Śpieszmy się cenić piłkarzy - tak szybko odchodzą

Dariusz Maruszczak

25 grudnia 2023, 10:35

42 komentarze

Fot. Getty Images

Ostatnie lata nie były szczególnie udane dla Barcelony i stąd też częsta krytyka wielu piłkarzy reprezentujących kataloński klub. Nie inaczej jest obecnie. Doświadczenie pokazuje jednak, że te chwiejne nastroje czy emocjonalne postrzeganie zawodnika na bazie ostatnich występów bywa czasem złudne i zakłamuje rzeczywistą wartość danego gracza. A przede wszystkim - że jego odejście wcale nie musi rozwiązać problemów, ponieważ następca może być jeszcze słabszy. „Gorzej być nie może” wcale nie zawsze sprawdza się w kontekście Blaugrany, zwłaszcza gdy trudności mają wymiar kolektywny.

Dowodów w tym zakresie mamy co niemiara, więc warto prześledzić konkretne przypadki. Oczywiście trzeba mieć na uwadze trudny kontekst finansowy klubu i konieczność cięć wydatków, jak również potrzebę zbudowania nowego projektu w oparciu o młodszych graczy. Być może także w niektórych sytuacjach rozbicia skostniałego układu w szatni. Nie chodzi jednak w tym artykule o ocenę zasadności tych ruchów na poziomie wielopłaszczyznowym, to by wymagało zbyt szerokiego podejścia do tematu, tak przecież skomplikowanego ze względu na finanse i perspektywy, ale samo wskazanie na wartość sportową graczy, mimo ich krytyki, i być może wyciągnięcie jakiejś lekcji na przyszłość, żeby w większym stopniu doceniać to, co jest w klubie. Ponieważ ci, którzy mogą przyjść w miejsce obecnych zawodników, wcale nie muszą być z definicji lepsi, a zawsze trzeba mieć konkretną alternatywę przed oddaniem gracza będącego na określonym poziomie.

Luis Suárez

Z dzisiejszej perspektywy można próbować zakłamywać rzeczywistość, ale w końcówce kariery Suáreza na Camp Nou wielu culés wręcz domagało się jego odejścia. Owszem, El Pistolero był już ewidentnie w wersji post prime, jednak nadal, mimo problemów zdrowotnych, pozostawał wartościowym graczem. Tymczasem w pewnym sensie był traktowany jak obciążenie zespołu (nomen omen, przy inwektywach, jakie wobec niego wysuwano), choć w swoim ostatnim sezonie strzelił 21 goli w 36 spotkaniach, a do tego dołożył 12 asyst (dane Transfermarkt). Suárez trafiał wówczas do siatki co 127 minut.

Mimo to Urugwajczyk był jednym z graczy naznaczonych jako winowajca problemów ekipy (w dużej mierze przez słabą skuteczność w Lidze Mistrzów), podczas gdy później można było za nim zatęsknić. Zwłaszcza że po odejściu zdobył mistrzostwo Hiszpanii z Atlético, a atakującymi Barcelony byli tacy gracze jak Martín Braithwaite, Luuk de Jong, Memphis Depay, Pierre-Emerick Aubameyang czy Ferran Torres. Nawet jeśli miewali oni dobre momenty, to jednak trudno porównywać ich z klasą Suáreza. Ostatni z wymienionych jest w Barcelonie prawie dwa lata, a nie przebił jeszcze (ma 20 goli) wyniku strzeleckiego El Pistolero z sezonu 19/20, naznaczonego przecież poważną kontuzją 36-latka.

Tylko Leo Messi i Robert Lewandowski (33 bramki w poprzednich rozgrywkach) od odejścia Suáreza potrafili zaliczyć więcej trafień od Urugwajczyka w jednym sezonie. Polak strzelał jednak z podobną częstotliwością do El Pistolero w jego ostatniej kampanii (co 120 minut), a przecież był graczem świeżo kupionym za kilkadziesiąt milionów euro, który miał podźwignąć zespół. Statystyki Lewego nie wydają się więc wybitnie lepsze, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak źle był odbierany Suárez pod koniec kariery w Barcelonie. Poza tym błysk geniuszu Lewandowskiego, dający zespołowi coś naprawdę ekstra, objawiał się jednak rzadziej niż w przypadku Suáreza. Oczywiście - w przypadku krytycznej oceny Urugwajczyka rolę odgrywały także jego problemy zdrowotne, atmosfera „amigosów” i brak rozwoju całej drużyny, ale jednak wydaje się, że wartość sportowa napastnika i tak była mocno deprecjonowana. Na coś trzeba było zwalić gigantyczne problemy klubu spowodowane działalnością nieudolnych władz i haniebną klęskę z Bayernem 2:8.

Piłkarz, sezon Mecze Minuty Gole Asysty Gol co Asysta co G+A co
Suárez 19/20  36  2658  21 12   127 minut  221,5 minuty  80,5 minuty
Lewandowski 22/23  46

 3954

33   120 minut  494,25 minuty  96,4 minuty

Leo Messi

Skoro wymieniliśmy Suáreza, to trzeba też wspomnieć o Messim. Nawet najlepszy piłkarz w historii Barcelony nie uniknął krytyki na skutek gorszego okres klubu. Na Argentyńczyka również w dużej mierze zrzucano odpowiedzialność za to, co dzieje się w drużynie. Twierdzono, że jego odejście pomoże zbudować nową ekipę zdolną do wejścia w nową erę i zdobywania trofeów. Paradoksalnie w pierwszej kampanii po przejściu Messiego do PSG Barça nie wygrała żadnego trofeum, a do dziś cierpi na brak piłkarza potrafiącego pociągnąć drużynę. Położenie większego nacisku na grę kolektywną wcale nie dostarczyło większych sukcesów, a Barça dopiero w trzecim sezonie od odejścia Messiego zdołała awansować z grupy Ligi Mistrzów. Z kolei sam Argentyńczyk w tym okresie poprowadził Argentynę do mistrzostwa świata. Crack z Rosario został przedwcześnie skreślony przez wielu kibiców, choć oczywiście nie wszyscy wyrażali optymizm po odejściu Leo.

Dani Alves

Być może mało kto o tym pamięta, ale Alves pod koniec swojej kariery w Barcelonie też był krytykowany. Niektórzy przyjmowali z ulgą odejście Brazylijczyka. Tymczasem okazało się, że Barça przez wiele lat nie potrafiła znaleźć gracza na poziomie post prime Alvesa. Dopiero w poprzednim sezonie trochę solidności na prawej flance dał Jules Koundé, a w obecnym ożywienie do ataku tym skrzydłem wniósł João Cancelo. Wcześniej Barcelona dużo eksperymentowała, a żaden z graczy nie zaprezentował wymaganego poziomu, mimo wydania blisko 90 milionów na Aleixa Vidala, Nélsona Semedo, Sergiño Desta czy Emersona (szybko został sprzedany).

Sergio Busquets

Przechodząc do sytuacji bieżącej, nie sposób nie wyróżnić byłego kapitana Barcelony. Busi miał całą paletę wad pod koniec swojej kariery w Blaugranie. W mojej ocenie był jednym ze słabszych elementów mistrzów Hiszpanii. Piłkarz, który zdecydowanie powinien mieć już klarownego następcę w zespole. Niestety w efekcie wieloletnich zaniedbań na każdym poziomie w klubie (od trenerów, przez dyrekcję sportową, po zarząd) takowego zawodnika nie było. Mimo to nie udało się przedłużyć kontraktu Busquetsa i Barça została z ogromną dziurą na jego pozycji.

Kibice cieszyli się na możliwość dokończenia potrzebnej zmiany pokoleniowej, a w tym celu łudzili się nawet, że Oriol Romeu okaże się wartościowym piłkarzem na miarę Barcelony. Tak się jednak nie stało, a 32-latek potwierdził się swój wizerunek gracza, dla którego Barça to zdecydowanie za wysokie progi. Pozytywie nastawiony względem Oriola był Xavi, który jednak po pewnym czasie zdał sobie sprawę, jak wielki błąd popełnił, stawiając właśnie na piłkarza Girony, i odstawił go od wyjściowego składu. Obecnie trudno znaleźć dla wychowanka jakąkolwiek rolę w ekipie, która nie narazi drużyny na niebezpieczeństwo.

Wielokrotnie krytykowałem Busquetsa, który już nie nadążał w warunkach nowoczesnego, niezwykle fizycznego futbolu. Jeszcze przed rozegraniem przez Oriola pierwszego meczu w Barcelonie zwracałem jednak uwagę, że gdybym wiedział, że to on zastąpi Busiego, wolałbym już zatrzymania kapitana. Swoje zdanie podtrzymuję. Barça nadal ma ogromne problemy z zabezpieczeniem newralgicznej strefy przed linią obrony, zwłaszcza w tranzycji. Busquets był przeraźliwie ślamazarny, ale za to dużo inteligentniejszy boiskowo od obecnego piwota. A z Oriolem na boisku Barcelona rozgrywa piłkę w maksymalnie dziesięciu piłkarzy, czasem przeciw dwunastu rywalom.

Brak zabezpieczenia pozycji defensywnego pomocnika to moim zdaniem jedna z kluczowych kwestii związanych z pogorszeniem się zespołu Xaviego. Jest on zdestabilizowany, niezrównoważony i ma jeszcze większe trudności z kontrolowaniem gry. Busquets, jaki był na koniec, każdy widział, ale weteran stanowił idealne potwierdzenie tezy, że „lepsze jest wrogiem dobrego”. Inna sprawa, że klub latem 2023 roku nie miał już na tym etapie dużego pola manewru, jak chodzi o pozyskanie następcy Busiego.

Jordi Alba

W lecie atmosferę zadowolenia z wymiany pokoleniowej podsycało też odejście Jordiego Alby. Tym większe, że lewy obrońca nie miał dobrej prasy, a wręcz był nielubiany za swoje różne absurdalne zachowania boiskowe. W tym przypadku zastępca już był – Alejandro Balde miał świetny sezon i w pełni zasłużył na miano podstawowego gracza. Problem w tym, że po zakończeniu współpracy z Jordim Albą Barcelonie zabrakło alternatywy. Kontuzjowany pod koniec rozgrywek 2022/2023 Balde musiał z marszu wrócić do gry bez solidnego przepracowania presezonu, co mogło odbić się na jego dyspozycji. Dodatkowo młody zawodnik nie tylko nie miał żadnego konkurenta, który zawsze wyzwala w piłkarzu szczególne pokłady motywacji, ale też mentora, jakim Alba był dla 20-latka.

Z perspektywy Barcelony klubowi brakowało dodatkowego zabezpieczenia. Zwłaszcza że weteran w ofensywie potrafił coś wnieść nawet na końcówki spotkań. Barça straciła część jakości w ataku, a Balde prezentuje tak przeciętną formę w tym sezonie, że jego starszy kolega mógłby po prostu sportowo wygryźć go z wyjściowej jedenastki. Dodajmy, że nawet w poprzednich rozgrywkach Jordi Alba miał taki sam dorobek w zakresie bramek i asyst (8) jak 20-latek, który spędził na murawie prawie 1200 minut więcej od weterana.

Frenkie de Jong

Warto przypomnieć, że również De Jong był do jakiegoś stopnia wypychany z klubu jeszcze w lecie 2022 roku. Owszem, Holender nie grał wcześniej na miarę możliwości, ale w jego przypadku zbyt rzadko zadawano sobie pytanie, co można zrobić, żeby jak najlepiej wykorzystać jego talent, osadzić go w lepszym kontekście. De Jong miał po prostu spisywać się dobrze i basta, nieważne, gdzie grał (Valverde miał mecz, w którym umieścił go w zasadzie na… lewym skrzydle!), ani w jakiej roli (gracza bez piłki, który ma wbiegać w pole karne i kończyć akcje).

Szybko okazało się, że przy dobrym pomyśle na tego piłkarza może on prezentować się znacznie wydajniej, a sprzedaż byłaby ogromną stratą, bo i zastępcę takiego unikatowego gracza trudno znaleźć na rynku. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak często Barça popełniała błędy przy transferach. Na szczęście De Jong uparł się co do pozostania w klubie, a obecnie jest fundamentem drużyny. Tego piłkarza akurat szczęśliwie zdążyliśmy docenić.

Ousmane Dembélé

Francuz wzbudza skrajne emocje i całkowicie sobie na to zasłużył, na poziomie sportowym i ludzkim. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy obecni skrzydłowi Barcelony są w stanie robić różnicę na poziomie Dembélé. Blaugranie ewidentnie brakuje bowiem w ataku piłkarza potrafiącego zrobić coś z niczego. 26-latek nie rozwiązałby problemów ze skutecznością, a wręcz zapewne sam by ich dostarczył (tylko jeden gol w tym sezonie w PSG), ale nie ma wątpliwości, że potrafi on dryblować i kreować okazje partnerom.

Zostawmy choć na chwilę na boku prywatną niechęć wobec Dembélé (sam mam jej sporo) i skupmy się na liczbach. Pod względem udziału w akcjach bramkowych Francuz nie ma sobie równych w pięciu najsilniejszych ligach europejskich, a w zkresie progresywnych rajdów zajmuje trzecią pozycję. Skrzydłowy znajduje się też w ścisłej czołówce Ligue 1 w liczbie asyst, kluczowych podań, prostopadłych piłek, podań w pole karne czy wygranych pojedynków.

Z kolei obecna linia ofensywna Barçy wydaje się zwyczajnie miałka w większości tych aspektów. Raphinha ma różne zalety, ale jego brak umiejętności wygrywania pojedynków i słaba skuteczność w dobrych sytuacjach (nie tylko pod względem strzału, ale też przyjęcia piłki) sprawiają, że trudno jest na ten moment ocenić, by ofensywa Barçy była mocniejsza z Brazylijczykiem niż z Dembélé. Nie chcę w tym miejscu dokonywać kompleksowego porównania Francuza do Raphinhi (więcej na ten temat można przeczytać w artykule Krystiana Cichockiego), bo jednak z tym pierwszym wiąże się dużo więcej problematycznych kontekstów (kontuzje, nastawienie, gra bez piłki), i oceniać, kto stanowiłby większą wartość dla Barçy, ale jednak obecny skrzydłowy PSG to też jakościowy sportowo zawodnik. Nawet jeśli uznamy, że lepiej mieć go z głowy po latach kłopotów, to jednak przydałby się drużynie ktoś o jego walorach.

Antoine Griezmann

Przypadek Francuza jest bardzo specyficzny. Samo kupno Griezmanna było dyskusyjne, bo z jego charakterystyką po prostu gryzł się z Messim. Nie pasował też za bardzo do taktyki całego zespołu i trzeba wyraźnie podkreślić, że mimo niezłych statystyk w drugim sezonie po prostu się w tej Barcelonie nie sprawdził. W Atlético wrócił jednak do statusu piłkarza podziwianego w Hiszpanii, znajdującego się bardzo wysoko w różnych klasyfikacjach indywidualnych. Gracza potrafiącego zrobić różnicę i ciężko pracującego w obronie.

Czy w ustawieniu Xaviego z czwórką pomocników Griezmann nie pasowałby dobrze jako gracz znajdujący się u szczytu rombu? Teraz możemy się tylko zastanawiać, bo Francuz odszedł w tym samym sezonie co Messi. A napastnicy, którzy grali po nim, mają nieporównywalnie gorsze statystyki (choć też trzeba przyznać, że nie grali z Leo, co ułatwiłoby im zadanie). Warto podkreślić, że w tym sezonie Griezmann ma tylko dwa gole mniej niż Lewandowski, Raphinha i João Felix razem wzięci. Skoro krytykowaliśmy Antoine'a za jego postawę, to jak mamy ocenić obecnych zawodników? 

Piłkarz, sezon  Mecze Minuty  Gole Asysty 
 Griezmann, 20/21  51 3903 20   13 
 Raphinha, 22/23  50  2924 10  12
 Ferran, 22/23  45  1884
 Fati, 22/23  51  1824  10

Doceniać to, co się ma, a zmian dokonywać z rozwagą

Warto więc przed każdą oceną piłkarza zreflektować się, zwłaszcza przy okazji świąt Bożego Narodzenia, czy warto wylewać falę hejtu wobec piłkarza, tym bardziej takiego, który miał swój duży wkład w sukcesy Barcelony, czy wręcz będącego legendą klubu. Po pierwsze, z szacunku, a po drugie dlatego, że wciąż może on być wartościowym elementem zespołu, w większym stopniu niż jego potencjalni następcy. Często nie doceniamy tego, co mamy, i wydaje nam się, że to, co jest gdzieś indziej, z definicji musi być dużo lepsze. Ma to swoje odzwierciedlenie w powiedzeniu „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. To nie jest jednak prawda, bo nie każda zmiana musi być zmianą na lepsze. Każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie, biorąc pod uwagę posiadaną alternatywę lub inne sposoby na zastąpienie danego piłkarza. Należy o tym pamiętać zwłaszcza przy każdym okienku transferowym, bo klasowi piłkarze są rzadkim towarem na rynku.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (42)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze