Dlaczego (nie) płakałbym po odejściu Dembélé?

Michał Gajdek

12 sierpnia 2023, 10:55

72 komentarze

Fot. Getty Images

Nadchodzi czas rozstrzygnięć w kwestii przyszłości Ousmane’a Dembélé w FC Barcelonie. Przypomnijmy, że jego klauzula odejścia wynosi obecnie 50 milionów euro, z czego tylko połowa trafiłaby do klubu. Taką kwotę zainteresowane drużyny mogą wpłacać do 31 lipca włącznie. Następnie zaś, od 1 sierpnia klauzula wzrośnie do 100 milionów euro. Jeśli więc Paris-Saint Germain chciałoby sprowadzić Francuza do siebie, najlepszym momentem na zakup będą nie tyle najbliższe dni, co wręcz godziny.

Zamieszanie z ewentualnym odejściem Dembélé relacjonujemy na bieżąco w tym artykule. Cała sprawa skłoniła mnie zaś do głębszego rozważenia, czy żałowałbym odejścia Francuza do Paryża.

* - Artykuł został pierwotnie opublikowany 30 lipca

Dlaczego płakałbym po odejściu Dembélé?

Bo czasem potrafi być 10/10

Nikt nie ma chyba wątpliwości, że gdy Dembélé trafi na swój dzień, to prezentuje poziom topowy, osiągany przez niewielu piłkarzy. Co przy tym istotne, Ousmane jest uwielbiany przez Xaviego, który ma do niego pełne zaufanie.

Trener Barçy wielokrotnie rozpływał się nad umiejętnościami swojego podopiecznego, wieszcząc mu zostanie najlepszym skrzydłowym na świecie, a niedawno wypowiadał się o nim tak: „Myślę, że ludzie nie znają Ousmane’a. To niezwykły facet. Nie jesteście w stanie sobie wyobrazić, jak widzi futbol i jaki jest bystry. Jest bardzo inteligentną osobą, dużo bardziej niż ludzie myślą i ma warunki, które bardzo mi się podobają. To piłkarz robiący różnicę. To prawda, że w wielu momentach jest jak „orzeł czy reszka”, ale skrzydłowy tak ma: jest albo 10, albo 0. Widzieliśmy najlepszą wersję Dembélé w ostatnich sześciu latach, więc wyobraź sobie, co będzie, kiedy zacznie strzelać więcej goli i zaliczać więcej asyst”.

 

Bo alternatywy, którymi dysponujemy nie są przekonujące… 

Ousmane Dembélé najlepiej z ofensywnych zawodników FC Barcelony prezentuje się w pojedynkach 1 vs 1. Ma też niesamowite przyspieszenie na pierwszych metrach, potrafi zaprezentować nieszablonowe zagranie… słowem, jako jedyny w całym zespole może być określony mianem rasowego skrzydłowego. Raphinha, Ansu Fati i Ferran Torres mają swoje atuty, ale żaden z nich nie ma w swoim repertuarze zagrań takich jak Francuz.

Xavi zaś, czy to w formacji 4-3-3, czy w tej z czterema pomocnikami, preferuje na skrzydle zawodnika, który będzie potrafił zagrać blisko linii bocznej i stworzyć tam przewagę po indywidualnej akcji. To właśnie wypisz-wymaluj styl gry Dembélé. Najbardziej zbliżony do niego profilem jest powracający z wypożyczenia do Osasuny Ez Abde… ale Marokańczyk jest zawodnikiem dużo mniej doświadczonym, jeszcze niezweryfikowanym na topowym poziomie. Ponadto, najlepiej czuje się on na lewym skrzydle, co wymagałoby dalszych korekt taktycznych na boisku, zwłaszcza uwzględniając ofensywne inklinacje Alejandro Balde.

 

…a kwota, którą za niego otrzymamy, raczej nie pozwoli na sprowadzenie kogoś lepszego

Zacznijmy od początku – uważam krytykę klauzuli 25M/25M za przesadną. Owszem, kwota, którą ewentualnie otrzyma klub, nie jest znaczna. Owszem, może ona stanowić wręcz motywację do odejścia Francuza, w końcu może on zarobić ogromne pieniądze za sam fakt podjęcia decyzji o zmianie klubu. Pamiętajmy jednak o kontekście, czyli o tym, w jakim momencie strony dogadały się co do takich warunków umowy – Francuz od przeszło pół roku mógł negocjować z innymi pracodawcami odejście za darmo, a jego poprzedni kontrakt z Barçą zdążył wygasnąć. To nie Mateu Alemany rozgrywał karty w tej rozgrywce.

Jednocześnie jednak, kwota 25 milionów euro odstępnego z pewnością jest poniżej wartości rynkowej Francuza, a przede wszystkim – poniżej wartości pozwalającej na sprowadzenie godnego zastępcy. Przypomnijmy, że zgodnie z zasadami FFP, pod uwagę musimy wziąć zarówno zysk z transferu (20% z kwoty 25 milionów euro), jak i oszczędność na jego pensji (50% z, załóżmy, 11.5 miliona euro netto, czyli 23 milionów euro brutto). Oznaczałoby to, że odejście Dembélé uwolniłoby w limicie wydatków kwotę ok. 16.5 miliona euro. Czy to dużo, czy mało? Każdy może ocenić to sam, ale obrazowo – pozwoliłoby to na sprowadzenie piłkarza za 40 milionów euro, z pięcioletnim kontraktem i pensją na poziomie ledwo 8.5 miliona euro brutto. Rynek nie oferuje wielkiego pola manewru, zwłaszcza przy obecnych cenach.

 

Dlaczego nie płakałbym po odejściu Dembélé?

Bo częściej jest 2/10

Wśród wielu cytatów Xaviego o Francuzie, żaden według mnie nie opisuje go tak trafnie jak następujący: „może być 10/10 lub 2/10”. Choć trener Barçy od razu dodał, że jego celem jest, aby Dembélé częściej był 10/10 niż 2/10, to ja mam wrażenie, że proporcje są jednak zgoła odwrotne. Wystarczy rzut oka na statystyki: jeżeli Dembélé ostatecznie zostanie w Katalonii, to rozpocznie swój siódmy sezon w barwach Blaugrany. W sześciu poprzednich zaliczył 10.933 minuty w 185 występach, strzelił 40 bramek i zanotował 43 asysty. Statystycznie średni sezon Francuza wygląda zatem następująco: 1822 minuty, 30.8 meczu, 6.7 bramki i 7.2 asysty.

Szczególną uwagę należy oczywiście zwrócić uwagę na kontuzje Francuza i wynikającą z nich nikłą liczbę minut na boisku, a co za tym idzie, przeciętne pozostałe statystyki. Dembélé przez 6 sezonów z powodu kontuzji przegapił aż 119 meczów. Średnio zatem niemal aż 20 razy w każdym sezonie trener nie może z niego skorzystać z uwagi na problemy fizyczne Francuza.

 

Bo jego kontrakt i tak wygasa za rok

Nie oszukujmy się – jeżeli Ousmane Dembélé nie odejdzie w to okienko transferowe do PSG, to nie przejdziemy automatycznie do zakończenia: „i żyli z Xavim długo i szczęśliwie w Barcelonie. Trzeba pogodzić się z tym, że czeka nas trudny proces przedłużenia jego wygasającego za rok kontraktu… albo pożegnanie się z nim w czerwcu 2024 roku bez jakiegokolwiek odstępnego.

Wystarczy sobie przypomnieć okoliczności poprzednich negocjacji z Francuzem. Sam Dembélé mówiący o miłości będącej odmianą szantażu, Moussa Sissoko dający się niby przypadkiem złapać z „Leónardo PSG” na wyświetlaczu telefonu, Mateu Alemany grzmiący, że Francuz nie zagra już ani minuty w klubie, dopóki nie przedłuży umowy, kibice na Camp Nou bezlitośnie wygwizdujący go w meczu z Napoli… dlaczego mamy liczyć na to, że gdy jego pozycja negocjacyjna będzie dużo lepsza niż ostatnio, to tym razem unikniemy podobnego spektaklu? Moim zdaniem, szykuje się nam telenowela z nie mniejszą liczbą zwrotów akcji niż ta w wykonaniu jego kolegi z reprezentacji, grającego dla potencjalnego nowego pracodawcy Dembélé.

 

Bo w ataku mamy overbooking, a jego odejście pozwoli wzmocnić inne pozycje

Pamiętacie jeszcze wspomniane powyżej liczby Dembélé w FC Barcelonie? Dla skali, jego często krytykowany konkurent na prawym skrzydle, czyli Raphinha, w swoim pierwszym sezonie zaliczył 2924 minuty, 50 meczów, 10 bramek oraz 11 asyst. Brazylijczyk od razu po przyjściu do klubu zaprezentował lepsze liczby niż Dembélé w jakimkolwiek ze swoich sześciu sezonów. Nie chcę tutaj otwierać debaty, który z nich jest lepszy, ale zmierzam do tego, że efektowne zagrania często przesłaniają nam w przypadku Francuza twarde liczby, które są po prostu bardzo przeciętne, by wręcz nie powiedzieć – słabe.

O ile Xavi preferuje skrzydłowego w stylu Dembélé, to jednak nie można zapomnieć, że w chwili obecnej ma on już w kadrze Ferrana, Ansu Fatiego i wspomnianego Raphinhę. Każdy z nich jasno deklarował, że nigdzie się nie wybiera, a do tego dochodzi jeszcze Ez Abde. Czterech ofensywnych zawodników nie tyle na dwie, co często na jedną pozycję – w końcu w systemie z czterema pomocnikami u boku Roberta Lewandowskiego znajdzie się tylko jedno miejsce. W ataku FC Barcelony liczbowo mamy zatem obecnie overbooking, a przecież w blokach startowych czeka już Vitor Roque. Odejście Francuza pozwoliłoby zapewne na przyspieszenie przybycia Brazylijczyka, choć tu sprawę komplikują zmienne, których konretnej kwoty nie znamy, oraz sama umowa z Atlético Paranaense - czy brazylijski klub będzie chętny, aby oddać go w środku trakcie sezonu? Na pewno jednak pożegnanie się z Dembélé pozwoliłoby na sprowadzenie piłkarza na pozycję, którą mamy dużo gorzej obsadzoną niż atak – prawą obronę.

 

Podsumowanie

Jeśli nie potrafisz znieść mnie, kiedy jestem najgorszy, to cholernie pewne, że nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepszy”. Według mnie ten cytat tak bardzo pasuje do sympatycznego Francuza, że aż dziw, że przypisywany jest Marilyn Monroe. I ja, po rozważeniu wszystkich za i przeciw, muszę przyznać, że chyba rzeczywiście bardziej nie potrafię znieść Ousmane’a niż go podziwiam.

Niezależnie od tego, ile razy występy Dembélé sam oceniłbym na 10/10, nie będę w stanie sobie wyobrazić budowania wokół niego drużyny. Nie mówimy o młodym talencie, lecz o 26-letnim zawodniku, który dawno powinien być już ukształtowany piłkarsko. A przecież wszyscy wiemy, co najczęściej oglądaliśmy przez ostatnie sześć sezonów. Nie potrafię uwierzyć, że "do siedmiu razy sztuka" i wreszcie nastąpi przełom w kwestii stabilizacji jego formy i unikania problemów zdrowotnych.

Może, podążając za Marilyn, w istocie zatem nie zasługuję na Francuza. Nie wykluczam, że jeżeli transfer do PSG się urzeczywistni, to za kilka miesięcy będę rozpaczliwie błagał o jego powrót… ale na chwilę obecną jednak muszę powiedzieć:

Nie płakałbym w przypadku odejścia Francuza do Paryża.

A jakie jest Wasze zdanie?

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (72)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze