Na portalu "En Un Momento Dado" ukazał się ciekawy artykuł wskazujący na brak odpowiedniej współpracy między Robertem Lewandowskim a João Felixem. Zdaniem autora obaj, zamiast wzajemnie się uzupełniać, dzielą swoje wady. Poniżej tłumaczenie tego artykułu.
***
"W skrócie: istnieją trzy sposoby, w jakie dwaj gracze mogą odnosić się do siebie nawzajem, będąc częścią tego samego zespołu. Mogą to robić na zasadzie różnic, dzieląc się mocnymi i słabymi stronami w taki sposób, że atrybuty jednego rekompensują niedociągnięcia drugiego. Środkowy obrońca, który jest szybki, ale niezbyt utalentowany z piłką przy nodze, obok obrońcy, który jest mniej żywiołowy fizycznie, ale świetnie kontroluje piłkę. Głęboko grający boczny obrońca na skrzydle obok skrzydłowego z tendencją do przyjmowania piłki do nogi i schodzenia do środka. Środkowy pomocnik z dużym zaangażowaniem bez piłki obok pomocnika z mniejszym poświęceniem i umiejętnością pokonywania wielu metrów. Barça Franka Rijkaarda, dwukrotni mistrzowie Hiszpanii i zdobywcy Ligi Mistrzów w latach 2004-2006, miała wiele takich partnerstw, niektóre tak definiujące drużynę, jak te tworzone przez Márqueza i Puyola, Xaviego i Deco czy Ronaldinho i Samuela Eto'o.
W tej samej drużynie, dwóch graczy może również odnosić się do siebie poprzez dzielenie się zaletami, podkreślając wspólne cechy, aby wzajemnie się wzmacniać. Weźmy Barçę Guardioli i kwartet złożony z Sergio Busquetsa, Xaviego, Iniesty i Messiego. Czterech różnych piłkarzy, ale wyrzeźbionych przez wspólny wzór, którzy karmili się nawzajem na boisku, mówiąc tym samym językiem. Nie dodawali tego, czego brakowało ich kolegom z drużyny, ale wzmacniali to, co mieli wspólnego. "Zrezygnował z centymetrów i wybrał graczy o podobnych cechach, ze złożonością, która zmieniła Hiszpanię w drużynę nie do rozszyfrowania. Jeśli Iniesta poda piłkę do specjalisty od destrukcji, piłka nie wraca. Dlatego kłamstwem jest, że gra jest dzielona, nie jest dzielona w ogóle".
Trzecią relacją, która może istnieć między dwoma kolegami z drużyny, jest relacja, której należy unikać: ta, w której to, co czyni graczy równymi, to nie ich zalety, ale ich wady. Kiedy zamiast wzajemnie się uzupełniać lub wzmacniać, uwypukla się ich wady. To właśnie przydarzyło się Barçy jakiś czas temu w przypadku Leo Messiego i Luisa Suáreza, dwóch graczy, którzy przez lata wzmacniali się nawzajem dzięki różnicom, zbliżając nadpobudliwość Urugwajczyka do wyjątkowych zagrań El 10, ale fizyczny upadek Urugwajczyka sprawił, że stali się "równi" pod tym względem. Suárez przestał wypełniać to, czego nie robił Leo, podkreślając w ten sposób każdą pustkę. Nie bez powodu wrócili na zwycięską ścieżkę osobno, jeden obok Marcosa Llorente odkrytego na nowo przez Simeone niemal jako drugi napastnik specjalizujący się w połykaniu przestrzeni i głębi ataku, a drugi znajdujący nowych partnerów w szybkich zawodnikach, takich jak Jordi Alba, Julián Álvarez czy Kylian Mbappé.
Podobnie jak Luis Suárez, Lewandowski również się zmienił. Polak, a co za tym idzie jego futbol, nie był taki sam w 2023 roku jak w 2022. Jego zdolność do stawiania się środkowym obrońcom w sytuacjach bark w bark, na skraju pola lub dryblingu jest mniejsza niż kiedyś, a co za tym idzie, połączenie między jego ustawianiem się w polu karnym a pojawianiem się przed polem jest mniej zrównoważone. Jest trochę mniej dziewiątką, a trochę bardziej dziesiątką. Przeszedł od bycia napastnikiem, który absorbuje uwagę środkowych obrońców przeciwnika, aby stworzyć przestrzeń i swobodę dla swoich kolegów z drużyny, do konieczności oddzielenia się od obrony przeciwnika, aby znaleźć czas na grę w mniej zatłoczonych obszarach. Od bycia odpowiedzialnym za odpychanie ostatniej linii przeciwnika, po wymaganie od innych, by mobilizowali uwagę środkowych obrońców. Od zagrażania tyłom obrony, do chęci posiadania piłki z przodu.
Dlatego też relacja potrzeb, jakie polski napastnik nawiązuje ze swoimi partnerami w ataku, jest również inna. Jeśli kilka miesięcy temu był elementem mającym na celu wzmocnienie i zrekompensowanie Barçy z czterema pomocnikami poprzez wzmocnienie swojej roli w tym obszarze, obecny Lewandowski jest napastnikiem z tendencją do łączenia się z nimi i dlatego najbardziej ceni sobie dzielenie się atakiem z partnerami, którzy mogą atakować pozycję środkowych obrońców. Aby ich absorbować, obracać się z nimi i odpychać... Trzymać ich z dala od pola.
Wejścia Gündogana, Fermína czy Pedriego z drugiej linii, przekątne wbiegnięcia Raphinhi czy Ferrana Torresa ze skrzydła to akcje, które dziś współistnieją bardziej harmonijnie z polskim napastnikiem niż upodobanie João Félixa do piłki przy nodze i bliżej środka pola. Podobnie jak dzisiejszy Lewandowski, portugalski napastnik również jest napastnikiem, któremu wygodniej jest cofać się, niż zdobywać przewagę w walce wręcz z obrońcami. Rzucający piłki do kolegi z drużyny zamiast być tym, do którego się rzuca. Odnoszący się do przestrzeni bardziej przez podania niż przez wbiegnięcia. Atakowanie tyłów pomocników, a nie środkowych obrońców. Lewandowski i João Felix, zarówno w ataku, jak i w obronie, dzielą tę samą pustkę i te same potrzeby. Obaj oczekują od partnera tego, czego nie mogą mu dać".
Komentarze (31)