Javier Tebas udzielił obszernego wywiadu argentyńskiemu dziennikowi Olé, w którym wypowiedział się na temat działań podjętych przez LaLigę w celu poprawy pozycji rozgrywek. Prezes tej organizacji odniósł się też do potencjalnego powrotu Leo Messiego do Barcelony i umowy z CVC.
Olé: Co zrobiliście w ostatnim okresie, żeby zglobalizować LaLigę?
Javier Tebas: Podstawą jest przede wszystkim transmitowanie meczów, zarówno tych wielkich, jak i tych, które nie wydają się tak wielkie, i żeby były w tej samej formie. Relacjonując mecz piłkarski, poprzez realizację, komentatorów czy narratorów, trzeba opowiedzieć historię, historię 90 minut. Bardzo chcieliśmy dokonać ujednolicenia, żeby nie było takich różnic. To podstawa wszystkiego. Jeśli jeden z tych dziesięciu meczów opowiada zupełnie inną historię niż pozostałe, nie doceniasz tego produktu.
Po drugie, chodzi o to, żeby towarzyszyło temu wszystko w zakresie mediów społecznościowych, z różnych mediów, które pojawiły się w ostatnich latach. Przypomnijmy, że 10 lat temu nie istniał Tik Tok, a Instagram czy Snapchat nie były tak używane jak teraz. To wszystko stanowi okno możliwości, które zostało dane nam wszystkim, ale nie wystarczy tylko o tym mówić, w każdym medium społecznościowym trzeba działać w inny sposób. Praca na YouTube to nie jest to samo co budowanie kontentu na Tik Toku, Snapchacie, Twitterze czy Facebooku. Wszystko, co otacza mecz, jest teraz bardzo ważne. Dlatego ten czas między spotkaniem i kolejnym weekendem, dzięki możliwościom w obszarze mediów społecznościowych, daje nam tę szansę posunięcia się dużo dalej, podzielenia się historiami w dużo większym stopniu niż tylko tych wielkich klubów i wielkich meczów.
Co robi liga hiszpańska, żeby odróżnić się od pozostałych wielkich lig?
Ostatnio mówiłem o „wielkiej piątce”, uważam, że jest wielka „superliga” na poziomie finansowym, którą jest Premier League, potem jesteśmy my i Bundesliga, a poniżej zostaje nam Serie A i Ligue 1. W pracy, jaką wykonujemy, aby zbliżyć się do Premier League, musimy mieć bardzo jasne cele. Bardzo trudno jest nam zbliżyć się do Premier League na poziomie rynków krajowych. Mam na myśli kwoty i kwestie finansowe. Jesteśmy krajem z mniejszą liczbą mieszkańców, mniejszym niż w Anglii udziale płatnej telewizji w rynku, a to oznacza, że zawsze mamy problem ze zbliżeniem się na poziomie liczb i wyników. Na świecie jest jednak większa równowaga.
I to właśnie tam pracowaliśmy w bardzo szczególnym obszarze. Uważam, że media społecznościowe nie są wystarczające, musielimy też się zbliżyć, otworzyć delegacje w ponad 40 krajach i biura w ponad 12, co pozwoliło nam na bardziej bezpośredni kontakt z mediami, zarówno tradycyjnymi, prasą drukowaną, jak i prasą cyfrową, która pochłonęła i przejęła ważną część informacji sportowych ze świata. Bardzo ważne jest być blisko nich i wiedzieć, czego chcą, dlatego biura, które mamy na całym świecie, dobrze nam posłużyły.
Pozwoliło nam to skrócić dystans do Premier League na poziomie międzynarodowym. Myśląc i pracując średnioterminowo, zainwestowaliśmy w transmisje audiowizualne. Zawsze więcej inwestowaliśmy w technologię niż Premier League, my zaczęliśmy to z kamerami nad murawą. Dziś praktycznie wszystkie zespoły Primera División, z wyjątkiem tych, które prowadzą prace na stadionie, mają takie kamery. Wszystkie nasze ekipy z Primera División prezentują swoje składy poprzez hologramy. Wydaje się to głupotą, ale to bardzo ważne tematy w kontekście oglądania meczów. We wszystkich drużynach sceneria, w jakiej się ogląda, jest taka sama, i wprowadzamy ulepszenia techniczne, takie jak drony. W niemal wszystkich naszych meczach są drony, a nie ma ich w Premier League. To ujednolicenie i bliskość z biurami są bardzo ważne, pozwalają nam skracać różnice.
Trudno nam dogonić Premier League pod względem finansowym, ze względu na liczbę ludności, ale na poziomie technologicznym i sportowym rywalizujemy. Nie trzeba patrzeć na to, co wydarzyło się w zeszłym sezonie lub co może się wydarzyć w tym sezonie. Trzeba spojrzeć na ostatnie dziesięć sezonów lub więcej, od początku wieku La Liga zdobyła 37 tytułów europejskich, a Premier League 13. A w ostatnich dziesięciu sezonach LaLiga zdobyła 60% tytułów, myślę, że nie jesteśmy źli i dotrzymujemy kroku Premier League, pomimo tego, że ekonomicznie może być silniejsza. Trzeba o tym pamiętać i nie patrzeć tylko na to, jak zakończyła się faza grupowa Ligi Mistrzów w tym sezonie. Trzeba spojrzeć na kilka ostatnich sezonów. Jesteśmy tam i dalej będziemy zarówno w obszarze finansowo-audiowizualnym, jak i w walce sportowej, poprawiając się coraz bardziej w każdym sezonie.
Jaka była strategiczna wizja, którą miała LaLiga, wiedząc, jak ważne jest inwestowanie w technologię w średnio i długoterminowej perspektywie?
W 2014 roku rozpoczęliśmy projekt LaLiga Tech, osiem lat temu. W 2015 roku byliśmy już z Microsoftem w Redmond. Trzeba było dużo zobaczyć i przeczytać, dokąd zmierza cały świat rekreacji i rozrywki. W 2014 roku Netflix, Amazon Prime czy HBO miały niewielki udział w rynku. Nie były tym, czym są dziś, choć wydaje się, że są z nami od 80 lat. Musieliśmy zobaczyć, dokąd to idzie, więc zdecydowaliśmy się, że technologia, która była już wówczas możliwa, ale była bardziej ukierunkowana, będąc tylko w wielkich lub superwielkich firmach, będzie kluczowa, podobnie jak wykorzystanie danych, ekosystem cyfrowy, posiadanie platformy cyfrowej, umożliwiającej poznanie zachowań użytkowników.
Mecze oglądane są w niemal 160 krajach na świecie…
Prawie w 200, które zrzesza FIFA, zdaniem tej organizacji. Teraz myślę, że nie ma żadnego kraju, w którym nie transmitowalibyśmy meczów, zostaje nam Mongolia i Grenlandia, dwa sezony temu już je zamknęliśmy. Na naszej stronie pojawiają się użytkownicy z każdego kraju na świecie.
LaLiga uruchomiła OTT, platformę streamingową do transmisji treści sportowych. Jaki jest cel tej platformy, jeśli jej kontent, jej mecze, są już oglądane niemal na całym świecie?
Dwa powody, jeden to narodowy, trzeba być przygotowanym na to, co może nadejść. Model na wyłączność, którego doświadczamy we wszystkich własnościach sportowych premium, zostanie przeniesiony na modele nieekskluzywne, będzie to zależało od obszarów i od momentów, ale myślę, że dojdzie do tego przejścia. Światowy rynek sportowy płatny „na żywo” jest bardzo podzielony w wielu krajach, dlatego bardzo ważne jest posiadanie OTT.
Drugi powód jest taki, że w 2030 roku 80% światowej populacji będzie oglądać sport na żywo przez OTT. W świecie rozrywki, w zakresie filmów i seriali, Netflix, HBO, Amazon Prime, Disney zgarną 90% rynku, a są OTT, prawda? To, co dzieje się w filmie i rozrywce, będzie się działo w sporcie na żywo i trzeba być bardzo uważnym. A jeśli tego nie wiesz, albo nie masz własnego OTT, trudno ci będzie stawić czoła tym wyzwaniom.
Na poziomie międzynarodowym stworzyliśmy produkt LaLiga Pass. Musimy myśleć, że możemy pójść w platformy OTT na wiele lat w wielu krajach i na platformach komunikacyjnych, ale nasi użytkownicy i kibice chcą mieć coś więcej, żeby czerpać radość. To jest to, co nazywamy „zaawansowanymi użytkownikami” LaLigi. LaLiga Pass jest podobnym projektem do tego, co znacie z NBA, która ma NBA Pass. Jest to miejsce, w którym ty i „zaawansowani użytkownicy”, ci którzy bardzo lubią lub kochają LaLigę, mogą mieć dostęp do większej liczby produktów niż te oferowane przez nadawcę. Produkcje dokumentalne o ich zespołach, podsumowania meczów w kilku minutach, 3, 10 czy 15... Będą mogli zobaczyć spotkania towarzyskie swoich drużyn, w różnych krajach, co już u nas trwa.
To przestrzeń, platforma, na której fani mogą zobaczyć dużo więcej rzeczy niż oferuje nadawca. Dokumenty na żądanie, których oczekuje się już obecnie, nie mówiąc o przyszłości. Aby ludzie mogli uzyskać dostęp do wielu filmów dokumentalnych, obejrzeć później mecze czy spotkania historyczne, kiedy tylko będą chcieli. Opcja „na żywo” zostanie u nadawców czy OTT, ale musisz dać trochę więcej i przyznaję, że jest to kopiowane z NBA.
Czego poszukuje LaLiga we współpracy z firmą Globant?
Globant, mimo że jest notowany na giełdzie w Nowym Jorku, jest prowadzony przez niezwykłych argentyńskich specjalistów: Martína Migoyę i Martína Umarana, którzy są numerem jeden w świecie technologii i danych. Znaleźli się w takim miejscu nie przez przypadek, a dzięki swojej wiedzy, pracy, znajomości technologii i świadomości, wiedzą dokąd zmierzają. Po drugie, posiadanie koncepcji LaLigi, która jest poświęcona po prostu ustalaniu weekendowych terminarzów i organizacji, jest błędem. LaLiga to wspólny projekt wszystkich klubów w ramach rozgrywek, które muszą się rozwijać i tu przede wszystkim kluby, powiedzmy, że nie są to wielkie kluby, potrzebują ligi, która jest prawdziwym przemysłem, która generuje wartość, czyli to, co my robimy.
Małe zespoły, a nawet niektóre wielkie drużyny, nie mogą mieć swoich platform cyfrowych, ale wartością naszych rozgrywek jest to, że jesteśmy dwudziestoma klubami na pierwszym i dwudziestoma dwoma na drugim poziomie i trzeba iść razem. Kluby przecież jeszcze spadają i awansują. Bardzo ważne jest, aby istniał zbiorowy, wspólny projekt, a jeśli musi istnieć zbiorowy projekt o zakresie międzynarodowym, dlaczego nie miałby istnieć w zakresie technologii. I to jest ten wspólny aspekt, który mamy w LaLiga Tech.
Musimy następnie szukać kolejnych źródeł dochodu. To nie mogą być tylko bilety na stadion i dochody audiowizualne. Aby mieć globalnych sponsorów, musimy mieć globalną technologię. Podam przykład: w zeszłym sezonie Burger King sprzedał najwięcej hamburgerów w Hiszpanii, a wszystko dzięki naszej platformie danych. Sprzedaliśmy ponad 300 tysięcy hamburgerów. To dlatego, że mamy platformę danych ze wszystkimi klubami, ze wszystkimi danymi, z tym jak zachowuje się użytkownik w czasie meczu, a to można zrobić tylko we wspólnym i globalnym projekcie. To wygeneruje większe przychody. Szacujemy, że w ciągu najbliższych czterech lat, oprócz praw audiowizualnych, będziemy mogli rozdać klubom około 250-300 mln euro netto więcej. Już sprawiliśmy, że ta wartość bardzo wzrosła, a technologia jest bardzo ważna, aby to zrobić. Ale poza tym, w obszarze sponsoringu, wierzymy, że przekażemy klubom 300 mln euro netto.
Jest tylko jeden klub, który chce, żeby LaLiga była tylko po to, żeby ustalać terminarze i pokazywać logo, ale są to zazwyczaj kluby, które chcą wszystko zagarnąć dla siebie. Jednak wiele tracą, bo są takie miejsca na świecie, że jeśli nie dotrzesz do nich kolektywnie, nieważne jak wielki jesteś, stracisz bardzo ważną część własnych fanów. Poczucie przynależności kibica, zwłaszcza tego "nie-krajowego", jest inne niż "krajowego".
Dlaczego LaLiga czuje się tak komfortowo w tej nowej cyfrowej erze, która reprezentuje również nową gospodarkę?
Ponieważ pracujemy już od dziesięciu lat i jest to część naszego DNA. Dla nas to nic nowego. To się z nami zrodziło i będzie z nami dalej. W zeszłym tygodniu mieliśmy zebranie z klubami i mówiłem im, że to jest rok transformacji ze względu na bardzo ważne aspekty, które dzieją się wokół tego, czym jest LaLiga jako branża. W Hiszpanii po raz pierwszy wykorzystuje się formę OTT, korzysta się z DAZN... i to jest nowość, to się nigdy wcześniej nie zdarzyło. To nowe okno, w którym jest znacznie więcej możliwości interakcji, aktywności z użytkownikami, twoimi widzami.
Nie jest przypadkiem, że EA Sports, która jest jedną z najważniejszych firm w branży sportowej, nie mam na myśli piłki nożnej, nie chce kontynuować produkcji gry FIFA, bo model EA Sports odzwierciedlany jest grą, która zamiast "FIFA", będzie się nazywała "FC Sport". Nie zapominajmy jednak, że EA Sports ma 400 milionów użytkowników, którzy znają jej specyfikę, o dość młodym profilu wiekowym, nie mam na myśli "bardzo młodym"... jest on bardzo szeroki. Wybrali więc LaLigę, bo jesteśmy technologiczni. To nie jest tylko projekt sponsorski, został nam rok umowy z bankiem Santander, jesteśmy nimi zachwyceni i jeśli zrobiliśmy to ogłoszenie z rocznym wyprzedzeniem, to dlatego, że to coś więcej niż projekt sponsorski, to jest technologia, to zmiana w ramach biznesu, suma w ramach biznesu EA Sports, gdzie LaLiga będzie bardzo ważna. To, co EA Sports wniesie do LaLigi, jest tak ważne, że przewiduję, że zmienimy nawet nasze logo. Minęło już kilka lat, a więc może być kolejne logo. Nie wiem czy będzie bardziej "technologiczne" czy mniej, nie rozumiem tego, ale oczywiście jest to radykalna zmiana.
W kwestii metaverse jesteśmy, jak się wydaje, na trzech najważniejszych platformach, bo nic nie jest jeszcze jasne. Czy będą trzy czy trzy tysiące metawersów, czy LaLiga będzie miała swój metaverse... Mam dużą wiedzę na ten temat, bo byłem przez wiele lat graczem "Second Life", które jest z 2003 roku, można powiedzieć, że to pierwsze metaverse, prawda? A tam, w moim biurze, przyjmowałem klientów i miałem wszystko... Trzeba zobaczyć, dokąd nas prowadzi metawersum. Nie ma co się spieszyć, bo największą rzeczą, która została zrobiona z metaverse jest zmiana Facebooka na Metę, której logo widnieje na dole. Nadal nie widzę, żeby zostało to całkowicie zmienione. Bardzo wierzę, że metaverse nadejdzie, musimy jeszcze zobaczyć jak będzie to wyglądało, czy będzie miało okulary wirtualnej rzeczywistości czy nie. Ale dla naszego najcenniejszego obszaru, praw audiowizualnych, to co przyniesie metaverse, to możliwość obejrzenia meczu na żywo, w inny sposób, ale w końcu będzie to kolejne okno, w którym będą oglądane mecze piłkarskie. Może w okularach, prawie na pewno na stadionie, ale cóż... nie spieszmy się, bo chcę to zobaczyć i chcę, żeby było w porządku. Myślę, że jest więcej rzeczy do zrobienia niż martwienie się o metaverse.
Biorąc pod uwagę pandemię, czego La Liga szuka w strategicznym sojuszu z funduszem inwestycyjnym takim jak CVC?
Najpierw chcę wyjaśnić, że pandemia nie ma nic wspólnego z projektem CVC, bo sojusz z tym projektem nie jest zbyt długi. Straciliśmy sto milionów euro, ale w niektórych klubach była gotówka. Kontrola ekonomiczna spowodowała, że w tych latach nie mieliśmy tylu inwestycji, ile mogłoby być w innych latach, i mamy się dobrze. Zapłaciliśmy nasze podatki, nie jesteśmy winni państwu ani jednego euro. Spłaciliśmy długi wobec zawodników, nikomu nic nie jesteśmy winni, innymi słowy kluby mają zdolność ze swoimi dochodami i wydatkami do przejęcia tego długu. Dlatego projekt CVC jest osobnym projektem, który został zapoczątkowany jeszcze przed pandemią, ja już planowałem ten projekt. Starano się przewidzieć rozwój klubów przez następne 20 lat.
Wszyscy wiemy, że główne dochody klubów pochodzą z boiska. Reforma stadionów i infrastruktury jest dla nich bardzo trudna. Pieniądze z CVC są rozdzielane w 95% pomiędzy kluby. 70% tych pieniędzy jest na infrastrukturę klubów, które muszą nam przedstawić projekt, a jeśli tego nie zrobią, nie dostaną pieniędzy. Wszyscy wiemy, że główne dochody klubów pochodzą z boiska i tyle. To jest sprzeczne z projektami. Villarreal reformuje stadion i w miarę wykonywania prac uwalniane są pieniądze. To samo mogę powiedzieć, gdy Valencia zacznie go wykańczać... Betis... inni, którzy budują ośrodki sportowe, nowe obiekty i biura.
Kluby przedstawiają plany i są one nadzorowane przez specjalistów, których mamy w LaLidze, którzy pracowali nad tymi kwestiami tak, aby kluby rozwijały się w dziedzinie cyfrowej, w mediach społecznościowych, w duchu międzynarodowym... całe 70% idzie właśnie na to. To bardzo ważne, aby to powiedzieć. Dzięki temu osiągniemy to, co zajęłoby 15-20 lat... my zrobimy to w cztery. W ciągu czterech będziemy mieć nowocześniejsze stadiony itp. Oprócz tego 15% ma być przeznaczone na długi, a pozostałe 15% na piłkarzy.
Na zakończenie... czy brakuje ci Messiego i Cristiano w LaLidze? Myślisz, że Messi będzie miał swoje ostatnie "show" w LaLidze?
Ja uważam, że za Messim nie tęskni się tylko w LaLidze, ale tęskni się za nim w całym futbolu, ponieważ liga francuska jest jaka jest, prawda? I tyle w temacie. Myślę, że bez względu na to, że jest w klubie takim jak PSG, śledzi się go dużo rzadziej niż wtedy, gdy był w Barcelonie. Mamy nadzieję, że rozegra wielki mundial, ponieważ wtedy będziemy mogli go wszyscy znów zobaczyć. Ja nie widzę, żeby wszyscy kibice oglądali mecz PSG przeciwko Nantes. Z Barçą jest odwrotnie. Nie wiem, czy Messi będzie miał swoje ostatnie „show” w Barcelonie. To zależy już od niego. Oby wrócił. Jemu też wyjdzie na dobre powrót do hiszpańskiego futbolu, do drużyny, w której się narodził. Moim zdaniem błędem było, również z jego strony, rozbicie tego małżeństwa. To był bardzo korzystny sojusz w dalekiej perspektywie zarówno dla Messiego jak i dla Barçy.
Cóż, myślę, że prędzej powinien wrócić Messi niż Cristiano… ale odeszli, a my nadal jesteśmy na najwyższym poziomie, prawda?
Komentarze (32)