Ferran Jutglà udzielił wywiadu w programie El Suplement na antenie Catalunya Ràdio, w którym podsumował swój pobyt w Barcelonie, a także aspekty życia poza boiskiem.
Pomimo podkreślenia, że w Belgii „wszystko poszło gładko”, Jutglà przyznał, że czasami tęskni za domem i że mógłby sobie nawet wyobrazić siebie w obecnym składzie Barcelony. To właśnie powiedział, gdy zapytano go, czy teraz, gdy Lewandowski jest kontuzjowany, mógłby być dobrym zmiennikiem.
- Oczywiście myślę, że mógłbym być dobrym zastępstwem dla Lewandowskiego, ale kiedy odchodziłem, wiedziałem, że jest wielu ludzi i chciałem grać. Musiałem podjąć decyzję i to właśnie zrobiłem. […] Oczywiście, że tęskni się za czymś, gdy jest się daleko. Za każdym razem, gdy mam kilka dni wolnego, wracam do mojego miasta, aby być z rodziną i przyjaciółmi. Zawsze masz tę nostalgię za powrotem do domu – mówił Ferran Jutglà.
24-latek wspominał swój czas w pierwszej drużynie Barcelony, kiedy była w przebudowie, ale z którego ma miłe wspomnienia.
- Kiedy podpisałem kontrakt z Barceloną, nie myślałem nawet o pierwszej drużynie. Moim celem było pokazanie się w profesjonalnym futbolu. Wybrałem Barçę, ponieważ była wizytówką. Kiedy jesteś w środku i widzisz okazję, aby się tam dostać, jeśli jesteś gotowy, masz szczęście i wszystkie te rzeczy się łączą, starasz się to wykorzystać i to właśnie zrobiłem. To była moja szansa – tłumaczył napastnik.
- Było bardzo dobrze dla mnie i dla klubu, ale trzeba brać pod uwagę okoliczności. Chciałem grać i to nie był właściwy czas. Nie miałem miejsca, a w piłce nożnej chodzi o momenty. Tak jak wtedy, gdy opuściłem Espanyol i przeszedłem do Barcelony. – mówił 24-latek.
Napastnik wyjaśnił również, jak wygląda życie w Belgii i jego drużynie.
- Czasami życie jest wspaniałe i ma w zanadrzu rzeczy, których nie można sobie wyobrazić. Adaptacja w Belgii była łatwa. Pierwsze kilka miesięcy, z wieloma meczami, minęło bardzo szybko i myślałem tylko o piłce nożnej, nie miałem czasu myśleć, że jestem sam. Adaptacja była szybka i wszystko poszło gładko. Przyjechałem sam, ale potem przyjechała moja partnerka i nadal jesteśmy tutaj razem. Mamy się bardzo dobrze, oboje mamy pracę.
- Nie mam kaprysów, nie lubię wydawać [pieniędzy] na drogie ubrania. Pieniądze wydaję na podróże do domu. W końcu każdy zawodnik chce grać, ale najwięcej pracy ma trener. Zawodnik może być zły, ale to on [trener] musi wspierać drużynę – dodał na koniec były zawodnik Barcelony.
Komentarze (13)