W naszym kalendarzu kibica na 2024 rok (można go obejrzeć tutaj) zaznaczyliśmy między innymi 25 dat istotnych dla historii FC Barcelony. Kolejną z nich jest finał Ligi Mistrzów z sezonu 2014/15, w którym Barça po raz piąty - i, jak dotąd, ostatni - wygrała te rozgrywki.
W drodze do Berlina Blaugrana musiała pokonać niezwykle wymagającą drabinkę. W 1/8 finału Ligi Mistrzów czekał Manchester City (mistrz Anglii), który w dwumeczu poległ 1:3. W ćwierćfinale Barça zmierzyła się z Paris-Saint Germain (mistrzem Francji), wygrywając w dwumeczu aż 5:1. Wreszcie, w półfinale nadeszło starcie z Bayernem Monachium (mistrzem Niemiec), z którym Blaugrana wygrała 5:3. W finale podopieczni Luisa Enrique mierzyli się z ostatnim z mistrzów lig TOP5, czyli Juventusem. Włosi w drodze do Berlina pokonali kolejno Borussię Dortmund, AS Monaco oraz Real Madryt.
Barcelona przystępowała do finałowego starcia jako zwycięzca krajowego dubletu: w lidze Barça wyprzedziła o 2 punkty Real Madryt, zaś w Pucharze Króla pokonała w finale Athletic. Początek sezonu bynajmniej nie zwiastował tak świetnych rezultatów: Luis Enrique, który dopiero co objął zespół, miał problemy z dotarciem do swoich piłkarzy. Momentem zwrotnym okazało się starcie z Realem Sociedad na początku 2015 roku, w którym Lucho pozostawił na ławce Leo Messiego, Neymara, Daniego Alvesa czy Gerarda Piqué. Po porażce 0:1 po beznadziejnym meczu drużyna najwyraźniej powiedziała sobie legendarne kilka męskich słów w szatni, dochodząc do wniosku, że sytuacja wymaga pilnej zmiany.
Nikt chyba jednak nie spodziewał się, że jej efekty będą aż tak imponujące. Od meczu rozegranego na Anoecie 4 stycznia 2015 roku, Barça do końca sezonu przegrała tylko dwa spotkania: ligowe starcie z Málagą oraz rewanżowy mecz półfinału Ligi Mistrzów z Bayernem (po tym, gdy w pierwszym meczu Blaugrana uzyskała trzybramkową zaliczkę). Kibiców zachwycało przede wszystkim trio MSN, czyli Leo Messi, Luis Suárez i Neymar. Urugwajczyk dołączył do zespołu latem 2014 roku, jednak z uwagi na kilkumiesięczne zawieszenie spowodowane ugryzieniem Giorgio Chielliniego, w Barçy zadebiutował dopiero jesienią. Po kilku miesiącach okazało się, że pochodzący z Ameryki Południowej zawodnicy utworzą najlepsze tridente w historii futbolu.
Do finału Barça przystępowała w roli faworyta. Legendarna jest już przemowa, którą Luis Enrique wygłosił przed meczem: "Przemowy, które zwykle robię w hotelu, są taktyczne, ale tego dnia szukałem czegoś motywacyjnego, co mogłoby pomóc piłkarzom lub co uważałbym, że mi by pomogło jako zawodnikowi. Zrobiłem coś na kształt żartu. Zapytałem ich w końcu: „co najgorszego waszym zdaniem może się nam przydarzyć w finale?”. Niektórzy zaczęli mówić. Xavi i Alves, czy generalnie weterani, mówili: „nie będziemy wierni naszemu stylowi”, tego typu rzeczy związane z futbolem. I powiedziałem im: „najgorsze, co może się wam przydarzyć, to bycie piłkarzem Juventusu i konieczność zmierzenia się z Barceloną. Wyobraźcie sobie krycie Suáreza, Neymara, Messiego, Iniesty, Busquetsa… Wyobraźcie sobie, że próbujecie strzelić gola Marcowi, że jesteście Moratą i próbujecie strzelić gola przy Piqué czy Mascherano, że jesteście Evrą i musicie bronić ataków Alvesa…”. To był trochę żart, ale powiedziałem im: „wyobraźcie sobie, że to odprawa Juventusu i mówię wam o Barcelonie. Bylibyście zesrani”.
Ocena sytuacji przez Lucho okazała się trafna. Barça wyszła na prowadzenie już w 4. minucie meczu po golu Ivana Rakiticia. Choć w drugiej połowie wyrównał Álvaro Morata, to wynik podwyższali kolejno Luis Suárez i Neymar. Puchar za zwycięstwo podniósł po raz pierwszy Xavi Hernández, dla którego jednocześnie było to pożegnanie z klubem w roli zawodnika. Co ciekawe, niegrzeszący wzrostem kapitan Barçy został na większości zdjęć... zasłonięty przez Neymara (któremu z kolei UEFA usuwała z opaski napis 100% Jesús).
W ten sposób Blaugrana mogła cieszyć się z czwartego triumfu w Lidze Mistrzów w ciągu 10 sezonów - i drugiego trypletu w ciągu 6 lat. Niestety, za świetne wyniki z sezonu 2014/15 przyszło klubowi zapłacić wysoką cenę. To głównie one zadecydowały o tym, że kolejnym presidente FC Barcelony został Josep Maria Bartomeu. Ale to już zupełnie inna historia...
Komentarze (7)