Gdybyście mieli możliwość podróżowania w czasie i cofnięcia do przeszłości, to co powiedzielibyście młodszemu sobie? Pewnie rozważacie różne opcje, ale ja wiem, czego na pewno bym nie zdradził, kiedy wróżyłem z fusów, jakim trenerem może być Xavi. Żeby nie zabijać własnego entuzjazmu na myśl o powrocie piłkarskiej legendy w nowej roli, po prostu poklepałbym się po ramieniu i pozwolił marzyć zatajając rzeczywisty bieg wydarzeń.
Natomiast dzisiaj, z perspektywy czasu, przedstawione tezy i oczekiwania w artykule z listopada 2021 roku, chciałbym rozliczyć. A zatem, zwracam się do Ciebie, młodszy i naiwny Rafale… I lepiej usiądź, bo nie uwierzysz.
Xavi zbudował dom bez fundamentów
Chęć szukania stylu w oparciu o podwaliny taktyczne miały przełożyć się na osiągane wyniki. Stanowiło to dość oczywistą nadzieję wśród kibiców, której zapewne nie muszę specjalnie argumentować. Xavi dostał niepisane przyzwolenie na odłożenie w czasie gratyfikacji pucharami, a priorytetem miał być rozwój projektu. Autorski system gry jednego najinteligentniejszych pomocników w historii wdrażany po to, aby stworzyć machinę do wygrywania. Coś tak oczywistego, jak relacja między „przyczyną” a „skutkiem”.
Tymczasem, szybko przeskoczyliśmy do kolejnych kroków, pozostawiając zaniedbane te poprzednie. Byłbym hipokrytą, gdybym teraz nie cieszył się, nie doceniał Superpucharu czy mistrzostwa Hiszpanii. Tylko, że te wygrane opierały się na dysproporcji między efektami pracy wybitnych jednostek a wkładem Xaviego w twór systemowy. W momencie, kiedy ta różnica zaczęła się zacierać, niestety równając do poziomu słabej pracy trenera, a nie windując ją do wybitnej w zeszłym sezonie formy Lewandowskiego czy Matsa, to ujawnił się poważny problem dzisiejszej Barcelony.
Jeżeli w dobrze działającej układance przestaje funkcjonować poprawnie konkretny element, to naprawa może okazać się dziecinnie prosta. Natomiast, jeżeli mamy do czynienia z oderwanymi od siebie trybikami, to nie one są same w sobie problemem. Bo nawet będąc półproduktami najlepszej, światowej jakości, to niepołączone przez wprawnego konstruktora stają się bezużyteczne.
I to jest największy zawód, jaki wywołał we mnie aktualny trener Barçy. Nie za bardzo wiem, jak miałbym ocenić próbę stworzenia projektu, jeśli ten opiera się przede wszystkim na dorzucaniu kolejnych nazwisk mających wygrywać tytuły. I nie, nie przekona mnie narracja o próbach gry z czwórką pomocników mogąca pojawić się jako argument. W meczach nie widać wykluczania błędów pojawiających się w poprzednich spotkaniach, dopasowania gry pod danego rywala, reakcji trenera na wydarzenia boiskowe przy przeprowadzanych zmianach. Horyzont czasowy decyzji to kolejne dziesięć minut pobytu na murawie w wyniku często panicznego maskowania braku wyciągania długofalowych wniosków. Nie tędy droga.
Młodzi piłkarze w cieniu presji wyników
Kto miałby lepiej rozumieć konieczność opierania drużyny na synergicznym połączeniu młodości z doświadczeniem, jeśli nie Xavi? Dlatego uważam, że nie jest problemem brak świadomości tej kwestii. Sednem powstawania takich tekstów jak #UwolnićMarcaCasado jest wspomniana wyżej presja ukierunkowania na wynik kosztem, powtórzę to słowo raz jeszcze, projektu.
Ilias Akhomach, Ferran Jutglà, Álvaro Sanz, Estanis Pedrola debiutowali w lidze jeszcze przed znakomitymi efektami pracy w zimowym oknie transferowym na początku 2022 roku. Potem pojedyncze szanse otrzymali Mika Mármol, Chadi Riad, Ángel Alarcón, Aleix Garrido czy Marc Guiu. Fermín López, a zwłaszcza Lamine Yamal są wisienkami na torcie. Xavi z przyjemnością korzystał z debiutujących pod wodzą poprzedników Alejandro Balde, Gaviego, Ansu Fatiego. I tak, ładnie ta lista wygląda, jeśli patrzymy na nią bezmyślnie na stronie Transfermarkt. W rzeczywistości tak kolorowo już nie jest.
Nie można odmówić chęci angażowania młodszych, ale w większości przypadków w wymuszonych bądź bardzo bezpiecznych warunkach oddalających ich od realnego włączania w życie pierwszej drużyny. Pełnią rolę co najwyżej doraźnej alternatywy, a nie przejawu długofalowego planu.
Mecz z UD Barbastro jest pigułką wniosków, jakie można wysnuć z wielomiesięcznej kariery trenerskiej Xaviego. Lewandowski i Gündoğan wchodzący z ławki, żeby się nie skompromitować w starciu z czwartoligowcem. Sergi Roberto zmieniający kontuzjowanego Iñigo Martíneza. Zupełnie nieperspektywiczny Oriol Romeu zbierający minuty w opozycji do Marca Casado.
Narzekaliśmy na Koemana, który korzystał z usług Yusufa Demira, kiedy „na hura” trzeba było odrabiać wynik, ale czy koniec końców bardzo się to różni od wprowadzania Pablo Torre na ostanie minuty, aby kilka razy wrzucić piłkę z rzutu wolnego i zejść do szatni? Próby budowania Erica Garcíi jako następcy Sergio Busquetsa na pozycji defensywnego pomocnika zakończone po rozegraniu niecałej jednej połowy na tej pozycji, i to po zapewnieniu sobie mistrzostwa, też nie są najlepszym dowodem rozwijania piłkarzy. Przykłady można mnożyć, by zamknąć je w słowach „wynik kosztem projektu”.
Es lo que hay 2.0?
Nie potrafię jednoznacznie rozliczyć jednej rzeczy, która zawiera się w haśle „szukanie rozwiązań zamiast wymówek” – jako kontrastu do okresu trenerskiego Ronalda Koemana. Doskonale pamiętamy, że poprzednik Xaviego potrafił znaleźć winę w każdym, ale nie w sobie. Obwiniał najdrobniejszy czynnik odsuwając przyczyny niepowodzeń jak najdalej od siebie.
Konferencje prasowe aktualnego trenera są dla mnie wypełnione niewyobrażalnym wręcz nagromadzeniem nieścisłości. Jeśli charakterystyka gry Lewandowskiego nie pasuje do sposobu gry przeciwko Las Palmas, co przyznał Xavi po meczu, to dlaczego ten spędził na boisku 72 minuty?
Czasem wręcz są to także do bólu płytkie stwierdzenia. Prawdziwe, ale omijające sedno problemu. Czy Barcelona cierpiała z UD Barbastro? Czy VAR zaliczyłby gola João Felixa? Oczywiście, że tak. Czy warto byłoby ułożyć wypowiedzi wskazując na siebie i drużynę jako głównych winowajców kolejnego beznadziejnego meczu, marginalizując drugoplanowe powody? Oczywiście, że tak.
Konferencje prasowe zawsze będą w moich oczach platformą do wciskania dziennikarzom pożądanego przekazu, a nie salą sądową, gdzie przyrzeka się mówić prawdę i tylko prawdę. Dlatego bez wiedzy o komunikatach płynących za zamkniętymi drzwiami szatni, trudno jest ocenić rzeczywisty stopień autokrytyki Xaviego. Mogę jedynie mieć nadzieję, że wypowiadane słowa mając wycelowane w siebie obiektywy kamer, w jakimś stopniu świadomie nie są spójne z wersją kierowaną bezpośrednio do piłkarzy.
Próba obrony
A zatem, drogi ja z przeszłości, napisałeś, że Xaviemu na przeszkodzie do sukcesu może stanąć przede wszystkim brak doświadczenia na europejskiej scenie bądź problemy instytucjonalne klubu. Paradoksalnie, te stały się kotwicą utrzymującą go na ławce trenerskiej. Pierwszy zagwarantował relatywnie dużą cierpliwość i komfort pracy. Drugi nie pozwala zwolnić, bo sytuacja finansowa ogranicza swobodę ruchów transferowych.
Nie wierzę, że Xavi jest w stanie dźwignąć Barcelonę. Zbyt widoczna jest konieczność świeżego spojrzenia, wdrożenia drastycznie innych rozwiązań, przemodelowania wizji. Bez wątpienia jest wybitną postacią piłki nożnej, lepiej niż ktokolwiek rozumiejącą zasady gry, ale z jakiegoś powodu nie odwzorował tego tak dobrze na żywym organizmie jak na makiecie boiska z kolorowymi kapslami. Może przerosła go presja oczekiwań ze strony Laporty podsycana jakościowymi transferami? Może zbyt dużą narzucił sam na siebie wygranymi pucharami, przez co stracił z pola widzenia faktyczny cel?
Niezależnie od przyczyn, chciałbym zgrabną klamrą spiąć ten artykuł powrotem do wstępu i wyjaśnić, dlaczego skreśliłem słowo „naiwny”, a tym samym podsumować odniesienie do własnych słów sprzed ponad trzech lat.
Wszystko, co tam napisałem, uważam za zasadne. Przed zatrudnieniem Xaviego mieliśmy pełne prawo wierzyć w jego sukces i karierę neutralizującą wady widoczne w pracy wszystkich z trzech poprzedników. Nie bazując na ślepej naiwności, ale uzasadnionej analizie sytuacji w klubie, zaletach Xaviego, nadziejach kibiców. Czas pokazał, że nie spełnił oczekiwań, ani ich składowych rozumianych jako pośrednie cele.
Niemniej, zależy mi, aby spuentować te kilka akapitów jasnym przekazem, że niezależnie od znacznego kontrastu między oczekiwaniami a efektami, jego zatrudnienie było w pełni zrozumiałe, a szansa jaką otrzymał od klubu w żadnym momencie nie powinna być podważana. Bo wracając do własnych nadziei sprzed lat, żadnej nie uznaję aktualnie za absurdalną.
Komentarze (53)