiany pozwoliły na oddalenie groźby strajku. Jeszcze przed posiedzeniem Komisji przewodniczący Wyższej Rady ds. Sportu José Manuel Franco zapowiedział, że rozwiązanie może nie być całkowicie satysfakcjonujące dla wszystkich, ale przynajmniej pozostawi każdego „umiarkowanie niezadowolonego”, co chyba dobrze obrazuje poziom konfliktu w hiszpańskim futbolu i zapowiedź potencjalnych sporów w przyszłości. Nie można zresztą wykluczyć żadnego rozwiązania przed czwartkowym Walnym Zgromadzeniem LaLigi, ponieważ po jego zakończeniu przedstawiciele klubów mają omówić dalsze kroki. Nie będzie wśród nich wysłanników Barcelony, Realu i Athleticu, którzy akceptowali pierwotną treść nowej ustawy. Głosowanie w Kongresie Deputowanych ws. Prawa Sportu ma odbyć się w ciągu jednego lub dwóch tygodni, a następnie trafi do Senatu, gdzie może zostać zatwierdzone.
Nie są to jedyne planowane zmiany w hiszpańskim prawie. Jak donosi dziennikarz Isaac Fouto, do artykułu 47. dodano z kolei zapis, który nie pozwoli na powtórzenie się sytuacji związanej ze skandalem dotyczącym umowy Gerarda Piqué i prezesa RFEF Luisa Rubialesa ws. rozgrywania Superpucharu Hiszpanii w Arabii Saudyjskiej. Stanowi on, że aktywny sportowiec nie może prowadzić relacji biznesowych z rozgrywkami na szczeblu krajowym, w których potencjalnie może wziąć udział.
Komentarze (9)