Nani, były zawodnik między innymi Manchesteru United, z którym FC Barcelona zmierzy się już w czwartek, wypowiedział się na temat przegranych finałów Ligi Mistrzów przeciwko Blaugranie, a także o decyzji Cristiano Ronaldo o grze w Arabii Saudyjskiej.
Relevo: Co jest pierwszą rzeczą, o której myślisz, gdy patrzysz wstecz na te dwa finały?
Nani: Trudno przypominać sobie, że przegraliśmy, ale przegraliśmy z drużyną naszpikowaną gwiazdami, która wyznaczyła pewną erę. Mieli zawodników, którzy robili różnicę. Wyeliminowaliśmy ich w półfinale w 2008 roku. W dwóch kolejnych meczach mogliśmy się lepiej przygotować. To była dla nich zemsta.
Co nie udało się Manchesterowi United w finale w Rzymie w 2009 roku?
Plan nie wypalił. Uważam, że nie wybraliśmy najlepszej możliwej jedenastki. A my mieliśmy spektakularny skład. Od samego początku mieliśmy sporo szans. W tych meczach, gdy nie wykorzystujesz szans, to normalne, że w każdym momencie możesz zostać ukarany.
W 2011 roku otrzymywałeś minuty, choć nie jako zawodnik pierwszego składu. Miałeś jednak 10 goli i 20 asyst…
Byłem trochę smutny i sfrustrowany szczerze mówiąc. Uważam, że to było niesprawiedliwe. W tamtym roku byłem jednym z najlepszych zawodników w drużynie. Plan trenera był taki, aby zostawić mnie na ławce i wprowadzić jako zmiennika, ale wszedłem akurat wtedy, kiedy Villa doprowadził do stanu 3:1. Wtedy nie było już wyboru.
Jakie było przesłanie Fergusona podczas przygotowań do obu finałów?
Powiedział nam, że to mecz pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. Poprosił o pracę i cierpliwość, ponieważ Barcelona sprawiała, że ich przeciwnicy dużo biegali, mieli duże posiadanie. Wiedzieliśmy, z kim przyjdzie nam się zmierzyć. W 2011 roku stwierdziliśmy, że po przegranej w 2009 roku, to musi być nasz moment. Niestety tak się nie stało. Gdyby to był mecz przeciwko innej drużynie, mielibyśmy dużo większe szanse. Aby pokonać tamtą Barcelonę, wiedzieliśmy, że musimy zagrać perfekcyjne spotkanie.
Jak od środka przyjęliście nokaut na Wembley?
To był koniec cyklu świetnych zawodników. Klub już wcześniej planował zmiany. Nie było jednak złości, byliśmy bardzo silni psychicznie, wszyscy mieliśmy dużo osobowości. Nie patrzyliśmy na wiek, wszyscy mieliśmy taką samą siłę głosu.
Czy dużą różnicą było to, że Messi grał dla Barcelony?
To nie był tylko Messi. Mieli Iniestę, Xaviego… Co za zagranie, które Xavi wykonał przy bramce Messiego w Rzymie! Kto wyłożył piłkę Eto’o na 1:0? Do tej pory nie widziałeś Messiego. Z Leo nie da się dyskutować, on rozbija całą drużynę. Ale Messi grał w zespole, w którym jeśli zdejmiesz go z boiska, drużyna gra dalej. Wszyscy ci zawodnicy przyprawiali rywali o zawrót głowy i zanim piłka dotarła do Leo, wszyscy byli już na wpół znokautowani. A potem byłeś martwy.
To znaczy, że prawdziwe szkody wyrządzili partnerzy Leo?
Siedzieliśmy na ławce, komentując mecz. Dostaliśmy instrukcje, aby bardzo dokładnie kryć Messiego, nie zostawić mu nawet milimetra. Kiedy jednak kryjesz Messiego, zapominasz o innych i to oni w końcu cię zabijają. Kto strzelił gola? Pedro. Kto podawał? Xavi. Za bardzo skupialiśmy się na Messim. Kiedy graliśmy przeciwko Barcelonie w 2008 roku, Messi był młodszy i nie skupialiśmy się na nim tak bardzo. To był ból głowy, tak, ale bardziej zbalansowaliśmy uwagi i wyszło nam to lepiej.
Często mówiło się, że jesteś nowym Cristiano…
Często słyszałem to porównanie, ale nie miało ono sensu. Dobrze było być porównywanym do czołowych zawodników, ale miałem swój własny styl. Na szczęście udało mi się mieć świetne sezony w Anglii. W Valencii nie tak dużo, bo miałem kontuzje, ale zawsze, gdy byłem zdrowy, rozdawałem asysty i strzelałem bramki.
Co sądzisz o krytyce twojego rodaka za to, że wybrał grę dla Al-Nassr, zamiast zostać w Europie?
Każdy robi w życiu to, co chce. Messi i Ronaldo, cokolwiek postanowią, czy to z powodów finansowych, czy nie, mają do tego pełne prawo. Zawsze powinniśmy ich wspierać, bo jeśli dziś możemy powiedzieć, że jesteśmy świadkami wyjątkowych chwil w futbolu, to właśnie dzięki nim. Inspirowali wielu ludzi, robią to nadal i jeśli futbol ewoluował to w dużej mierze dzięki nim.
Komentarze (7)