Sport donosi o postępach Ansu Fatiego podczas tournée, który ma wyglądać na silniejszego niż kiedykolwiek wcześniej. Dziennikarze nawiązują wręcz do słynnego utworu Bruce'a Springsteena Born in the U.S.A., wieszcząc odrodzenie 10-tki Barcelony właśnie na amerykańskiej ziemi.
Ansu Fati rozpoczął presezon od decyzji o skróceniu przysługujących mu wakacji. Młody zawodnik ma być bardzo zmotywowany przed najbliższymi rozgrywkami i chce udowodnić Xaviemu, że ten nie mylił się, stawiając na niego. Trener Barcelony miał zaś docenić wcześniejszy powrót wychowanka do treningów.
Ten sezon ma być wyjątkowy dla Ansu. Podchodzi do niego z wyzwaniem pozostawienia za sobą wszystkich problemów, głównie natury fizycznej, które przeszkodziły mu w ponownym staniu się tym piłkarzem, który zachwycał wszystkich nim doznał kontuzji z Betisem w 2020 roku. Tamten pechowy uraz złamal jego marzenia, lecz teraz Ansu chce odrodzić się niczym Feniks z popiołów.
Od czasu kontuzji, Ansu nie był w stanie zaprezentować swoich cech, które czyniły go wyjątkowym. Gdy akceptował wyzwanie odziedziczenia 10-tki należącej do Leo Messiego, nie spodziewał się, że na jego drodze pojawi się tyle przeszkód. Kontuzje tak bardzo go naznaczyły, że gdy pojawił się kolejny nawrót, zdecydował się na leczenie zachowawcze, byle tylko uniknąć kolejnej wizyty na stole operacyjnym.
Sport donosi jednak, że na szczęście problemy fizyczne Ansu mają być już przeszłością, a w klubie widzą go jako silniejszego niż kiedykolwiek. Xavi nie ma najmniejszych wątpliwości co do jego talentu i jest całkowicie przekonany, że jeżeli wychowanek wejdzie na swój maksymalny poziom fizyczny, wróci do bycia kluczowym zawodnikiem, bo dalej ma umiejętność zdobywania bramek. "Xavi wierzy, że Ansu zasłużył na jeszcze jedną szansę", zapewniają źródła w klubie.
Oprócz wiary Xaviego, ważne jest to, że sam Ansu nie rzuca ręcznika. Zademonstrował, że może być atakującym światowej klasy i dlatego zamknął drzwi jakiejkolwiek opcji odejścia tego lata. Młody zawodnik nie uległ presji swojego ojca, agenta, a także samego klubu, który z początku uznał go za transferowalnego i próbował go sprzedać. Ten rozdział wydaje się być jednak zamknięty i wszyscy wiosłują w jedną stronę - tę, która ma doprowadzić do odrodzenia Ansu.
W zeszłym sezonie Ansu rozegrał aż 51 meczów we wszystkich rozgrywkach, jednak w zaledwie 14 z nich wychodził na boisko jako zawodnik pierwszej jedenastki. Statystycznie jego osiągnięcia nie prezentują się źle, gdyż zdobył 10 goli (7 w lidze, 2 w Pucharze Króla i 1 w Superpucharze Hiszpanii), co uplasowało go na trzecim miejscu w klasyfikacji strzelców FC Barcelony, po Robercie Lewandowskim i Raphinhi.
Nam wszystkim pozostaje mieć jedynie nadzieję, że rzeczywiście urazy Ansu to już przeszłość i będzie on w stanie wrócić na swój najwyższy poziom. W dalszym ciągu mówimy bowiem o zawodniku, który nie skończył nawet 21 lat.
Komentarze (49)